Czy to jej wina...?

IP: *.elblag.dialog.net.pl 22.01.05, 13:11
Otóż załóżmy,że pewna kobieta poznała rok temu fajnego faceta,ale nie
zwracali na siebie w ogóle uwagi.Dopiero po pewnym czasie zrozumieli,że
mogłoby być im razem dobrze,że mogli by stworzyć całkiem udany związek. Ich
początkowe spotkania były interesujące,każdy z nich znajdował na nie czas,nie
mieli do siebie o nic pretensji...i tak po niecałych dwóch miesiącach zostali
parą. I wtedy... wszystko zaczęło się psuć.Gdy go widziała w pracy,on starał
się najczęściej jej nie zauważać,gdy kończyli pracę o tej samej godz.on
zaczął wychodzić wcześniej,a gdy planowali jakiś wyjazd lub spotkanie w wolny
dzień lub weekend-on tylko przytakiwał,był zadowolony i zgadzał się od
razu...a następnego dnia pisał sms-a,że niestety coś mu wypadło i nie mogą
sie zobaczyć.Niedawno wyjechał w odwiedziny, a przed wyjazdem powiedział
jej,że z nim pojedzie.Jak wrócił to powiedział,że spędzą ze sobą troche
czasu,skoro im wcześniej różne rzeczy wypadały...a ostatnio powiedział jej,że
niestety nie będą mieli czasu dla siebie. Ostatnio jak rozmawiają ze sobą to
kłócą się nie wiadomo o co(a nie chcą tego).Jak go spytała czemu się tak
zachowuje to powiedział jej,że nie może skupić całej swojej uwagi tylko na
niej,że ma przyjaciół,rodzine i obowiązki wobec nich...ona nic nie
odpowiedziała..przeporosiła go tylko,że jest taka straszna.On nigdy prawie
niczego sam z własnej inicjatywy jej nie zaproponował-żadnego wyjścia do
restauracji,nawet do kina.Ona starała się to robić,ale on zawsze znajdował
sposób,aby się wyplątać...gdy go pytała znowu czemu taki jest-on odpowiadał
tylko,że nie potrafi znaleźć czasu,że są jakieś przeszkody między nimi,które
ich dzielą...ale mówi,że jest dla niego wyjątkowa...tylko rzecz w tym,że ona
przestaje już mu wierzyć,przecież tyle razy nagiął i tak już nadszarpnięte
zaufanie jej do niego...ponadto po każdej rozmowie ona czuje się,że to jej
wina,że musiała zrobić coś złego skoro on taki jest.Ostatnio napisał jej,że
sądzi,iż ona chce,aby on zajmował się nią od rana do wieczora-ale ona nigdy
niczego takiego nie powiedziała,jej chodzi tylko o to,żeby znalazł choć
godzinkę czasu na spotkanie z nią...ale jest wręcz odwrotnie. Postanowiła
zmienić swoje zachowanie wobec niego-na każdy sms odpowiada mu lakonicznie,a
jak umawiają sie na spotkanie-ona je przesuwa... Czy to jej wina ,że on tak
się zachowuje? co powinna zrobić-porozmawiać z nim,jak?
    • Gość: patriota Re: Czy to jej wina...? IP: 213.25.168.* 22.01.05, 13:13
      ale to nie agentka ABW
      • spezial Re: Czy to jej wina...? 22.01.05, 13:17
        Chyba sama nie wierzysz w to, ze to jej wina!!! Obudz sie dziewczyno, zanim
        bedzie za pozno...
        • Gość: siselka Re: Czy to jej wina...? IP: *.elblag.dialog.net.pl 22.01.05, 13:23
          a co powinna zrobić? no dobrze obudzi się i stwierdzi,że no tak to jego wina-
          wygarnie mu to wszystko..i nic...
          • spezial Re: Czy to jej wina...? 22.01.05, 13:28
            Sluchaj, naprawde wiem, jak ona cierpi. Jesli takie zachowanie ma miejsce tyle
            czasu, to chyba jasne jest, ze facet jej nie kocha. Ba! nawet mu na niej nie
            zalezy. Takie jest oczywiscie moje zdanie. Ja sobie nie wyobrazam siebie w
            takim zwiazku i mimo uczucia, odeszlabym. Bo oprocz tego, ze kocham, chce byc
            kochana.

            > a co powinna zrobić? no dobrze obudzi się i stwierdzi,że no tak to jego wina-
            > wygarnie mu to wszystko..i nic...


            Czy tak wiele wymaga od swojego mezczyzny? Przeciez o to, czego jej brakuje,
            nie powinno sie prosic faceta, ktory kocha swoja kobiete i ktoremu na niej
            zalezy. Sam jej to bedzie ofiarowal, z radoscia, z milosci... Nie ma sie tu nad
            czym zastanawiac.
            A jesli on jak piszesz " i nic..." to masz odpowiedz na wszystkie Twoje pytania.
            • Gość: siselka Re: Czy to jej wina...? IP: *.elblag.dialog.net.pl 22.01.05, 13:32
              ;( masz racje...ale ona tak nie może wszystkiego zaprzepascic-kocha go a i wie
              ze i on czuje to samo...ale czemu zmienil tak swoje zachowanie?to jest
              przerazajace...dziekuje ci za szczerosc-pewnie masz racje ;)
          • Gość: Lena Re: Czy to jej wina...? IP: 83.136.224.* 22.01.05, 13:33
            Ona nie musi a nawet nie powinna mu niczego wygarniać. Właściwie najlepiej by
            uznała, że go nie ma. Tak po prostu. Facet jest gó..arzem i nie umie jej
            powiedzieć, ze między nimi nic nie ma i że nie chce się z nią spotykać. Sądzi,
            że z tych "sygnałów dymnych" które daje ona doskonale zrozumie i odczepi się a
            ona ... stara się samej sobie wmówić, że to jeszcze nie koniec i nic
            straconego. To stracone i koniec ...Bez względu na to czy ona mu wygarnie czy
            nie więc lepiej trzymać klasę.
            • spezial Re: Czy to jej wina...? 22.01.05, 13:38
              Dokladnie, odejsc z honorem. Wiem, ze mowi sie latwiej niz to przychodzi nam
              zrobic. Jednak trzeba myslec o przyszlosci... Jesli tak jest juz teraz, to co
              bedzie kiedys pozniej? Zal mi dziewczyny, ktora kocha, ktora cierpi, bo chce
              przeciez "tylko" tego samego.
              • Gość: lisek Re: Czy to jej wina...? IP: *.icpnet.pl 22.01.05, 13:44
                Zgadzam się! Uciekaj i nawet nie zadawaj sobie trudu, żeby wyjaśniać - i tak nie
                zrozumie. Wiem, bo też tak miałam i też mi się zdawało, że świata poza nim nie
                ma. I tak trzy lata! To sie nazywa zmarnować kupę czasu:(
            • Gość: kev Re: Czy to jej wina...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 14:05
              dlaczego od razu gó..arzem? Wiesz wszystko? A może on po prostu nie traktował
              tego tak jak ona i nagle nie wie o co chodzi? Może to ona powinna z nim
              porozmawiać jak to widzi od siebie, jeżeli ma z tym problem.
              • spezial Re: Czy to jej wina...? 22.01.05, 14:14
                Nagle nie wie? Hehe.. dobre. I traf tu na takiego :)
              • Gość: Lena Re: Czy to jej wina...? IP: 83.136.224.* 22.01.05, 15:12
                Jeśli jak pisze dziewczyna - po dwóch miesiącach spotkań zostali parą (co by to
                nie znaczyło) - to myślę, ze dorosły człowiek zrywając taką znajomość powinien
                temu drugiemu człowiekowi powiedzieć w oczy dlaczego. Taki który zachowuje się
                jak mały harcerzyk który zdobywa sprawność Indianina w zacieraniu śladów jest -
                moim zdaniem - gó..arzem.
                • Gość: kev Re: Czy to jej wina...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 19:14
                  ja tylko pamiętam, że kiedyś laska po paru miesiącach ciągłego bycia razem
                  (kina, imporezy bzykanie, wyjazdy, bez mieszkania razem) nie uważała, że
                  jesteśmy parą, bo ja jej tego nie powiedziałem!!?? Laski są dziwne(faceci też).
                  Jedni muszą się określić słowami inni nie. Ale czy to od razu gó..arstwo? może
    • Gość: wiruska Re: Czy to jej wina...? IP: *.chelm.gda.pl / *.futuro.pl 22.01.05, 14:58
      coś mi sie zdaję że ona jest masochistką co z kolei wynosi się z domu. Bo
      normalne to nie jest napewno.
      • Gość: siselka Re: Czy to jej wina...? IP: *.elblag.dialog.net.pl 22.01.05, 15:08
        wierz mi ze masochistka nie jestem! a po drugie ja nie prosilam o okreslanie
        tej osoby,tylko o to co powinno sie zrobic.
        • Gość: lisek Re: Czy to jej wina...? IP: *.icpnet.pl 22.01.05, 15:18
          No i co? Przeczytałaś kilka opinii i co o tym myślisz? Coś się przejaśniło?
        • spezial Re: Czy to jej wina...? 22.01.05, 15:28
          Nie wiem, ile masz lat i jak podchodzisz do zwiazkow. Ale ilez mozna wytrzymac,
          czy naprawde jestes w stanie byc w zwiazku, w ktorym uczucia sa jednostronne?
          Czy pozwolisz sobie na takie cos i takie traktowanie swojej osoby? Zaslugujesz
          na powaznego mezczyzne, ktory potrafi tez dac cos od siebie swojej kobiecie.
          Przemysl to, chociaz moim zdaniem, nie ma sie za bardzo nad czym zastanawiac.
          Pozdrawiam Cie, trzymaj sie cieplo.
        • Gość: wiruska Re: Czy to jej wina...? IP: *.chelm.gda.pl / *.futuro.pl 22.01.05, 16:16
          Ale przecież gdybyś tą masochistką nie była, jak piszesz, to byś wiedziała co
          masz robić i co masz myślec. To chyba logiczne.

          Sory, ale dla mnie jak dziewczyna na własne żądanie jest w związku który jest z
          jakiś powodów toksyczny, trwa w tym, daje się tak traktować to nie jest
          normalne. Studiuje psychologię i co nie co wiem na ten temat.
    • Gość: pragmatyczna Re: Czy to jej wina...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 15:24
      Gość portalu: siselka napisał(a):

      > "Otóż załóżmy,że pewna kobieta poznała rok temu fajnego faceta,ale nie
      > zwracali na siebie w ogóle uwagi.Dopiero po pewnym czasie zrozumieli,że
      > mogłoby być im razem dobrze,że mogli by stworzyć całkiem udany związek. Ich
      > początkowe spotkania były interesujące,każdy z nich znajdował na nie czas,nie
      > mieli do siebie o nic pretensji...i tak po niecałych dwóch miesiącach zostali
      > parą. I wtedy... wszystko zaczęło się psuć......"

      czyli ją bzyknął tak?
      jeśli tak....to bez złudzeń.....jemu prawdopodobnie chodziło tylko i wyłącznie
      o seks a dziewczyna niepotrzebnie zaczeła budowac na tym wyobrażenie związku.
      to tylko jej sie wydawało, że oni sa razem.
      facet delikatnie jak umie próbuje wyciszyć te znajomość i wyprowadzić ją na
      wcześniejsze tory.
      obudź sie dziewczyno....zachowaj miłe wspomnienia i BY BY.

      PS: Nie ma w tym żadnej jej winy. Powinna przyjąc w/w fakty do wiadomości i
      pozostawić zanjomosc własnemu biegowi.
      Wyciszyć ją, bo jeszcze nikt nikogo nie przytrzymał przy sobie na siłę.



      • agnieszka_kolakowska Co TY wiesz o zabijaniu!!! 22.01.05, 17:15
        Gość portalu: pragmatyczna napisał(a):

        > Gość portalu: siselka napisał(a):
        >
        > > "Otóż załóżmy,że pewna kobieta poznała rok temu fajnego faceta,ale nie
        > > zwracali na siebie w ogóle uwagi.Dopiero po pewnym czasie zrozumieli,że
        > > mogłoby być im razem dobrze,że mogli by stworzyć całkiem udany związek. I
        > ch
        > > początkowe spotkania były interesujące,każdy z nich znajdował na nie czas
        > ,nie
        > > mieli do siebie o nic pretensji...i tak po niecałych dwóch miesiącach zos
        > tali
        > > parą. I wtedy... wszystko zaczęło się psuć......"
        >
        > czyli ją bzyknął tak?
        > jeśli tak....to bez złudzeń.....jemu prawdopodobnie chodziło tylko i
        wyłącznie
        > o seks a dziewczyna niepotrzebnie zaczeła budowac na tym wyobrażenie związku.
        > to tylko jej sie wydawało, że oni sa razem.
        > facet delikatnie jak umie próbuje wyciszyć te znajomość i wyprowadzić ją na
        > wcześniejsze tory.
        > obudź sie dziewczyno....zachowaj miłe wspomnienia i BY BY.
        >
        > PS: Nie ma w tym żadnej jej winy. Powinna przyjąc w/w fakty do wiadomości i
        > pozostawić zanjomosc własnemu biegowi.
        > Wyciszyć ją, bo jeszcze nikt nikogo nie przytrzymał przy sobie na siłę.
        >
        >
        >
        • Gość: pragmatyczna Re: Co TY wiesz o zabijaniu!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 18:14
          wiem dużo
      • Gość: Gosia Re: Czy to jej wina...? IP: 212.214.75.* 23.01.05, 00:08
        Co Ty odpowiedzialabys kolezance, ktora opowiedzialaby Tobie podobna historie?
        Przypuszczam, ze usmialabys sie szczerze.
        Nie ma rzeczy niemozliwych, jezeli naprawde sie czegos chce; jego brak czasu
        nie wynika z braku czasu, tylko z tego, ze on tego czasu dla Ciebie nie chce
        miec.
        Sprobuj popatrzec na to wszystko jako osoba trzecia. Czasami jest tak latwiej.
        Odnosnie jego zachowania nie mam watpliwosci, ze chodzilo mu tylko
        aby "zaliczyc" (przepraszam jezeli Cie to zabolalo). Nie trac ani czasu ani
        wysilku na osobe, ktora nie jest Ciebie warta. Caly swiat jest pelen facetow,
        na pewno znajdziesz takiego, ktory bardziej Cie doceni !
        • Gość: pragmatyczna Re: Czy to jej wina...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.05, 09:46
          rozumiem że twoja odpowiedź było do mnie (napisałąs pod moim postem)
          W mojej odpowiedzi nie było żadnej złośliwości. Napisałam tak, bo takie są
          realia. Pewnie, że to przykre, bo dziewczynie zależy na tej znajomości duuużo
          bardziej niż jemu.
          Osobiście nie widze nic złego ani w jego zachowaniu (jakże charakterystycznym
          dla wiekszości mężczyzn) ani w jej (ona sie zakochała i cierpi - bo my kobiety
          niestety tak mamy:().
          Z pewnoscią jestem dużo starsza od Ciebie i tej dzieczyny, stąd mój realizm i
          pragmatyzm (niemniej ja też jestem kochliwa i romantyczna).
          Dla mnie takie postawienie sprawy to gra w otwarte karty. Nie ma sensu budować
          ułudy tam gdzie nie ma uczuć.
          co poradziłabym twojej koleżance:
          1. wycofaj sie lekko.
          2. pozwól mu do powrotu na pierwotny etap znajomości (sprzed seksu)
          3. daj czasowi czas i nie naciskaj.
          4. być może ten mężczyzna poczuł sie zagrożony w swojej niezależnosci,
          (szczególnie zdaja sie że pracują oboje w tej samej pracy a to nie sprzyja
          rozwojowi romansów), może za bardzo chciałać go omotąc sobą.
          5. zdystansuj go, pokąż że przeszłaś nad tym wszystkim do porządku dziennego
          6. mężczyzna to łowca, zdobywca - jak kobieta staje się dla niego totalnie
          przystępna (a tak stało sie zdaje sie w tym przypadku)- przestaje go
          interesować (strasznie pierwotne ale tak jest).

          Na pocieszenie dodam, że znam wiele przypadków, kiedy w podobnych sytuacjach
          mężczyzna jednak sie zakochiwał - ale to wymaga naprawdę duuużo czasu i
          dyplomacji ze strony kobiety. ŻYCIE TO GRA - I TRZEBA BYĆ DOBRYM GRACZEM.
          • agnieszka_kolakowska Nie wiem 23.01.05, 10:24
            Nowo poznany facet jest przyjacielem jednej z najwazniejszych osób w państwie
            po 31 stycznia.
            JUz teraz mnie opieprza ale czasy Popiełuszki juz mineły.



            ŻYCIE TO GRA - I TRZEBA BYĆ DOBRYM GRACZEM.
            >
            • Gość: pragmatyczna ??n/txt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.05, 10:49
              agnieszka_kolakowska napisał:

              > Nowo poznany facet jest przyjacielem jednej z najwazniejszych osób w państwie
              > po 31 stycznia.
              > JUz teraz mnie opieprza ale czasy Popiełuszki juz mineły.
              >
              >
              >
              > ŻYCIE TO GRA - I TRZEBA BYĆ DOBRYM GRACZEM.
              • agnieszka_kolakowska Re: ??n/txt 23.01.05, 10:52
                Poznamy date wyborów





                Gość portalu: pragmatyczna napisał(a):

                > agnieszka_kolakowska napisał:
                >
                > > Nowo poznany facet jest przyjacielem jednej z najwazniejszych osób w pańs
                > twie
                > > po 31 stycznia.
                > > JUz teraz mnie opieprza ale czasy Popiełuszki juz mineły.
                > >
                > >
                > >
                > > ŻYCIE TO GRA - I TRZEBA BYĆ DOBRYM GRACZEM.
                • Gość: pragmatyczna Re: ??n/txt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.05, 10:56
                  a w Arfyce biją murzynów...........
                  • agnieszka_kolakowska Re: ??n/txt 23.01.05, 10:58
                    a Ja oddam sie ksieciu Panu
                    • Gość: pragmatyczna Re: ??n/txt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.05, 10:59
                      i dobrze:)
    • Gość: siselka Czy to jej wina...? IP: *.elblag.dialog.net.pl 23.01.05, 18:34
      heh...dziekuje za wszystkie porady...tak jeszcze chcilabym dodac, bo nie
      pisalam wczesniej,ze ta kobieta nie poszla z nim do lozka ani razu. to tak w
      ramach sprostowania ;)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja