luki761
31.12.04, 17:00
czytam tu czasami, że żona (kobieta, konkubina etc.), lub mąż (kochanek,
konkubent) ect.,, że Ktoś - Kogoś zdradził, ale potem wybaczył, chce
zapomnieć, że to niby się przedawnia, że jak Ktoś jest cudowny, to
trzeba "walczyć", że każdemu może się zdarzyć etc., że człowiek jest słaby
etc., że ma prawo do błędu...,
hm,
byłem kiedyś z kobietą 4 lata, mieszkaliśmy prawie trzy lata razem, właściwie
wszyscy nas traktowali jak "małżeństwo", tylko czekaliśmy, aż Ona skończy
studia i ... Ślub,
zyliśmy jak małżeństwo, samodzielne mieszkanie, samochód, wakacje, weekendy,
odwiedzaliśmy rodziny etc.
NO I STAŁO, SIE
ZDRADZIŁA MNIE,
nie wiem, jak to się stało, nie zauważyłem, że spotyka sie z innym, mówiła,
że to koleżanka etc.
PRZEPRASZAŁA,
nie wybaczyłem,
była godzina około 14,00, powiedziałęm jej że do 18,00 ma się wyprowadzić z
mieszkania, po czym wyszedłem,
wróciłem wieczorem,
- Jej nie było, ale zostawiła trochę rzeczy,
- to co zostawiła spakowałem, wynająłem firm transportową, zawieżli rzczey do
domu jej rodziców,
- wynająłem inne mieszkanie, a to w którym mieszkaliśmy (było moje),
sprzedałem w 4 miesiące, żeby nie było wspomnień, sentymentów,
TO BYŁO 2 LATA TEMU,
poznałem inna kobietę jesteśmy razem, wspólnie mieszkamy w nowym mieszkaniu,
NIE INTERESUJE MNIE CO STAŁO SIĘ Z POPZREDNIA,
UWAŻAM, ŻE JAK KOBIETA/MEŻCZYZNA ZDRADZA, TO JEST TO WRZÓD, I JAK NIE MA
DZIECI, TZREBA GO WYCIĄĆ, WYPALIĆ DO KONCA, CZYLI ROZEJŚĆ SIĘ OD RAZU, I
SPALIĆ WSZYSTKIE KONTAKTY,
dziwię się tym którzy potafią wybaczyć kobiecie. mężczyźnie zdradę,
JA NIE UMIEM,
moja obecna kobieta o tym wie,