wersalka_na_sprezynach
23.01.05, 23:51
Czy życie weryfikuje darmozjadów? Czy już zawsze będą się prześlizgiwać i
trafiać na ludzi, którzy się podłożą byle im było dobrze?
Moja siostra: 8 lat młodsza, studiuje, wegetarianka, styl rasta (Bob Marley,
dready itp.). Gdybyście ją zobaczyli w życiu nie powiedzielibyście, ze jest
na utrzynmaniu matki emerytki i bezrobotnego ojca. Kurtka za 300 zł, buty za
150, bluza za 120, spodnie za 130 zł. Pomyślelibyście, że albo ma dzianych
rodziców, albo jest taka przedsiębiorcza, że nieżle dorabia jednocześnie
studiując. Tymczasem...
Marzę, by życie dało jej kopa w dupę! Może to z mojej strony objaw
bezusznosci, ale marzę o tym. Zeby chociaz raz musiała zapracować na to, co
posiada. Zeby sama musiała iść i coś załatwić. Zeby...
To, ze w moim domu jest chora sytuacja zauważyłam rok temu, kiedy
siostrzyczka mieszkała u mnie (osoby pracującej już od 7 lat i wynajmującej
mieszkanie w innym mieście) w czasie sesji egzaminacyjnej, która przedłuzyła
sie na kolejne 2 miesiące. Do momentu w którym poprosiłam ją, zeby spakowała
manatki i poszukała sobie innego lokum. 23-letnia pannica nawet kubka po
sobie nie myła, nie wspominając juz o sprzątaniu, czy gotowaniu. Przyjechała
jak na wczasy, myślała, że będę drugą mamusią, która wprawi do szkoły i
sprawdzi czy ma ciepłe majtki... Na tym tle dochodziło między nami do
nieporozumień, w końcu ona się wyprowadziła, a ja w podziękowaniu dostałam
obrażoną przez miesiąc matkę i nadąsaną siostrę. Wtedy przejrzałam na oczy i
zrozumiałam jaki syf panuje w mojej rodzinie, jak rodzice na własnej piersi
hodują darmozjada.
Gdy była w szkole podstawowej byłam "obligowana" (w taki zaowalowany sposób
zmuszana), by "pomagać" jej w lekcjach. Odrabianie prac domowych z polskiego,
pisanie prac zaliczeniowych z biologii itd. Bo ona zdolna, ale leniwa. I taka
biedna, wrażliwa - a ja pracowita, to sobie w życiu poradzę. I pomogę przy
okazji siostrze. Potem była w szkole sredniej, miałam mniej czasu by jej
pomagać, to nauka szła jej opornie. Oczywiście, bo nauczyciele się na nia
uwzięli. W III kl liceum było jasne, ze będzie miała problemy by zdać maturę.
W tym czasie nasz kuzyn (bliska osoba, przyjaciel rodziny) zaczął uczyć w
konkurencyjnym liceum. Mama przeniosła siostrę, by mieć wtyki. Siostrzyczka
zdała mature na... piątki! Oczywiście dzięki znajomościom. Kuzyn został w to
tak zgrabnie wmanewrowany, że załatwił u polonisty, by przymknął oko, gdy ta
będzie zrzynać i a drugie przychylne oko otworzył podczas sprawdzania pracy.
W ten sposób siostra zdała mature na piątkach - do dzis zastanawiam się jakim
cudem, przeciez nawet z angielskiego potrafiła tylko odmienić "to be". Nigdy
nie pytałam mamy, czy posmarowała...
Po liceum przyszła kolej na studia. Oj, tu był problem, bo z tyloma
zainteresowaniami trudno było wybrać. Padło na geografię, bo siostra w szkole
podstawowej lubiła oglądać atlasy. Jakież to było nieszczęście, gdy nie
poznali się na jej talencie i oblali ją na egzaminie! A była tuż, tuż...
Oficjalnie zabrakło "jednego punktu". To poszła na geografię zaocznie.
Semestr: 1800 zł. Mama wzięła pożyczkę z pracy (wtedy jeszcze pracowała), by
sfinansować edukacyjne wojaże. Tymczasem siostra... rozmyśliła się po 2
miesiacach. Nie ten kierunek! To co, ze 1800 zł poszło się dymać, przecież
nie będzie sobie życia marnować na nietrafionych studiach. Kilka miesięcy
przesiedziała w domu i zdała na politologię (z odwołania, które napisała
znajoma koleżanki mamy). Siostra przyjechała do miasta, w którym mieszkam od
kilku lat. Na początku mama wpadłą na rewelacyjny pomysł, zebyśmy zamieszkały
razem (u mnie), bo jaki to sielankowy obrazek... Ale jakoś szczęśliwie nie
wyszło. Był tylko ten 2,5 miesięczny epizod, który kosztował mnie sporo
nerwów. Teraz ona mieszka w akademiku. Jestem jednak wdzięczna losowi, bo
wtedy przejrzałam na oczy i zobaczyłam jakie to wszystko chore. Że rodzice są
w stanie zrobić dosłownie wszystko, by siostra miała życie jak w Madrycie.
Siostrzyczka ma za sobą wspaniałe wakcje: była nad morzem, w górach,
pojechała na wycieczkę do Wiednia. Wszystko to sfinansowała mama, która
przeznaczyła na to pieniądze odłożone na opał. Potem na opał pożyczyła we
wrześniu ode mnie 1000 zł. Z tego tysiąca kupiła węgla za 700 zł, a za 300...
firmową kurtke dla siostry. A teraz dzwoni do mnie i narzeka, ze jej zimno.
Siostra dostała stypendium socjalne 150 zł. Gdy zadzwoniła do mamy
(składalismy sie na jej komórkę, mama finasuje jej karty) i obwiesciła, ze
dali jej stypendium to ta odetchnęła z ulgą: "Nooo... to będzie miała
przynajmniej na nowe spodnie czy bluzki". Rodzice klepią biedę, czyli jedzą
byle co, chodzą w starych ciuchach, marzną w niedogrzanym mieszkaniu...
Mama ścieli siostrze łóżko, robi jej śniadanie, obiady, kolacje. Z racji
wegetarianizmu siostry rodzice tez prawie nie jedzą mięsa (mama: "ty wiesz,
że bez mięsa mozna żyć"), chociaż gdy przyjadą do mnie to się mięsem
opychają. Ostatnio, gdy mnie odwiedzili ojciec leciał do sklepu po paczkę
pierogów ruskich, bo zaraz miała przyjść ona (w przerwie między zajęciami) na
obiad! Przyszła, siadła w fotelu, a ojciec ugotował te pierogi i podstawił
pod nos. Mama choruje na nerki, ostatnio była w szpitalu na operacji. O
ironio, była świadkiem, gdy ona zadzwoniła do mamy (dzien po operacji, na
lekach), żeby poskarżyc się na ojca, ze za słabo pali w piecu i ona nie moze
pisac pracy zaliczeniowej, bo jest tak zmino!!! Ojciec oszczędza na opale, bo
nie mają kasy. Jakby sama nie mogła zejść i podłożyć do pieca.
Ludzie, mogłabym mnożyć takie sytuacje, ale ten post jest juz cholernie
długi. Patrzę się na to wszytsko, wścieklizna mnie bierze, ale NICZEGO nie
moge zrobić, bo jakakolwiek wzmianka o niej może skończyć się kłótnią. Gdy
ostatnio bąknęłam mamie, że siostra mogłaby ich odciążyż i znależć sobie
pracę (piątki ma wolne na uczelni), to temat został gwałtownie przerwany.
Mam jej DOSYĆ. Ojciec właśnie starcił pracę. Ojciec kiedys się buntował. Ale
go zaszczuliśmy (ja też szczekałam w tej grupie) i teraz owijają go wokół
palca. Rodzicom jest coraz ciężej. Czasami rezygnują z przyjazdu do mnie, bo
nie mają pieniędzy. Czasami ja finansuje taką podróż, ale szlag mnie trafia
gdy widzę moją siostrę roześmianą od ucha do ucha zastanawiającą się, czy
buty Nike pasują do stylu rasta...
Znacie jakiegoś darmozjada?