juz go nie kocham...

01.11.04, 19:50
Po 2 latach zwiazku moja milosc do niego zaczela wygasac... Wytrzymalam
jeszcze rok, wychodzac z zalozenia, ze jesli jedno z nas moze byc szczesliwe,
to niech bedzie. Ale juz chyba nie dam rady:(
Jestesmy ze soba naprawde blisko zwiazani, mamy bardzo podobny gust literacko-
filmowy, podobne poczucie humoru, rozumiemy sie w pol slowa... Ale to juz nie
'to'. Przez dlugie miesiace nie przeszkadzaly mi zupelnie jego drobne wady i
nawyki, nadwaga, pryszcze, nietolerancja w stosunku do odmiennych pogladow, w
tym rowniez moich, do innych kultur i kolorow skory (przeszkadzala, ale
wytzrymywalam), wyrazna dominacja w zwiazku (mam problemy z podejmowaniem
decyzji, ale to jednak przegiecie, kiedy on ukladal mi czas), paranoiczna
zazdrosc - niezaleznie od plci danej osoby, ograniczanie moich kontaktow z
innymi znajomymi - bo przeciez sa glupi, straszliwy, ogromny, monstrualny
egoizm (tlumaczylam sobie to tym, ze jest jedynakiem), czesto kompletny brak
taktu, przymus spedzania ze soba przynajmniej 4 dni w tygodniu (bo by
tesknil), niemozliwosc odmowienia mu czegokolwiek... To takie niby drobne
grzeszki, naprawde malo mi przeszkadzaly, bo milosc jednak zaslepia. Ale
minela, zdecydowanie minela, wygasla zupelnie, zostalo przywiazanie i taka
kumpelska sympatia. Gdybysmy tylko mogli pozostac kumplami... byloby to
idealne wyjscie z sytuacji, ale nie wchodzi w gre. Nie moze zostac, jak jest,
bo ja... brzydze sie. Od pewnego czasu brzydze sie jego pocalunkow, czuje
wstret do jego ciala; a on ma strasznie duze potrzeby seksualne i... jest z
tym problem:(
A przy tym wszystkim panicznie boje sie zerwania. Jestem dosc niesmiala osoba,
zamknieta w sobie, zylam 'w cieniu', co bywalo wygodne, ale jednak dosc mi
utrudni byt po zerwaniu. Poza tym on mnie przytlacza swoja osobowoscia, czuje
sie troche zaszczuta, bo jakos to trzeba bedzie powiedziec... A ja nie wiem
jak, bo on sie rozplacze (nienawidze facetow, ktorzy placza!), bedzie pytal
'dlaczego' - nie wiem jak to wyjasnic, dla niego 'przestalam Cie kochac' nie
bedzie wystarczajaco racjonalne...
Ostatnio chyba wyczuwa, ze cos jest nie tak, pyta, co sie dzieje, a ja mam
momentalnie lzy w oczach i mowie ze nie, nic... A nawet sie juz nie spotykamy
na neutralnym gruncie, tylko i wylacznie u niego!
Zyc mi sie odechciewa. Wlasnie przeczytalam, co napisalam, chyba popadam w
paranoje, ale czuje sie tak stlamszona i zdominowana, ze nie wytrzymam!!! Czy
jest tu psycholog? Albo ktos, kto moze ze mna pogadac bez kretynskich
komentarzy? Bo ja mam dosc:(
pozdrawiam
blue (z dolka)
    • Gość: azzie Re: juz go nie kocham... IP: *.c153.petrotel.pl 01.11.04, 19:57
      facet staje się tokstyczny, czego jeszcze trzeba, abyś od niego odeszła?
      uciekaj, ratuj się. nie wolno dawać się tak tłamsić.
    • Gość: soliera Re: juz go nie kocham... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.04, 20:00
      Pozostaje Ci powiedzieć wprost. Tak po prostu, kawę na ławę.
      Nie widzę innego wyjścia.
      • blue.angel Re: juz go nie kocham... 01.11.04, 20:09
        Bo widzicie, ja potrzebuje solidnego kopa w tylek... Tzn. musze sie wygadac,
        potrzebuje zeby ktos mi otworzyl oczy na jego wady, powiedzial: 'tak, masz
        racje, Twoje przekonania sa sluszne', utwierdzil mnie co do slusznosci tej
        decyzji... a nie mam z kim pogadac bo praktycznie wszyscy znajomi sa wspolni!!!
        I nie moge byc ich pewna bo to sa bardziej jego znajomi:(
        Cholera, dawno nie czulam sie az tak samotna:(
        Nie wiem skad ja wezme tyle sily i odwagi... Bo jednak nalezy mu sie rozmowa, a
        nie pozegnalny SMS...
        pozdrawiam
        blue
        • Gość: e. Re: juz go nie kocham... IP: 217.153.179.* 04.11.04, 08:16
          Doskonale Cię rozumiem. Też jestem nieśmiała i daję sobie chodzić po głowie.
          Poradzę Ci coś - uciekaj póki możesz. Ja też byłam w podobnej sytuacji. Nie
          zareagowałam, bo bałam się zostać sama. A teraz on jest moim mężem. Czuję
          dokładnie to co Ty, charakter Twojego faceta jest dość podobny do charakteru
          mojego męża... Mogliby być braćmi. Uciekaj od niego, przez chwilę będzie Ci
          źle, ale chyba da się to przeżyć. Lepiej być samemu, niż męczyć się z kimś, kto
          wzbudza w Tobie odrazę. Pozdrawiam mocno.
        • ana_banana Re: juz go nie kocham... 04.11.04, 08:33
          blue.angel wiesz na czym polega twoj problem? Chcesz wlasnie kopniaka, zeby
          ktos powiedzial tobie co masz zrobic, jak postapic. A tak sie nie da.
          Potrzebujesz rady psychologa, ale zaden madry psycholog nie powie tobie, ze
          masz zrobic "tak i tak" i bedzie to dla ciebie dobre. To ty sama musisz podjac
          decyzje, byc moze najwazniejsza w swoim zyciu. Twoj chlopak mowil ci co i jak
          masz robic, z kim sie spotykac, jak masz spedzic dzien. A dokladnie tego samego
          wymagasz teraz od innych, ale nie od samej siebie. Ty sama musisz byc pewna
          tego, ze chcesz odejsc. A ze zostaniesz sama? Zostaniesz. Pewnie niejedna noc
          przeplaczesz i... przejdzie. NIe oczekuj, ze bedzie bezbolesnie, ale z tego co
          piszesz warto troche pocierpiec, a znalezc kogos, do kogo czujesz milosc a nie
          obrzydzenie. Pozdrawiam i powodzenia :)
    • Gość: charlie_x ..kłopoty małych dziewczynek? IP: *.tvgawex.pl 01.11.04, 20:05
      ..taa a ten następny nie będzie miał żadnych potrzeb seksualnych..nie
      przygniecie cię ani cielskiem,ani osobowością.Sama idylla!Obróć tak jeszcze ze
      trzy razy ,a zostaną ci tylko kotki do towarzystwa...dorośnij.pozdrwiam
      • blue.angel Re: ..kłopoty małych dziewczynek? 01.11.04, 20:14
        Jestem dorosla, do jasnej i ciezkiej cholery, ale moja osobowosc jest w
        strzepach. On mnie przytlacza. To juz nie jest normalna relacja... A nastepny
        nie bedzie mnie przytlaczal cielskiem, bo bedzie szczuply. O ile w ogole
        bedzie... To nie jest tak, ze mi przeszkadzaja jego potrzeby seksualne, ja
        kiedys ubostwialam seks z nim ale... przeszlo. I to nie jest zwykly zimowy
        spadek libido. A koty? Koty sa mile:)
        Dzieki za kubel zimnej wody. Jeszcze troche, i w moim dolku zrobi sie bloto...
        pozdrawiam
        blue
      • borsuczyca Re: ..kłopoty małych dziewczynek? 01.11.04, 21:18
        charlie nie przesadzaj, skąd możesz wiedzieć jaki on jest, żeby tak głupio
        pisać, może sam byś na jej miejscu uciekał gdzie pieprz rośnie, to nie Ty w
        razie czego będziesz mu rodzić dzieci i zasypiac obok niego aż śmierć Was nie
        rozłączy, NO!:)
        • charlie_x Re: ..kłopoty małych dziewczynek? 01.11.04, 23:16
          borsuczyca napisała:

          > charlie nie przesadzaj, skąd możesz wiedzieć jaki on jest, żeby tak głupio
          > pisać, może sam byś na jej miejscu uciekał gdzie pieprz rośnie, to nie Ty w
          > razie czego będziesz mu rodzić dzieci i zasypiac obok niego aż śmierć Was nie
          > rozłączy, NO!:)
          ________

          ..noo więc nigdzie nie piszę,że facet jest taki czy siaki.Tak?..tak!
          Jedyne co sugeruję to fakt,że kolejna panna oszukuje siebie samą wiąrząc się z
          facetem nie wiedzieć czemu??..a tu wersje do wyboru: w ciemno, bo już czas..bo
          koleżanki już ..bo mam dosyć zrzędzenia mamusi...bo przy nim będę księżniczką i
          do końca życia będzie sielanka..itp..etc.Wszystko byłoby prostsze gdyby wybór
          był powodowany autentycznym uczuciem..that's right?
          • Gość: lea Re: ..kłopoty małych dziewczynek? IP: *.chello.pl 03.11.04, 19:25
            Autentycznym uczuciem, Charlie? A ciekawe, kiedy, Twoim zdaniem, takie uczucie
            sie pojawia? Bo wedlug mnie, zeby wiedziec, ze sie kogos kocha, trzeba naprawde
            kawal czasu razem spedzic. Widocznie w przypadku Angel to nie bylo to. Ale
            jesli uwazasz, ze powinna byla o tym wiedziec od poczatku, moim zdaniem gadasz
            glupoty.
            • charlie_x .. Lea wyjaśnij mi, bo nie 'chwytam' 03.11.04, 23:01
              Gość portalu: lea napisał(a):

              > Autentycznym uczuciem, Charlie? A ciekawe, kiedy, Twoim zdaniem, takie
              uczucie
              > sie pojawia? Bo wedlug mnie, zeby wiedziec, ze sie kogos kocha, trzeba
              naprawde
              >
              > kawal czasu razem spedzic. Widocznie w przypadku Angel to nie bylo to. Ale
              > jesli uwazasz, ze powinna byla o tym wiedziec od poczatku, moim zdaniem
              gadasz
              > glupoty.
              _______

              .. jej, czyli/Aniołka/ problem polega tym, że pozorne dwuletnie
              zauroczenie(?) wzięła za prawdziwe uczucie i co zabawne drażni ją fakt,że jej
              facet ją pokochał - ..chyba jakiś nienormalny,co?.Lea Ty jeszcze przez następne
              dwa lata prowadzałabyś się z chłopakiem nie wiedząc właściwie po jaką cholerę!?
              Teraz nie wiem, czy ja jestem tak tępy, czy Ty zupełnie bredzisz nie na temat.
              • borsuczyca Re: .. Lea wyjaśnij mi, bo nie 'chwytam' 04.11.04, 00:03
                charlie z całym szacunkiem, ale chyba jesteś z tych, którzy rozumieją tylko to
                czego sami doświadczyli, dla mnie sprawa jest jasna, ta pierwsza miłość
                najsilniejsza zwana "ślepą" trwa od roku do dwóch, potem albo mija albo
                zostaje, nie zależy to od człowieka, tylko raczej od tego jak bardzo osoba
                która zawróciła Ci w głowie rzeczywiście do Ciebie pasuje, u anielicy akurat
                wyszło na nie, ale ma miękkie serduszko i nie potrafi zerwać, boi się
                decydującej rozmowy, boi się jego łez, a jednocześnie jest na niego zła, że nie
                potrafi sobie z tym poradzić, odkłada tą rozmowę na jutro, jutro..., bo akurat
                dzisiaj nie ma wystarczająco dużo siły, z jednej strony litość z drugiej złośc
                w tak zwanym przeciwprzeniesieniu..., rozumiem, że Ty jeślibyś się
                zoorientował, że to nie to, to zero patyczkowania, pakujesz walizkę i masz w
                d... łzy kogoś, kogo jeszcze niedawno kochałeś...
                • charlie_x Re: .. Lea wyjaśnij mi, bo nie 'chwytam' 04.11.04, 00:15
                  borsuczyca napisała:

                  > charlie z całym szacunkiem, ale chyba jesteś z tych, którzy rozumieją tylko
                  to
                  > czego sami doświadczyli, dla mnie sprawa jest jasna, ta pierwsza miłość
                  > najsilniejsza zwana "ślepą" trwa od roku do dwóch, potem albo mija albo
                  > zostaje, nie zależy to od człowieka, tylko raczej od tego jak bardzo osoba
                  > która zawróciła Ci w głowie rzeczywiście do Ciebie pasuje, u anielicy akurat
                  > wyszło na nie, ale ma miękkie serduszko i nie potrafi zerwać, boi się
                  > decydującej rozmowy, boi się jego łez, a jednocześnie jest na niego zła, że
                  nie
                  >
                  > potrafi sobie z tym poradzić, odkłada tą rozmowę na jutro, jutro..., bo
                  akurat
                  > dzisiaj nie ma wystarczająco dużo siły, z jednej strony litość z drugiej
                  złośc
                  > w tak zwanym przeciwprzeniesieniu..., rozumiem, że Ty jeślibyś się
                  > zoorientował, że to nie to, to zero patyczkowania, pakujesz walizkę i masz w
                  > d... łzy kogoś, kogo jeszcze niedawno kochałeś...
                  ______

                  ..w jednym masz całkowitą rację.Nie przytrafiło mi się coś
                  podobnego,żeby dwa lata czasu zmarnować sobie i komuś drugiemu.Prawdziwa miłość
                  nie przemija..i w tym cały ambaras.pozdrawiam.
                  • borsuczyca Re: .. Lea wyjaśnij mi, bo nie 'chwytam' 04.11.04, 00:28
                    bez przesady z tym marnowaniem, postrzegasz wchodzenie w związki jako "wyścig
                    szczurów"?, prawdopodobnie dopóki byli zaslepieni ta miłością byli niesamowicie
                    szczęśliwi, to określenie zmarnować trąci nieco atawizmem na zasadzie: kiedyś
                    się żyło ok. 30 lat z czego przez piętnaście można się było rozmnażać, dzieci
                    marły jak muchy, ludzi na całej ziemi było mniej niż w Polsce, trwała walka o
                    prztrwanie gatunku, wtedy faktycznie dwa lata to było o dużo za dużo...
                    PS. pozwoliłam sobie na żart, wybacz;)
                    • charlie_x zmienię ten tytuł, bo Lea mnie przeklnie..8) 04.11.04, 00:46
                      borsuczyca napisała:

                      > bez przesady z tym marnowaniem, postrzegasz wchodzenie w związki jako "wyścig
                      > szczurów"?, prawdopodobnie dopóki byli zaslepieni ta miłością byli
                      niesamowicie
                      >
                      > szczęśliwi, to określenie zmarnować trąci nieco atawizmem na zasadzie: kiedyś
                      > się żyło ok. 30 lat z czego przez piętnaście można się było rozmnażać, dzieci
                      > marły jak muchy, ludzi na całej ziemi było mniej niż w Polsce, trwała walka o
                      > prztrwanie gatunku, wtedy faktycznie dwa lata to było o dużo za dużo...
                      > PS. pozwoliłam sobie na żart, wybacz;)
                      _______

                      ..e tak zaraz to ja się nie obrażam.Jeśli chodzi o
                      kwestię 'dzietności' to chyba lepiej kiedy kandydaci na rodziców są młodzi.Tak
                      z tym czasem to trochę przesadziłem każde z nas ma całe życie na zbieranie
                      doświadczeń...dobranoc.8)
                    • Gość: s. Re: .. Lea wyjaśnij mi, bo nie 'chwytam' IP: *.bcmhs.bc.ca 04.11.04, 08:52
                      niestety z tym marnowaniem to jednak prawda!!!
                  • Gość: Lea Re: .. Lea wyjaśnij mi, bo nie 'chwytam' IP: *.chello.pl 04.11.04, 20:32
                    W takim razie jestes szczesciarzem. Szczerze zazdroszcze. Zgodze sie z Toba, ze
                    prawdziwa milosc nie przemija. Tyle tylko, ze trzeba czasu, zeby sie przekonac,
                    ze w ogole jest. I w TYM caly ambaras. Pozdrawiam.
                    • charlie_x Re: .. Lea wyjaśnij mi, bo nie 'chwytam' 04.11.04, 21:12
                      Gość portalu: Lea napisał(a):

                      > W takim razie jestes szczesciarzem. Szczerze zazdroszcze. Zgodze sie z Toba,
                      ze
                      >
                      > prawdziwa milosc nie przemija. Tyle tylko, ze trzeba czasu, zeby sie
                      przekonac,
                      >
                      > ze w ogole jest. I w TYM caly ambaras. Pozdrawiam.
                      _______

                      ..i Tobie tego samego życzę..8)
          • Gość: agg Charlie, myślisz stereotypowo IP: *.b-m.pl 04.11.04, 08:29
            ... takie jest moje zdanie. Najpierw kot jako wypełniacz samotności (mam męża,
            cztery (4) koty i psa, z wyboru :), potem przekonanie, że kobiety są na tyle
            naiwne, że czekają tylko na księcia z bajki. Jestem 5 lat po ślubie, widzę wady
            u mojego męża, ale doceniam też jego zalety. Nie jest szczupły, a mimo to nie
            czuję odrazy do jego ciała. W związku Blue Angel włączyło się za dużo
            czerwonych świateł. Na jej miejscu też zrezygnowałabym z tego związku, jeśli
            nie wprost, z braku odwagi, to stosując uniki i stopniowo rozluźniając więzy.
            Nie wszyscy faceci są tacy sami, naprawdę.
            • amelia1 Re: Charlie, myślisz stereotypowo 04.11.04, 14:16
              Na jej miejscu też zrezygnowałabym z tego związku, jeśli
              > nie wprost, z braku odwagi, to stosując uniki i stopniowo rozluźniając więzy

              stosowanie unikow i stopniowe rozluznianie wiezow to raczej po dwoch miesiacach
              a nie latach..
    • Gość: Matylda Re: juz go nie kocham... IP: *.devs.futuro.pl 01.11.04, 20:17
      Okropna sytuacja, współczuje Ci. Powiedz mi że nie ma już między wami
      namiętności... z resztą nie wiem co mu powiedz. Powiedz wprost. Powiedz to co
      czujesz! Musisz to zrobić bo inaczej bedziesz się męczyć do końca życia jeśli
      tego nie przerwiesz. Wiem co mówie, miałam podobną sytuacje, różniła się tylko
      szczegółami i ja miałam idealny powód do zerwania, no ale nieważne. Dziewczyno
      ratuj się póki jeszcze możesz. Ratuj swoje życie i szczęście!
    • inezja21 Re: juz go nie kocham... 01.11.04, 20:33
      miałam bardzo podobną sytuację i facet był podobny do twojego. Zerwałam i dziś
      ciesze się z tego,bo on szybko sie pozbierał i znalazł sobie inną i ja tez mam
      juz inny,o wiele lepszy związek:)
      A tez mi się zdawało,że żaden inny nie będzie tak pasował:)
      • blue.angel Re: juz go nie kocham... 01.11.04, 20:45
        Problem w tym, ze on mnie kocha... W kazdym razie powtarza mi to przynajmniej 10
        razy dziennie. Troszczy sie o mnie, i w ogole... ale pewne rzeczy po prostu mnie
        odpychaja. Np. kolezanka prosi mnie o pomoc- nic wielkiego, zajeloby mi to kikla
        godzin - a on szczuje, ze nie, ze po co, ze co ja z tego bede miala, ze przeciez
        jak mam wolny czas to powinnismy go spedzac razem. Jak mozna byc takim cholernym
        egoista? To przekracza moje zdolnosci pojmowania. Gdzie ja mialam oczy?
        A kiedy nie mam ochoty na seks to sie obraza. I daje sie udobruchac tylko w
        jeden sposob:( Jeeezuuu, chyba zachowam abstynencje przez pare miesiecy. Scisla.
        pozdrawiam
        blue
        • alpepe Re: juz go nie kocham... 01.11.04, 20:47
          on cię nie kocha, tylko oplątuje jak boa dusiciel. Dziecko ratuj się z tego
          związku, bo do reszty się udusisz.
          • Gość: facet to ze chce zebys z nim spedzała czas to IP: *.aster.pl / *.aster.pl 03.11.04, 22:24
            nie znaczy ze chce ja oplatac i udusic, moze znaczyc ze jak kocha - wtedy z
            regoly pragniemy bliskosci tej osoby.jedni mniej inni wiecej ale pragniemy.
        • granda.princessa jak ja Cie rozumiem, 02.11.04, 01:32
          mam te same problemy.
        • inezja21 Re: juz go nie kocham... 02.11.04, 12:06
          Mój też mówił,ze kocha i zabije się jak od niego odejdę.Nie tylko się nie zabił
          ale jeszcze miał kogoś zaraz po rozstaniu:)
          Nie ma sensu wierzyć.,On nie kocha ciebie,tylko siebie samego,swoje odbicie w
          twoich oczach:)
          • Gość: N-Cute Re: juz go nie kocham... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.11.04, 08:14
            dokładnie, zgadzam się z Toba:) miałem się nei wtrącać do tej dyskusji, ale
            temat tych "przereklamowanych samobujców" mnie drażni. To nie jest napewno
            powód do zostania, jak jest na tyle głupi i nieodpowiedzialny, to niech skacze
            a nawet i z najwyższej wierzy w mieście. ufff, błe...
        • marzenkaf Re: juz go nie kocham... 03.11.04, 19:49
          nie mozesz tak żyć, zajmuję się zawodowo problemami ludzi ale twój przypadek
          jest straszny. Dziewczyno przejzyj na oczy nie możesz zmarnować całego
          życia....jesteście zaledwie dwa lata a gdzie reszta? Porozmawiaj z nim poważnie
          i wytłumacz mu co ci nie pasuje w waszym związku, że nie możesz się tak katować.
          Uważam że zawsze jest jakieś wyjście z sytuacji, może na początku bezie bóli
          smute ale z czasem to minie. Masz możliwość poznać kogoś kogo pokochasz i z kim
          bedziesz szczęśliwa. Jeżeli będziesz ciągle zwlekać z decyzją to z czasem będzie
          ci jeszcze trudniej. Życie jest pełne niespodzianek ale to życie mamy tylko
          jedno i mamy prawo do szczęścia. Pamiętaj o tym. Nie graj w tym życiu roli
          cierpiętnicy, bo nie warto. Pozdrawiam.
          • Gość: mmm Re: juz go nie kocham... IP: *.bcmhs.bc.ca 04.11.04, 08:55
            przeciez ona powiedziala ze teraz sa bardziej kumplami i ze sie go brzydzi,wiec
            dlaczego piszesz ze po rozstaniu moze byc bol i smutek!!!??? bol i smutek jest
            po stracie ukochanej osoby, a ona pewnie dozna ulgi!!
            • Gość: marznkaf Re: juz go nie kocham... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 09:41
              tak ale on może będzie czuł ból jeśli tak ją kocha jak mówi, tylko ona odczuje
              ulgę jak uwolni się od jego uzależnienia.
        • Gość: Ktoś podobny Re: juz go nie kocham... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.04, 22:04
          Miałam identycznego chłopaka, różnica była jedna: był przystojny. Miałam to
          szczęście, że sam mnie sprowokował (upił się i zachowywał skandalicznie- to był
          idealny pretekst, choć wtedy nie wiedziałam, że zerwanie z nim to
          błogosławieństwo). Widzisz, taki koleś kocha ciebie, bo spełniasz jego
          zachcianki i dajesz się manipulować. Więc cię kocha, troszczy się, jak o
          własność, nie człowieka, samodzielnie myślącego i mającego swoje potrzeby. Po
          zerwaniu był straszny, zachowywał się jak psychol. To mi uświadomiło, jak
          słuszną decyzję podjęłam. Nie wahaj się. Zdobądź wszystkie siły i zerwij. Nie
          słuchaj jego argumentów. Zrobi ci z mózgu sieczkę, jak zaczniesz go słuchać.
          Zbierz siły i rzuć go. Z zimną krwią
          • Gość: Roberttttt Re: juz go nie kocham... IP: *.iconid.com 03.11.04, 23:18
            A ja mam na odwrot tylko ze juz z zona i mam dzieci wiec co ja mam zrobic? Sexu
            juz nie pamietam kiedy mialem bo zawsze nie ma ochoty i to ma sie liczyc mic
            wiecej jak sie pokluce to idz znajdz sobie jakas a jak przyjde do domu o 10min.
            puzniej to gdzie byles, do znajomych chodze w tajemnicy bo wszystkie znajomych
            zony to chca miec ze mna sex itd.......... Aniolku nie patrz na nic jak nie
            umiesz z nim pogadac wyslij SMS jest to warte bo co nie zrobisz i tak bedzie to
            twoja wina niczyja inna ja czeam az dzieci sie usamodzielnia i dowidzenia za
            duzo zycia z nia juz stracilem i nigdy mi sie one nie wruca
          • Gość: michal Re: juz go nie kocham... IP: *.gosonic.ca 04.11.04, 03:25
            to prawda
        • Gość: kamsi Re: juz go nie kocham... IP: *.stacje.agora.pl 03.11.04, 23:28
          Ja odważyłam się zerwać ponaddwuletni związek, z tym zrywaniem szarpaliśmy się
          kilka miesięcy - bo on szlochał, mówił, że kocha, błagał, groził
          samookaleczeniem (jakoś nic sobie jednak - Bogu dzięki - nie zrobił). Myślałam,
          że nigdy już nie będę się mogła z nikim kochać, tak mnie odpychał seks z nim.
          Za każdym razem, jak to robiliśmy, to łzy mi płynęły po policzkach (jakkolwiek
          to patetycznie brzmi). Był cholernie zazdrosny, kontrolował mnie na każdym
          kroku, wieczne telefony, sms-y, puszczanie sygnałów co godzinę, pół godziny,
          kwadrans. Paranoja, ja ciągle czułam się winna, rodzina go nie akceptowała,
          skoro wciąż doprowadzał mnie do płaczu. Było strasznie ciężko się zdecydować.
          Ale zrobiłam to, dałam radę, nie utrzymuję z nim kontaktu (też po to, żeby go
          nie ranić, wiem, że długo nie mógł się z tego otrząsnąć). Życzę mu wszystkiego
          najlepszego. Sama jestem w szczęśliwym związku, buduję go rozważnie, wiem, na
          co zwracać uwagę. Zerwij z nim.
    • Gość: Max Do Niebieskiego Aniolka IP: *.mad.east.verizon.net 01.11.04, 20:51
      Niebieski Anilolku, wyslij mu E-Mail z laczem do tego watku.
      Proste i bardzo bezbolesne.
      • Gość: ama Re: Do Niebieskiego Aniolka IP: 217.124.90.* 04.11.04, 10:11
        absolutnie nie wysylaj mu linka do tego watku!!! Bedzie czul sie okropnie ze
        obcym ludziom opowiadasz o swoim obrzydzeniu do niego ... Skoro chcesz zadac
        jak najmniej bolu to zalatw to w 4 oczy.
    • Gość: clo Re: juz go nie kocham... IP: *.waw.pl / *.merinet.pl 02.11.04, 00:23
      Uciekaj. Ratuj się, swoje życie. Nie słuchaj głupich palantów, którzy
      projektują na siebie. Pomyśl - będzie tylko gorzej. Bedzie potwornie. co to za
      pieprzenie - jestem niesmiała, nie dam rady, sama itp. - to po co Ci życie, jak
      nie potrafisz go sama przeżyć?
      Nawiązując do dzisiejszego święta - pomysl, ile wygasłych lub niezaistniałych
      istnień chciałoby być na Twoim miejscu - młoda, zdrowa z całym życiem przed
      sobą? uszanuj to. Jeśli potrzebujesz wygadać się, poradzic pisz camille6@tlen.pl
    • Gość: clo Re: juz go nie kocham... IP: *.waw.pl / *.merinet.pl 02.11.04, 00:32
      a jak masz problem, jak to mu zakomunikować: poczytaj sobie stare wątki na tym
      forum. Jak odchodza faceci. Bez słowa, po latach, z dnia na dzień, znikają, nie
      zostawiając nawet listu, z niczego się nie tłumacząc. OK, jesteś porządną
      dziewczyną, nie potrafiłabys tak postąpić, ale nie rozmieniaj tego na drobne.
      Pomyśl - gdyby on był na Twoim miejscu, powieka by mu nie mrugnęła. Faceci w
      takiej sytuacji ewakuują się bez wahania. Odchodzą w poszukiwaniu własnego
      szczęścia i nawet się nie oglądają za siebie. Czy to źle? nie. To bardzo
      słuszna, egoistyczna strategia. Najbezpieczniej jest przyjąć, że mamy jedno
      życie i drugiej szansy nie dostaniemy. Dlatego tym bardziej trzeba je przeżyć
      dla siebie, dając siebie tylko tym, których kochamy.
    • Gość: lovelas szybko to paniom idzie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.11.04, 01:20
      a co bedzie nastepny albo juz jest
    • tomasdyg Re:Blue.angel nie rób z siebie Joanny d"Arc 02.11.04, 01:56
      blue.angel napisała:
      -"przymus spedzania ze soba przynajmniej 4 dni w tygodniu (bo by tesknil)"
      -"A przy tym wszystkim panicznie boje sie zerwania. Jestem dosc niesmiala osoba,
      zamknieta w sobie, zylam 'w cieniu', co bywalo wygodne, ale jednak dosc mi
      utrudni byt po zerwaniu"
      -"Przez dlugie miesiace nie przeszkadzaly mi zupelnie jego drobne wady "

      Odnoszę wrażenie, że tak naprawdę, to nie wiesz czego chcesz. Jeśli bycie z
      kimś kogo kochasz, wybrałaś traktujesz, jako przymus, to przepraszam, jak sobie
      wyobrażasz stały związek?
      Chyba do takiego związku jeszcze nie dojrzałaś i.... tyle. Najpierw partnera
      wyidealizowałaś i był to dr Jekil, a teraz ma same wady i okazuje się, że to mr
      Hide.
      Rada, tak po prostu, jeśli masz skończyć ten związek
      "Wytrzymałam jeszcze rok , wychodząc z założenia, że jeśli jedno z nas może
      być szczęśliwe, to niech będzie"
      -to go skończ, bo związek nie polega na "wytrzymywaniu" z sobą na siłę, ale też
      nie rób z siebie Joanny d"Arc, ta rola w historii jest już zajęta. Do związku
      trzeba dojrzeć, również poprzez umiejętność wyzbycia się części egoizmu - z obu
      stron.

      Pozdrawiam






      • blue.angel Re:Blue.angel nie rób z siebie Joanny d"Arc 02.11.04, 09:45
        tomasdyg napisał:

        > Odnoszę wrażenie, że tak naprawdę, to nie wiesz czego chcesz. Jeśli bycie z
        > kimś kogo kochasz, wybrałaś traktujesz, jako przymus, to przepraszam, jak sobie
        >
        > wyobrażasz stały związek?

        Nie o to chodzi... Nie dokladnie. Chodzi o to, ze wg, niego powinnam sie widywac
        wylacznie z nim, jakiekolwiek inne towarzystwo nie wchodzilo w gre. Nawet
        kolezanki... Bo jak mam wolne, to powinnam sie widywac z misiaczkiem, a jak nie
        to do nauki. A ja potrzebuje miec czasem troche wolnosci, chcialabym pojsc na
        spacer, poczuc wiatr we wlosach... On mowi, ze samej mnie nie pusci, bo mi
        jeszcze ktos krzywde zrobi, proponuje ze pojdzie ze mna, ale potem wybrzydza, ze
        mu sie nie chce, i 'chodz wreszcie do lozka, przestan gadac'

        > Chyba do takiego związku jeszcze nie dojrzałaś i.... tyle. Najpierw partnera
        > wyidealizowałaś i był to dr Jekil, a teraz ma same wady i okazuje się, że to
        mr Hide.

        W sumie mozliwe. To jest kolejna rzecz - bylam wczesniej w 1 zwiazku, takim
        paromiesiecznym, i tyle. On ma za soba chyba 2 takie powazne, kilkuletnie, w
        ogole jest ode mnie kilka lat starszy... I strasznie mnie przeraza to, ze on
        mowi o przyszlosci, ze chce ze mna spedzic przynajmniej najblizsze 10 lat... A
        ja o przyszlosci staram sie nie myslec wcale, bo uwazam, ze mam na to jeszcze
        czas. I w sumie od kiedy tak zaczal, zastanawiam sie powaznie - bo ja wcale nie
        chce spedzac z nim reszty zycia. A wrecz przeciwnie.

        > Do związku
        > trzeba dojrzeć, również poprzez umiejętność wyzbycia się części egoizmu - z obu
        >
        > stron.

        To on chyba nie dojrzal... ja zreszta tez. Ale to przewaznie ja rezygnowalam z
        roznych rzeczy i ja szlam na kompromis, zeby zlagodzic jego obrazona mine. A
        kiedy odmawialam zgody na cos, co jego zdaniem bylo wazne, potrafil sie
        rozpalakac... Na poczatku sie wzruszalam, teraz ogarnia mnie zimna furia - mam
        ochote wrzeszczec, bo to jest szantaz emocjonalny... tak to odbieram
        Pozdrawiam
        blue
        • Gość: vesna to jest prostsze niż Ci się wydaje IP: *.torun.mm.pl 02.11.04, 11:02
          Po prostu zerwij. Zaciśnij zęby, powiedz sobie, że robisz to dla siebie i dla
          niego też (przecież teraz go oszukujesz) i powiedz mu że to koniec. Że nie
          chcesz mu niczego wyrzucać, chcesz się rozstać w przyjaźni, ale dusisz się w
          tym związku, już go nie kochasz i to koniec koniec koniec. Jasno i wyraźnie.
          Nie dyskutuj z nim. Już przecież wiesz, że Cię nie przekona, więc po co
          dyskusja? Najważniejsze, żebyś sama się nie wahała.
          Miałam to samo. Facet tak samo mnie zdominował. Bałam się, bo mieliśmy
          wspólnych (ale bardziej jego) znajomych, pracowaliśmy razem w studenckim radiu,
          masa rzeczy nas łączyła, bałam się, że po zerwaniu zostanę sama.
          I co? Świat się nie zawalił. Facet - cierpi. Ma pretensje. Ale to on mnie
          skrzywdził wcześniej! A ja zrobiłam to, co musiałam zrobić. Mam teraz kochanego
          faceta, mam przyjaciół, życie towarzyskie, jestem szczęśliwa. A kiedyś mi się
          wydawało, że się NIE DA.
          Zobaczysz, że wszystko się ułoży, a Ty niedługo sama się będziesz sobie dziwić,
          że mogłaś tak żyć jak teraz.
        • Gość: zibi Re:Blue.angel nie rób z siebie Joanny d"Arc IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 04.11.04, 01:27
          a może ty po prostu jesteś masochistką?
          bycie "tłamszoną"...tak naprawdę ci odpowiada.
          jesteś teraz obiektem zainteresowania i troski.
          gratuluję.
          jeśli to nieprawda to zapamiętaj te fajne chwile ( były takie? ) i ...
          jedno co jest w życiu pewne to zmiany

          zibi
    • Gość: investore ja ją pamietam z forum krakow, nie dziwie sie ze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.11.04, 12:09
      uciekł od niej, przeciez to jakas anarchistka.
      • blue.angel Re: ja ją pamietam z forum krakow, nie dziwie sie 02.11.04, 14:16
        Gość portalu: investore napisał(a):

        > uciekł od niej, przeciez to jakas anarchistka.

        Czesc ciacho, trudno by cie bylo nie poznac, nie musiales znow zmieniac nicka,
        ale chyba to lubisz... Nie jestem hipokrytka, wiec nie napisze, ze sie ciesze z
        twojej obecnosci tutaj. Ale widze, ze w dalszym ciagu nie rozumiesz slowa
        pisanego. Coz, przykre...
        blue
    • wanilia1 To mi przypomina... 02.11.04, 12:18
      ...książkę J. Chmielewskiej pt. Jak wytrzymać ze współczesnym męzczyzną"

      "(...) O osobie kochanej myślimy: Ach, jak on ślicznie pluje! O osobie
      niekochanej myślimy: Jak on się głupio usmiecha, jak debil."

      Jeśli jesteś pewna, że go nie kochasz, to od niego odejdź. Jeśli jesteś pewna,
      że to nie przejściowe ochłodzenie uczuć (to też się przeciez zdarza), to
      później będzie tylko gorzej.
      • blue.angel Re: To mi przypomina... 02.11.04, 14:22
        wanilia1 napisała:

        Jeśli jesteś pewna, że go nie kochasz, to od niego odejdź. Jeśli jesteś pewna,
        > że to nie przejściowe ochłodzenie uczuć (to też się przeciez zdarza), to
        > później będzie tylko gorzej.

        Jetsem pewna, ale sie panicznie boje jego reakcji. Zamykam oczy, ale nie jestem
        w stanie sobie tego wyobrazic, chyba rzeczywiscie jestem sterroryzowana do
        granic mozliwosci... Boje sie co on powie, co on zrobi, a najbardziej tego, ze
        znowu sie poddam, pokornie pochyle glowe, dam mu ostatnia szanse i wszystko
        bedzie jak przedtem... czuje sie jak niewolnica, ktora chce uciec, ale nie wie
        co bedzie potem.
        Rany. Bardzo duzo mi dalo zalozenie tego watku. Teraz wyraznie widze, ze moja
        psychika sie sypie. Dziekuje wszystkim za wsparcie i proby potrzasniecia.
        pozdrawiam
        egaheer
        • wanilia1 I jeszcze coś 02.11.04, 15:08
          Pamiętaj: dwoje ludzi nie może być ze sobą, bo jedno z nich tego chce. Nikt nie
          może Cię zmusić, żebyś z nim była, bo jaka będzie Twoja motywacja do pozostania
          z nim? Litość? Strach? Chęć uniknięcia nieprzyjemności?
          Umów się ze swoim facetem w miejscu publicznym, żeby nie mógł robić scen i abyś
          i Ty musiała powiedzieć to, co dla niego najgorsze, z uniknięciem łez, szlochów
          i scen. Jeśli brzydzisz się jego pocałunków, to naprawdę nie widzę innej rady.
          Pamiętaj, że robisz to dla siebie.
          • Gość: vesna Re: I jeszcze coś IP: *.torun.mm.pl 02.11.04, 19:13
            Nie bój się jego reakcji. W tym wypadku, choć raz, musisz być egoistką. On Cię
            krzywdzi!!! Nawet jeśli chce dobrze. Uświadom to sobie. Wiem, jakie to trudne.
            Ja jak zrywałam swój chory związek, powiedziałam sobie (to może obrzydliwe), że
            muszę być zimną suką, dla własnego dobra. Nie zastanawiaj się co będzie. Już
            nie będzie gorzej. Prawda?
            • blue.angel Re: I jeszcze coś 03.11.04, 11:01
              A ja sie z nim dzisiaj widze... Zbieram sie w sobie od wczoraj, ale chyba
              jeszcze nie dam rady. Lamie sie nad tym od paru miesiecy, ale w zeszlym tygodniu
              uznalam ze MUSZE przed koncem roku. Decyzja zapadla. Ale nie jestem jeszcze
              gotowa na poczucie winy, ktore on we mnie wzbudza - a lubi to robic.
              Trzymajcie za mnie kciuki. Wirtualnie. Potrzebuje masy sily, ktorej... nie mam.
              pozdrawiam
              blue
              • fay Re: I jeszcze coś 03.11.04, 11:09
                Trzymam kciuki. Przechodziłam przez podobne "piekło" w zeszłym roku, związek 3
                lata, zaręczyny itp, ale czułam przez wiele miesięcy podobnie, że się duszę, że
                nie wyobrażam sobie siebie z nim za 20lat itp. W końcu udało mi się odejść i
                trudno opisać, jak byłam szczęśliwa przez kolejne tygodnie po, to uczucie ulgi,
                wolności itp.. Chciał mnie wykończyć wyrzutami sumieniam, chorobą itp... ale
                trzeba kiedyś zacząć myśleć o sobie.Nie będzie łatwo, ale - NIe marnuj czasu.
                Pozdrawiam...
    • Gość: wolf Re: juz go nie kocham... IP: 195.20.110.* 03.11.04, 11:27
      Rozczulasz się wciąż nad sobą a pomyślałaś o tym biednym facecie który
      najwyraźniej ciebie kocha? Napewno wiedzi co sie dzieje, ma wrażnie, że go
      oszukujesz ale chce ci ufać, miota się coraz bardziej i jest coraz gorzej.
      Lepiej okłam go, powiedz, że poznałaś kogoś innego i stanowczo skończ ta
      znajomość zanim ciebie znienawidzi tak bardzo, że będzie przechodziła na twpj
      widok na drugą stronę ulicy a tak badzie jak będziesz mówić o swoich
      wachaniasz, ze moze go nie kochać i zamiast odejść będzie starał się ratować
      coś czego juz dawno nie ma
      • blue.angel Re: juz go nie kocham... 03.11.04, 11:41
        Pewnie ze pomyslalam, caly czas mysle i to az za duzo... To, ze go nie kocham,
        nie oznacza ze zle mu zycze. Wcale nie czuje sie dobrze, oklamujac go i siebie
        przy okazji tez. Nie chce go oklamywac w inny sposob, mowiac, ze poznalam kogos
        innego, bo to by bylo strasznie nie fair - ja nie chcialabym byc porzucona dla
        innej kobiety...
        blue
        • Gość: spray Re: juz go nie kocham... IP: *.vline.pl 03.11.04, 12:08
          eh, dziewczyno współczuję, bo sama się kiedyś wpakowałam w coś podobnego.. W
          końcu jakimś cudem się zmobilizowałam i zerwałam a potem długo czułam się z tym
          jak szmata(chociaż głęboko w duszy byłam z siebie dumna, ze w końcu zakończyłam
          związek w którym się męczyłam). On płakał, wydzwaniał, błagał, ze się
          zmieni..ja też płakałam, przepraszałam..ale byłam nieugięta i teraz bardzo się
          z tego cieszę. Weż się, blue, w garść i porozmawiaj z nim. To będzie cholernie
          trudna i bolesna rozmowa, lae innego wyjścia nie ma.. :(
        • Gość: wolf Re: juz go nie kocham... IP: 195.20.110.* 03.11.04, 14:30
          Jak powiesz,że kochasz kogoś innego to ciebie znienawidzi i odejdzie, Jka mu
          powiesz,ze przestałas go kochac to weźmie to od siebie i albo pomyśłi,ze go
          okłamujesz albo, że z nim jest coś nie w porządku. Możesz to skończyc szybko
          albo zaryzykować i być może przechodzic przez kolejne próby naprawy związku
          ale... to twój wybór a ja jakos nie wierze w odkochiwanie się (oczywiśćie nie
          mówię o jakiejś sytuacji patologicznej-przemocy itp) bo zawsze potem okazywało
          sie, że chodzi o to, że "łąka za płotem jest bardziej zielona" :)
        • james_b Re: juz go nie kocham... 24.11.04, 19:23

          Napisalas:
          Nie chce go oklamywac w inny sposob, mowiac, ze poznalam kogos
          > innego, bo to by bylo strasznie nie fair - ja nie chcialabym byc porzucona dla
          > innej kobiety...
          > blue

          Z tym że hasło"poznałam kogoś innego" jest jak kubeł zimnej wody. i jest
          zabójczo skuteczne. No i odpadnie Ci najważniejszy problem - gosciu powinien
          się odczepić na dłuższy czas, co pozwoli Ci odetchnąć i zebrać się bez niego.
          3mam kciuki.

          -------------------------------
          please don't take the child out of You!
    • Gość: milka Blue prosze, zacznij od siebie :) IP: *.novartis.com 03.11.04, 12:14
      Mysle ze masz bardzo powszechny problem niskiego poczucia wlasnej wartosci.
      Z tego bierze sie uleglosc, ciagle myslenie o reakcjach innych na Twoje czyny,
      problemy w podejmowaniu decyzji, niesmialosc, strach przed zmianami.
      Gdybys uwierzyla ze jestes najwazniejsza dla siebie na tym swiecie (a nie
      jestes..? :) - moze wszystko staloby sie latwiejsze. Nie uzalezniaj sie od
      otoczenia, polegaj na sobie. Czy wierzysz sobie, w siebie, siebie lubisz ..?
      • Gość: vesna Re: Blue prosze, zacznij od siebie :) IP: *.torun.mm.pl 03.11.04, 18:06
        Przejęłam się tą historią. Milka ma rację. Nie możesz wciąż myśleć o nim.
        Zrywając - nie skrzywdzisz go. Po prostu skończysz coś, czego już i tak nie ma.
        Nie kłam, że masz kogoś innego. Powiedz prawdę. I to, że niczego już się nie da
        naprawić, że ani on, ani Ty nic już tu nie możecie pomóc. I nastaw się na to,
        że będzie wściekły, że może nie chcieć Cię widzieć, że może Cię oskarżać... Ale
        nie daj się. To minie. Pomyśl, że to Twoje życie i nie możesz go sobie
        spaprać!!! Bądź dzielna. I twarda bądź.
    • Gość: enolc Każde rozstanie którego chce choćby jeden z part IP: *.icpnet.pl 03.11.04, 19:17
      nerów jest suma summarum przyjemne dla obojga. Z wyjątkiem extremów, kiedy ktoś
      później kogoś prześladuje. Prawdziwe problemy mają ci którzy nie rozstali się,
      gdy należało.
      • Gość: veselinka Re: Każde rozstanie którego chce choćby jeden z p IP: *.tvsat364.lodz.pl 03.11.04, 19:58
        Niby racja, ale to dopiero na dłuższą metę. Dzisiaj definitywnie rozstałam się
        z facetem, z którym miałam być na zawsze. Związek 4 lata, zaręczyny, imiona dla
        dzieci wybrane.
        Nie jest łatwo, jak ktoś, kogo się kochało płacze z twojego powodu. Ale sobie
        poradzę. Martwię się tylko o niego. Bo jemu będzie trudniej. Chociaż Stachura
        napisał, że naprawdę przegrywa ten, kto pierwszy przestał kochać. Bo to ta
        osoba nie spełniła pokładanej w niej nadziei. Czyli w tym wypadku ja.
        Ale za bardzo go kochałam kiedyś, by móc go teraz oszukiwać.
        Mam nadzieję, że on sobie z tym wszystkim poradzi, bo życzę mu jak najlepiej.
        Myślę, że najważniejsze jest to, żeby mimo wszystko nie przestać się wzajemnie
        szanować. Bo jeżeli źle mówisz o swoim facecie (nawet byłym), to źle świadczy
        nie o nim, tylko o tobie, że byłaś z takim kimś. Lepiej jest podziękować sobie
        za to, co było dobre, przeprosić za to co złe i odejść.
        Piszę po prostu odejść, ale płakaliśmy oboje i płaczę nadal, gdy myślę o nim.
        Ale mimo jego próśb i błagań decyzji nie zmienię.
        Bo nie ma sensu brnąć w coś, co z różnych powodów zrobiło się bylejakie.
        • Gość: enolc To szczęście mieć takich byłych których się szanuj IP: *.icpnet.pl 03.11.04, 20:01
          e
    • Gość: kasia Re: juz go nie kocham... IP: *.adsl.proxad.net 03.11.04, 19:32
      jesli moge Ci cos skromnie poradzic to wiesz co szybciutko zabierz sie do
      sprawy bo sie wypalisz i zniszczysz tak jak to zrobilam i bardzo bardzo bardzo
      zalowalam. Sluchaj on nie jest dzieckiem jesli dobrze mi sie wydaje wiec bedzie
      musial zrozumiec i pewna jestem ze tak sie stanie a Ty dziewczyno nie marnuj
      sie i nie wykanczaj tak bez sensu, no chyba ze masz na drugie imie Matka Teresa
      nie prubujac obrazic oczywiscie Matki Teresy. Zrob to jak na szybciej bo juz
      zaczynasz nienawidziec jego a potem bardzo szybko znienawidzisz siebie i juz
      calkiem sie pogubisz. Wazne jest ze wiesz co tak naprawde w Tobie siedzi i
      czego chcesz....zrealizuj to!!!! powodzenia !
    • t_torro Re: juz go nie kocham... 03.11.04, 20:07
      Ależ tutaj jest dużo mądrych rad...
      Decyzja i tak należała będzie do Ciebie.

      Tomasz Mann powiedział: "Kto kocha bardziej, jest zawsze podległy i musi
      cierpieć". Coś z tych tematów Cię dopadło i mocno zaczyna dusić?

      Trzymaj się.
    • Gość: ania_23 Re: juz go nie kocham... IP: 80.51.250.* 03.11.04, 20:08
      Witaj blue.angel:)
      Czytajac two list mam lzy w oczach, poniewaz opisalas historie w 100% podobna
      do mnie, myslalam ze tylko ja sie borykam z takimi problemami!Widze ze mamy
      identyczna sytuacje, tylko ze ja jestem z moim facetem od 4 lat, a od 2 lat
      cos sie popsulo, zaczelam miec watpliwosci co do sensu mojego zwiazku, dla mnie
      milosc przestala istniec, tesknie za kims innym, zkim bedzie mnie wiele
      laczylo, ale wiem ze to tylko zludne nadzieje, bo nigdy nie zerwe z moim
      chlopakiem, boje sie, nie mam odwagi, wiec sama niewiem jak mozna ci pomoc,
      musimy sie trzymac jakos i wierzyc ze los nie bedzie dla nas okrutny, i
      wszytsko sie jakos ulozy, trzymaj sie cieplutko, pozdrawiam pa
      • Gość: deadvoices Re: juz go nie kocham... IP: 68.249.7.* 03.11.04, 20:47
        do jasnej cholery,dlaczego my kobiety tak bardzo i beznadziejnie uzalezniamy sie
        od zwiazkow?o co tu chodzi?czy to jakas narodowa/kulturowa dzuma?moge powiedziec
        jedno.bylam i zrobilam.przechodze przez to cale bagno non stop ale nie potrafie
        przestac.skonczylo sie tak moje malzenstwo,a teraz pieprzy sie moj aktualny
        zwiazek.decyzje, niezdecydowanie,wieczne jakies przesrane niezadowolenie no i
        niezawodne marzenia o czyms lepszym.tu uproscilam mniej wiecej skomplikowana
        nature tych emocji,ale o to przeciez chodzi.my musimy odnalezc sie same
        najpierw.nie ma tak ze na miejsce szanownego "misiaczka"znajdzie sie hiper
        ksiaze i nas zaleje fala romantycznej milosci,o ktorej nam sie nie snilo i ktora
        NIE ISTNIEJE.czy myslisz ze tego ci potrzeba?czy myslisz ze tylko twoj misiaczek
        moze ci ofiarowac taka wspaniala milosc?o nie,nie,nie,nie.daj sobie samej to
        czego od nich chcesz.zerwij, podnies glowe,chocbys miala potem wpasc w tchlan
        samodestrukcyjnej winy i ble ble ble.o tak,rzucilas go,zranilas,jak moglas.ale
        to tylko powierzchnia.to wierzcholek gory lodowej.ty i nikt inny zna siebie
        najlepiej,nawet jesli teraz jestes niezdecydowana i opanowana przez
        uczucia,ktore siebie nawzajem kasuja.jestes wspaniala kobieta,ktora po prostu
        wyszla,wyrosla z pewnego momentu w zyciu i to co bylo kiedys dobre juz nie
        jest.trzeba sie szanowac do cholery!
        z bolacym sercem pozdrawiam.
    • Gość: kubi Re: juz go nie kocham... IP: *.77-136-217.adsl.skynet.be 03.11.04, 20:36
      Daleka jestem od udzielania rad,bo sama sobie nie radze, ale chcialam Ci tylko
      napisac, ze nie ty jedna masz takie problemy, to po pierwsze, po drugie:to nie
      sa problemy, Ty jestes wolna osoba, a to nie jest Twoj malzonek.A po trzecie:
      to milosc jest bardzo ulotna, wszystko na tym swiecie mija...A wiem, ze zycie
      samotne po takim zwiazku moze byc naprawde mile...przynajmniej na poczatku...
      pozdrawiam z nadzieja, ze zapomnisz, ze nie masz daru podejmowania decyzji, co
      bynajmniej dotyczy nie tylko Ciebie...
    • Gość: ania_23 Re: juz go nie kocham... IP: 80.51.250.* 03.11.04, 20:45
      szkoda ze nie podalas chocby emaila swojego albo gadu gadu, z checia bym
      pogadala z toba, w koncu mamy te same problemy
    • Gość: a different angel Re: juz go nie kocham... IP: *.nyc.rr.com 03.11.04, 21:36
      widzisz, moj problem jest podobny, ale nawet troche bardziej skomplikowany.
      Jestem juz jego zona i jestem w nim w ciazy. I wlasnie zdalam sobie sprawe ze
      go wcale nie kocham. Co teraz?
      • Gość: SASHA Re: juz go nie kocham... IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.04, 22:14
        Chyba rozumiem.Też jestem zona co znaczy "prztwiazanie "inne niż zwykle w
        zwiazku.Nie wiem czy nie bede załować każdego dnia,ze za długo czekam ,na razie
        fanatycznie sie zabezpieczam.Tylko ze dziecko jest również twoje i jeśli cos
        pada ono nie zniknie.Może to być najlepsze co bedziesz miec z tego zwiazku lub
        żródło cierpien ...pomyśl
      • Gość: Byla niewolnica Co teraz? Do obu anielic IP: *.sympatico.ca 03.11.04, 23:42
        Urodzisz dziecko, potem nastepne. Twoj maz bedzie cie maltretowal
        podejrzeniami na temat:

        - czy jestes pewna, ze to jego geny
        - dlaczego wybralas to imie a nie tamto.
        Kiedy bedziesz niewyspana lub bedziesz zle sie czula, nie kiwnie palcem zeby ci
        pomoc bo on tez jest zmeczony a "inne maja po piecioro i sobie daja rade".

        Bedziesz zyla dla dzieci i bedziesz je kochala bo to nie bedzie istotne, ze ich
        ojca juz nie kochasz. On moze zupelnie nie interesowac sie dziecmi bo bedzie
        uwazal, ze jest krzywdzony bo nie masz dla niego dosyc czasu, on wciaz
        potrzebuje mamusi, ktora ty powinnas mu zastapic.

        Mina nastepne lata pelne upokorzen, dzieci beda na to patrzyly i dostawaly
        nerwicy bo dzieci czuja wiecej niz nam sie zdaje. Wy bedziecie coraz dalej od
        siebie az w koncu ktores znajdzie sobie pocieszenie i odejdzie. Drugie
        zostanie samo - przegrane w poczuciu ogromnej krzywdy i bedzie tak tkwilo w tym
        zalu do usranej smierci. Dzieci z waszego domu uciekna jak tylko trafi im sie
        okazja.

        Nalezy probowac sie dogadac jesli sa juz dzieci - dla ich dobra. Jesli sie nie
        da - dla ich dobra lepiej sie rozdzielic - po ludzku i bez doszukiwania sie
        winy. Rowniez dla dobra dzieci po ludzku, zeby mogly miec dwa domy i w kazdym
        swoje miejsce i zeby nienawisc nie przeniosla sie na ich nieudane zwiazki w
        przyszlosci. Moze jest szansa na stworzenie rodziny z rozsadku, z pewnymi
        ustepstwami z kazdej strony chociaz goraca milosc juz przeminela. Moze zostala
        przyjazn i wzajemny szacunek, ktore sa wazniejsze od seksu i plomiennych ale
        krotkotrwalych szalenstw? Poza tym proces tworzenia dzieciom rodziny, pewne
        egoizmy, do ktorych mamy prawo moze jakos zlagodzic i zycie wcale nie musi byc
        takie straszne, wrecz przeciwnie. Szczesliwe dziecko moze znowu zblizyc jak
        wspolny sukces w grze podwojnej. Do tego trzeba jednak dwojga ludzi bardzo,
        bardzo chcacych chciec sie zrozumiec i isc na wielkie wzajemne ustepstwa. Moze
        byc trudno.

        Znacznie zdrowiej dla wszystkich wyjac skalpel i przeciac wiezy dopoki jeszcze
        nie pojawily sie owoce takiego zwiazku bez milosci. W przypadku drugiego
        aniola juz za pozno. Wydaje mi sie, ze w tym przypadku konieczne sa bardzo
        powazne rozmowy dla dobra wszystkich. Moze da sie cos uratowac dla tych
        biduli, ktore juz przed urodzeniem sa sierotami.

        W przypadku pierwszego blekitnego aniola - tylko skalpel i to juz bez
        przymiarek. Zacznij a sprawa sama sie rozwinie czyli zwinie. Trzeba brac byka
        za rogi i stawiac sprawe prosto i uczciwie. Fascynacje przychodza i odchodza i
        nie ma w tym niczyjej winy, ze ktos zaczyna w nas budzic negatywne emocje i
        opory. Nikt nie ma prawa nas zmuszac do zycia w niewolnictwie i terrorze
        psychicznym. Zwiazek musi odpowiadac obojgu. Inaczej wszystko sie rozlezie.
        Lepiej wiec dac haslo do podzialu. Potem bedzie bolalo miesiac, moze rok - ale
        nie cale zycie.

        Mam nadzieje, ze same zainteresowane zrozumieja co napisalam. Taka wymiana
        pogladow pomiedzy kobietami pomoze rowniez panom zrozumiec, ze zwiazek pomiedzy
        kobieta i mezczyzna wymaga doroslosci i poszanowania praw partnerki. My nie
        jestesmy waszymi mamusiami, ktorych celem zycia jest dogadzanie synkowi. To my
        mamy czuc wasza opieke, wasza chec rownego i uczciwego traktowania nas jak
        rownych sobie ludzi. Musicie dorosnac do bycia z nami. My tez mamy prawo
        skonczyc zwiazek jesli nie spelnia naszych oczekiwan. Dla wlasnego dobra
        lepiej przy rozstaniu zachowac sie bez histerii i szantazu. Ucisnac sie na
        pozegnanie z honorem a nie rozstawac sie z rwaniem szat, niesmakiem po obu
        stronach i walkowaniem szczegolow nieudanego pozycia ze wspolnymi znajomymi.
      • Gość: michael Re: juz go nie kocham... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 04.11.04, 00:02
        No to szczerze Ci gratuluję. Rozumu. Może głęboko się zastanów nad tym co
        napisałaś i może dojdziesz do wniosku,że jednak go kochasz... Taa...
        Trochę nie pasuje ale "madry pPolak po szkodzie" Co?
        • Gość: michael Re: juz go nie kocham... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 04.11.04, 00:04
          to było skierowane do "differentangel"
    • Gość: cimcia Re: juz go nie kocham... IP: *.ws 03.11.04, 21:50
      droga Blue.
      Milosc nie jest czyms wiecznym, skazujacym na byt ze soba i takie tam bajkowe
      pieprzenie. Milosc to chec szczescie drugiej osoby. Jesli on cie kocha, wyjasnij
      mu to, a postapi w ten sposob. Bo 'szczesliwy piesek na mej smyczy' to nie
      milosc tylko egoistyczna chciwosc. Jesli zrozumie, ze ty bedziesz szczesliwa
      jesli to sie skonczy i jesli naprawde bedzie chcial twojego szczescia nie
      powinno go to tak bolec. Bo wkoncu twoje szczescie powinno byc jego priorytetem.
      Dokonal tego czego mogl, taki flow zawsze mija. Pozostaje przywiazanie, a
      przywiazanie to wiezienie czlowieka. Unikaj wiec przywiazan na przyszlosc i jemu
      zycz tego samego. Mi rowniez dziewczyna zrobila cos takiego swego czasu, ok
      przeszedlem pieklo zeby wyjsc na prosta, ale mysle, ze to byl najwazniejszy i
      najlepszy zwrot wydarzen w moim zyciu. Powodzenia.
      • waszkiewiczowa Re: juz go nie kocham... 03.11.04, 22:11
        droga Blue.

        Milosc nie jest czyms wiecznym, skazujacym na byt ze soba i takie tam bajkowe
        pieprzenie. Milosc to chec szczescie drugiej osoby. Jesli on cie kocha, wyjasnij
        mu to, a postapi w ten sposob. Bo 'szczesliwy piesek na mej smyczy' to nie
        milosc tylko egoistyczna chciwosc. Jesli zrozumie, ze ty bedziesz szczesliwa
        jesli to sie skonczy i jesli naprawde bedzie chcial twojego szczescia nie
        powinno go to tak bolec. Bo wkoncu twoje szczescie powinno byc jego priorytetem.
        Dokonal tego czego mogl, taki flow zawsze mija. Pozostaje przywiazanie, a
        przywiazanie to wiezienie czlowieka. Unikaj wiec przywiazan na przyszlosc i jemu
        zycz tego samego. Mi rowniez dziewczyna zrobila cos takiego swego czasu, ok
        przeszedlem pieklo zeby wyjsc na prosta, ale mysle, ze to byl najwazniejszy i
        najlepszy zwrot wydarzen w moim zyciu. Powodzenia.

        WITAJ,

        POWIEDZ PROSZE DLACZEGO TAK UWAZASZ? IŻ "to byl najwazniejszy i
        najlepszy zwrot wydarzen w moim zyciu".

        JAK ODRÓŻNIĆ PRZYWIĄZANIE OD MIŁOŚCI? KIEDY NP. OBECNY PARTNER TO TEN PIERWSZY?

        POZDRAWIAM SERDECZNIE.
        • Gość: głupolek Re: juz go nie kocham... IP: *.osk.pl / *.osk.pl 03.11.04, 22:54
          jeśli nie dasz rady powiedzieć mu że poznałaś wspaniałą dziewczynę pełną sexu i
          zamierzacie zamieszkać razem (módl się żeby nie chciał zrobić trójkąta ;-)), to
          pozostaje wyjazd. Najlepiej służbowy do innego miasta, na jakiś czas, potem
          wyjazd sie przedłuża, może i delegacja za granicę się zdarzy, i po roku już
          powinno być łatwiej. pozdr.
          • Gość: nelly Re: juz go nie kocham... IP: *.uni.opole.pl 03.11.04, 23:32
            Parę słów do Blue Angel...
            Myśl o sobie - tylko o sobie. Najlepsze szybkie, ostre cięcie. Najpierw popatrz na to z perspektywy, cofnij się o krok i z boku - na zimno i obiektywnie - oceń całą sytuację, przeanalizuj wzajemne relacje, jeśli dojdziesz do wniosku, że to już jest patologiczne, to nawet się nie zastanawiaj. Pomyśl, czy takie chcesz mieć życie? Czy jego łzy są warte Twojej zmarnowanej młodości i zszarganej psychiki? Nie wysilaj się nawet na próby pozostania w przyjaźni, coś musi się skończyć, żeby coś innego mogło się zacząć. Nie można ciągnąć za sobą bagażu przeszłości...Ja tak zrobiłam i nieprawdopodobna ulga jaką odczułam, gdy mogłam bez wyrzutów sumienia iść na imprezę czy spędzić wieczór z przyjaciółmi była najpiękniejszą nagrodą...A na przyszłość: nie rezygnuj z siebie dla nikogo, miej swój własny świat, własnych przyjaciół, pasje i marzenia, azyl, w którym będziesz mogła przemyśleć na spokojnie każdą trudną sprawę.
            I myśl strategicznie, nie taktycznie, wybiegaj myślą dalej niż następny tydzień, bo przed Tobą całe życie...
            Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo, dużo odwagi!!
        • Gość: cimcia Re: juz go nie kocham... IP: *.ws 04.11.04, 11:21
          > WITAJ,
          >
          > POWIEDZ PROSZE DLACZEGO TAK UWAZASZ? IŻ "to byl najwazniejszy i
          > najlepszy zwrot wydarzen w moim zyciu".
          >
          > JAK ODRÓŻNIĆ PRZYWIĄZANIE OD MIŁOŚCI? KIEDY NP. OBECNY PARTNER TO TEN PIERWSZY?
          >
          > POZDRAWIAM SERDECZNIE.

          Poniewaz od tamtego czasu przestalem zachowywac sie tak jakby swiat zyl wlasnym
          a ja osobnym zyciem. Zaczalem sie wiecej rozgladac i doceniac otoczenie. Czerpac
          przyjemnosc z tego, co w przypadku, gdy mialbym ja u boku kompletnie nie
          robiloby wrazenia bo moj biedny sszargany umysl skupialby 100% swojego
          potencjalu na jednej osobie co jest kompletna bzdura i marnowaniem zycia, ktore
          niesie ze soba naprawde mase pozytywnych aspektyow. Rzecz w tym zeby przestac
          zyc we wlasnej glowie.
          Zalezy co masz na mysli mowiac 'milosc'. Sa dwa rodzaje, ta propagowana przez
          media i bajki, czyli wieczna, bezgraniczna, namietna, ktora sila rzeczy rozpada
          sie predzej czy pozniej, gdyz jesli przyjmiesz do serca zasade o przemijalnosci
          zjawisk, to przyjdzie czas, ze bedzie to zrodlem cierpienia. Powszechnie znana
          'milosc' to tylko chemia, flow, jazda i wielki klebek emocjonalnosci, ktory do
          milosci ma sie tak jak eskimos do olejku z filtrem UV. Prawdziwa Milosc to
          spokoj, opanowanie, totalny brak przywiazania, obaw, zazdrosci, namietnosci. To
          stan ktory stosunkowo trudno osiagnac ale, lepiej dazyc do czegos co jest
          osiagnac trudno niz tego czego osiagnac sie nie da. Przywiazanie tym rozni sie
          od milosci, ze twoj umysl jest obciazony ciaglym mysleniem o drugiej osobie,
          kompletnie nie interesuje go otaczajaca rzeczywistosc i ogolnie 'nie wyobrazasz
          sobie zycia bez tego jedynego/jedynej'. W zwiazku z ktorego czerpiesz obawy o
          utrate, przywiazanie (nie jestes wowczas wolna,bo twoj umysl jest ciagle
          atakowany niekontrolowanymi emocjami) i z powodu ktorego masz wiecej
          problemow/dolow niz radosci nie ma miejsca na milosc. Milosc to cos o wiele
          wiekszego niz wyprofilowal nam polsat :) ale wiekszosc nie zdaje sobie z tego
          sprawy. pozdrawiam.
    • Gość: facet Re: juz go nie kocham... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.11.04, 23:39
      Angel,
      Moze w podjeciu decyzji pomoze Ci glos z meskiej strony sali. Czytam ten watek
      z zainteresowaniem i udzielane Ci rady dotyczace jasnego postawienia sprawy,
      konsekwencji w dzialaniu, wyzwolenia "zdrowego" egoizmu sa niestety prawdziwe.
      Moja dziewczyna a wlasciwie zyciowa partnerka, zeby uwolnic sie ode mnie
      wyjechala do USA i zerwala ze mna telefonicznie. Zwiazek nie rozpadl sie z
      braku milosci ale z totalnego niedopasowania. Kochalismy sie ogromnie,
      oczywiscie wspolne plany na przyszlosc etc, ale nie potrafilismy ze soba zyc.
      Szaleje z rozpaczy, wyje po nocach jak pies, blaznie sie przez telefon, jej
      obecny facet (bo poszla za ciosem blyskawicznie -w sierpniu rozstanie we
      wrzesniu juz ktos nowy) zaczepiony przeze mnie mowiac kolokwialnie "obil mi
      morde" (notabene pierwszy raz w zyciu zdarzylo mi sie kogos uderzyc bo to ja
      zaczalem i wstyd mi jak cholera) ale w glebi duszy wiem ze miala racje, choc
      wiedziec a godzic sie to dwie zupelnie inne sprawy. Zrobia to dla siebie. Po
      prostu. Zwyczajnie. Kocham ja wciaz tak samo, a moze nawet bardziej bo imponuje
      mi czyms czego ja nie mam i pewnie dlugo dlugo jescze bede ja kochal, ale wiem
      ze musze pozwolic jej odesc. Nie dla jej dobra (nie oszukujmy sie), tylko
      dlatego ze ONA tego chce, bo to ONA zyje swoje zycie a ja musze to zaakceptowac
      chocbym nie wiem jak bardzo sie przeciw temu buntowal. Zycze Ci odwagi i
      wytrwalosci. Badz dzielna. Uda Ci sie.
    • a.symetryczny Re: juz go nie kocham... 03.11.04, 23:43
      Jak powiadaja: "serce nie sluga". Sprawe trzeba jasno postawic.
      Tylko wez chusteczki, przydadza sie, wiem cos o tym bo tez kiedys "beczalem" ;).
Inne wątki na temat:
Pełna wersja