gosiecza
06.06.02, 10:17
Od razu piszę, że nie chcę wywołać żadnej awantury, a chiałam się po prostu
zapytać. Mam 27 lat, bezdzietna - i jak na razie nie planująca - i pewnych
rzeczy nie rozumiem. Jak to jest, że gdy dziecko pojawia się na świecie jego
matka patrzy tak bezkrytycznie na niego, a piszę to w kontekście kilku
ostatnich sytuacji - dzieci na mszy biegają, krzyczą (mimo iż jest tzw. msza
dziecięca) matki patrzą z błogim uśmichem, dopiero po jaimś czasie zabierają
dziecko z ołtarza (sic!), dzieci nadal krzyczą - nikt nie skorzysta z mszy.
Drugie: mam psa-dużego, wychodzę z nim na spacer,prawie zawsze przyczepi się do
mnie jakaś matka z dzieckiem- a że taki groźny, że sika na trawnik (ciekawe
gdzie ma to robić - gówna sprzątam!!!), ale ta sama matka wysadza dziecko pod
moim balkonem w krzaczkach (mieszkam o zgrozo nad dużym placem zabaw). Plac
zabaw-dzieci po prostu się drą do 20.00. Proszę (grzecznie!), aby troszeczkę
coiszej mąż po nocnym dyżurze) - oburzenie: przecież to dziecko!! Ale czy ma
większe prawa ode mnie?? Chciałam troszkę ciszej. Przyjęcie rodzinne: 8 osób,
jedni z dwójką małych dzieci: cały czas krzyczą, wylewają na stół,ściągają
talerze- wszyscy wyszli wcześniej, matka bezkrytycznie zapatrzona. Takich
przykładó jest multum, czy to tylko ja takie osoby spotykam?? JAk to jest?? Czy
naprawdę, aż tak wariuje się na punkcie dziecka?? Każde zwrócenie uwagi dziecku
powoduje napiętnowanie - czy na pewno dziecku wszystko wolno??