Gość: amelia_
IP: 217.99.1.*
23.05.02, 23:41
Było to na początku lutego. Jakiegoś dnia weszłam do internetu koło 2:00, ale
naprawdę na chwilkę, miałam tylko sprawdzić pocztę :) Oczywiście na tym się nie
skończyło. Ktoś do mnie napisał na gg i to w sposób, który po prostu odrzuca
mnie na kilometr: "Cześć, masz może swoje zdjęcie?" Jak ja tego nie cierpię,
ale nie będę się teraz nad tym rozwodzić. Myślałam, że na mojej
odpowiedzi "cześć i pa pa" się skończy, ale nie. Na osobę, która tak by mnie
irytowała, dawno nie trafiłam. A co ja wariatka zrobiłam? Umówiłam się z nim na
następny dzień do kina, a nawet mi się nie podobał. Co mnie napadło?
Wytłumaczenie: naprawdę chciałam zobaczyć film "Inni" :) Przyznaję jednak, że z
panem A. pisało się całkiem fajnie, bo wszystko nie przebiegało według tego
nudnego schematu: cześć, cześć, gdzie mieszkasz, jaka dzielnica, ile masz lat,
co robisz, jak wyglądasz, czym się interesujesz, sraty-taty, tere-fere, itp,
itd. Mieliśmy się spotkać pod SGH obok bankomatu o 17:00. A on powiedział (i tu
popełnił błąd), ile będzie na mnie czekał. No i ja oczywiście się spóźniłam.
Byłam tam 5 minut po czasie (dodając już to jego czekanie),a jego nie było.
Dziwnym zbiegiem okoliczności spotkałam swoją dobrą koleżankę, z którą sobie
pogadałam, a ona zaraz uciekła, żeby mi nie przeszkadzać (jakby było w czym,
facet przecież zwiał) :) Czekałam, żeby do mnie zadzwonił i mnie opieprzył, bo
to mi obiecał wcześniej, jak nie przyjdę :) No i się doczekałam :) Okazało się,
że on dzwonił do mnie wcześniej, ale gapa, źle przepisał mój numer, zadzwonił
do innej dziewczyny, wkurzył się, że go okłamałam i podałam mu zły numer, a
następnie nie czekając tyle ile obiecał poszedł sobie zły na mnie :) Pojechał
do domu, tam zjadł obiad i sprawdził, że to on pomylił numery i zadzwonił do
mnie jeszcze raz :) Więc umówiliśmy się znowu, tym razem w Centrum, na
przystanku tramwajowym. Siedziałam na tym przystanku i czekałam na pana A.,
powiedział, że to ja mam go rozpoznać. Dobrze. No i wpadł, ja na niego patrzę,
a on patrzy wszędzie, tylko nie na mnie (a na przystanku jestem tylko ja). To
co ja się będę wydurniać :) Siedzę sobie nadal spokojnie, patrzę na niego i się
głupio uśmiecham, a on:"To ty???" "To ja" Pojechaliśmy tramwajem do kina, w
kolejce do kasy pytam się, czy każdy płaci za siebie. "Tak, bo jakbyś się nie
spóźniła to bym za ciebie zapłacił, a tak..." :) W sumie bardzo dobrze, jakoś
nie lubię, gdy ktoś za mnie płaci. Potem poszliśmy do sklepu, bo pan A. musiał
kupić sobie orzeszki, które bardzo lubi. A niewiele rzeczy lubi, według niego
świat jest zły, jest na nim bardzo dużo złego, on jest tutaj, żeby edukować
ludzi (w tym mnie - sam to powiedział i to całkiem poważnie). Pan A. nie lubi
umawiać się w Centrum, nie lubi jeździć tramwajami, ale to i tak lepsze niż
autobusy (on - "Wiesz dlaczego?" ja - "Pewnie ze względu na środowisko" on -
"Bardzo dobrze" - plus dla mnie :)), nie lubi, jak światło na przejściu dla
pieszych robi się czerwone, nie lubi reklam przed filmem (typu McDonald,
Redbull - tą za karę puścili mu 2 razy), wszystkie opakowania z orzeszkami
sprawdzał, czy nie zawierają jakichś sztucznych, niezdrowych składników,
zapomniałam dodać, że pan A. jest weganem. Do orzeszków dokupił sobie wielki
sok marchwiowy w szklanej butelce 0.75 l. :) A po filmie poszliśmy do pubu na
piwo, bo były tam czerwone kanapy, które pan A. bardzo lubi. Niestety były
zarezerwowane i siedzieliśmy na krzesełkach :)
Jak wyglądał? Hmm... wyższy ode mnie, tak ok. 1.78m, chudy, ciemne włosy, szaro-
niebieskie oczy, nie wygląda na te swoje 23 lata, tylko na jakieś 18, chodzi
bardzo energicznie, macha rękami, jak rozmawia to nie patrzy się oczy tylko na
wszystko dookoła (co mnie denerwuje).
Oczywiście to była nasza pierwsza i ostatnia randka :)
Po tym wszystkim stwierdziłam "nigdy więcej randek w ciemno" :) Po powrocie do
domu opowiedziałam wszystko rodzince, mieli niezły ubaw. Mama stwierdziła, że
jestem wariatka i że mogłam przecież iść do kina z nią. A ja wszystkim
tłumaczyłam, że niedawno przeczytałam, że ludzie powinni się czasem spotykać z
osobami o całkiem odmiennych poglądach, innych od nas samych. O tak - to było
spotkanie całkiem inne :)
A tak przy okazji moja siostra umówiła się kiedyś z 21-letnim chłopakiem, a on
na spotkanie przyszedł z siostrą :)))