Go艣膰: dodo
IP: 209.226.65.*
06.06.02, 21:08
watek o homoseksualistach adoptujacych dzieci zrobil sie juz dlugi okropnie
a na jego koncu jest rowniez niezbyt krotki post opisujacy, co wedlug jego
autorki jest, a co nie jest rodzina.
tradycyjnie rzecz ujmujac - mama, tata, dzieci to rodzina. wszelkie inne
konfiguracje - podobno nie.
mysle sobie, ze to kompletnie nie przystaje do rzeczywistosci.
pomijam juz sama kwestie homoseksualistow adoptujacych dzieci, bo to raczej
przyszlosc w wiekszosci przypadkow a mnie tu bardziej interesuje
terazniejszosc.
to chyba zreszta nigdy nie przystawalo do rzeczywistosci, bo kobiety wychodzily
za maz wczesnie za starych mezczyzn, ci umierali, te kobiety znow wychodzily za
maz by czesto same umrzec w pologu, trafialy sie wojny i zarazy - uklady
wewnatrzrodzinne zmienialy sie i komplikowaly - nihil novi sub sole.
co dla was jest rodzina?
jaki uklad formalny spelnia wedlug was warunki bycia rodzina?
a dlaczego jakis uklad nie mialby byc rodzina?
pytam, bo mnie osobiscie wystarcza gdy co najmniej dwie osoby okresla siebie
jako rodzine. skoro tak czuja to fajnie - ja bede ich tak traktowac.
ale moze to tylko ja tak to widze?