krzyki czy milczenie

IP: *.aster.pl / *.aster.pl 25.01.05, 23:31
Nie wiem kto ma rację, ja czy on. Jak znam życie oboje się mylimy i oboje
mamy rację. On ciągle mówi, że ja na wszystko narzekam. Jest to częściowo
prawda, ale bez przesady. Jeżeli on zaczyna na mnie narzekać a milknę, jak
krzyknie też milczę. Nie chce ze mna rozmawiać, jak już się zablokuję, a
przeież ja tylko na to czekam...żeby zaczął ze mną rozmawiać.Jak mam reagować
na jego zarzuty, że narzekam,jak reagować na to jak podniesie głos? Takie
sytuacje mają miejsce rzadko, ale powodują wielki ból...nie wiem jak to
znieść....
    • Gość: ja tez tak mam Re: krzyki czy milczenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.05, 23:59
      Dwoje osób nie może się dotrzeć.
      On pewnie wymaga, żebyś była doskonalsza- bezproblemowa, potrafiła przeskoczyć
      własny problem i była dla niego w ten sposób lepsza.
      Ty z kolei uważasz, że twój partner powinien zawsze cię wysłuchać ,być po
      twojej stronie nawet jeśli cię nie rozumie, niech chociaż się stara, a on
      krzyczy lub milczy. W sumie problem nie rozwiązany, zamiast się zbliżac,
      oddalacie się. Zbliżać -to znaczy rozmawiać i rozwiewać wszelkie watpliwości
    • Gość: c.d Re: krzyki czy milczenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.01.05, 00:19
      Tylko że ja niekoniecznie milknę, tłumaczę o co mi chodzi, wtedy on czasem
      zaczyna pokrzykiwać, następnie, to zawsze, wyprasza mnie- do domu, odprowadza
      mnie. Ja po drodze w dalszym ciągu zabiegam o rozmowę, a on mówi, że nie będzie
      na ten temat rozmawiał, bo temat jest głupi, w dodatku nie chce mnie wogóle
      widzieć przez jakiś czas.
      Wiem ,że czekasz na poradę, a ja się lansuję ze swoją historią.
      Nie wiem co powinnaś zrobić ty. Ja wiem,że jeśli czegos w pewnym momencie nie
      zmienię, to będę miała, to co mam. Starałam się, wreszcie doszłam do wniosku,że
      się poniżam i się rozstaliśmy.
      • Gość: focha Re: krzyki czy milczenie IP: *.aster.pl / *.aster.pl 26.01.05, 00:40
        Jest tak jak piszesz...tylko, ze ja sie z nim nie rozstane. nie chce.za wiele
        razem przeszlismy. Nie chodzi o to, ze boja sie zostac sama...juz sie tego nie
        boje. ................. To bywa takie trudne, biorac pod uwage to, ze wiekszosc
        czasu sie rozumiemy, jest wspaniale, ale jak juz zaczniemy sie wkurzac,,,to
        koniec.Oboje jestesmy zawzieci, nie a sie ukryc. Kiedys bym sie obwiniala, ze
        moze naprawde za duzo narzekam, a on caly czas mowi ze kocha mnei bezwarunkowo.
        Zmadrzalam. Naprawde mi na nim zalezy, nie cce sie kłócić. Moje obrazanie sie
        czy jego ostry ton i mowienie przez telefon ze juz sie nagadal do niczego
        konstruktywnego nie prowadzi...
        • Gość: verte Re: krzyki czy milczenie-może by coś pośrednio? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.05, 01:17
    • sagis Zmień faceta. 26.01.05, 09:05
      Na takiego, który pokocha Ciebie z Twoimi dobrymi i złymi nastrojami. On
      chciałby, aby wszystko było tak, jak on chce. Egoista i arogant. Widać, że
      urabia sobie Ciebie. Nigdy nie będzie dla niego dobrze.
      Jeśli chcesz zmienić się, to tylko dla siebie, aby Tobie przyjemniej żyło się.
      Ale, samej:-) A, nie dla kogoś, bo komuś coś nie podoba się w Tobie.
      • Gość: focha Re: Zmień faceta. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 26.01.05, 09:15
        Ale ja nie chce go zmieniac. MOze jest jakis sposob na niego...dobze mi jest z
        nim.on oprocz tyc klotni mi nic nie narzuca, nie ogranicza mnie, mam wyjechac
        za granice na 3 miesiace w miejsce, gdzie on zawsze chcial pojechac, on mowi
        zebym jechala, wspiera mnie, jest wspanialym kochankiem, jak jestesmy razem to
        dba o mnie jak zaden inny facet o swoja babę, tylko to narzekanie na
        narzekanie...
        • sagis Re: Zmień faceta. 26.01.05, 09:18
          Tylko? Jak długo możesz wytrzymać z jego narzekaniem na Twoje narzekanie i z
          jego krzykami. Coś jest nie tak, jeśli on krzyczy na Ciebie. Nie jest taki, jak
          wydaje Ci się. Teraz krzyczy, a jak będzie Ciebie już pewny, to będzie coś
          więcej. Normalny facet nie krzyczy na kobietę!
          • Gość: Angelika A jednak Kołakowska przeprosiła? IP: *.icpnet.pl 26.01.05, 09:21
            Czy to nie wspaniały gest!
          • sagis Re: Zmień faceta. 26.01.05, 09:26
            Nie umie Ciebie zaakceptować taką, jaką jesteś. Jeśli on nie umie zaakceptować
            tego narzekania, to dalej będzie gorzej.
            Ja wiem, że kobiety lubią sobie pogadać i to wygląda jak narzekanie, ale to on
            musi też chcieć to zrozumieć i zaakceptować.
            Co będzie, jak będziecie razem mieszkać i będziecie więcej czasu ze sobą
            spędzać? Czy masz cały czas milczeć i nie rozmawiać z nim o swoich sprawach?
            Jak facet prawdziwie kocha kobietę, to jest zainteresowany kobietą i narzekanie
            jemu nie przeszkadza. On chciałby, aby cały czas było między Wami różowo, bez
            problemów dnia codziennego. Jest wielu takich facetów, którzy tylko przyjemność
            ze związku chcą czerpać, ale są też i inni, którym to nie przeszkadza.
            To, że pozwala Ci wyjechać na 3 miesiące nic nie oznacza. On wie, że wrócisz i
            znowu będziecie razem, a w tym czasie będzie wolny i będzie mógł robić, co
            będzie chciał.
            • agnieszka_kolakowska Nadal jestes na mnie zła:)) 26.01.05, 09:32
              sagis napisała:

              > Nie umie Ciebie zaakceptować taką, jaką jesteś. Jeśli on nie umie
              zaakceptować
              > tego narzekania, to dalej będzie gorzej.
              > Ja wiem, że kobiety lubią sobie pogadać i to wygląda jak narzekanie, ale to
              on
              > musi też chcieć to zrozumieć i zaakceptować.
              > Co będzie, jak będziecie razem mieszkać i będziecie więcej czasu ze sobą
              > spędzać? Czy masz cały czas milczeć i nie rozmawiać z nim o swoich sprawach?
              > Jak facet prawdziwie kocha kobietę, to jest zainteresowany kobietą i
              narzekanie
              >
              > jemu nie przeszkadza. On chciałby, aby cały czas było między Wami różowo, bez
              > problemów dnia codziennego. Jest wielu takich facetów, którzy tylko
              przyjemność
              >
              > ze związku chcą czerpać, ale są też i inni, którym to nie przeszkadza.
              > To, że pozwala Ci wyjechać na 3 miesiące nic nie oznacza. On wie, że wrócisz
              i
              > znowu będziecie razem, a w tym czasie będzie wolny i będzie mógł robić, co
              > będzie chciał.
              >
            • Gość: focha Re: Zmień faceta. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 26.01.05, 10:24
              boje sie tego co piszesz...bo jest chyba w tym troche prawdy
              • sagis może wystarczy bardziej wyznaczać granice,aby on 26.01.05, 10:50
                wiedział, czego Ty chcesz. Jak milczysz i nic nie mówisz na jego agresję, to on
                myśli, że tak jest dobrze. Zacznij mówić spokojnie i konsekwentnie czego chcesz
                i co czujesz wtedy. Jeśli on zacznie myśleć i akceptować to, a najlepiej robić,
                to będzie dobrze. Jeśli nie będzie starał się, to jedynie zostanie Ci
                skończenie tego.

                Nie bój się.
                Po prostu musisz myśleć też o sobie. O swoim osobistym szczęściu, ale też bez
                niego. Jeśli on będzie to lubił, to będzie ten odpowiedni. Musi cieszyć się
                razem z Tobą, albo przynajmniej akceptować to.
                Wiele kobiet przeszło najpierw nieszczęśliwe związki, aby dowiedzieć się, co
                jest ważne i jak powinno być. Najlepiej uczymy się na błędach.
                A, każda młoda kobieta najpierw daje dużo, a mężczyźni biorą. Dlatego tak łatwo
                zapomnieć o sobie.

                Pozdrawiam Cię.
                • Gość: focha Re: może wystarczy bardziej wyznaczać granice,aby IP: *.aster.pl / *.aster.pl 26.01.05, 11:47
                  A propos tego dawania....mówi się, że miłość to dawanie. Ja na początku dawałam
                  całą siebie, a potem popatrzyłam na koleżanki. Okazało się, żę one też
                  oczekują...Może ja już też zaczęłam oczekiwać? Ale to jes t przecież normalne,
                  nie? Oczekujesz na coś, ale nie dlatego, że dajesz dużo więcej, ale po prostu
                  bo kochasz...czasem myślę, że wynika takie sytuacje rodzą się z tego, że obojga
                  nas denerwuje, to że mamy mało czasu dla siebie, chcemy żeby było cudownie,
                  chcemy na siebie patrzeć, uśmiechać się do siebie, a gdzieś w głowie siedzi
                  myśl, że jest tyle spraw do obgadania, jakieś niewyjaśnione problemy, a my juz
                  musimy się rozstać...albo telefony...gdy zdażają się dni, że sie nie widzimy, i
                  gadamy przez tel dajmy na to 2 razy dziennie, to to nie czas zeby sobie
                  wyrzucac to i tamto...
                  No i co do myślenia o sobie. Myśle, o wiele więcej niż kiedyś. Ja juz to
                  zrozumiałam, że bez niego też mogę być szczęśliwa. Jeżeli nie znajdę szczęścia
                  sama w sobie, to nie będę mogła z kimś stworzyć szczęśliwego związku...
                  Czasem tylko tak trudno ugryźć się w język, pamiętać aby nie powiedzieć jednego
                  słowa za dużo...
                  • sagis Re: może wystarczy bardziej wyznaczać granice,aby 26.01.05, 11:59
                    Fajnie napisałaś:-)
                    Miłość polega na wzajemnej wymianie. Aby, komuś dawać to też musisz coś dostać.
                    Abyś miała siły do dalszego dawania.
                    On też może przyzwyczaił się, że to Ty więcej dajesz. To milczenie jest
                    dawaniem. A, czasami trzeba umieć upomnieć się o coś. Poprosić.
                    Fajnie jest jak jest cały czas różowo i bez jakiś problemów. Ale, życie składa
                    się też z jakiś gorszych rzeczy. I to oboje musicie rozumieć. Nie możesz bać
                    się wyrażać złych rzeczy. Trzeba je właśnie wcześniej mówić, aby nie urosły w
                    Tobie, bo wtedy z większą siłą i tak wyjdą z Ciebie. Wtedy to może być dla
                    niego nieprzyjemniejsze i zaskoczysz jego nimi. Jeśli nie będziesz o nich
                    mówić, to przyzwyczaisz jego, że zawsze było dobrze, a tu nagle.
                    A, jeśli on nie umie tego zrozumieć, to nie jest to człowiek też na złe dni.
                    Ważne jest, aby spotkać kogoś nie tylko na dobre dni, ale i na złe. Tylko taki
                    zostanie z nami. Tak, jak wszyscy przyjaciele.
                    Ważne jest, abyśmy w związku byli dla siebie przyjaciółmi.
      • dyson Re: Zmień faceta. 26.01.05, 11:04
        Jak cie czasem czytam sagis to Cie troche mi cie zal, ale tylko troche bo nie
        lubie takich rozkapryszonych dziewczynek jak Ty co to mysla ze sa pepkiem swiata
        i faceci to powinni wokol nich skakac, dogadzac, lasic sie jak pies czekajac na
        nagrode.

        Sagis, czy ty kiedys bylas/jestes w jakims zwiazku z facetem, takim powaznym ze
        mieszkacie i zyjecie razem czy tylko teoretyzujesz? Bo jesli to drugie to smiem
        twierdzic ze albo zycie cie jeszcze naprostuje albo nigdy sie z nikim powaznie
        nie zwiazesz albo znajdziesz faceta 100% pantoflarza.

        Rady typu zmien faceta to moim zdaniem sobie mozesz gleboko schowac i jeszcze
        zamieszac bo nie masz pojecia jakich rad udzielasz. Zycie we dwoje to nieustanny
        dialog pomiedzymi partnerami, bledy trzeba poprawiac, milosc pielegnowac bo
        zycie jest takie ze nie zawsze sie wszystko uklada i trzeba miec sile by
        zmierzyc sie z przeciwnosciali losu.

        Wiec z laski swojej nie wypowiadaj sie w ten sposob bo jeszcze, na Teutatesa,
        ktos cie moze posluchac i niepotrzebnie zawali sobie zycie.
        • sagis boisz się, że jakaś rzuci Cię:-))) 26.01.05, 11:13
          Jeśli będziesz z nią rozmawiał i nie będziesz na nią krzyczał, to będzie
          wszystko dobrze. Spij spokojnie.
          Piszę tylko to, co wiem ze swojego i innych kobiet doświadczenia.
          Tylko to, co odniosło pozytywny skutek i jacy mężczyźni sprawdzili się:-)
          I jakie kobiety są szczęśliwe.

          Oni kochają i są tak samo kochani.
          Ty pewnie nie kochasz i nie jesteś kochany. Inaczej nie pisałbyś tego:-))
          • dyson Re: boisz się, że jakaś rzuci Cię:-))) 26.01.05, 11:17
            > Ty pewnie nie kochasz i nie jesteś kochany. Inaczej nie pisałbyś tego:-))

            Oj nawet nie wiesz jak sie tutaj mylisz!
            • sagis Re: boisz się, że jakaś rzuci Cię:-))) 26.01.05, 11:18
              To udowodnij to swojej dziewczynie:-)
              • squirrel9 Re: boisz się, że jakaś rzuci Cię:-))) 26.01.05, 11:50
                Masz rację sagis.Za kilka dni będę miała kolejną rocznicę slubu z mężczyzną z
                którym się nie rozmawia.Nie rozmawia sie o 'sprawach prywatnych',nie rozmawia
                się o pracy,nie rozmawia się o uczuciach.Komunikujemy się.
                Początkowo myslałam,że to wina domu w którym się nie rozmawiało a,że każdy
                człowiek ma potrzebę rozmawiania to on otworzy się.Otworzył się tylko ja już
                się zamknęłam.Przez lata słyszałam,że nie chce słuchać o mojej pracy (bo to
                jego zdaniem plotki a to poniżej jego godności),o książkach któych nie czytał i
                filmach któych nie widział ('psychologia' go nie interesuje,może tylko
                dokument),o uczuciach (bo o tym nie umie rozmawiać).Rozmawiamy jedynie o
                uczuciach złych.Złości nie mamy oporu pokazać,wzruszenia -krępowalibyśmy się.
                Wiem,że on to widzi,słyszy jak rozmawiam ze znajomymi,jak prowadzimy
                całonocne 'Polaków rozmowy',ile mamy tematów a w domu ...milczymy.Nawet stara
                się 'podtrzymywać konwersacje',być w tym pokoju w którym ja.Kiedyś ja
                zabiegałam o rozmowy teraz po prstu ich nie chcę.Ostatnio przejechaliśmy tysiąc
                kilkometrów samochodem i gdyby nie radio to panowałaby prawie cały czas
                cisza.Po prostu nie chce mi się z nim rozmawiać.Wolę przegadać wszystkie sprawy
                z przyjaciółkami,kolegami.
                A jest to fajny facet,przystojny,z fantazją,pomysłami,odpowiedzial ny,pracowity
                i solidny.Jako kumpel byłby idealny.Tylko,że to mój mąż.
              • Gość: Do Sagis Re: boisz się, że jakaś rzuci Cię:-))) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.01.05, 16:27
                Cieszę się,że na tym forum znalazły się takie mądre dziewczyny jak ty.
                Pozdrawiam
    • glonik Re: krzyki czy milczenie 26.01.05, 18:36
      Ja reaguję milczeniem. To moje ŻU ciagnie mnie za jęzor: co się stało i
      dlaczego? Ja muszę wyhamować, "otęchnąć" i wtedy możemy rozmawiać. Moje ŻU nie
      krzyczy, ale jego dociekanie przyczyn konfliktu, kiedy ja jeszcze buzuję, bez
      sensu jest. I przychodzi moment opamiętania, pamięci o miłości, która jest.
      Refleksja, że bez Niego to i tak nie to, i często pierwsza ręką do zgody
      wyciągam. Ale i On to robi. Krzyków u nas nie ma. Nie wytrzymałabym, a i
      gloni_kowy daje mi teraz, wiedząc o co mi chodzi, czas na "odparowanie".
      I nie, nie zamierzam odchodzić, rzucać, szukać, albo być znajdowaną, tylko
      dlatego, ze to PIERDOŁY są.
      Sagis jest "mądra" wiedzą czysto teoretyczną, stąd jej porady typu: zostaw,
      odejdź.
      Spróbuj Focho dać mu czas na refleksję. Ciebie czekanie nie zabije, a jemu może
      coś do myślenia da, boć przecież nie związałaś się z kompletnym bezczuciowcem,
      prawda?
      Nie odchodź zatem, nie rzucaj, bo to pochopna decyzja, i może więcej bólu niż
      satysfakcji przynieść.
      Pozdrawiam. G.
      • Gość: focha Re: krzyki czy milczenie IP: 62.121.73.* 26.01.05, 20:25
        Jak napisała wyżej nie mam zamiaru go zostawiać. To ostanie na co bym się
        zdecydywała.Mi się wydaje to trochę za prostym rozwiązaniem. Zostawiasz kogoś i
        już.A w cale po problemie nie jest, no bo jaka mamy gwarancję, że ten następny
        nie przyniesie ze sobą takich samych emocji? Oddalać się od niego nie mam
        zamiaru, ale faktycznie...dać czas...i jemu i mi.Tak jak mówisz są chwile, że
        zapominamy z kim jestesmy i dlaczego.Wyciągnąć rękę też jest ciężko, ale tak
        jak w ty ja częściej to robię. Rozmawialiśmy dziś. Nie tak całkiem poważnie,
        nie tak do końca jakbym chciała, ale inaczej się nie dało. Myśle, że będę się
        do niego dotrzeć powoli, pokazać że zależy mi do niego dotrzeć, tak żeby mi
        mógł powiedzieć potem, że narzekam i nic nie robię...swoją drogą on też musie
        być troche przewrażliwiony skoro dużo spraw, o których mówię traktuje jako
        narzekanie. Np dziś co to takiego było...chodziło o drobnostę - film, który
        mielismy oglądnąć razem (sam powiedział tydzień temu, że zaczeka aż do niego
        przyjadę i wtedy połoymy się do łóżeczka i razem to zobaczymy), dziś się
        spytała jak mu się podobał ten film...no i on powiedział :fajny fajny...no i
        cisza, sam się złąpał na tym, że nie poczekał a obiecywał. Ja nie byłam
        wściekła bo i tak wiedziałam ze najpierw sam go zobaczy.Raczej mnie to
        rozśmieszłyo, że poznałam go na tyle, że wiem już jak postępuje. POwierdziałam
        chyba ze 2 zdania w stylu "Mówiłeś, ze poczekasz i ze razem to zobaczymy.
        widzisz? " a jego reakcja??? cyba nie muszę pisać...oczywiście, że narzekam...
        mój milutki przesadza, tak jak każdy czasami... ale i tak go kocham.całym
        życiem, całym sercem...
        • Gość: focha Re: krzyki czy milczenie IP: 62.121.73.* 26.01.05, 20:28
          troske bledow narobilam, ale o przez zmeczenie... no i z tesknoty za jedynym :)
      • Gość: odp... Re: krzyki czy milczenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.05, 13:05
        A co byś zrobiła gdyby ci zależało na rozmowie i spotkaniu, a on powiedziałby,
        że -nie i wogóle daj mi spokój; gdybyś co chwilę musiała nie z własnego
        wyboru "iść do kąta" na tydzień, dwa?
        • Gość: focha Re: krzyki czy milczenie IP: *.aster.pl / *.aster.pl 27.01.05, 18:06
          szczerze to nie moge sobie wyobrazic takiej sytuacji. jezeli tak by sie
          zdarzylo to bym odeszla.tak mysle.odeszlambym ale dopiero wtedy gdybym miala
          duzo pewnosci ze dobrze robie, ze bez niego bedzie mi lepiej. Ale ja naprawde
          nie wiem co znaczy isc do kąta...nie przezylam tego imam nadzieje ze to mnie
          nigdy nie spotka.ma miec mnie dosc na tydzien, dwa, a potem wroc do mnie
          kochanie? o nie.... tak sie nie traktujeludzi, korych sie kocha.... pozdrawiam
          i sle duzo pozytywnyh mysli, ktorych wokol mnie coraz wiecej...
        • glonik Re: krzyki czy milczenie 29.01.05, 20:53
          Gość portalu: odp... napisał(a):

          > A co byś zrobiła gdyby ci zależało na rozmowie i spotkaniu, a on
          powiedziałby,
          > że -nie i wogóle daj mi spokój; gdybyś co chwilę musiała nie z własnego
          > wyboru "iść do kąta" na tydzień, dwa?

          Zrobiłabym jak sagis, ODESZŁABYM, oczywiście z dumnie uniesionym...czym???
    • Gość: .................. Re: krzyki czy milczenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.01.05, 01:13
      Ja zaczęłam wchodzić na to forum, tylko z wami rozmawiam...
      • tomasz_1234 Milczenie nie zawsze jest złotem!!! 29.01.05, 20:55
        Gość portalu: .................. napisał(a):

        > Ja zaczęłam wchodzić na to forum, tylko z wami rozmawiam...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja