Stary temat zdrady

IP: *.chello.pl 06.06.02, 21:50
Czy zdarzyło się Wam kiedyś zdradzić swojego mężczyznę z facetem, który ma żonę
i dzieci, tak żeby nikt się o tym nie dowiedział? I nie mieć potem wyrzutów
sumienia? Czy zdrada zawsze musi być zła?
Przepraszam, jeśli to pytanie już padło, lecz jestem pierwszy raz na tym forum.
    • Gość: Melba Re: Stary temat zdrady IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.06.02, 22:05
      Ale temat jest tu stary jak świat, może przejrzyj katalog forum, tu co 5 watek
      o zdradzie i niezłe emocje idą za każdym razem...
    • Gość: d Re: Stary temat zdrady IP: 134.65.105.* 07.06.02, 08:53
      zdrada to zrada. Najjaskrawszym najbardziej znanym przykladem jest zdrada Judasza.
      Tez zrobil to po cichu. Zdrada jest najwieksza podloscia jaka mozna wyrzadzic bliskiej osobie i
      jesli do niej dochodzi to na pewno zaufanie nie wroci. Mozna wybaczyc ale nie zapomniec.
      Podlosc.
      Juz nigdy obydwoje nie beda sobie bliscy. Moga ich trzymac razem wspomnienia lub dzieci ale
      nie wiara nie milosc nie zaufanie itd
      • Gość: grogreg Re: Stary temat zdrady IP: 212.160.165.* 07.06.02, 09:05
        Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.

        Dla zdradzajacych jest to zwykle odskocnia od monotonii trwalego zwiazku. Od taki incydencik na boczku.
        Co to komu zaszkodzi?
        I tak sie nikt nie dowie.
        A jesli nawet to przecierz on/ona mnie kocha i wybaczy.

        G.....o prawda !
        Tak jak piszesz to w zasadzie koniec. Nic juz nie jest takie jak przedtem.
        Nie ma zaufania, nie ma szacunku, nie ma nic.
        Mozna bez zalu odwrocic sie na piecie i pojsc kazde w swoja strone.
        • bukowski27 a propos judasza... 07.06.02, 09:41
          myslicie ze poszedl do nieba?
          • Gość: grogreg Re: a propos judasza... IP: 212.160.165.* 07.06.02, 13:01
            To zalezyjak spojzec na sprawe.
            Dla mnie Judasz byl ofiara przeznaczenia. Musial zdradzic bo tak mialo byc.
        • sonija Re: Stary temat zdrady 07.06.02, 10:58
          Teraz wiem na pewno, że ktoś kto zdradza też będzie zdradzony...a wtedy to jest
          początek końca. Życie lubi odpłacać pięknym za nadobne...
          Nawet jeśli nie masz wyrzutów sumienia i dobre samopoczucie to tylko kwestia
          czasu kiedy nadejdzie chwila rewanżu... forma moze być przeróżna ." Nosił wilk
          razy kilka, poniesli i wilka"
    • pletwa3 Re: Stary temat zdrady 07.06.02, 11:08
      Zdrada zawsze jest zła, oczywiście. Ale nie zawsze musi przesądzać o końcu czy
      nawet o pogorszeniu związku. Jeśli to rzeczywicie taki "incydencik" i ta druga
      strona o tym się nie dowie - to wszystko zostaje po staremu.
      Gorzej, gdy z incydenciku robi się coś większego, kiedy przestaje się panować
      nad uczuciami...Wtedy partner już coś wyczuwa, potem się dowiaduje, potem jest
      dramat, rozpacz, łzy i prośby o przebaczenie....Ale i wtedy jeszcze można coś
      uratować...jeśli się chce, oczywiście.
      W każdym razie - jeżeli to tylko "incydenciki" - to lepiej nie wiedzieć.
      • Gość: anE Re: Stary temat zdrady IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 07.06.02, 11:21
        powiadomienie partnera o tym, ze zostal zdradzony jest w pewnym sensie
        odciążeniem psychicznym dla osoby, która zdradziła - nie uważacie?! oczywiście
        w przypadku, kiedy osoba zdradzająca zaczyna tego żałować, żali się i teraz 2
        osoby już się zamartwiają i są pełne żalu.. jeżeli osoba zdradzona
        jest/albo:stara się być wyrozumiała, chce tej drugiej pomóc z tego wyjść i jej
        wybaczyć..
        nikomu nie życzę takich zmartwień

        ja uważam, że zdrada jest zła.

        nigdy też nie powinno się mówić 'nigy', bo nikt nie jest doskonały a tego, co
        będzie nie można przewidzieć.. choć ja myślę, że świadomość, niechęć wobec
        zdrady mogą być hamulcem
      • sonija Re: Stary temat zdrady 07.06.02, 11:23
        Nawet jeśli nasz partner się nie dowie to i tak zdrada ma wpływ na związek.
        Do wyskoków w bok mozna się na przykład przyzwyczaić i życie bez tego typu
        rozrywek staje się monotonne. Zgadzam się z opinią, że lepiej nie wiedzieć, bo
        jak się już wie to trzeba zająć jakieś stanowisko, a to może być przykre dla
        obu stron. Moim zdaniem zdrada niesie ze sobą samo zło, choś chwilowo nam jest
        miło i dobrze , czujemy się dowartościowani, atrakcyjni, przezywamy coś nowego,
        innego...teraz wiem..., że nie warto !!!
        • Gość: sagan Re: Stary temat zdrady IP: *.desy.de 07.06.02, 11:52
          sonija napisał(a):

          > Nawet jeśli nasz partner się nie dowie to i tak zdrada
          > ma wpływ na związek.

          niekoniecznie.
          wydaje mi sie, ze takie bardzo bialo-czarne spojrzenie
          nie zawsze musi byc prawdziwe. zycie sie roznie uklada i
          czesto ciezko soebie wyobrzic jakas sytuacje, jesli sie
          jej nie przezyje.
          czasami zdrada moze pozwolic scementowac zwiazek, bo
          uswiadomi komus, jak bardzo jego partner/partnerka jest
          dla niego wazna i jaka glupota jest zdradzac.

          nie wyobrazasz sobie takiej sytuacji?
          a ja owszem
      • Gość: sagan Re: Stary temat zdrady IP: *.desy.de 07.06.02, 11:27
        zgadzam sie, ze gdy zdrada jest tylko incydentem i nie
        ma znaczenia, to nigdy sie nie powinno o niej
        "powiadamiac". oczywiscie nie mam na mysli sytuacji,
        gdy "cala wies" wie, ze ktos ma kochanke, oprocz
        partnera tej osoby... wtedy to tylko kwestia czasu.

        ja ZAWSZE powtarzam mojemu ukochanemu, ze gdyby
        zdarzylo mu sie mnie zdradzic na zasadzie incydentu
        albo "przypadku", to zeby NIGDY mi o tym nie mowil!
        nie mam pojecia, jakbym zareagowala, gdybym sie
        dowiedziala, i nie chce byc wystawiana na taka probe!
        o ile jego stosunek do mnie sie nie zmienia - nie chce
        wiedziec!
        powtarzam - mowie o INCYDENCIE

        wydaje mi sie, ze cos jest w powiedzeniu:
        czego oczy nie widza, tego sercu nie zal.

        • pletwa3 Re: Stary temat zdrady 07.06.02, 11:35
          Gość portalu: sagan napisał(a):

          > nie mam pojecia, jakbym zareagowala, gdybym sie
          > dowiedziala, i nie chce byc wystawiana na taka probe!
          > o ile jego stosunek do mnie sie nie zmienia - nie chce
          > wiedziec!
          > powtarzam - mowie o INCYDENCIE
          >
          > wydaje mi sie, ze cos jest w powiedzeniu:
          > czego oczy nie widza, tego sercu nie zal.

          Dokładnie tak samo uważam! Dlatego dziwię się np. osobom, które śledzą swojego
          partnera, grzebią w jego rzeczach, przeglądają spis telefonów w komórce - często
          nawet bez konkretnego powodu. A jak coś znajdą??? Ups! Robi się afera, a może
          niepotrzebnie, a może wszystko przeszłoby bez echa....

          • Gość: sagan Re: Stary temat zdrady IP: *.desy.de 07.06.02, 11:44
            pletwa3 napisał(a):


            > Dokładnie tak samo uważam! Dlatego dziwię się np.#
            > osobom, które śledzą swojego partnera, grzebią w jego
            > rzeczach, przeglądają spis telefonów w komórce - częst
            > o nawet bez konkretnego powodu. A jak coś znajdą???
            > Ups! Robi się afera, a może niepotrzebnie, a może
            > wszystko przeszłoby bez echa....

            problem pojawia sie wtedy, gdy JEST jakies podejrzenie...
            wtedy nie wiem, co bym zrobila... ale powtarzam -
            KONKRETNE podejrzenie, jak tajemnicze znikanie pieniedzy
            czy cos takiego.

            ja tez uwazam, ze nie nalezy wywolywac wilka z lasu.
            jesli mam jakies "klopotliwe" pytanie, to najpierw sie
            zastanawiam, co bedzie dla mnie oznaczala odpowiedz taka
            badz inna. jesli dochodze do wniosku, ze zadna mi sie nie
            podoba, lub ze jedna bardzo mnie zrani, a druga nic do
            sprawy nie wniesie, to po prostu pytania nie zadaje!
            mozna wdepnac w bagno bez powodu i do konca zycia sobie
            potwarzac: jejku, wszystko bym oddala, zeby tylko NIE
            wiedzic... a dowiedzialas sie przez wlasne wscibstwo...

            • sonija Re: Zdrada - scementowaniem zwiazku...!!!! 07.06.02, 12:10
              Możemy sobie dywagować przyjmujac rózne opcje i zgadzam się że nie a czarnego i
              białego...kazdy przypadek może być inny, bo kazdy człowiek jest inny...
              Ja piszę o tym , co sama przeżyłam, co sama czuję. W moim przypadku też
              wydawało mi się, że mój zwiazek jest "scementowany zdradą"...ale po jakims
              czasie wszystko zaczęło wygladać innaczej...przyszły frustracje, rozmyslania,
              jak to właściwie jest ? Czy skoro ja dałam się "ponieść emocjom" to dlaczego ma
              tego nie robić ON ? Czy jeszcze kocham GO skoro ciagnie mnie do innych ?
              Zaczęłam zauważać pewne nowe zachowania z mojej strony w stosunku do Niego...
              Wszystko się rozwaliło !!!!
              • Gość: sagan Re: Zdrada - scementowaniem zwiazku...!!!! IP: *.desy.de 07.06.02, 12:12
                kazdy czlowiek jest inny i kazdy zwiazek jest inny!
                ja osobiscie NIE popieram zdrady, ale nie sadze
                rowniez, ze zdrada zawsze rozwala zwiazek!

                przykro mi, ze Ciebie spotkal zly przyklad :(
                zycze szczescia na przyszlosc :))

                po prostu zycie jest okrutnie szare, jesli nie zalozymy
                tych rozowych okularow :))
                okulary na nos! :)
                • pletwa3 Re: Zdrada - scementowaniem zwiazku...!!!! 07.06.02, 12:28
                  Właśnie u mnie było odwrotnie jak u Sonji - był szalony, ale krótki romansik,
                  po którym uświadomiłam sobie na nowo jak bardzo kocham mojego męża. A przeżycie
                  tej przygody jakoś mnie podbudowało - umocniłam trochę nadwątloną wiarę w
                  siebie, w swoją atrakcyjność, pobujałam w obłokach, oderwałam się od
                  rzeczywistości - ale lądowanie było przyjemne, tak jak przyjemnie wraca się do
                  domu po podróży. Mój mąż oczywiście się nie dowiedział.
                  Mile wspominam tamte chwile, ale nie tęsknię do nich, ani nie chcę tego
                  powtarzać. Po prostu - było, minęło, życie toczy się dalej. Być może gdybym
                  wtedy zabroniła sobie tego ekscesu, miałabym teraz poczucie, że coś mnie
                  ominęło, coś straciłam? A tak to wiem - spraawdziłam na własnej skórze, że
                  bujanie bujaniem, ale naprawdę, jedynie i na zawsze kocham tylko mojego męża.
    • Gość: jacek84 Re: Stary temat zdrady IP: 2.4.STABLE* / 192.168.3.* 07.06.02, 12:06
      Trzeba najpierw napisać definicje zdrady; wg. mojego
      odczucia, zdrada jest wtedy, jeśli współmałżonek pakuje
      swoje manatki do walizki i na zawsze odchodzi do innej
      osoby. W każdym innym przypadku jest to chwilowa zmiana
      partnera. Jest wiele osób, którzy potem mają różne
      wyrzuty sumienia a są i tacy, którym taka zmiana
      wychodzi na dobre. I jeszcze więcej kochają swoją żonę
      lub męża.
      Kierowanie się uczuciem i miłością jest bez sensu,
      dlatego, że natura człowieka nie jest stabilna i w tym
      temacie jedynie oszukujemy siebie.
      Mam już ponad 70 lat i też kiedyś myślałem inaczej,
      jednak życie zweryfikowało moje uczucie i miłośc. Potem
      pozostaje jedynie bagaż wspólnie przeżytych lat,
      wyrozumiałość i szacunek. Nawet Mickiewicz dość często
      wspomina o miłości a właściwie, że jej nie ma. To samo
      Ghete, Goya i wielu zacnych poetów i malarzy, których
      trudno posądzać o brak uczucia.
      • zlotyrybek Re: Stary temat zdrady 07.06.02, 12:10
        Zgadzam się. Dla mnie zdradą nie będzie "wyskok" mojego męża. Problem się
        zacznie gdy on się zakocha. To jest zdrada. Jeśli tylko się z kimś prześpi -
        nie ma problemu, tylko żeby czego do domu nie przyniósł.
        Nie wybaczę tylko zdrady w sercu.
        • Gość: noe Re: Stary temat zdrady IP: *.szcz.gazeta.pl 07.06.02, 12:24
          Ja zdradzilam mojego meza, gdy moja milosc do niego sie wypalila. Nie myslcie
          tylko ze od razu. Dlugo probowalam odbudowac nasz zwiazek, ale do tego sa
          potrzebne dwie osoby, niestety. Poznalam Jego i zakochalam sie bez pamieci (
          byc moze bylam tak spragniona tego uczucia i bliskosci)
          I powiem Wam, ze jezeli zdrada nie jest czyms przypadkowym i lekkomyslnym, to
          bardzo boli rowniez te strone, ktora zdradza.
    • Gość: sylwia Re: ja widzę to tak... IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 07.06.02, 12:15

      Zdrada jest okrutna, zła, podła, niszcząca etc.

      Jak moge zdradzic swego męża/żonę, skoro nadal go/ją kocham ???
      Nie zdradzę, bo nie czuje nawet takiej potrzeby.

      Jeżeli istnieję w związku, lecz nie ma w nim miłości, szacunku,
      trzyma nas tylko wspólny dach na głową, to skoki na boki
      sa zdradą?




      • mindo Re: ja widzę to tak... 07.06.02, 12:21
        Trzeba odróżnić zdradę emocjonalną (uczuciową) od zdrady fizycznej (cielesnej).
        Mężczyźni często zdradzają swe partnerki ale tylko w sensie fizycznym. Ot,
        takie sobie urozmaicenie życia w spedzeniu paru miłych chwil z atrakcyjną
        kobietą. Ni ma to nic wspólnego z prawdziwą i dużo gorszą zdradą jakia wiąże
        się z zakochaniem w obcej osobie, gdzieś na boku. Dopiero wtedy pojawiają się
        prawdziwe kłopoty i dopiero wtedy jest to zdrada w prawdziwym znaczeniu tego
        słowa.
        • sonija Re: do Płetwy , 07.06.02, 12:57
          Jeszcze nie wiesz jak potoczy się los Twojego związku....ja wtedy też myslałam
          tak jak Ty ...dokładnie jota w jotę...wróciłam do domu, odczucia w stosunku do
          Niego mialam zaupełnie takie same, jakie Ty opisałaś. Nie miałam wyrzutów
          sumienia. Minęły 3 lata i całkiem niedawno zorientowałam się, że On zupełnie
          przestał interesować się mną, dzieckiem, naszym domem....jakby zerwał się
          kontakt. Do dziś nie wiem, czy powodem jest (czy była)jakaś Ona ... za rękę Go
          nie złapałam (a może nie chcę wiedzieć), ...ale teraz zadaję sobie pytanie: jak
          ja mam wymagać od Niego wierności i uczciwości skoro sama jestem nie w
          porzadku ? czy to jakaś kara za moje postępowanie w przeszłości, skoro ja
          mogłam to zrobić to dlaczego On nie może ? To bardzo boli...
          • pletwa3 Re: do Sonji 07.06.02, 14:01
            Tamta sytuacja miała miejsce ponad 6 lat temu. Na szczęście nic w naszym
            związku się przez ten czas nie zmieniło na gorsze. Nie wiem czy gdybym miała
            powody do podejrzeń o zdradę to reagowałabym tak jak Ty. Teraz wydaje mi się,
            że nie mieszałabym tego co ja - kiedyś, przez chwilę - zrobiłam, z tym co robi
            on - tu i teraz. Ale może to wynika z mojego trochę wrednego charakteru - lubię
            się wybielać i spychać winę na niego, a także stosowania "filozofii Kalego" -
            zły uczynek: ktoś ukraść Kalemu krowy, dobry uczynek:Kali ukraść komuś krowy ;))
            W każdym razie do tej pory - odpukać - nie mam wyrzutów sumienia, ani mnie
            tamta sprawa nijak nie zaprząta.
            • sonija Re: do Sonji 07.06.02, 15:46
              no to masz szczęście... ja czuję się winna obecnej sytuacji. Jest jeszcze ciąg
              dalszy tej sprawy. Moze to zabrzmi jak z telenoweli, ale tak się stało....otóż
              tamten facet jest żonaty. Jego żona niestety zorientowała się, że jej mąż
              spotyka się z kimś innym (czytywała nasze SMS-y !)i teraz dowiedziałam się, że
              oni się rozwodzą...wiem, że nie jest to może bezposrednia przyczyna ale na
              pewno świadomość, że maż interesuje się inną miała wpływ na jej decyzje o
              rozwodzie....zdrada zatacza ogromne kręgi...i godzi nie tylko w jedną stronę!!!
              Lecę już, do wtorku ( w pn jestem bardzo zajeta!!!)
              pozdrawiam
              S.
    • Gość: ata Re: Stary temat zdrady IP: *.1praca.gov.pl 07.06.02, 12:49
      Tak jak pisze Sonija... No, dopiero, kiedy teraz zostałam zdradzona,
      zrozumiałam, co wyrządziłam pewnemu człowiekowi. Można mówić "podłość",
      "okrucieństwo", e tam, żadne słowo nie określi tego, czym jest zdrada.
      • bukowski27 troche mnie dziwia co poniektore dywagacje... 07.06.02, 14:06
        nie rozumiem jaki jest sens bycia w zwiazku z kims kogo zdradzam/kto mnie
        zdradza... no nie rozumiem... po co mi towarzystwo kogos kogo nie kocham?
        • pletwa3 Re: troche mnie dziwia co poniektore dywagacje... 07.06.02, 14:17
          bukowski27 napisał(a):

          > nie rozumiem jaki jest sens bycia w zwiazku z kims kogo zdradzam/kto mnie
          > zdradza... no nie rozumiem... po co mi towarzystwo kogos kogo nie kocham?

          Myślę, że ta dyskusja dotyczy raczej sytuacji, gdy się kogoś zdradza (fizycznie)
          MIMO kochania go. Nie zawsze jest tak, że "kocham" = "nie zdradzam". Oczywiście
          można dyskutować, czy to jest w porządku czy nie, ale nie wypowiadaj się tak od
          razu "czarno-biało", bo to różnie w życiu bywa....

          • Gość: d nie ma zdrady bo nie ma milosci IP: 134.65.105.* 07.06.02, 16:16
            czasem mysle jak to jest z mezami tych pan z agencji tow. Czy oni sa zdradzani ? a moze tylko
            ich zony sa w pracy? w koncu to nic takiego - nie ma przeciez zdrady emocjonalnej.
            A tacy mezowie sa i wiedza gdzie ich zony pracuja. Wazne aby taka zona nie przywlokla czego
            do domu albo nie zdradzila emocjonalnie ...
            nie mysle aby kobieta umiala kochac. Kobieta tylko sie sprzedaje i angazuje w uklad
            (inwestuje) Calosc okryta jest magicznym slowem milosc. Caly czas wabi i wabi i wszystko
            wokol tego sie kreci:
            ubiory, makijaze, bizuteria fryzjerzy itd itd
            wazne aby wabic - czasem nawet cudzego meza. Cena nie gra roli a my faceci za to placimy.
            i na tym to polega
        • Gość: ata Re: troche mnie dziwia co poniektore dywagacje... IP: *.pierwszapraca.gov.pl 07.06.02, 16:06
          a ja pytałam o uczucia tej zdradzonej osoby... wiesz coś o tym?
    • maly.ksiaze Logika cudzoloznikow? 07.06.02, 16:39
      Wydaje mi sie taka: zdrada - to wcale nie problem. Problemem jest, gdy sie
      maz/zona dowie. Czyz nie tak?
      • Gość: ata Re: Logika cudzoloznikow? IP: *.1praca.gov.pl 07.06.02, 16:45
        trafne. nie było dla mnie problemem, gdy sama zdradzałam. problem powstał, gdy
        dowiedziałam się, że zostałam zdradzona. pisałam już - dostałam wielką lekcję
        pokory, bo wiem, co robiłam innym.
      • suzume Re: Logika cudzoloznikow? 07.06.02, 16:46
        maly.ksiaze napisał(a):

        > Wydaje mi sie taka: zdrada - to wcale nie problem. Problemem jest, gdy sie
        > maz/zona dowie. Czyz nie tak?

        ciekawe cosię dzieje, kiedy taki pacjent odkrywa, że sam też jest zdradzany...
        • Gość: ata Re: Logika cudzoloznikow? IP: *.mpips.gov.pl 07.06.02, 16:52
          wtedy właśnie ma problem :-) tak jak ja :-)
          • suzume Re: Logika cudzoloznikow? 07.06.02, 16:58
            Gość portalu: ata napisał(a):

            > wtedy właśnie ma problem :-) tak jak ja :-)

            sorki, po prostu wysłałaś posta 30 sekund wcześniej :-)

Inne wątki na temat:
Pełna wersja