Gość: piotr
IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl
23.05.02, 18:07
mam takie wątpliwości
Czy zdrada, znaczy nie zdrada ojczyzny czy korporacji, ale partnera z którym
sie zyje, czy ma az takie znaczenie?
Jak się tu zajrzy do archiwum, pełno jest listów typu "zdradził cię- rzuć go" ,
czy coś w tym typie. Ale czy to faktycznie ma aż takie istotne znaczenie, jeśli
np. wasz facet wyrwie jakąs laskę na imprezie , jeśli akurat nadarzy się
okazja, albo ma jakąś zapomnianą mężatkę(przez swojego męża znaczy się
zapomnianą) na boku , bo załóżmy że seks z żoną/partnerką stał się nieciekawy,
czy nieczęsty.
kiedyś mój kolega powiedział, że jemu wszystko jedno, gdyby jego żona poszła
się p... z jakimś innym facetem, byle on o tym nie wiedział , i żeby jakiego
wirusa czy grzyba w sobie nie przyniosła. Było to dla mnie z lekka szokujące,
ale ciekawe jest to , że on rozwiódł się w końcu ze swoją żoną. Może nie miał
racji?
Proponuję z góry odrzucić wątki religijne, czy nawet obietnicę małżeńską -
załózmy że to co się obiecuje przed ołtarzem to rytuał, nie mający wielkiego
znaczenia.
Jak w takim razie traktować zdradę? jako największą zbrodnię, jaką można zrobić
partnerowi/partnerce , czy jako naturalną cechę ludzkiego słabego charakteru?