jak to jest z dziećmi i matkami?

06.06.02, 10:17
Od razu piszę, że nie chcę wywołać żadnej awantury, a chiałam się po prostu
zapytać. Mam 27 lat, bezdzietna - i jak na razie nie planująca - i pewnych
rzeczy nie rozumiem. Jak to jest, że gdy dziecko pojawia się na świecie jego
matka patrzy tak bezkrytycznie na niego, a piszę to w kontekście kilku
ostatnich sytuacji - dzieci na mszy biegają, krzyczą (mimo iż jest tzw. msza
dziecięca) matki patrzą z błogim uśmichem, dopiero po jaimś czasie zabierają
dziecko z ołtarza (sic!), dzieci nadal krzyczą - nikt nie skorzysta z mszy.
Drugie: mam psa-dużego, wychodzę z nim na spacer,prawie zawsze przyczepi się do
mnie jakaś matka z dzieckiem- a że taki groźny, że sika na trawnik (ciekawe
gdzie ma to robić - gówna sprzątam!!!), ale ta sama matka wysadza dziecko pod
moim balkonem w krzaczkach (mieszkam o zgrozo nad dużym placem zabaw). Plac
zabaw-dzieci po prostu się drą do 20.00. Proszę (grzecznie!), aby troszeczkę
coiszej mąż po nocnym dyżurze) - oburzenie: przecież to dziecko!! Ale czy ma
większe prawa ode mnie?? Chciałam troszkę ciszej. Przyjęcie rodzinne: 8 osób,
jedni z dwójką małych dzieci: cały czas krzyczą, wylewają na stół,ściągają
talerze- wszyscy wyszli wcześniej, matka bezkrytycznie zapatrzona. Takich
przykładó jest multum, czy to tylko ja takie osoby spotykam?? JAk to jest?? Czy
naprawdę, aż tak wariuje się na punkcie dziecka?? Każde zwrócenie uwagi dziecku
powoduje napiętnowanie - czy na pewno dziecku wszystko wolno??
    • gosiecza Re: jak to jest z dziećmi i matkami? 06.06.02, 10:18
      PS> Dzieci na mszy "dorosłej" przepraszam za pomyłkę.
      • Gość: Melba Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.chello.pl 06.06.02, 14:00
        Masz całkowitą rację - odpowiadam jako szalona zwolenniczka dzieci. Takie
        zachowania są dla mnie przejawem egoizmu i zarozumialstwa (moje dziecko ponad
        wszystko).Też się zastanawiam, skąd się to bierze?
        • Gość: anE Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 06.06.02, 14:04
          z braku szacunku do innych, które się wzięło z wychowania tychże ludzi (błędne
          koło), z egoizmu..
          niektórzy ludzie są ograniczeni.. i nawet jak się im zwróci uwagę, to nie
          pomoże.. ale co zrobić? uciekac? gdzie?!!!
          • ada1 Re: jak to jest z dziećmi i matkami? 06.06.02, 14:23
            Myślę, że wielu rodziców nie ma zielonego pojęcia o wychowaniu dzieci. Sądzą,
            że jeśli tylko otoczą dziecko bazgraniczną miłością (czyt. - pozwalającą na
            wszystko), to w zupełności wystarczy...
            • Gość: anE Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 06.06.02, 14:29
              ale w sumie to cudowni rodzice, bo mają TAKĄ cierpliwość.. brakuje im
              pomyślunku, że inni jej tyle nie mają.. bo ile można
      • Gość: magada Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: 213.134.142.* 07.06.02, 10:05
        zacznę od tego ze jestem mama - mam dwójkę dzieci.
        i robie co mogę żeby zbytnio nie naprzykrzały się otoczeniu, staram się nie
        dusic ich żywiołowych osobowości jednocześnie próbuję wychować ich na
        porządnych facetów. Obydwaj stety-niestety są bardzo energiczni, oni nie
        nauczyli się chodzic tylko biegać i naprawde ja do takiego pędu ich nie
        zachęcałam (a że dumna byłam z pierwszych biegów to chyba normalne ???). Czasem
        trafiaja się dzieci ciche i spokojne ale jeśli są to dwulatki to naprawdę nie
        ma co mówic o wychowaniu tylko raczej o usposobieniu i charakterze!

        uwierzcie mi wszystko zalezy od okoliczności bo moim zdaniem:

        plac zabaw jest dla dzieci a nie dla psów i ich właścicieli

        co raz częściej są wyznaczone miejsca w których pieski moga załatwiać swoje
        potrzeby, a właściciele powinni prowadzać swoich pupili na smyczach (mówienie
        że piesek nic nie zrobi jest totalna głupotą - piesek który nawet nie ugryzie
        może dzieciaka a nawet osobe dorosła poprostu przestraszyć)właściciele powinni
        też s p r z ą t a ć po pieseczkch kupeczki, bo paranoją jest żeby mamy małych
        dzieci nie mogły pozwalać im biegać po trawniku koło bloku bo więcej tam psich
        odchodów niz trawy, czemu pozwalamy na bezstresowe wychowanie psów i
        bezstresowe życie ich właścicieli a tak bardzo nas denerwuje rozbrykane
        dziecko???????

        imprezy rodzinne czy przyjacielskie: jeśli nie lubisz dzieci i ich niezbyt
        wprawnego zachowania przy stole czy małego obycia towarzyskiego to może powiedz
        znajomym żeby przychodzili bez pociech - ja odkąd mam dzieci brdzo ograniczyłam
        swoje życie towarzyskie - bywamy albo tam gdzie są dzieci albo tam gdzie
        ludziska jeszcze pamiętaja jak to jest jak małe uczy sie jeść widelcem czy pić
        z kubeczka
        a ostatnio nawet ze znajomymi z dzieckami wolimy spotykać sie na świeżym
        powietrzu w parku

        no i właśnie park: co zrobić z szalonymi rowerzystami i rolkowcami nie
        patrzącymi na spacerowiczów i w obłędnym pędzie rozjeżdżającymi wszystko co na
        drodze?????

        a to było kilka lat temu - ale zabolało mnie bardzo: kościół msza dziecięca(!)
        siedzę w ławce mój dwulatek troche się wierci i wspina po klęczniku no i
        odwraca sie pani z ławki "przed" i głosem zalanym żółcią mówi "i jak to się
        zachowuje" - mając oczywiście na mysli mojego synka, no i powiedzcie mi co ten
        babsztyl robi na dziecięcej mszy??? jak ma do wyboru siedem innych???? a ten
        mój moze troche nadpobudliwy dwulatek to też stworzenie boże!!! co mam go
        zamknąc w klatce czy związac?

        kościół - msza - kupa dzieci - wszystkie chodzą, gadają, mniejsze wrzeszczą
        albo obżeraja się paluszkami - moje tez by chciały ale im nie pozwalam bo
        przeciez jesteśmy na mszy - nie mogą też zabierać do kościoła zabaweczek, a
        żeby móc upilnowac dwójkę to chodzimy razem ale osobno: Tatus bierze jednego i
        idzie w jedna stronę kościoła, a ja z drugim idę na drugą strone (co niedzielę
        zmiana - dzieciaki same pilnują kto z kim idzie)raz są grzeczniejsze raz są
        mniej grzeczne ale mnie baaaardzo często żal się robi że tak bardzo muszę ich
        ograniczać, i że inni rodzice są bardziej wyluzowani czy tolerancyjni.

        NAPRAWDĘ CIĘŻKO JEST ZNALEŹĆ ZŁOTY ŚRODEK
        NIE MOŻNA ODGÓRNIE, JEDNOZNACZNIE OSĄDZAĆ RODZICÓW
        a rowerzystów z parków nalezy wyrzucić - na scieżki rowerowe marsz i tam sie
        zdeżać z rolkowcami łamać tylko swoje kończyny i rozwalać soje łepetyny - może
        po porządnym wstrząśnieniu mózgu będą jeżdzili ostrożniej!!!

        ale się rozpisałam kończę i pozdrawiam rodziców, właścicieli i wszystkich
        pozostałych
        • Gość: gosiecza Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: 62.233.189.* 07.06.02, 10:16
          No widzisz MAgdo - ja napisałam, że pies jest na smyczy, gówno sprzątam, a
          siki - no cóż,cewnik mam mu założyć??? Mój pies nie biega po placu zabaw,
          omijam go łukiem, ale nawet jak wejdzie (na długiej smyczy !!!!!) i pobiega po
          trawniku to zaraz jest głośno. A co do mszy to ja pisałam o wszystkich innych
          mszach niż "dzieciate". Nie wiem jak to jest mieć dzieci, ale gdy jedno dziecko
          w ławce rozrabia to już ta cała ławka ma zakłoconą uwagę. I wszyscy jesteśmy
          stworzeniami bożymi, tak, tak mój pies także, ale w kościele należy zachować
          szacunek, i wydaje mi się, ale dzieci, które ni umieją usiedzieć bez gadania,
          łażenia, jedzenia - powinny trochę jeszcze podrosnąć do tego. A co do zjazdów
          rodzinnych - to on nie był u mnie, tylko ja uczestniczyłam u teścia na owym
          przyjęciu, i wszyscy byli baaardzo już potem zmęczeni, a zwrócenie uwagi takiej
          zapatrzonej w dziecko matce - chyba większość z uczestników miała obawy podobne
          do moich, że się obrazi :( I ja też rozumiem, że dzieci biegają i krzyczą, ok
          ale pod placem zabaw też mieszkają ludzie i może oni też chcą odpocząć po
          pracy??? Trzeba też czasem w ten sposób popatrzeć.
          • Gość: magada Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.waw.cdp.pl 07.06.02, 11:52
            Za sprzątanie gówna część i chwała CI - mieszaksz w Polsce???? - chyba jestes
            jedyna w rzeczpospolitej która to robi,
            przykro mi że obrywa się Tobie jako porządnej włascicielce psa
            przykro mi ze mieszkasz nad placem zabaw
            ale przykro mi tez ze co raz wiecej egoistycznie zapatrzonych w siebie ludzi
            bez dzieci tak bardzo krytykuje wszystkich rodziców, rodzice i ich dzieci tez
            sa rózni, jedni lepsi drudzy "gorsi", jedne dzieci bardzie spokojne inne
            bardzie rozhukane,
            dziecko jak każdy tez ma prawo miec gorszy dzień i byc troche wredne i może
            akurat wtedy była ta impreza u tescia ;-)
            bądżmy wszyscy troche bardziej tolerancyjni dla siebie
            ale przyznasz mi racje ze sprzątanie gówna po własnym psie to powinien być
            obowiązek nieprzyjemny ale obowiązek
            mam nadzieję ze na placu zabaw pod twoim oknem nie walaja się zasrane
            pampersy ;-)
            jak pies jest młody to skacze i chce się bawić i ja jestem to w stanie
            zrozumiec, zrozum że jak dziecko jest male to wielu rzeczy sie dobiero uczy
            między innymi dobrego zachowania
            ale zeby zarzegnac twój atak na mnie dodam że są różni rodzice i niektórzy
            rzeczywiscie przeginaja, mozemy sie tylko pocieszyc ze tak naprawde działaja na
            własna i swoich dzieci szkodę
            pozdrawiam cieplutko
            • Gość: gosiecza Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: 62.233.189.* 07.06.02, 12:07
              Tak, mieszkam w Polsce i sporo osób sprząta po swoich psach - wystarczy po
              prostu chcieć to zauważyć. Inna sprawa jest taka, że przed właścicielami psów
              są same obowiązki, a ani państwo, ani społeczeństwo nie daje im uprawnień. A
              więc do mnie należy: płacić podatki za psa, kaganiec, smycz, sprzątanie, nie
              spuszczanie pośród ludzi, a co w zamian?? Nic. Ostatnio czytałam na jakimś
              forum dziecięcym, jak to matki cieszyły się, że Straż Miejska wlepia mandaty
              dla włsćicieli psów w parkach. Smutne, ale ten pies też chce pobiegać. I gdzie
              ma to zrobić?? I Ci własćiciele są właśnie tym zniechęceni. Zaraz ktoś doda: po
              co Ci pies skoro nie masz żadnyc praw? Bo chcę. A tolerancyjna jestem, ale
              wszystko ma swoje granice. I dzieci także powinny ją znać, nikt ich, ani ich
              matek z tego nie zwalnia.
              Kłaniam się.
              • goga.74 Re: jak to jest z dziećmi i matkami? 07.06.02, 17:00

                > Tak, mieszkam w Polsce i sporo osób sprząta po swoich
                psach - wystarczy po
                > prostu chcieć to zauważyć. Inna sprawa jest taka, że
                przed właścicielami psów
                > są same obowiązki, a ani państwo, ani społeczeństwo nie
                daje im uprawnień. A
                > więc do mnie należy: płacić podatki za psa, kaganiec,
                smycz, sprzątanie, nie
                > spuszczanie pośród ludzi, a co w zamian?? Nic.

                Przepraszam, a kto pownien kupowac kaganiec dla Twojego psa?
                • Gość: gosiecza Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: 62.233.189.* 07.06.02, 22:18
                  Przepraszam -wszystko kupuję sama i nie o chodzi mi o to, aby ktokolwiek mi coś
                  dawał - oprócz praw. Skoro tak dużo wymaga się od pieska, to może dać tym
                  zwierzętom kawałek zieleni w mieście (kawałek skwerku, placu wydzielonego)
                  gdzie nikt nie mógłby się przychrzanić za 1000 powodów do mnie i do psa.
              • Gość: anka Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: 195.94.218.* 17.07.02, 11:39
                Co do dzieci to przyznaję ci rację. Sama mam córkę i argumenty, że dziecko
                małe, nie rozumie i trzeba to tolerowac mnie nie przekonują. Dzieci nie zawsze
                są spokojne i to rozumie kazdy. Ale też każdą normalną osobę szlag trafia,
                jesli rodzice na to rozbrykanie w ogóle nie reagują! W życiu bym nie dopuściła,
                żeby moje dziecko gdziekolwiek zachowywało się w sposób męczący dla otoczenia,
                może dlatego, że przede wszystkim takie zachowanie denerwuje mnie. Ja sama
                dostaję szału np. w sklepie, kiedy dwie mamusie gadają w najlepsze a dziecko w
                tym czasie gania mniedzy wieszakami piszcząc wniebogłosy. Natomiast co do psów,
                to niestety nie moge się z tobą zgodzić. Po pierwsze, odpowiedzialnych
                właścicieli psów się widuje bardzo mało, w zyciu nie widziałam kogoś, kto by po
                swoim psie sprzatał. O wyprowadzaniu psów na smyczy i w kagańcu nie wspomnę, bo
                na moje oko robi to 30% właścicieli, reszta na zwrócenie uwagi reaguje
                informacją, że "piesek jest łagodny a w kagańcu się męczy". A chrzanią
                przepisy, a ja mam stres czy jakiś pieseczek nie ugryzie mojego dziecka na
                podwórku. Mój były sąsiad mimo uwag wyprowadzał pitbulteriera bez smyczy i
                kagańca twierdząc, że te opinie o psach mordercach są przesadzone. Łagodny
                pieseczek dla zabawy skoczył kiedyś na moje wtenczas trzyletnie dziecko, Bogu
                dzięki, że nie rozorał jej buzi pazurami. I właścicielka też nie widziała
                problemu, bo przecież chciał się tylko pobawić. A że dziecko wylądowało na
                ziemi wrzeszcząc ze strachu, to co - przecież nic się nie stało... Nie raz mi
                się zdarzyło, że taki pieseczek np. naskoczył brudnymi łapskami na moje
                ubranie.
    • Gość: Iwona Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.chello.pl 06.06.02, 14:29
      Wiesz co, może zajmij się czymś pożytecznym, a nie wymyślasz jakieś problemy.
      Tak to jest z tymi bezdzietnymi, maja dużo czasu. matka
      • Gość: Melba Brawo IP: *.chello.pl 06.06.02, 14:33
        No i już wszystko wiemy, dzięki karcącemu głosowi mamusi. Mamusia jest
        ZAPRACOWANA i do szału ją doprowadza każdy, kto ma czas poleżeć w wannie czy
        poczytać na balkonie, pod którym wrzeszczy jej rozkapryszone (bo jakie ma być,
        przy sfrustrowanej mamusi?) dziecko. Zajmij się czyms pożytwcznym, autorko
        watku, a nie bezpłodnie spedzasz czas na krytykanctwie! Na porodówkę marsz!
        Spełnij swój obowiązek, ty nic nie warta intrygantko!:)
        • melanie Re: Brawo 18.07.02, 21:43
          Ja tez wole dzieci, bo jeszcze zadne mnie nie ugryzlo, nawet najbardziej
          rozwrzeszczane w piaskowniy. A pies bez smyczy (ogromne bydle) i owszem, mimo,
          ze niby taki "lagodny. Szlam z pracy i nagle bydle doskoczylo, ugryzlo i
          ucieklo. Nie bede opowiadac o pogotowiu, policji itd, wlasciel nie poniosl
          zadnych konsekwencji. Zreszta w polsce teraz wiecej psow niz dzieci. Popieram
          matke.
      • Gość: Liwia Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.uci.agh.edu.pl / *.odlew.agh.edu.pl 06.06.02, 14:54
        Dlaczego poczułaś się taka dotknięta?
        Ja też jestem matką.
    • Gość: sagan Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.desy.de 06.06.02, 14:33
      mam wrazenie, ze:
      1. albo sa to ludzie ktorzy, jak ktos wczesniej
      wspomnial, zupelnie sie nie znaja na wychowywaniu
      dzieci i czynia tzw. "bledy wychowawcze" :)

      2. albo sa to ludzie, ktorzy za nic sobie innych maja.
      nie musi to byc zwiazane z zaslepieniem swoimi
      pociechami. po prostu ich nigdy nic oprocz ich i im
      przynaleznym nie obchodzi, a w przypadku ich dzieci
      moga to pokazac. w innych sytuacjach zachowuja sie
      najprawdopodobniej tak samo, tylko wtedy nie jest to
      dla nas tak dokuczliwe. a poniewaz dzieci potrafia byc
      okropne, jak im sie pozwoli, wiec bardziej to
      zauwazamu.

      3. pewnie sa tez mamusie, ktore sa tak zapatrzone w
      swoje pociechy, ze kazda krytyke przyjmuja jako atak!

      ludzie sa skomplikowani :)
      a z tym kosciolem to rzeczywiscie koszmar :( znam.
    • anndelumester mam podobne odczucia... 06.06.02, 14:37
      gosiecza napisał(a):

      właściwie z dzieci znajomych tylko jeden Jasiu lat 3 jest dobrze wychowany tzn
      nie mówi do znajomych rodziców per TY, mówi dzień dobry, a jak przychodzą do
      rodziców znajomi to się bawi w swoim pokoju i PYTA SIĘ czy może posiedzieć z
      dorosłymi, poczęstować się ciastkiem itp.....to ostatnie to był dla mnie szok bo
      większość moich dzieciatych przyjaciół ma niestety rozpuszczone bachory...akty
      ryku histerii i wszechrobienia na co tylko dziecię ma ochotę są powszechne...może
      to dlatego że rodzice mają coraz mniej czasu dla pociech a jak już są razem to im
      na wszystko pozwalają ...być może jak już sobie zafunduje dzidziusia to mi
      sięoptyka zmieni ale jak na razie obiecuje sobie nie wychować potwora ..cóż
      zobaczymy..
    • pletwa3 Re: jak to jest z dziećmi i matkami? 06.06.02, 14:39
      Popieram Twoje zdanie, Gosiecza, mnie też szalenie irytują rozbestwione
      dzieciaki, które są pępkiem świata i wszystko im wolno. Jak widzę takiego
      delikwenta drącego się niemiłosiernie w sklepie (albo nawet rzucającego się na
      podłogę)i mamusię, która mu bezradnie tłumaczy, żeby tak nie robił, to mam
      ochotę własnoręcznie ukręcić bachorowi łeb. Też mam psa (a właściwie - psy) i
      też jestem krytykowana, już nawet nie za sikanie moich psów, ale za to, że w
      ogóle śmiał przejść obok dziecka. Ale jak ja kiedyś zwróciłam uwagę rodzicom,
      że ich słodka córunia rzuciła (i to celnie) kamieniem w głowę mojego psa, to
      tatuś mało mnie nie pobił, jak w ogóle śmiałam się odezwać i to moja wina, bo
      pies był bez smyczy. Był, ale na dziecko nawet nie spojrzał, mijając je.
      Takie obłędne uwielbienie dla dzieci i pozwalanie im na wszystko to wynalazek
      zeszłego wieku, przedtem dzieci znały swoje miejsce i nie rządziły dorosłymi.
      Pmiętam "Marię i Magdalenę", autobiografię Magdaleny Samozwaniec, pisała tam
      m.in., że to potrzeby dorosłych były na pierwszym miejscu, a dzieci miały się
      podporządkować, np. deserem obdzielano najpierw dorosłych, a na końcu dopiero
      dzieci. Nie było to chyba głupio pomyślane....
      • Gość: maly.k Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: 139.57.24.* 06.06.02, 17:25
        Ale wiesz, Pletwa, ze wyprowadzanie psa bez smyczy jest w zasadzie niezgodne z
        prawem? Zostalem niegdys bardzo nieprzyjemnie pogryziony przez wlasnie takiego
        psa, ktory nikomu przedtem nic nie zrobil.
        Od tego czasu wole juz dzieci niz psy bez smyczy. A juz idealem bylyby dzieci
        na smyczy.

        Pozdrawiam,

        mk.
        • Gość: Melba Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.chello.pl 06.06.02, 17:28
          Bo pies to od razu wyczuje niedobrego człowieka ;)
        • Gość: dodo dzieci na smyczy IP: 209.226.65.* 06.06.02, 17:28
          powiem ci, xiaze, ze serce mi zamiera ze strachu gdy widze na platformie metra
          mame z takim 3-letnim moze obywatelem na smyczy. jak slowo daje, wyobraznia
          dziala i mam wizje, ze jej sie z tej smyczy wyrywa... uhh... nawet nie chce
          myslec - ja chyba jednak wole staroswieckie "za raczke" ale moze to juz nie te
          czasy, kto wie... skoro nawet xiaze wolalby na linewce ;-)
          • Gość: maly.k dodo, ja zartowalem IP: 139.57.24.* 06.06.02, 17:37
            Z ta smycza. Naprawde. Po prostu przypomnial mi sie taki rysunek, w ktorym
            mamusia prowadzi dzieciaczka na smyczy, a z drugiej strony na podobnej smyczy
            idzie maly wilkolaczek. Mamusi nie widac, jest poza kadrem.

            Pozdrawiam,

            mk.
            • Gość: dodo Re: dodo, ja zartowalem IP: 209.226.65.* 06.06.02, 17:49
              Gość portalu: maly.k napisał(a):

              > Z ta smycza. Naprawde. Po prostu przypomnial mi sie taki rysunek, w ktorym
              > mamusia prowadzi dzieciaczka na smyczy, a z drugiej strony na podobnej smyczy
              > idzie maly wilkolaczek. Mamusi nie widac, jest poza kadrem.
              >
              > Pozdrawiam,
              >
              > mk.

              wiem, wiem, ze xiaze zartowal ale jakos w strunke uderzyl - tak to jest jak
              kobieta do pracy jezdzi ttc, to nie moze przestac muslec o dobru ludzkosci;-)
              to wyglada zupelnie inaczej na autostradzie, hi hi hi ;-)
            • kini Re: dodo, ja zartowalem 07.06.02, 08:15
              A ja widziałam dziecko na smyczy! A właściwie nie smyczy, tylko takich
              szeleczkach. Szkrab miał około 1,5 roku i szeleczki po pierwsze chroniły go przed
              upadkiem, a po drugie jego tata nie musiał mieć oczu naokoło głowy, żeby bez
              przerwy kontrolować, gdzie jest jego maluch. Była to bardzo ładne i bardzo
              praktyczne.
              • goga.74 Re: dodo, ja zartowalem 07.06.02, 16:58


                > A ja widziałam dziecko na smyczy!

                A widzialas kiedys dziecko z przyciskiem do wlaczania i
                wylaczania? To by dopiero byla wygoda....
        • Gość: JoP Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.tpg.pl 07.06.02, 08:56
          Gość portalu: maly.k napisał(a):

          > Ale wiesz, Pletwa, ze wyprowadzanie psa bez smyczy jest w zasadzie niezgodne z
          > prawem?

          Zależy gdzie. To regulują przepisy samorządowe, i równie dobrze obowiązująca może
          być smycz, kaganiec, jedno i drugie albo nic.

          JoP
        • pletwa3 Re: jak to jest z dziećmi i matkami? 07.06.02, 10:58
          Gość portalu: maly.k napisał(a):

          > Ale wiesz, Pletwa, ze wyprowadzanie psa bez smyczy jest w zasadzie niezgodne z
          > prawem?
          > mk.

          Sytuacja miała miejsce za miastem, rozległa łąka z jednej strony, a z drugiej
          parking i ogródki działkowe. Ci ludzie coś pakowali do samochodu, a dzieciak
          zabawiał się rzucaniem kamieniami w psa. Jeśli uważasz, że nawet na podmiejskiej
          łące nie mam prawa spuścić psa ze smyczy, a dzieciak ma prawo krzywdzić zwierzę -
          to Cię nie lubię!

          • maly.ksiaze Hauuu! Hauu!! 07.06.02, 16:37
            Pletwa,

            Nie uwazam, ze dzieciak ma prawo krzywdzic zwierze, ani wogole ze ktokolwiek ma
            prawo krzywdzic kogokolwiek (badz cokolwiek). Nie mam tez nic przeciwko Twojemu
            psu - w koncu to nie ten pies mnie pogryzl.
            Nie zachwycaja mnie ani wrzeszczace dzieciaki, ani psy biegajace po osiedlach bez
            nadzoru. Po prostu z dwoja zlego wole dzieciaki, bo nie gryza.

            Przy okazji: odnioslem wrazenie, ze jestes tak wrazliwa na punkcie 'praw' Twoich
            zwierzatek, jak owe tytulowe mamusie sa wrazliwe na punkcie swoich dzieci. Ale to
            pewnie mylne wrazenie, tego przez kabel nie widac.

            Pozdrawiam (Ciebie i Twoj zwierzyniec),

            mk.

            PS. Postaram sie jakos przezyc to, ze mnie nie lubisz.
    • goga.74 Re: jak to jest z dziećmi i matkami? 06.06.02, 14:52
      A znalam osobe ktora robila to programowo. Np. widzac
      swoje dziecko wyrywajace innym zabawki nie zwracala
      uwagi komentujac "Nie da sobie mala w zyciu w kasze
      dmuchac".

    • Gość: Liwia Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.uci.agh.edu.pl / *.odlew.agh.edu.pl 06.06.02, 14:53
      gosiecza napisał(a):

      > Od razu piszę, że nie chcę wywołać żadnej awantury, a
      chiałam się po prostu
      > zapytać. Mam 27 lat, bezdzietna - i jak na razie nie
      planująca - i pewnych
      > rzeczy nie rozumiem. Jak to jest, że gdy dziecko
      pojawia się na świecie jego
      > matka patrzy tak bezkrytycznie na niego, a piszę to w
      kontekście kilku
      > ostatnich sytuacji - dzieci na mszy biegają, krzyczą
      (mimo iż jest tzw. msza
      > dziecięca) matki patrzą z błogim uśmichem, dopiero po
      jaimś czasie zabierają
      > dziecko z ołtarza (sic!), dzieci nadal krzyczą - nikt
      nie skorzysta z mszy.
      Ja tam chodzę z moją małą na mszy dzieciecięce, ale jak
      zaczyna rozrabiać, to wychodzę na pole. Raz pilnuję ja,
      raz mąż i któreś z nas zawsze ze mszy skorzysta .
      > Drugie: mam psa-dużego, wychodzę z nim na spacer,prawie
      zawsze przyczepi się do
      > mnie jakaś matka z dzieckiem- a że taki groźny, że sika
      na trawnik (ciekawe
      > gdzie ma to robić - gówna sprzątam!!!), ale ta sama
      matka wysadza dziecko pod
      > moim balkonem w krzaczkach (mieszkam o zgrozo nad dużym
      placem zabaw).
      Po prostu - brak kultury..
      >Plac
      > zabaw-dzieci po prostu się drą do 20.00. Proszę
      (grzecznie!), aby troszeczkę
      > coiszej mąż po nocnym dyżurze) - oburzenie: przecież to
      dziecko!! Ale czy ma
      > większe prawa ode mnie?? Chciałam troszkę ciszej.
      Mam podobny problem. Moja mała idzie np. spać o 20, a na
      korytarzu dzieciaki hałasują do 23. I gdzie są ich
      rodzice???? Wyrzucaja dzieci, na klatkę, bo sami mają
      trochę spokoju (códzym kosztem).
      >Przyjęcie rodzinne: 8 osób,
      > jedni z dwójką małych dzieci: cały czas krzyczą,
      wylewają na stół,ściągają
      > talerze- wszyscy wyszli wcześniej, matka bezkrytycznie
      zapatrzona.
      Jak sobie tak wychowuje,to sobie tak będzie mieć.
      >Takich
      > przykładó jest multum, czy to tylko ja takie osoby
      spotykam?? JAk to jest?? Czy
      > naprawdę, aż tak wariuje się na punkcie dziecka?? Każde
      zwrócenie uwagi dziecku
      > powoduje napiętnowanie - czy na pewno dziecku wszystko
      wolno??

      Mam sąsiada, który wychowuje dziecko "bezstresowo".
      Makabra. Nie pozwalam mojemu dziecku bawić się z tamtym.
    • muszek0 Re: jak to jest z dziećmi i matkami? 06.06.02, 14:57
      a potem taka walnięta matka, czyta kronikę kryminalną i dziwi się jaki ten
      świat jest dziki i szalony. tylko sama o tym nie wie, że za niedługo sama się
      znajdzie w takiej kronice, jak synuś albo córeczka da jej młotkiem przez łeb.
      już widzę jak oskarżony(a) mówi do sędziego: 'proszę mnie nie stresować, ja
      byłem wychowywany bezstresowo'.
    • eremka Re: jak to jest z dziećmi i matkami? 06.06.02, 14:59
      Problem nie lezy w tym, że jak dziecko sie pojawia na świecie, to nagle jego
      rodzice traca rozum i poczucie przywoitości. Przykłady, które podałas, pokazują
      ludzi, którzy najczęściej tej przyzwoitości nie mieli i nie mieli także
      szacunku dla innych, a ich dzieci (nota bene nic nie winne) są tylko w pewnym
      stopniu ofiarami rodziców, którzy sami nie potrafią sie zachowac albo tez nie
      chce im sie. Ja mam znajomych - na piewrszy rzut oka - tzw. kulturalni ludzie,
      wykształceni, obyci, bywali w świecie, majętni itd. Ich starszy syn -
      wychowywany przez niańki - to przykład łobuza, a ma 9 lat. Jesli czegos chce,
      bije inne dzieci i im to zabiera, jego ulubioną rozrywką jest dokuczanie innym,
      jest złosliwy i nieprzyjemny. Reakcja mamy na skargę innego dziecka, że jej
      synek mu przeszkadza, bije czy cos tam - Załatwiajcie to sobie między soba,
      mnie do waszych spraw nie mieszajcie. Fajna odzywka, nie?! Ci rodzice, o
      których piszecie, może nie mają czasu tych dzieci wychowac, żeby dziecko
      nauczyć pewnych zasad, trzeba mu poświęcić trochę czasu. A im sie nie chce.
      Natomiast w kwestii psów ... nie będę sie wypowiadać, moze tylko powiem, że do
      niektórych ich właścicieli można także zastosowac zdanie, że są bezkrytyczni
      wobec swych pupilków.
    • Gość: fi Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 06.06.02, 16:22
      Też jestem przerażona tym jak postępują niektóre matki, widzę to szczególnie
      wyraźnie odkąd sama jestem matką, bo przebywamy w miejscach przez nich
      uczęszczanych, na placach zabaw, w przychodniu itp. Większość z dziećmi nie
      rozmawia. Na przyład widzę jak siedzą dwie na ławce i plotkują, dzieci gdzieś
      biegają, biją się, zaczepiają inne dzieci, one nic dlalej gadają, dziecko włazi
      na działkę (a rzecz się dzieje własnie na działkach) i niszczy roślinki, wyrywa
      je z korzeniami, upominane przez właścicieli działki nie reaguje, mamusia dalej
      rozmawia, właściciele łapią dziecko i siłą wyprowadzają z działki a mamuśka w
      ryk "ręce precz od mojego dziecka", właściciele chcą pieniądze za wyrządzone
      szkody, matka twierdzi, że sami są sobie inni. Straszne, nie?
      Mnie też denrwują rozwydrzone i rozkrzyczane dzieci, szczególnie w porach kiedy
      powinny być już dawno w łóżkach. Świadczy to o tym, że albo rodzice się nimi
      nie interesują albo wychowują je "bezstresowo" czyli niech robią co chcą. Jeden
      i drugi sosób wychowania wyrządza dzieciom krzywdę. Wyrosło już jedno pokolenie
      bezstresowo wychowanych, nieszczęśliwych ludzi, nie potrafiących nawiązywać
      poprawnych kontaktów z innymi , dziecko musi znać granice bo w ten sposób czuje
      sie bezpieczne no i oczywiście musi czuć mądrą miłość swoich rodziców. Zrobię
      wszystko by ze swojego dziecka nie zrobić takiego potwora o jakich pisałyście.
      Ale z drugiej strony apeluję też o wyrozumiałość. Osoby bezdzietne pewnie o tym
      nie wiedzą ale dzieci przechodzą przez różne etapy rozwoju, najbardziej
      problemowe są tzw. bunty, np bunt dwulatka. Dziecko wypóbowuje wtedy swoich
      rodziców, właśnie sprawdza te granice, próbuje krzykiem, histerią wymusić pewne
      rzeczy np. zabawkę, wzięcie na ręce, pójście tam gdzie ono chce, no i ciągle
      mówi "nie". Jedynym wyjściem dla rodzica jest niestety przeczekać, dziecko
      wtedy widzi, że takim zachowaniem nieczego nie wymusi. Dlatego zrozumcie mamę
      wijącego się na chodniku dwulatka, który ryczy jakby był obdzierany ze skóry,
      matka nie powinna reagować, najlepiej poczekać kiedy dziecku się znudzi, nie
      pomagają tłumaczenia ani klaps.
      pozdrawiam wszystkie mamy i nie-mamy :))
      • Gość: dodo Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: 209.226.65.* 06.06.02, 17:18
        pamietam studenckie czasy i godziny spedzone w pociagach. najwiekszy pech to
        bylo trafic do przedzialu, w ktorym bylo dziecko. to byl najczesciej koszmar
        dla wszystkich wspolpasazerow, ktorzy w szybkim czasie mogli wygladac jak
        postacie z komiksu polaczone jednym balonikiem z tekstem oddajacym te same
        mysli "jak temu bachorowi leb ukrecic?".
        obiecalam sobie wtedy, ze moich dzieci nikt nie bedzie mial powodu az tak
        nienawidzic, nawet przez kilka godzin :-)
        moja trojka nie byla i nie jest idealna ale mysle, ze udalo mi sie ich uchronic
        przed niechecia otoczenia - zawsze potrafili sie zachowac ale przeciez to nie
        przychodzi samo - to jest duzo pracy i cierpliwosci wkladanej przez rodzicow.
        trzeba pamietac zeby wziac w podroz zabawki i ksiazeczki.
        trzeba nauczyc mlodego czlowieka uzywania odpowiednich slow w odpowiednich
        miejscach.
        trzeba cierpliwie tlumaczyc, ze sa miejsca i okazje do zabawy, radosci i krzyku
        ze szczescia a sa tez miejsca skupienia, sluchania, wyciszenia.
        trzeba byc konsekwentnym i uczyc dziecko bawic sie samo, dawac mu szanse
        rozwijania wlasnej inteligencji i kreatywnosci.
        trzeba w koncu umiec powiedziec "nie" lub nawet ukarac w sposob, ktory dziecka
        nie ponizy czy nie skrzywdzi a jednoczesnie bedzie lekcja do zapamietania.
        nie zawsze sie to udaje ale innego wyjscia nie ma - praca, praca, cierpliwosc,
        czas, wyobraznia.
        moze zamiast skarg na dzieci, powinnismy moc wnosic skargi na rodzicow do
        dziadkow? bo te okropne mamy(!) ktos takimi przeciez wychowal :-)
        • Gość: sagan Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.desy.de 06.06.02, 17:38
          wiesz co Dodo? lubie Cie :)
          i niech mi zarzuca, ze to TWA :)
          czytam Twoje posty z przyjemnoscia i choc niekoniecznie
          zawsze sie zgadzam z Twoim zdaniem, to mam wrazenie, ze
          jestes madra, wyrozumiala kobieta, z ktora mialoby sie
          ochote noc przegadac.

          pozdrawiam :)
          • Gość: dodo Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: 209.226.65.* 06.06.02, 19:03
            Gość portalu: sagan napisał(a):

            > wiesz co Dodo? lubie Cie :)
            > i niech mi zarzuca, ze to TWA :)
            > czytam Twoje posty z przyjemnoscia i choc niekoniecznie
            > zawsze sie zgadzam z Twoim zdaniem, to mam wrazenie, ze
            > jestes madra, wyrozumiala kobieta, z ktora mialoby sie
            > ochote noc przegadac.
            >
            > pozdrawiam :)

            bardzo dziekuje za komplementy i pozdrowienia - nocne polakow (polek:-)) rozmowy
            to zawsze pociagajaca propozycja :-)
            a co to znaczy "twa"? wiem, wiem - powinnam wiedziec ale coz... nie da
            siewiedziec wszystkiego ;-)
            • Gość: Margaret Towarzystwo Wzajemnej Adoracji IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 06.06.02, 19:21
              to hasło wymyślili złosliwi, którym przeszkadza, że ludzie moga być dla siebie
              mili:)

              ps,rym przypadkowy
              pzd
              • Gość: dodo Re: Towarzystwo Wzajemnej Adoracji IP: 209.226.65.* 06.06.02, 19:25
                Gość portalu: Margaret napisał(a):

                > to hasło wymyślili złosliwi, którym przeszkadza, że ludzie moga być dla siebie
                > mili:)
                >
                > ps,rym przypadkowy
                > pzd

                bardzo dziekuje. jak to milo, ze jednak czasem mozemy sie wzajemnie poadorowac.
                i do tego kompletnie bezisteresownie :-)
            • Gość: sagan Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.desy.de 07.06.02, 08:51
              Gość portalu: dodo napisał(a):


              > a co to znaczy "twa"? wiem, wiem - powinnam wiedziec
              > ale coz... nie da sie wiedziec wszystkiego ;-)

              witam :)
              ja tez nie wiedzialam, ale pojawilo sie w kilku watkach -
              twa to towarzystwo wzajemnej adoracji :)) napadali tu
              rozni na roznych, ze jedni sie gryza, a inni tworza twa
              itd itp :)

              ja nocne rozmowy to raczej w przenosni - straszny spioch
              jestem :)) ale juz w pracy, na posterunku w necie :))

              milego dnia!

              • Gość: gosiecza Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: 62.233.189.* 07.06.02, 09:48
                Na podstawie Waszych postów przyszło mi na myśl jeszcze parę spraw - co do tego
                psa (ON) to jak pisała któraś z Was - nie wiem dlaczego, ale sam jego widok już
                działa jak płachta na byka: po co taki duży pies, dzieci wystraszy i żu, żu, żu
                (czyli szemrają). Dwadzieścia lat temu (ale to zleciało) były różne zjazdy
                rodzinne u dziadków - dzieci (i ja) także. ALe w życiu nikt by nam nie pozwolił
                ściągnąć coś ze stołu, przeszkadzać, czy hałasliwie domagać się uwagi (co
                często obserwuje się teraz), nie wolno mi było dręczyć zwierząt, śmiecić, a w
                kościele miałam się grzecznie zachowywać. A teraz?? Jedna uwaga i już jakaś
                pani: nie ma co robić, bezdzietna jedna...A no nie mam, siedzę na urlopie,
                bawię się z psem, siedzę w Internecie itd. No to jak zwrócić uwagę takiej
                zapatrzonej matce, aby dała mi wysłuchać mszy?????? Żeby w końcu zabrała to
                dziecko rozwrzeszczane. A do szczytu cholery (przepraszam za wyrażenie)
                doprowadziła mnie ostatnia niedziela, gdy przyjechał dokinikanin, którego
                chciałam posłuchać, a tu grupa dzieciaków - nie napiszę jakie miałam myśli. Jak
                reagować na zaczepki takich matek do psa?? Kiedyś byłam grzeczna, ostatnio już
                coraz mniej.
                • spacja dziecko contra pies 07.06.02, 14:12
                  Gosiecza, nie wiem jak Ty wychowujesz swojego psa, mam nadzieję że lepiej niż moi
                  sąsiedzi. Jestem mamą 11-miesięcznego dziecka (jak na razie nie drze się ono na
                  podwórku i nie sika po krzakach) i psy sąsiadów są dla mnie prawdziwą zmorą.
                  Biegają po placach zabaw nie tylko bez smyczy i kagańców, ale zupełnie bez dozoru
                  właścicieli. Mogą to być najłagodniejsze i najzdrowsze zwierzęta pod słońcem, ale
                  nie powinno nikogo dziwić, że nie chcę, żeby któreś z nich ugryzło, przewróciło,
                  przestraszyło lub polizało po buzi moje dziecko (zdarzają się nawet takie, które
                  próbują zaglądać i wskakiwać do wózka). Moim zdaniem tam, gdzie jest duże
                  zagęszczenie ludzi, psy nie powinny biegać "luzem", a już w szczególności w
                  pobliżu placów zabaw dla dzieci.
                  Nie wspominam tu już o "zakupianiu" trawników, to prawdziwa zmora, szczególnie
                  chyba na osiedlach. Dobrze, że chociaż niektórzy sprzątają po swoich pupilkach,
                  ale ja szczerze mówiąc nie zauważyłam tego w swojej okolicy.
                  Jeśli chodzi o hałasy: pod jednym oknem mieszkania mam plac zabaw, a po drugiej
                  stronie szkolne boiska. A wiesz jaki hałas mnie najbardziej wnerwia? Wyjący pies
                  sąsiadów, bo dzieciaki krzyczą tylko do zmroku, a to zwierzę potrafi wyć całą
                  noc.
                  Uważam,że:
                  1. place zabaw dla dzieci powinny być grodzone i powinien na nich obowiązywać
                  zakaz wprowadzania zwierząt,
                  2. psy wyprowadzane na spacer "w terenie zabudowanym" powinny mieć kagańce lub
                  powinny być trzymane na smyczy, a ich kupki sprzątane
                  3. hałasujące i biegające dzieci powinny uczęszczać na msze dla dzieci
                  4. wrzaski na podwórkach i wyjące psy sąsiadów to fakt z którym trzeba się
                  pogodzić
                  5. istnieją rodzice z odchyłem na punkcie swoich dzieci, ale też ludzie z
                  odchyłem na punkcie zwierząt (moja ciotka nie rozstaje się ze swoim psem, a na
                  rodzinnych imprezach sadza go sobie na kolanach i karmi ze swojego talerza - przy
                  stole!!)
                  pozdrawiam,
                  mamuśka spacja
                  ps. bardzo lubię zwierzęta, mam w domu kotkę
    • Gość: CASPER Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.clan.pl 07.06.02, 10:07
      Nie wiem czy to jest dobry przykład ale przemyśl sobie szczerze czy nie
      reagujemy lekkim niezadowoleniem (najłagodniej mówiąc) gdy ktoś krytykuje naszą
      matkę, ojca, chłopaka, męża? Nawet jeśli ma rację to i tak średnio nam się to
      podoba. A matka na punkcie swego dziecka zawsze ma lekkiego fizia - wiem bo
      sama jestem matką od 11 m-cy. I też mam nadzieję że moje dziecko wychowam na
      dobrego człowieka którego inni nie będą mieli powodu krytykować zbyt często :)
      Ale np. moją znajomą dziwi że mały codzinnie o 20:00 się kąpie i idzie spać,
      choć sama narzeka że jej córa (2 latka) baluje do 24:00. A jednocześnie sama
      mówi :"że też Ci się chce..." No właśnie chce mi się - czego i Wam życzę.
    • Gość: Nina Re: WIECEJ TOLERANCJI DLA DZIECI, TO NIE DOROSLI!! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 07.06.02, 17:03
      Mysle, ze problem polega na tym, ze dziecko to nie jest taki dorosly czlowiek
      tylko troche mniejszych rozmiarow. Dziecko to jest dziecko i jesli ktos nie
      widzi roznicy to nie dziwie sie ,ze ma same obiekcje co do innego zachowania
      niz doroslych ludzi. Oczywiscie ze nalezy dzieci uczyc szacunku dla innych, ale
      i ci inni powinni wykazac sie wieksza doza szacunku i zrozumienia dla dzieci.
      Niestety czasami nie sposob wyegzekwowac takiego a nie innego zachowania.
      Dzieci mecza sie szybciej( male dzieci) stad moga czasami marudzic, plakac, a
      msza swieta jest dla nich stanowczo za dluga aby usiedziec jakby byli juz
      starzy.Co wiec maja robic rodzice???? ZREZYGNOWAC Z CHODZENIA DO KOSCIOLA????
      Jak wyglada to nasze chrzescijanskie podejscie do wiary? Od jakiego wiec wieku
      moznaby zaczac bezpiecznie chodzic z dziecmi do kosciola? Ale przeciez zdarzaja
      sie i niesforni dorosli i co wowczas? Wyprowadzic ich z kosciola ,czy tez
      wogole zakazac tu wstepu? Zapomniala krowa jak cieleciem byla- stare
      przyslowie a ciagle na czasie. Skad u ciebie tyle zrozumienia dla potrzeb
      wlasnego pieska, skoro nie masz go dla dzieci????????
      • maly.ksiaze Jeszcze jedna uwaga 07.06.02, 17:11
        Dzieci krzycza w kosciele?
        Kucnij zatem w czasie mszy, tak, aby miec oczy na tej wysokosci, co dziecko.
        Rozejrzyj sie wokol - Ty tez bedziesz krzyczec.

        I tym optymistycznym,

        mk. (pozdrawiam oczywiscie)
        • Gość: liloom a moze zloty srodek? IP: *.11.vie.surfer.at 07.06.02, 21:59
          mk mnie tez wkurzala jedna mamuska co to wszystkolepiejwie, a wlasnie jej
          dziecko lata po kosciele w czasie mszy i wlazi na oltarz, drze sie, a mamuska
          pupeczki nie ruszy...
          Dla przypomnienia dodam, zem tez mamuska :)
          Zanim jednak bylam mamuska, bylam "psiara" (kupek nie sprzatalam, bez
          przesady!)- teraz wkurzaja mnie psy na placu zabaw i siusiajace do piaskownicy
          koty i szczekajacy o 6-tej rano lub pozno w nocy pies...
          Staram sie byc tolerancyjna i nie "nieuzyta" np. zabieram dzieci znajomych na
          wyszalenie w nature, zgadzam sie na wspolny wyjazd z psem ( dlaczego nie ), po
          zabawie z psem wymagam umycie rak, odmawiam zeby pies wylizywal talerze ktore
          uzywamy wspolnie (co z tego ze beda myte w zmywarce?). Jednoczesnie wymagam
          szacunku dla mojej prywatnosci, minimum spokoju w godzinach nocnych i takich
          tam roznych "udogodnien"
          Wiec glosuje za tzw. zlotym srodkiem, wiecej tolerancji i wiecej poszanowania
          dla odmiennych pogladow.
      • kini Re: WIECEJ TOLERANCJI DLA DZIECI, TO NIE DOROSLI!! 07.06.02, 17:14
        Ja bym natomiast życzyła sobie, żeby niektórzy rodzice mieli trochę więcej
        szacunku do innych dorosłych.

        A jeśli chodzi o kościół, to nie wiem, jaka jest z tego korzyść, że dziecko jest
        zmuszane do siedzenia bez ruchu przez godzinę i słuchania czegoś, czego i tak nie
        rozumie.
      • zlotyrybek Re: WIECEJ TOLERANCJI DLA DZIECI, TO NIE DOROSLI!! 07.06.02, 17:14
        Oj a te staruszki..... nie można ich posadzić przy stole, bo pierdzą, śmierdzą
        i w ogóle do bani. A ich dzieci tylko opowiadają , że mamusia to dziś miałą
        dobry stolec. Albo na spacerze , w parku - lezie takie i nie można go minąć ani
        przesunąć i w ogóle to takie pomarszczone i nieużyteczne.
        Leci im z ust i nie można zrozumiec co mówią . Może na Biegun ich wysła?. W
        sumie eskimosi mieli rację - na mróz.

        No tak jak z dziećmi. Chodzą, smrodzą i zużywają tlen.

        Pozdraiwma - miłego macierzyńśtwa a potem starości :)
      • Gość: sagan Re: WIECEJ TOLERANCJI DLA DZIECI, TO NIE DOROSLI!! IP: *.desy.de 07.06.02, 17:15
        sa msze dla dzieci, na ktorych niech robia co chca!
        oczywiscie nie mozna wymagac od dzieci calkowitego
        skupienia przez godzine, ale to co one wyrabiaja, to jest
        czasem okropne.
        widzialam juz np. wyscigi samochodowe na stopniach
        oltarza. temu naprawde nie mozna zapobiec???
        watpie.
        tylko musi sie chciec, jak napisala Dodo.
        a malo komu sie chce.

        • Gość: Maria Re: WIECEJ TOLERANCJI DLA DZIECI, TO NIE DOROSLI!! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 07.06.02, 19:23
          Nie przesadzaj. Majac wokol siebie takich sklerotykow to trzeba reagowac nawet
          na zapas. Drgnie taki maluch i od razu knebel w buzie, bo jakas udajaca swieta
          istota obrzuci je i rodzicow wzrokiem bazyliszka. Idac do kosciola albo ja albo
          moj maz ciagle opuszczamy msze w trakcie i czekamy przed nim na zakonczenie
          mszy sw. Czy nasze dziecko jest wyjatkowe???? Wcale nie, ani lepsze, ani gorsze
          niz inne dzieci, po prostu jest dzieckiem, ale faktem jest ze na jego
          pierwsze " zle" poruszenie, czy dzwiek wychodzimy aby nie denerwowac tych
          rozmodlonych hipokrytow. Patrze tak nieraz wewnatrz kosciola i chce mi sie
          smiac jak widze te wszystkie nadete i "swiete" twarze. Czyz milosc blizniego
          nie powinna im i tu a moze przede wszystkim tu przyswiecac??? Nie mowie tu o
          zabawach na oltarzu czy innych ekscesach(bo na to ksiadz by nie pozwolil), ale
          o zwyklych ludzkich odruchach i zrozumieniu. Wiekszosc z tych przeciwnikow
          dzieci na mszach swietych ma bardzo niechlubny dorobek w postaci odsuwania
          mlodego pokolenia od kosciola. Bo czym skorupka za mlodu........Pozdrawiam i
          zycze wam abyscie choc przez chwile sprobowali zrozumiec inny punkt widzenia.
          Ja rowniez wolalabym sobie cichutko poudawac, ze jestem swieta i moj wzrok
          rozmodlony swiadczy o mojej chrzescijanskiej wartosci i patrzec z obrzydzeniem
          na rodzicow, ktorzy nie tylko sami czuja potrzebe modlitwy, ale jeszcze
          przyprowadzaja do tego kosciola jego przyszlosc. To o wiele latwiejsze niz
          nadmierne kontrolowanie dziecka i narazanie sie na ustawiczna krytyke
          pseudochrzescijan.
          • Gość: Melba Re: WIECEJ TOLERANCJI DLA DZIECI, TO NIE DOROSLI!! IP: *.chello.pl 07.06.02, 19:38
            Ja bym nie chodziła do kościoła, skoro tam są sami tacy podli i udający, jak
            piszesz...Mario, po co Ci takie towarzystwo?
            • Gość: Maria Re: WIECEJ TOLERANCJI DLA DZIECI, TO NIE DOROSLI!! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.06.02, 01:19
              Ja tam chodze bo wierze w Boga, a kosciol to jest jego dom. Ja chodze tam ,bo
              odwiedzam go w jego domu. Poza tym moja droga jest duzo wiecej ludzi madrych i
              wyrozumialych niz tych ktorzy nie maja za grosz tolerancji.
      • Gość: gosiecza Re: WIECEJ TOLERANCJI DLA DZIECI, TO NIE DOROSLI!! IP: 62.233.189.* 07.06.02, 22:28
        O właśnie to słyszę zawsze - przecież to dziecko!!! ale niestety nigdzie nie
        jest powiedziane, że ma większe prawa od kogo innego, tylko dlatego że jest
        to "młodszy człowiek". Dziecko nie rozumie nauki kościelnej, chyba że spłynie
        wielka łaska mądrości i łaski - ale w tym czasie z wielu osób chodzących do
        kościoła ta łaska odpłynie. I nie jestem rozmodloną fanatyczką. Chodzę raz w
        tygodniu do kościoła, wybieram takie, gdzie np. ciekawy ksiądz mówi kazanie
        albo ładnie śpiewa gościnny chór. I chcę tego posłuchać!!!!! A co skorzysta
        matka biegająca za swym dzieckiem (o ile w ogóle biega), dziecko oraz inne
        osoby?? To naprawdę tak trudno zrozumieć?? Są msze dla dzieci. A dzieci nie
        nadają się do tego, aby wszędzie ich zabierać. Zabierz nagle takie
        rozwrzeszczane dziecko do opery - no bo przecież kultury od małego musi nabrać,
        i ma prawo by tam iść - rodzice zresztą także? To dlaczego tam nie ma dzieci???
        Bo przeszkadzałyby innym. A co do psów - to jedynym prawem jakie mają to prawo
        do życia, i to nie zawsze, więc nie mów mi, że tak uprzywilejowuje moje
        zwierzę. I zawszę będę się wkurzać jak przez cały dzień i część wieczoru dzieci
        drą się pod moim oknem, bo ja też mam prawo do odpoczynku i godnego życia. I
        nie zabraniam nikomu zabaw, ale trochę ciszej. To też tak trudno zrozumieć?? I
        czy fakt, że dziecko to nie dorosły wszystko usprawiedliwia??? Aha - zapomniał
        wół jak cielęciem był - jak pisałaś przeczytaj inny mój post, gdzie pisałam jak
        uczono mnie szacunku dla innych, dla kościoła. I jakoś źle na tym nie wyszłam.
        • Gość: Iza Dzieci, psy itp IP: *.acn.pl / 10.131.131.* 08.06.02, 01:28
          Czytam Wasze wypowiedzi i stwierdzam, że na razie jestem psiarą. Pewnie jak
          urodzę dziecko,to zmieni się mój punkt widzenia.
          Jakiś czas temu kupowałam mieszkanie. Moje pierwsze pytanie przy wyborze
          lokalizacji bylo: gdzie będzie plac zabaw? Oczywiście wybralam skrajnie odległy
          kraniec. Miałam nieszczęście mieszkać z rodzicami na parterze, tuż przy
          piaskownicy. Koszmar!!! Jak chciałam odpocząć, to w jednym pokoju słyszałam
          drące się dzieciaki, w drugim "młodzież dyskutującą" na ławce.
          Czy pamiętam jak bylam w ich wieku? Tak owszem, gdybym się tak darła, to bym
          miala lanie i szlaban na tydzień. Potrafilam się bawić nie utrudniając życia
          sąsiadom.
          Co do psów, to bzdurą jest że pies musi być w kagańcu i na smyczy. To
          obowiązuje jedynie w autobusach i PKP. Pies musi być bezpieczny dla otoczenia:
          jeśli jest agresywny, to wtedy właściciel zakłada kaganiec, jeśli się nie
          słucha, to chodzi na smyczy. Jak mój pies mial 4 miesiące, to taki za
          przeproszeniem stary dziad robił mi awantury, że pies nie ma kagańca i że sika
          na trawę. Może powinnam mu polecić jakiegoś dobrego lekarza? Pies musi
          pobiegać, poaportować i nie ma możliwości by robil to na smyczy i w kagańcu.
          A jeśli chodzi o załatwianie potrzeb psich, to powinny być oddzielne wyznaczone
          miejsca, gdzie psy mogą się zalatwiać. Jeśli ich nie ma, tzn że mogą wszędzie
          tam gdzie nie jest to zabronione. Mieszkam na dużym warszawskim osiedlu, nie
          spotkałam się z miejscami psich toalet. Pojawiło się za to dużo placy zabaw
          ogrodzonych, z zakazem wstępu psom. I wszyscy to respektują. Te nieogrodzone
          piaskownice, także omijam szerokim łukiem. Natomiast sprzątanie psich kup
          owszem można zacząć, pod warunkiem,że będą w tym celu wyznaczone kosze. Nie
          można wrzucać kału do koszy publicznych, które są opróżniane raz na miesiąc. To
          grozi epidemią!!!!!! A co do tego co się znajduje na trawnikach, to powiem że
          psy często interesują się kupami ludzkimi.( Psiej nie ruszą) Stwierdzam, że w
          wielu miejscach trawniki są obs... nie tylko przez psy.
          Co jeszcze mnie denerwuje w dzieciach? To, że mają one prawo ryczeć w nocy i
          zakłócać mój sen. Natomiast jak pies w nocy zaszczeka, bo ktoś łazi po klatce,
          to już jest awantura. Ja natomiast nie mogę iść do sąsiadki i powiedzieć, by
          jej dziecko nie biegalo w kółko wrzeszcząc, bo mi się sufit wali na głowę, bo
          przecież nie ma ciszy nocnej. A jak mówię ,że może biegać po podwórku, a w domu
          chodzić, to oczywiście słyszę że dzieci mają swoje prawa itp.
          Jak słyszę takiego 4-latka, któremu najchętniej bym podcięła struny głosowe, to
          wyobrażam sobie jak wisi za jedną nóżkę za oknem :). To mnie trochę uspokaja.
          Mam nadzieję, że jak kiedyś zdecyduję się na dzieci, to własne nie będą mnie
          doprowadzać do szału i przyprawiać o gęsią skórkę i ból głowy.
          Pozdrawiam wszystkie szczęśliwe bezdzietne i te dzieciate zresztą też :)
          • Gość: Melba Re: Dzieci, psy itp IP: *.chello.pl 08.06.02, 15:38
            Popieram, argumenty z psami są kretyńskie. Na moim osiedlu mieszka groźny
            amstaff, zawsze na smyczy i w kagańcu. I np. bardzo mądry tresowany wilczur -
            po co ma być męczony kagańcem, skoro chodzi na same komendy jak w zegarku? Ale
            żeby go tak wychować, trzeba było dać mu swobodę bycia bez smyczy i nauczenia
            się komend typu : zostań, stój, do mnie itp.
        • Gość: Ala Re: WIECEJ TOLERANCJI DLA DZIECI, TO NIE DOROSLI!! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.06.02, 01:56
          Niestety Gosieczko ale dzieci maja inne prawa niz dorosli. Nawet prawo karne
          jest inne dla nieletniego, nieprawdaz? Z czegos to chyba musi jednak wynikac.Z
          twojej wypowiedzi wynikaloby ze powinna jednak istniec granica wieku
          uprawniajaca wstep do kosciola. Ile to wiec wedlug ciebie mialoby byc lat??? No
          i co z chrztem swietym?? Chzcic po 18 roku zycia, czy pod kosciolem? Tylko
          wowczas prawdopodobnie nie byloby zbyt wielu wiernych, bo i niby kiedy mieliby
          sie nauczyc chodzic do tego Domu Bozego? A jak widzisz swoja sytuacje jak
          kiedys bedziesz miala swoje dzieci? Nie bedziesz juz mogla sobie pozwolic na te
          rozkoszowanie sie goscinnymi wystepami chorow , czy pieknymi kazaniami? Skoro
          tak radzisz dzieciom wylacznie msze dla dzieci to ja ci rowniez poradze, chodz
          na msze wieczorem albo wczesnie rano na 6 . Masz gwarantowane, ze dzieci ci
          spokoju nie zabiora w twych medytacjach. Dziecko to nie jest tylko mlodszy
          czlowiek. Ty mozesz byc mlodsza lub starsza od innego doroslego lecz wasze
          systemy nerwowe beda rozwiniete. Dziecko tu nie ma punktu odniesienia do
          doroslego. Mieszkanie na twoim miejscu zmienilabym na inaczej ulokowane. Tu
          gdzie mieszkam istnieja specjalne domy gdzie mieszkaja( kupuja sobie
          apartamenty na wlasnosc) wylacznie osoby starsze i bezdzietne, albo domy gdzie
          nie mozna trzymac zadnych czworonogow, bo inni ich z kolei nie lubia .Jesli
          nie mozesz zamieszkac w takim domu to chociaz zmien lokal gdzie okna nie beda
          wychodzic na plac zabaw. Co do pieskow to jeszcze nie slyszalam o biednej
          ofierze pogryzionej przez bestialskie dziecko, odwrotnie niestety bywalo juz
          nie raz. Zdarzaja sie wiec i niedpowiedzialni wlasciciele czworonogow i
          niestety ta nieodpowiedzialnosc moze kosztowac nawet zycie, szczegolnie dotyczy
          to malych wlasnie dzieci. Dlatego pies musi miec kaganiec i byc na smyczy a
          dziecko nie, bo nieodpowiedzialnosc wlascicieli psow jest bardziej dotkliwa niz
          zle wysluchane kazanie.
          • Gość: gosiecza Re: WIECEJ TOLERANCJI DLA DZIECI, TO NIE DOROSLI!! IP: 62.233.189.* 08.06.02, 18:09
            Moja droga przedmówczyni - już Ci odpowiadam. To, iż nieletni nie są karani,
            nie oznacza to, iż wszystko im wolno. Są oni ubezwłasnowolnieni całkowicie - w
            prawie cywilnym do 13 roku życia i wszystkie czynności przez nich wykonane są
            ipso iure nieważne. Ustawodawca potraktował ich tak jak osoby chore psychiczne -
            brak u nich na tyle rozwiniętego intelektu, aby mogły same odpowiadać za swoje
            czyny. Odpowiadają za to rodzice/opiekunowie/kuratorzy - a więc osoby
            ustanowione mocą Kodeksu Rodz. i Opik. oraz K.Cyw. do opieki nad dziećmi.
            Podsumowując- uwarunkowania kodeksowe o niekaralności nieletnich nie wynikają z
            tego, iż ustawodawca ustanowił czyny dzieci poza prawem, ale dalatego, że są po
            prostu nie do końca rozwinięte i dlatego nie odpowiadają. Oczywiście bardzo
            chętnie podyskutuję jeszcze na te tematy. A co do krzyków pod oknem to w prawie
            spółdzielczym jest zapis, który najogólniej mówi, aby mieszkańc
            poprzez "wrzaski, hałasy" nie zakłócali życia innym (to taka wykładnia
            językowa).Oczywiście, że moje dzieci będą chodzić na piękne kazania i chóry,
            ale dopiero wtedy jak cokolwiek będą umiały z tego zrozumieć. A co do
            mieszkania - no tak, ja mam się wyprowadzić, zerwać nowe panele, kafelki, meble
            na zamówienie, bo jakaś mamusia nie chce o pół tonu przyciszyć
            swojego "bachorka". Oooo i właśnie jesteś moja słodka ALu przedstawicielką tych
            mam, które spotykam prawie codziennie z moim wilczkiem: "pozagryza dzieci!!!"
            (a pies na smyczy i w kolczatce) "a pozwolenie na niego pani ma?" " tu dzieci
            biegają prosze tędy nie przechodzić" (a ciekawe jak mam chociażby inaczej wyjść
            sprzed bloku???). I jeszcze chciałam dodać, że my wszyscy tworzymy
            społeczeństwo i nie sztuką jest powiedzieć, mam Cię gdzieś jak Ci się nie
            podoba to się wyprowadź, tylko sztuką jest życie w kompromisie: ja z psem
            (smycz i kaganiec, sprzątam kupki), matki z dziećmi na mszy dziecięcej, trochę
            (sic! nikomu z głowy korona nie spadnie jak upomni swoje dziecko) ciszej, bo
            naokło mieszkają ludzie. To naprawdę takie trudne???? I jak pisała któraś z Pań
            wcześniej - jej nie przeszkadza wrzaski dzieci tylko głośne krzyki przy graniu
            w piłkę i szczekanie psa. Komuś innemu będzie przeszkadzało co innego. I teraz
            niech mam uciszy jedno dziecko, druga drugie, a właścicielka zabierze psa do
            domu, aby nie szczekał. Takie trudne??? Problem jest taki, że matki są
            strasznie bezkrytycznie zapatrzone w swoje dzieci i najmniejza uwaga powoduje
            olbrzymie oburzenie. A co do sprzątania gówien po psie, to jak byłam dziś na
            spacerze, dwie mamsuie (każda z dwójką dzieci) tak słodka śmiały się ze mnie,
            więc chyba przemyślę swoje postępowanie w tym temacie, bo drogie mamusie -
            chyba Wam się nigdy nie dogodzi, a i kompromisu troszkę i krytycyzmu też nie
            zaszkodzi.
            Aha - chodzę na mzę o 18.00 późniejszej u mnie w kościele nie ma.
            • Gość: Melba Re: WIECEJ TOLERANCJI DLA DZIECI, TO NIE DOROSLI!! IP: *.chello.pl 08.06.02, 18:18
              Gosieczka, z czego się śmiały? ze sprzątania kup?!!!!!
              • Gość: gosiecza Re: WIECEJ TOLERANCJI DLA DZIECI, TO NIE DOROSLI!! IP: 62.233.189.* 11.06.02, 17:55
                Tak, z mojej łopatki i woreczka, gówienka psiego i nie wiem czego jeszcze, do
                reszty postów ustosunkuję się później
                Pozdrawiam
            • Gość: Ala Re: WIECEJ TOLERANCJI DLA DZIECI, TO NIE DOROSLI!! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 11.06.02, 02:50
              Dobrze to zauwazylas dzieci nie sa do konca rozwiniete tak jak dorosli zarowno
              w sensie fizycznym jak i psychicznym, stad inne podejscie do nich w kwestiach
              wykroczen prawnych. Nigdy nie napisalam ze moga robic co chca . Wlasnie widze
              ze powoli Gosieczko zblizamy sie do tego samego punktu a mianowicie: WZAJEMNEJ
              TOLERANCJI. Ty zacznij tolerowac dzieci i nie nazywaj ich brzydko, bo wyobraz
              sobie ze ktos tak mowi na twoje dziecko, gwarantowany negatywny stosunek do
              takiej osoby , a byc moze ze i te niektore niesforne mamusie zaczna tolerowac
              ciebie i twojego psa. W kwestii tych mszy swietych to niezupelnie o to chodzi
              kiedy te twoje dzieci beda cos z tego rozumialy, lecz od kiedy beda siedzialy
              sztywno, bez poruszania sie i wydawania jakichkolwiek dzwiekow nie zwiazanych z
              msza swieta. Krotko mowiac nie chodzi tu o interes twoich dzieci lecz ludzi
              wokol, ktorzy dzieci nie toleruja. Podobnie jak ciebie dzisiaj nie interesuja
              czyjes dzieci. Czy na mszy o 6 po poludniu jest u was duzo malych dzieci? Co do
              tych psich kupek to u nas jest to obowiazek wlascicieli sprzatac po psach a nie
              tylko ich dobra badz zla wola. Te panie smiejace sie z tego ze zbieralas kupke
              musza sie jeszcze widac sporo nauczyc. Wiesz ja ci szczerze radzilam z ta
              zamiana mieszkania. W Polsce jeszcze ciagle mieszka sie dozywotnio w jednym
              miejscu. Na zachodzie to normalne zmieniac domy czy mieszkania. Czasami i u nas
              ludzie sie przenosza jak nie odpowiada im sasiedztwo, dla wlasnego dobra. Po co
              sie denerwowac cale zycie, to nie jest dobrze zyc w ciaglym stresie. Moge sie
              zalozyc ze moglabys byc z tego zadowolona. Mloda jestes jeszcze nie jednych
              kafelkow i wykladzin mozesz sie dorobic, moze nawet lepszych. Nie pisz ze
              jestem przedstawicielka jakis tam mam bo nie mnie nie znasz i nie wiesz o czym
              piszesz. Mnie nie przeszkadzaja odpowiedzialni wlasciciele czworonogow, ktorzy
              prowadza psa w kagancu i na smyczy, lecz tacy ktorzy puszczaja je bez opieki i
              stwarzaja zagrozenie dla innych. Dziewczyno rozluznij sie troche, bo sadze ze
              mozesz skupiac na sobie negatywna uwage otoczenia poprzez twoje napiecie i
              nagatywne podejscie do innych. Nic na sile nie osiagniesz z ludzmi. Wierz mi
              dobrym slowem mozesz zwojowac o wiele wiecej niz zloscia . Nikt tego nie lubi,
              wlacznie z toba.
        • Gość: bea Re: WIECEJ TOLERANCJI DLA DZIECI, TO NIE DOROSLI! IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 17.07.02, 14:33
          Gość portalu: gosiecza napisał(a):

          > O właśnie to słyszę zawsze - przecież to dziecko!!! ale niestety nigdzie nie
          > jest powiedziane, że ma większe prawa od kogo innego, tylko dlatego że jest
          > to "młodszy człowiek". Dziecko nie rozumie nauki kościelnej, chyba że spłynie
          > wielka łaska mądrości i łaski - ale w tym czasie z wielu osób chodzących do
          > kościoła ta łaska odpłynie. I nie jestem rozmodloną fanatyczką. Chodzę raz w
          > tygodniu do kościoła, wybieram takie, gdzie np. ciekawy ksiądz mówi kazanie
          > albo ładnie śpiewa gościnny chór. I chcę tego posłuchać!!!!!

          Po tym, co piszesz, mam wielkie wątpliwości, czy Ty sama rozumiesz naukę
          kościelną. Twoje słowa przesycone są nieuzasadnioną zawiścią i
          zacietrzewieniem. Mnie w kościele mniej przeszkadzają dzieci niż niektórzy
          dorośli. Na dzieci i ich naturalne zachowania patrzę raczej z rozczuleniem,
          nawet jeśli wchodzą na ołtarz. One niczego nie udają. Pewnie znasz Biblię,
          pamiętasz pewnie stosunek Jezusa do dzieci. Nie cierpię hipokrytów i
          tych "zawsze poprawnych". A kiedy się modlisz, pewnie prosisz Boga, by
          poukręcał łby tym wszystkim bachorom, które przeszkadzają Ci się modlić?
          Nie ukrywam, że jestem lekko przerażona tym, co czytam...


          I zawszę będę się wkurzać jak przez cały dzień i część wieczoru dzieci
          > drą się pod moim oknem, bo ja też mam prawo do odpoczynku i godnego życia. I
          > nie zabraniam nikomu zabaw, ale trochę ciszej. To też tak trudno zrozumieć??
          I czy fakt, że dziecko to nie dorosły wszystko usprawiedliwia???

          A mnie denerwują dorośli, którzy bardzo weseli wracają nocą do domu,
          szczekające na balkonach psy, psy zostawione samotnie w domu wyjące całymi
          dniami, alarmy samochodowe wyjące właśnie wtedy, gdy usypiam dziecko, głośna
          muzyka u sąsiada, który dba o edukację muzyczną całego osiedla i wiele wiele
          innych dorosłych grzeszków. Nie rzucajcie tak hojnie kamieniami.
      • Gość: anka Re: WIECEJ TOLERANCJI DLA DZIECI, TO NIE DOROSLI! IP: 195.94.218.* 17.07.02, 13:54
        Autorce chyba chodziło o coś innego. Bo każdy rozumie, że dziecko może
        byćśpiące i marudne. Ale czym innym jest np. nie zwracanie KOMPLETNIE żadnej
        uwagi podczas wizyty u znajomych, że dziecko np. ściąga talerze ze stołu!!!
        Albo np. myszkuje po szafkach, wyciąga cudze rzeczy a gospodyni z błyskiem
        strachu obserwuje czyjegoś gówniarza np. z jej ulubionym wazonikiem w rękach!
        My tu nie mówimy o dwuletnich dzieciach! Ale wybaczcie, ja idąc gdzieś z moim
        dzieckiem czuję się odpowiedzialna za jego zachowanie i nie dopuszczam do
        takich sytuacji. Zwrócić uwagę że czegoś nie wolno robić można w każdym wieku,
        ba nawet trzeba, żeby dziecko znało granice. Jak przychodziła do mnie moja
        przyjaciółka, to przed jej uroczym dzieckiem musiałam chować połowę dobytku,
        zamykać pokoje, kuchnię itd. Jakoś nikt nie miał takich problemów, jak ja
        chodziłam do nich ze swoją córką w analogicznym wieku! Poza tym nie mówcie mi,
        że nie można dziecka poskromić w kościele! Jeśli dziecko jest za małe żeby
        spokojnie usiedzieć przez pół godziny, to po co je w ogóle zabierać? Natomiast
        szacunku nalezy uczyć od kołyski. Sama nie jestem religijna, ale moja córka
        szła do komunii, i to co zobaczyłam w kosciele mnie zszokowało. Msza, dzieci
        poustawiane, wystrojone, połowa trajluje w najlepsze, część chłopców kopie się
        po kostkach albo wali po głowie książeczkami do nabożeństwa. Po prostu jakaś
        paranoja!!! Po co ten cały cyrk z chodzeniem z dziećmi na mszę, jeśli się nawet
        nie potrafiło wpoić dziecku minimum szacunku do wiary czy liturgii? Nikt mi nie
        powie, że 8 latki nie mogą usiedzieć spokojnie.
        I w całej tej dyskusji nie chodzi o to żeby dzieci się zachowywaly statecznie
        jak emeryci, tylko o to żeby rodzice wychowywali je na normalne stworzenia a
        nie na dzikusów. Mam parę koleżanek, które lubię, ale jak się okazuje, że mają
        przyjść z dziećmi mi słabo, bo wiem, że mam wieczór z głowy, bo z koleżanką i
        tak nie pogadam, a gówniarzy będę musiała powstrzymywać od demolowania mi domu.
    • aniutek Re: jak to jest z dziećmi i matkami? 08.06.02, 01:13
      hmmm swietny temat, jakos na czasie gdyz ostatnio duzo o tym myslalam.
      Mieszkam w NYC gdzie prowadze z mezem bardzo popularna restauracje, tlok tam okrutny
      niemal caly dzien, stolikow az gesto i naprawde trzeba sie przeciskac. Jestesmy bardzo
      popularni wsrod rodzin wiec dzieci u nas panie dostatek i tu zmora sa rodzice !!!!! Pytaja 2-3
      latka co bedzie jadl co pil po czym z dzieckiem dyskutuja, pchaja sie z niemowletami w
      wozkach / czasem nawet podwojnych/ do tego gwarnego zatloczonego miejsca i uwazaja ,ze
      wszystko jest OK, przy probie zwrocenia uwagi reaguja krzykiem - to wozek , dziecko etc....
      zwykle sa juz tak zdenerwowani cala sytuacja, ze woleliby wyjsc i zjesc na zewnatrz/
      zamowic na wynos/ ale jednak sie pchaja, inni musza wstawac z krzesel, obsluga bardzo
      uwazac na przeszkody w postaci kolek ale jakos o dziwo nikomu nie przyjdzie do gl;owy aby
      dzieciaka wziasc na rece / czasem odnosze wrazenie, ze nie chca... dziecko gryzie czy co?/
      a wozek zostawic na zewnatrz / okolica bardzo dostatnia i spokojna wiec o kradzierzy nie ma
      mowy/. Nie raz dzieciaki byly przewijane na krzeslach, karmione piersia na srodku knajpy
      pomiedzy talerzem a kieliszkiem, o bieganiu etc nie wspomne. Dzieci uwielbiam, /mam swoje/
      zawsze daje im kredki do zabawy, lizaka po jedzeniu etc. Dlaczego rodzice wychodzac out nie
      maja jakiejs zajmujacej dziecko zabawki, dlaczego zwyczajnie nie zajmuja sie swoimi dziecmi -
      chociaz pewnie ich zdaniem sa super bo zabieraja dzieciaki do restauracji.... Ojcowie czesto
      sprwaiaja wrazenie nieobecnych, matki sa cale zapatrzone w maluchy..... ale czy aby na
      pewno?? Patrza nie widzac, ze hoduja sobie malego tyrana??
      Nie czytalam wypowiedzi innych w tym watku, zrobie to zaraz po wyslaniu tego postu.....
      ciekawa jestem Waszych opini......
      • Gość: Ala Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.06.02, 02:01
        Aniutku zmien profil restauracji. Jesli podstawa twojego biznesu sa rodziny z
        malymi dziecmi, czy tez stanowia pokazna jej czesc to powinniscie dostosowac
        dzialalnosc tego biznesu do ich potrzeb. Wszak ponoc klient nasz pan.
        • aniutek Re: jak to jest z dziećmi i matkami? 08.06.02, 03:22
          nie sa podstawa, sa czestymi goscmi. I ciesze sie, ze sa bo jak pisalam lubie dzieciaki a ich
          rodzice czasem zdumiewaja... ot co :)
        • aniutek Re: jak to jest z dziećmi i matkami? 08.06.02, 03:28
          a nie prosciej zostawic wozek na zewnatrz??
          hmmm czy sama pchalabys sie z malutkim dzieciaczkiem do zatloczonej, glosnej i ciasnej
          restauracji? ja nie, ale ludziska sie pchaja i wdzeczna im jestem za to - wszak z tego zyje :-)
          dziele sie spostrzezeniami a gdybym mogla knajpe powiekszyc zrobilabym to z najwieksza
          przyjemnoscia ale realia sa jakie sa :)
          pozdraw,
          aniutek
          • Gość: Ala Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.06.02, 15:09
            Ty wiesz najlepiej jak wyglada sytuacja w srodku i obok restauracji. Widac
            istnieja warunki aby zostawic bezpiecznie taki wozek na zewnatrz. Czy ja bym
            sie pchala do srodka z wozkiem ? Napewno nie. Wyjelabym dzieciaka z samochododu
            i wziela po prostu na rece. Mysle, ze jest im tak wygodniej, innym napewno
            mniej. Jestes bardzo sympatyczna Aniutku. Pozdrawiam
            • aniutek Re: jak to jest z dziećmi i matkami? 08.06.02, 17:17
              Gość portalu: Ala napisał(a):

              >Napewno nie. Wyjelabym dzieciaka z samochododu
              >
              > i wziela po prostu na rece.
              no i w tym sek :)
              amerykany nigdy / naprawde !!/ tego nie robia i autentycznie mnie to dziwi bo wszystkim -
              lacznie z dzieckiem ktore lubi byc na reku :)- byloby z tym lepiej. Tymczesm kilka razy dziennie
              przed knajpa parkuje samochod rodzic wywleka wozek montuje w nim dzieciaczka i wjezdza -
              moze 15 m po chodniku do knajpy...... Gdzie tu zdrowy rozsadek? Gdzie dbalosc o dobro
              malucha? Dochodze do wniosku, ze to lenistwo po prostu- cos jak z jazda samochodem po
              gazete....
              Ale niech im tam dzieci maja fajne, szczegolnie sliczne sa kiedy jedno z rodzicow jest
              orientalne.
              Pozdrawiam Alu, za dobre slowo dziekuje : )

              • Gość: halina Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 26.07.02, 17:04
                aniutek napisał(a):

                > Gość portalu: Ala napisał(a):
                >
                > >Napewno nie. Wyjelabym dzieciaka z samochododu
                > >
                > > i wziela po prostu na rece.
                A jadlas kiedys z dzieckiem na reku? Takim np. 6-ciomiesiecznym, ktore juz
                swietnie siega wszedzie lapami, a samo jeszcze nie siedzi (bo oczywiscie masz
                wysokie krzeselko, na ktorym mogloby siedziec)?
                Dosc czesto chodzimy do restauracji z nasza 16-miesieczna corka, staramy sie
                wybierac spokojniejsze i takie , w ktorych jest wiecej miejsca, i do niedawna
                prawie zawsze mielismy z soba wozek - najpierw, bo dziecko glownie spalo, a jak
                nie spalo, to wlasnie dlatego, ze naprawde ciezko sie je z dzieckiem na reku,
                potem zamiast krzeselka, bo niestety nie wszystkie restauracje w Polsce sa w
                takie krzeselka wyposazone, a z nieco starszym dzieckiem na reku je sie jeszcze
                ciezej (jesli wiedzielismy, ze gdzies krzeselka sa, to wozka przewaznie nie
                bralismy). Karmienie przy stole tez uskutecznialismy, moze masz u siebie jakas
                alternatywe, ale karmienie w ubikacji jakos do mnie nie przemawia.

                Pozdrawiam
    • Gość: agacz nie dajmy się zwariować IP: *.rzeszow-staszica.sdi.tpnet.pl 10.06.02, 23:14
      Punkt widzenia zależy niemal wyłącznie od punktu siedzenia. Dopóki nie zostałam
      mamą, właściwie nie cierpiałam dzieci i irytowały mnie one w miejscach typu:
      kawiarnia, kościół, autobus i wiele innych....Ale teraz mam już dziecko,
      zabieram go do kościoła (ma 17 miesięcy), dziecko żadnych większych brewerii
      nie wyprawia, choć to oczywiste, że nie stoi na baczność przodem do
      ołtarza...Do tej pory spotkałam się tylko z jedną reakcją nawiedzonej, chorej z
      nienawiści dewotki, która po mszy św., jak mój mąż już zabrał synka i wyszli z
      kościoła, a ja jeszcze zostałam - pogroziła mi z nienawiścią i pokazała ręką
      na obraz Jezusa Miłosiernego (że niby mnie ukarze, bo przyprowadzam małe
      dziecko do kościoła). Nie chcę nikogo urazić, ale przerażają mnie tacy ludzie,
      prawie się ich boję. Podobny jad sączy się też z waszych niektórych postów. No
      więc niech wam będzie: jestem zapatrzoną w swojego syneczka mamusią, kocham go
      i wychowuję tak jak umiem najlepiej.Amen.
    • Gość: kasia Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.06.02, 15:18
      Postaraj się o dziecko a twój punkt widzenia napewno się zmieni.
    • Gość: Liwia Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.uci.agh.edu.pl / *.odlew.agh.edu.pl 11.06.02, 15:30
      W ostatnią niedzielę byłam z małą w kościele. Siedziało
      sobie dziecko i śpiewało wtedy, kiedy śpiewali wszyscy,
      tylko po swojemu. Wtem usłyszałam "teatralny szept"
      pewnej starszej pani, jak to to się zachowuje. Nie
      powiedziałam pani "Miłuj bliźniego swego jak siebie
      samego" bo właśnie było kazanie...
      Oczywiście, jak mała zaczęła rozrabiać, to z nią wyszłam.
      To co, mam ją plastrem na przyszłość zaklejać?
      • Gość: Melba Pomieszanie z poplątaniem IP: *.chello.pl 11.06.02, 15:41
        Myślę, że ścierają się tu jednak 2 opcje, tak jak obawiała się Gosiecza,
        zakładająca ten wątek. Mamusie w większości szturmem rzuciły się na autorkę
        wątku, która jeszcze nieopatrznei wspomniała o posiadaniu psa, zaczął się temat
        kupek, kagańców itp., a przecież zupełnie nie o to chodziło. Można o tym
        podyskutować w osobnym wątku. Przytyki do Gosieczy są z reguły argumentowane
        tym, że sama nie ma dzieci. Zupełnie jakby ich posiadanie dawało jakąś ulgową
        taryfę w kulturze, obyciu, ogładzie.Przecież tu chodzi o kulturę, umiejętność
        współ - życia z innymi, dzieciatymi czy nie, posiadającymi psy, koty czy
        tresowane legwany.
        Oczywiście, że przegięciem są zachowania skrajne. Pani mamrocząca do córki
        Liwii czy wygrazająca dewotka z kościoła, to osoby tak samo nieprzystosowane
        jak nadmiernie pobłażliwe mamusie, pozwalające rozpieszczonym dzieciakom na
        wszystko. Ludzie, umiar i takt we wszystkim, to podstawa.
        • Gość: TEA Re: GOSIECZKA TO ROZPUSZCZONY BACHOR IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 11.06.02, 17:07
          Masz racje, dlatego nazywanie dzieci bachorami przez autorke watku uwazam za
          totalny brak kultury.
          • kini Re: GOSIECZKA TO ROZPUSZCZONY BACHOR 11.06.02, 17:11
            Gość portalu: TEA napisał(a):

            > Masz racje, dlatego nazywanie dzieci bachorami przez autorke watku uwazam za
            > totalny brak kultury.

            Są dzieci i bachory.
            • aniutek Re: GOSIECZKA TO ROZPUSZCZONY BACHOR 12.06.02, 04:11
              kini napisał(a):

              > Gość portalu: TEA napisał(a):
              >
              > > Masz racje, dlatego nazywanie dzieci bachorami przez autorke watku uwaza
              > m za
              > > totalny brak kultury.
              >
              > Są dzieci i bachory.

              ujelabym to inaczej- sa rodzice i debile a dzieci niczemu tu winne.
              pozdraw i zdrowego rozsadku zycze : )
              • Gość: MAGA Re: GOSIECZKA TO ROZPUSZCZONY BACHOR IP: *.waw.cdp.pl 12.06.02, 08:44
                aniutek napisał(a):

                > kini napisał(a):
                >
                > > Gość portalu: TEA napisał(a):
                > >
                > > > Masz racje, dlatego nazywanie dzieci bachorami przez autorke watku
                > uwaza
                > > m za
                > > > totalny brak kultury.
                > >
                > > Są dzieci i bachory.
                >
                > ujelabym to inaczej- sa rodzice i debile a dzieci niczemu tu winne.
                > pozdraw i zdrowego rozsadku zycze : )

                CO I DO WŁASCICIELI PSÓW SIE ODNOSI: SA WŁAŚCICIELE I DEBILE , A PIES NO CÓŻ TEZ
                STWORZENIE BOŻE.
    • Gość: if Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.com.pl / 10.16.25.* 18.07.02, 08:14
      No to ja też coś dorzucę. Na wstępie się przedstawię. Lat 26, nie mam dzieci,
      nie mam zwierząt.
      Teraz do rzeczy. Jestem wielką przeciwniczką zwierząt trzymanych w mieszkaniach
      w blokach, a więc i wszystkiego co się z tym wiąże. Jeśli pies isteniej to MUSI
      być wyprowadzany na smyczy i w kagańcu i nie ma tu żadnych ulg. Już wszystkie
      sąsiadki są uprzedzone, że jak się nie dostosują do tego to odpowiednie służby
      zabiorą im te stworzonka.
      PO drugie jestem również przeciwniczką rodziców wychowujacych swoje dzieci, a
      raczej dopuszczajacych do rozwydrzenia. Sama byłam grzecznym dzieckiem i jak
      siegnę pamiecią zawsze to co mówili rodzice to było dla mnie-dziecka święte.
      Owszem męczyło mnie stanie w kościele, w sklepie itd. Ale nigdy nie zdarzyło mi
      się biegać i krzyczeć po kościele bo wiedziałam że tak nie wolno, nie szarpałam
      mamy za spódnicę i nie ciągnęłam z wrzaskiem bo wiedziałam że tak nie wolno.
      Co sie teraz porobiło !!!
      W rodzinie mam tez nieżły przypadek. Już w tej chwili dziewczynka ma 9 lat.
      Jest niestety okaleczona przez rodziców i może być jej trudno w życiu. Dla mnie
      to jest niepojęte, to co oni robią a mianowicie u nich dziecko steruje życiem
      całej ich rodziny i wszystkimi gdzie się znajdzie. A zabieraja je wszędzie.
      Przykłady. Na na jakiejś imprezie śpiewano "stolat", dziecko z sąsiedniego
      pokoju przybiegło bo bardzo lubi to spiewać i jak po odśpiewaniu piosenki
      wszyscy zaczęli siadac za stołem, jak popadło w ryk i wszyscy musieli dalej
      śpiewać chyba z 15 min bo dziecko lubi. Jakaś paranoja. Oczywiście dziecko to
      jest głównym punktem na imprezach gdziekolwiek by to było. Wszyscy muszą
      słuchać co opowiada, jak śpiewa i patrzeć jak tańczy, wysłuchać nowych
      wierszyków. Dobija mnie to. Żeby to było przyjęcie dla dzieci rozumiem, ale nie
      imieniny ciotki czy parapetówka ! Poza tym wszystko co robią jest to również to
      co chce dziecko. Idą tam gdzie ono chce, jadą na wczasy gdzie dziecko wymyśli,
      jak ono nie chce wsiąść do autobusu to idą kawał miasta pieszo !!!! Takie różne
      przykłady można by mnożyć. Najgorsze jest to że rodzice nie zdają sobie z tego
      sprawy. Mnie rodzice też rozpieszczali ale w zupełnie inny sposób. Nie do
      pomyślenia było, że mama nie wchodzi do sklepu jak ma potrzebę bo dziecko nie
      chce. Ja nawet miałam zakaz krzyczenia z podwórka "mamo". Moja mama mówiła że
      jak coś od niej chcę to mam wejść na górę i powiedzieć a nie drzeć się w
      niebogłosy. Dzięki jej za to ze wychowała mnie na normalnego człowieka.
      • eremka Re: jak to jest z dziećmi i matkami? 18.07.02, 09:58
        Popieram w całej rozciągłości - ja tez byłam grzeczną dziewczynką, a teraz
        usiłuje wychowac mojego syna na grzecznego chłopczyka :)))
    • hokusai Re: jak to jest z dziećmi i matkami? 18.07.02, 10:18
      No to ja sie teraz rzuce w wiry dyskusji. Mam dziecko (na szczescie juz
      wieksze) i doskonale rozumiem autorke watku. I mam swoja zupelnie prywatna i
      wredna teorie na poruszony temat. Moim zdaniem tajemnica kryje sie w totalnym
      odkorowaniu rodzicow malych dzieci. A to odkorowanie jest wynikiem totalnego
      zmeczenia (brak snu, harowka przy malym ksieciu lub ksiezniczce). I wtedy te
      wyjscia do znajomych, na place zabaw etc sa jedynym wytchnieniem odkorowanych
      ze zmeczenia mamusiek, bo odpowiedzialnosc na dzieciatko przenosi sie na tez
      kolektyw. Ja chyba tez taka bylam
      Wyrodna Matka
    • Gość: rodzic Odizolować dzieci od społeczeństwa!!! IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 18.07.02, 14:29
      Stworzyć dla nich jakieś obozy, gdzie do czasu zdania egzaminu dojrzałości
      mogłyby uczyć się norm społecznych i tego, jak być niewidzialnym i
      niesłyszalnym dla innych. Albo na jakąś wyspę bezludną...
      Jest przecież taka instytucja jak Rzecznik Praw Obywatelskich i jeśli dzieci
      zakłócają wam święty spokój, do którego macie konstytucyjne prawo, to śmiało
      walcie do niego.
      Nic gorszego niż niedopieszczone stare panny, które wykrzywiają się na widok
      każdej uśmiechniętej buzi.
      Tolerujemy prawo do wszelkiej inności, natomiast dzieci, często trudne, z
      problemami, takiemu prawu nie podlegają. Dziecko to nie jest japońska zabawka
      albo komputerek, w którym wystarczy nacisnąć guziczek i się zamyka. Wiem coś o
      wychowaniu dzieci trudnych i dlatego proszę, by nie oceniać tego, o czym
      bladego pojęcia się nie posiada.
      Wielu z was wypowiada się jak ślepy o kolorach. Wielu też z was w przyszłości
      będzie miało pewnie okazję skonfrontować swe niedojrzałe poglądy z twardym
      życiem.
      Więcej życzliwości wam życzę i obyście mieli zawsze tylko takie problemy jak te!

      Sorry, ale szlag mnie trafił po przeczytaniu tego wątku. Gosiacza, to co piszę,
      nie jest adresowane wyłącznie do Ciebie! Pozdrówka dla psa!
      • agacz2905 Re: Odizolować dzieci od społeczeństwa!!! 18.07.02, 17:20
        Rodzic, masz dużo racji.Być może marne mam pojęcie o wychowywaniu dzieci (zwł.
        tzw.trudnych), ale zgadzam się z Tobą.A już na pewno z tym, że potrzeba dziś
        wszędzie więcej życzliwości i zrozumienia.Ja mam akurat sytuację odwrotną:
        stare baby, nie mające co robić, namiętnie gadają, plotkują, w porywach nawet
        drą się do (lub na-) siebie pod oknami mojego mieszkania (wszystkie trzy moje
        okna wychodzą na tą samą stronę).Budzą mojego małego synka, który śpi jeszcze w
        ciągu dnia.Na grzeczne zwrócenie im uwagi, że przecież można ciszej, można
        wejść do mieszkania i tam rozmawiać....itp. - święte oburzenie, no bo przecież
        nie ma ciszy nocnej!!Natomiast mój synek, owszem, bardzo sąsiadom przeszkadza,
        jak obudzony płacze.Bardzo bym więc sobie i innym życzyła: więcej życzliwości i
        zrozumienia na co dzień.No i fakt - to nie są wielkie problemy na tym
        świecie.Więcej dystansu.
      • Gość: anka Re: Odizolować dzieci od społeczeństwa!!! IP: 195.94.218.* 19.07.02, 14:09
        Ja skonfrontowałam swoje poglądy znacznie wcześniej niż ty, podejrzewam, bo
        moje dziecko ma prawie 12 lat. I to nie jest nagonka na dzieci, ale na
        rodziców, którzy z lenistwa/wygodnictwa albo pod wpływem dawno
        zdezaktualizowanych teorii wychowawczych po prostu puszczają swoje dzieci
        samopas, nie zwracają uwagi na żadne ich złe zachowanie, nie przyjmują żadnej
        krytyki pod swoim adresem. Rolą rodzica jest przygotowanie dziecka do życia w
        społeczeństwie, co za tym idzie wpojenie mu szacunku do otoczenia (ludzi,
        zwierząt, przyrody itd). Podobnie jak się uczy dzieko, że zabieranie komuś
        zabawek jest złe, tak powinno się uczyć również, że np. jeśli babcię boli
        głowa, to nie nalezy wypróbowywać nowej trąbki; jeżeli jest się u kogoś z
        wizytą, to się nie zagląda do cudzych szafek; jeśli rozmawiają dorośli, to się
        nie przerywa np. informacją o chęci zrobienia kupy itd. Ot, zwykła
        kindersztuba. I nie przemawiaja do mnie argumenty typu "małe dziecko", bo
        zazwyczaj rodzice traktują swoje dziecko jak małe zarówno wtedy, gdy ma dwa
        lata, jak i wtedy, kiedy ma osiem. A jeśli się nie zwraca uwagi na zachowanie
        dziecka jak jest małe, to te nawyki się utrwalają. DZIECI TRSZEBA WYCHOWYWAĆ W
        KAŻDYM WIEKU!
        • melanie Re: Odizolować dzieci od społeczeństwa!!! 19.07.02, 23:12
          to ma się zesrać? Wiadomo ile czasu dorosli będą jeszcze gadać? A już jezeli
          tematem jest wychowanie dzieci to napewno bardzo długo:))))))
          • Gość: anka Re: Odizolować dzieci od społeczeństwa!!! IP: 195.94.218.* 22.07.02, 11:39
            Wiesz, może jestem nienormalna, ale moja córka potrafiła się załatwić bez
            towarzystwa i wytrzeć sobie pupę, jak miała 4 lata, a niektórzy znajomi chodzą
            do toalety z 7-latkami i tego pojąć nie mogę. Że już nie wspomnę o tym, że
            dziecko może powiedzieć np. na ucho. Zresztą to był przykład, równie dobrze
            sprawa mogłaby dotyczyć czegoś zupełnie innego. Chodzi o fakt, że część dzieci
            z niewiadomych przyczyn jest wychowywana w sposób "nie kop pana, bo się
            spocisz". Z niektórymi moimi koleżankami rozmawiam wyłącznie jak są w pracy, bo
            nie mam ochoty wisieć pół godziny przy słuchawce, słuchając w tle opowieści
            dziecka. Mam przyjaciółkę, której zadanie jednego pytania przez telefon wygląda
            tak, że muszę wysłuchać przez kwadrans opowieści jej córki z podwórka (która
            mnie guzik obchodzi), oczywiście ona zawsze przeprasza, bo "wiesz, ona inaczej
            nie da nam porozmawiać". To jak to jest? Dzieci rządzą? Coś mi się zdaje, że to
            nie tak powinno wyglądać.
    • Gość: wojtek Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 20.07.02, 03:09
      do trzydziesti można uciekać przed Dziećmi ale po,będziesz za nimi goniła.
      • mamosz Re: jak to jest z dziećmi i matkami? 22.07.02, 23:24
        anka nic dodać noc ująć.W Polsce jest generalnie bałwochwalczy stosunek
        rodziców do dzieci a włąścicieli psów do psów.Czyli obie strony wykazują sie
        brakiem elementarnej kultury.Trzeba żyć tak,żeby mieć z tego przyjemność i nie
        dreczyć innych.Dla jasnosci mam 2-je dorosłych dzieci i 2 psy.
    • Gość: iwa Re: jak to jest z dziećmi i matkami? IP: *.uni / *.mzes.uni-mannheim.de 26.07.02, 19:05
      A ja bede swoje dziecko rozpieszczac. Nie bede wychowywac go na osobe zahukana,
      po to aby innym bylo dobrze. Chce aby zaznalo ono milosci i wyroslo na pewnego
      siebie czlowieka, ktory umie od czasu do czasu uzyc lokci i nie musi odczuwac
      zadnych kompleksow. Ja nie mowie o tym ze ma ono byc bezczelne i bez oglady,
      ale moje dziecko nie bedzie jadac odpadkow po doroslych.
      Moi rodzice wychowywali mnie tak, ze wiecznie musialam innym ustepowac, byc
      grzeczna i potulna. I tak bylo. Inni wykorzystywali moja ciepla i zahukana
      nature. Do czasu mojego wyjazdu do Niemiec. Ekstemalne warunki nauczyly mnie
      zycia i wiem ze nie polega ono na wiecznym ustepowaniu.
      Masz miekkie serce, musisz miec twarda duupe.
Pełna wersja