marida11
26.02.05, 20:06
mowi sie ze niby zawsze sie placi za cudza krzywde
czy tak jest ?
i kto placi za czyja ?
moja milosc mnie oszukala, nie przyznal sie ze jest zonaty, zakochalam sie,
potem uwierzylam mu w tlumaczenie ze to dla dziecka, a zony nie obchodzi co
on robi dopoki daje kase. w malzenstwie zyli obok siebie a nie z soba, ale
mieszkali razem. mnie obiecywal cuda. prosilam zdecyduj sie bo nie chce
krzywdzic twojej rodziny. nasz zwiazek trwal trzy lata zanim wniosl sprawe o
rozwod, gdy zazadalam ostatecznego okreslenia sie co dalej. kolejne dwa trwal
rozwod. gdy zalatwil formalnosci- nagle skonczylo sie. ze strachu przed
kolejnymi obowiazkami wycofal sie z naszego zwiazku, i zwial w nowe
niezobowiazujace znajomosci, zamilkl, przestal sie kontaktowac. teraz dobrze
sie bawi, do mnie nawet nie odezwie. przez rok dochodzilam po tym do siebie,
nie chce mi sie zyc.
i mysle teraz za co mnie to spotkalo ? za milosc ? za naiwnosc ? za wiare w
drugiego czlowieka ? za troszczenie sie o jego dobro ?
stracilam kilka lat zycia. bardzo waznych lat.
lat w trakcie ktorych mialam poznac przyszlego meza, zalozyc rodzine, urodzic
dzieci.
teraz na dzieci za pozno. tyle czasu marzylam o dziecku... a teraz jestem za
stara.
porzadnego faceta ze swieca szukac.
skazalam sie na samotnosc bo zakochalam sie nie w tym co trzeba.
dlaczego ja.