Gość: laura
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
08.03.05, 14:22
Słuchajcie...czy moglibyście mnie sprowadzić na ziemię, jezeli zle cos
zrozumialam? Albo uszczesliwic, jezeli dobrze ;) Ale do rzeczy...
Klasyka: poznalam go przez internet ponad 3 lata temu. Mieszka bardzo daleko,
wiec jakos tak wyszlo, ze nie spotkalismy sie od razu tylko spedzalismy
dlugie godziny na gg i telefonie. Kilka miesiecy. Bylo bardzo milo, bardzo
sympatycznie, planowalismy spotkanie, on byl swiezo po rozstaniu... A potem w
jego zyciu zaczely sie klopoty, powazne klopoty ze zdrowiem, w konsekwencji
podupadla jego firma, duzo stacil. Kontakt sie rwal, rozmawialismy np. raz na
2 miesiace. Ale ja nie chcialam, zeby sie urwal, wiem, ze on tez. Wygladalo
to tak, ze udalo nam sie czasami porozmawiac, pytalam co u niego, chcialam go
jakos podtrzymac na duchu, potem znow kilka miesiecy przerwy. Jedna taka
przerwa trwala prawie 8 miesiecy.
Mialam jego adres domowy, wiec w pewnym momencie postanowilam wyslac list.
Potem nastepny..potem jeszcze jeden, z dolaczonym malym drobiazgiem, zeby
wiedzial, ze o nim mysle i zycze mu wszystkiego co najlepsze. Te listy ma do
dzisiaj i wiem, ze sa dla niego bardzo wazne...Zreszta mowil o nich gdy tylko
znow jakims cudem udalo nam sie skontaktowac.
Kilka miesiecy temu zaczelo sie juz u niego bardziej ukladac, czuje sie
lepiej, wrocil do pracy, znow mamy staly kontakt. Ale teraz
jest..inaczej...Uslyszalam, ze jest mi bardzo wdzieczny, ze przez te
wszystkie miesiace choc troche o nim myslalam i ze nigdy nie poznal przez
internet kogos tak wyjatkowego (banal, prawda?). I ze bardzo chce mnie w
koncu spotkac. Ja rowniez bardzo chce, po tylu latach bardzo chce. Z tym, ze
on powiedzial cos jeszcze, niby przypadkiem, ale napisal kiedys 'Ciebie nie
mozna nie kochac...'. Boze, nigdy go nie spotkalam, znamy sie z rozmow i
zdjec...ale gdyby byl mi obojetny, to raczej nie stawalabym przez te lata na
uszach, zeby sie z nim skontaktowac, dowiedziec sie co u niego...Aha, i on ma
30 lat, zeby byla jasnosc, wiec to chyba nie jest jakies szczeniackie
rzucanie slow na wiatr.
Wiem, ze czasami sie z kims spotyka (ma konto na jednym z tych randkowych
portali), ale tlumaczyl mi juz nie raz, ze po tych latach ja i one...ze tego
absolutnie nie mozna porownywac, a on po prostu czasem z kims idzie na kawe.
Na chwile obecna zaczelam bac sie tego spotkania...jestem dokladnie taka
sama, jaka mnie przez te lata poznal, to ja napisalam te wszystkie listy, ale
boje sie, ze jednak ma inny obraz mnie i sie rozczaruje...a nie chcialabym,
bo nie jest mi chyba do konca obojetny, choc ja tego nie nazwalam tak wprost
jak on...
Ale moze to wszystko mi sie wydaje? Napisal to slowo 'kochac' o tak, dla
zabicia czasu i to zupelnie nic nie znaczy? Ale to nie jest mezczyzna
rzucajacy slowa na wiatr...Czy 30-latek po przejsciach moglby sie zakochac
przez internet???