Mam to już w nosie.

28.08.01, 22:21
To ja jestem emocjonalnie popaprana!!! Mam 30 lat, za sobą parę romansów i i
dwa całkiem poważne związki. Wszystkie kończyłam sama. Zawsze wiążę się z
nieodpowednimi facetami. I wiecie co? Chyba obumarłam... Nie umiem się
zaangażować, chociaż bardzo chcę!!! Co mam zrobić?
    • Gość: bess Re: Mam to już w nosie. IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 28.08.01, 22:47
      Napisałaś,że masz to w nosie i jesteś emocjonalnie popaprana. Rada? Przestań
      powtarzać hasła z modnych książek i stań się sobą.Na początek zaakceptuj się.
      • Gość: Aga Re: Mam to już w nosie. IP: *.lubaczow.sdi.tpnet.pl 28.08.01, 23:05
        To łatwiej powiedzieć jak zrobić .Też mam problem i nie moge sobie dać rady ani
        z nim ani z sobą,choć bardzo się staram.Są sytuacje w których ciężko się
        odnależć.Niestety,trzeba sobie samemu dać radę ,choć to niełatwe.Trochę plączę
        ale czuję się fatalnie i na dodatek nie mogę spać .
        • ssaczek Re: Mam to już w nosie. 28.08.01, 23:19
          Ja też mam włosy w nosie to poważny problem (swędzi i wk....ia )!!!!!!
          Nic nie przychodzi samo a z facetami to już tak jest, a moja rada rozejrzyj się
          wokół siebie najczęściej ci właściwi są pod samym nosem.
          Pozdro.

          • Gość: samanta1 Re: Mam to już w nosie. IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 28.08.01, 23:39
            Poczekaj ,samo przyjdzie wtedy kiedy najmniej bedziesz sie spodziewala.:)
        • Gość: Agata Re: Mam to już w nosie. IP: *.grzegorzki.sdi.tpnet.pl 28.08.01, 23:42
          Poczucie braku prawdziwego kontaktu z otoczeniem i zaburzenia snu to typowe
          objawy depresji. Przyczyny mogą być baaaardzo różne. Zawsze można odwiedzić
          psychologa. Może coś poradzić rozsądnego.
          Większości ludzi się w życiu taki depresyjny okres zdarza - można samemu też
          sobie poradzić.
    • Gość: królik Re: Mam to już w nosie. IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 29.08.01, 08:40
      Nie szukać na siłę, nie zastanawiać się, że trzeba się ustatkować, że to musi
      być właśnie ten. Prawdziwe zaangażowanie przychodzi samo tzn. wywołuje je
      właściwa osoba i potem żyje się długo i szczęśliwie.
      • Gość: piegus Re: Mam to już w nosie. IP: *.syberia.pl 29.08.01, 09:11
        no tak, super, samo przyjdzie, a przecież do mądrości babć naszych należy i to
        by się choć pokazywać, a nie tkwić w swoim kącie nie wyściubiając z niego nosa,
        więc w jaki sposób dać się poznać nie szukając? na razie tyle pozdrawiam
        • Gość: Anja Re: Mam to już w nosie. IP: *.orbis.pl 29.08.01, 13:06
          Owszem przychodzi samo, zazwyczaj trafia jak piorun w letnia noc:-)

          Hmmm, nie bardzo rozumiem o co tu chodzi. Skoro wiesz, że wiążesz się z
          niewłasciwymi facetami, to może czas wyciągnąć wnioski typu: co Tobą kieruje,
          co ma wpływ na Twoje decyzje, jakie schematy powtarzasz i dlaczego? Chyba
          najwyższa pora, abyś potrafiła z tych doświadczeń zrobić jakiś użytek. To co
          masz i czujesz teraz nie zawdzięczasz jakimś tajemniczym okolicznościom, a
          jedynie sobie. Skoro piszesz "chcę" to rób coś w tym kierunku, a nie wymiguj
          się banałami w stylu "nie umiem". Nie umiesz, bo nie chcesz - koło sie zamyka.
          Niewłaściwe wybory są częścią życia każdego z nas, więc nie masz powodów do
          wyjątkowych zmartwień, porażki uczą najszybciej i kształtują charakater.
          Powinnaś być niczym stal:-) Sztuką jest nie powtarzać tych samym błędów, to na
          pewno jest w Twoim zasięgu. Masz zaledwie 30 lat i całe życie przed sobą, może
          być piękne wiesz?;-)
          • malwinamalwina Re: Mam to już w nosie. 29.08.01, 16:03
            rzucic sie na literature o wspouzaleznieniu (Melody Beatty; vivian norwood)
            zmienic obiekt zainteresowania w zyciu - zaczac od siebie. co za pomysl aby liczyc na obcego
            czlowieka w kwestii szczescia i rownowagi ! nikt ci nie wsypie, nie naleje, tylko ty. A gdy bedziesz
            zadowolona z siebie, trafisz na zrownowazonych ludzi, nie wpadniesz na popapranca i on toba tez nie
            bedzie zainteresowany.
            malwina
            a, i jeszcze przeczytac "Kompleks Kopciuszka" + cos o self esteem (tak sie pisze ?)
          • Gość: jasmina Re: anja IP: 194.181.38.* 29.08.01, 16:17
            To nie jest takie proste. Nieodpowiedni faceci okazują
            się zazwyczaj takowi po pewnym czasie. Ty dorastasz,
            uczysz się , chcesz czegoś więcej od życia, zmieniają Ci
            się poglądy na pewnne błahe, zdawałoby się dotąd
            kwestie, nad innymi przechodzisz do porządku... A facet?
            Nic! Mijają dni, tygodnie czy lata, a on dalej tkwi w
            swoich "nastu" i ani w prawo ani w lewo. Dlatego to nie
            takie proste wybrać tego odpowiedniego. W końcu nie
            wiesz, co przyniesie życie...
            pozdr
            • Gość: Anja Re: jasmina IP: *.orbis.pl 29.08.01, 17:01
              Ja odeszłam z dwóch poprzednich związków, bo staram się szanować cudzą
              odmienność, nie zmieniam ludzi na siłę. Skoro poznajemy się wzajemnie na tyle,
              aby stwierdzić, że jednak czegoś tu brakuje, że to nie to, to następnym krokiem
              powinno być działanie. Ponieważ cudów nie oczekiwałam, i nie zamierzałam
              zamęczać siebie i Kogoś moim poczuciem niedosytu, rozchodziliśmy się (i nadal
              się kontaktujemy ze sobą)...Owszem bolało, często łaczyło nas jeszcze silne
              uczucie, ale nie umiem żyć półśrodkami. Wiem, że warto bylo:-) Istotne jest to,
              aby uczciwie wyjaśniać takie sytacje, nie uciekać, nie bez powodu mężczyzni
              często się czują zdezorientowani lub oszukani, z fusów nie wywróżą o co nam
              chodzilo. Oni wcale nie są tacy źli, są tak samo różnorodni jak my w ich
              odczuciu, czasem dobrzy, troskliwi, czasem egoistyczni, leniwi - jest w czym
              wybierać:-)
              • malwinamalwina Re: ksiazki w kat ! 30.08.01, 10:49
                wycofuje dobre rady ciotki klotki - ta literatura jest dla osob ktore sa przekonane ze mozna i trzeba
                zmienic innych, zwlaszcza popaprancow psychotykow zonatych niedoosiagniecia narkomanow lub
                zmrozonych emocjonalnie. Ty wiesz ze nie mozna ( czesto w tym wypadku najwazniejsze jest nie
                wygrac ale nie grac). zycie przed toba - powodzenia :)
                A autorka ma na imie Robin a nie Vivian (dla zainteresowanych)
                • Gość: Anja Re: ksiazki w kat ! IP: *.orbis.pl 30.08.01, 15:58
                  To bylo niezle:-))) ale nie zapominaj, ze sa osoby ktora musza w ramach
                  dziejowej misji koniecznie kogos nawracac, tak wiec dobrze ze podalas
                  sprostowanie do lektury:-) Pozdrawiam,
    • Gość: Susan Re: Mam to już w nosie. IP: 10.134.10.* / *.rzeczpospolita.pl 29.08.01, 15:38
      Jeżeli bardzo tego - zaangażowania - chcesz... to czmu piszesz że masz
      to już w nosie?
      Nie rozumiem...
    • Gość: Krystyna Re: Mam to już w nosie. IP: 213.25.85.* 18.09.01, 09:17
      Sama odpowiedziałaś sobie na pytanie. To nie Ty jesteś "popaprana"
      emocjonalnie, ale trafiałaś nie na tych facetów. Było Ci z nimi dobrze, może
      sprawdzali się jako kochankowie, z niektórymi nadawałaś na tych samych falach,
      niektórzy może zapewniali Ci poziom życia jakiego oczekiwałaś, może byli czuli
      delikatni inteligentni. ALE TO CIĄGLE NIE BYŁO TO! Dlatego wciąż szukałaś. Ja
      miłość swojego życia poznałam w wieku 33 lat, byłam wtedy żoną mężczyzny,
      którego nie kochałam i pomimo, że byłam z nim, wciąż szukałam. O sobie
      myślałam tak samo jak Ty. Dopiero przy moim ukochanym zrozumiałam,że ja też
      potrafię kochać i wtedy przestałam szukać. Inna sprawa, że odemnie odszedł. Gdy
      mnie poznał i pokochał byłam mężatką, czekał na mnie 9 miesięcy, aż ułożę swoje
      sprawy i chyba w tym czekaniu się wypalił. Po jego odejściu bardzo cierpiałam,
      ale jednego jestem pewna POTRAFIĘ KOCHAC, muszę tylko na mojej drodze spotkać
      odpowiedniego mężczyznę. Teraz już potrafię go rozpoznać. ON mnie tego nauczył.
      Ktoś mi kiedyś powiedział:"Jeżeli nie jesteś pewna swoich uczuć zadaj sobie
      pytanie: CZy gdyby mężczyzna z którym jesteś, w wyniku choroby lub wypadku
      wymagał od Ciebie ciągłej opieki czy robiłabyś to z obowiązku czy z
      miłością,czułością i oddaniem. Jeżeli tak to znaczy,że go kochasz. Twierdząco
      na to pytanie odpowiedziałam dopiero w wieku 33 lat. Wiem, że to czekanie było
      długie, ale doczekałam się i silniejsza szukam dalej.
      Powodzenia
      • Gość: kathy Po jaką cholerę wychodziłaś za mąż? IP: 195.117.174.* 18.09.01, 11:15
        nie kochając faceta, z którym sie wiązałaś? Wytłumacz mi, bo za cholerę nie
        rozumiem zjawiska.
        • Gość: Krystyna Re: Po jaką cholerę wychodziłaś za mąż? IP: 213.25.85.* 19.09.01, 11:28
          Widzę,że moja odp. nie dotarła.
          Miałam 23 lata, despotyczną matkę z cholernymi zasadami. Byłam samotna, bo
          żaden facet nie był w stanie długo wytrzymać z dorosłą kobietą, która już
          pracowała, ale w domu musiała być o 23.00 (poważnie!), każde wyjście na dłuższą
          imprezę (do 24.00) musiała wywalczyć. A o spędzeniu nocy poza domem mogłam
          tylko pomarzyć, wyjazdy we dwójkę też odpadały. Więc gdy pojawił się facet,
          któremu ta sytuacja nie przeszkadzała, wydawał się być całakiem przyzwoitym
          gościem, chciał być ze mną, mieć ze mną dziecko - wyszłam za niego. A tym samym
          uciekłam od matki. Myślałam wtedy, że miłość w małżenstwie nie jest potrzebna.
    • Gość: Krystyna Re: do Kathy IP: 213.25.85.* 19.09.01, 11:30
      Miałam 23 lata, despotyczną matkę z cholernymi zasadami. Byłam samotna, bo
      żaden facet nie był w stanie długo wytrzymać z dorosłą kobietą, która już
      pracowała, ale w domu musiała być o 23.00 (poważnie!), każde wyjście na dłuższą
      imprezę (do 24.00) musiała wywalczyć. A o spędzeniu nocy poza domem mogłam
      tylko pomarzyć, wyjazdy we dwójkę też odpadały. Więc gdy pojawił się facet,
      któremu ta sytuacja nie przeszkadzała, wydawał się być całakiem przyzwoitym
      gościem, chciał być ze mną, mieć ze mną dziecko - wyszłam za niego. A tym samym
      uciekłam od matki. Myślałam wtedy, że miłość w małżenstwie nie jest potrzebna.
      • Gość: Aga Re: do Kathy IP: 195.94.199.* 19.09.01, 13:44
        Mój Boże, jakie Wy macie problemy, tego kwiata to pół świata, nie ten to następny. A tak wogóle to z
        własnego doświadczenia wiem, że pierwsze poznane w życiu egzemplarze płci odmiennej są
        najlepsze, choć wg naszego (wtedy) mniemania to "jeszcze nie to". Przebieramy wybieramy, szukamy
        i co ? trafiamy chyba na najgorsze gó...no! ........Gdyybbby taak móc się cooofffnąć o teee 10 lat.....!
        yhm!!
        • Gość: kathy Masz rację IP: 195.117.174.* 19.09.01, 14:36
          że pierwsze( no, może 2 i 3 też) egzemplarze są naj. ja nie wybierałam długo.
          za 3 razem stwierdziłam, że to jest to i... sielanka trwa. Czego wszystkim
          zycze ( i sobie też, na przyszłość)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja