magda1962
16.01.05, 14:00
Od jakiegos czasu podejrzewam ze moj maz kreci cos na boku. Mam dolek.
On mowi, ze sobie wymyslilam (ktory sie przyzna?). Dzis drugi weekend, kiedy
on wyjechal sluzbowo - wprawdzie dzwoni co jakis czas i melduje sie co i jak.
Mowi, ze ja tez wyjezdzam sluzbowo w weekendy (zdarzalo sie - fakt) i on nie
robi scen. Tylko ze ja jednoczesnie nie chudlam, nie kupowalam nowych ciuchow
w nowym stylu etc etc.
Problem jest wlasciwie w tym, ze wprawdzie on ma na kazda moja watpliwosc
wytlumaczenie, ale mnie to jakos nie uspokaja, to jest raczej intuicyjne - a
podstawa moich watpliwosci jest to, ze sama sie zachowywalam tak jak on jak
bylam w kimstam zadurzona (czy to jest blad w mysleniu?) te kilka lat temu.
Nigdy go nie kontrolowalam, pelne zaufanie. Jakos brak mi go dzisiaj, sama
nie wiem dlaczego. I nagle dotarlo do mnie, ze on ma sluzbowy telefon do
ktorego nie mam wgladu, nie wiem jak wyglada jego konto (on moje
systematycznie sobie oglada), nie znam ludzi w jego pracy , nie mowiac o
nowej asystentce, na ktora on reaguje zdecydowanie nerwowo (to mnie
oczywiscie tez i chyba najbardziej niepokoi). Nagle zostalo zachwiane moje
zaufanie do niego. Konkretow brak.
On zapewnia mnie, ze mnie kocha, ze nie mam podstaw do niepokoju - ale ja
naprawde czuje, ze stamtej strony cos sie dzieje. Olac? Przeczekac? Czy wziac
detektywa? Cos na uspokojenie? A moze znow pogadac?