wanilia1
30.12.04, 10:34
Nie wiem, jak Wy, ale ja jestem potwornie zirytowana pytaniami o Sylwestra.
Już nie mam siły odpowiadać na to durne pytanie. Co roku doprowadza mnie to
do szału.
Po pierwsze: ktoś, kto o to pyta, nie chce wcale tego wiedzieć, tylko zadaje
je kurtuazyjnie, tak samo jak: "co dobrego?" "co słychać?" etc. Po drugie, i
tak tego nie zapamięta. Po trzecie, założę się, że 3 stycznia zapyta: "jak
tam Sylwester?" i trzeba będzie odpowiadać od nowa.
Siedzę w pracy i już piąta osoba mnie o to zapytała.
W moim przypadku jest to tym bardziej irytujące, że w zeszłym miesiącu zmarł
mój Tata, cały czas chodzę w żałobie, firma dawała nekrolog, wszyscy o tym
wiedzieli, więc trudno tego nie zauważyć.
Nie chcę ludzi peszyć i wprawiać ich w zażenowanie, początkowo odpowiadałam,
że w tym roku zostaję w domu, ale kiedy ktoś drążył: np: "Ojejku, a czemu
rezygnujesz z szampańskiej zabawy??" to zaczęłam już być niemiła i odpowiadać
wprost: nie idę na Sylwestra, bo jestem w żałobie.
Nie jestem fanką zabaw sylwestrowych i wcale mi nie żal, że się nigdzie w tym
roku nie bawię, ale jestem przeciwna ględzeniu bez sensu. Ludzie, którzy
zadają to głupie pytanie wymuszają przekonanie, że bawić się w Sylwestra
NALEŻY, a ci którzy tego robic nie będą z jakichś powodów, są nienormalni.
Człowiek, którego o to pytamy, może być a) wściekły, b) chory, c) w depresji,
d) właśnie przez kogos porzucony, e) leniwy f)po prostu samotny, g) bez
pieniędzy.
Do wszystkich Pseudouprzejmych Zadawaczy Durnego Pytania o Sylwestra apeluję:
zastanówcie się dziesięć razy, czy osoba, którą chcecie o to zapytać, będzie
miała ochotę odpowiedzieć.