przygody na pielgrzymkach

20.06.02, 07:40
jedna z kolezankem przypomniala o pielgrzymkach i usmiechnalem sie, bo
przypomnialy mi sie pewnie "erotyczne historie" jakie mialy miejsce podczas
pielgrzymki na ktorej bylem daaaaaaaaaaaaaannnnnoooo,

czy wy tez pielgrzymowaliscie? jakies ciekawe historie opowiecie?
    • Gość: Mia Re: przygody na pielgrzymkach IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 20.06.02, 07:49
      tuli_pan napisał(a):

      > jedna z kolezankem przypomniala o pielgrzymkach i usmiechnalem sie, bo
      > przypomnialy mi sie pewnie "erotyczne historie" jakie mialy miejsce podczas
      > pielgrzymki na ktorej bylem daaaaaaaaaaaaaannnnnoooo,
      >
      > czy wy tez pielgrzymowaliscie? jakies ciekawe historie opowiecie?

      ja nie pielgrzymowałam (za duży cynik był zawsze ze mnie), ale mój kolega poznał
      tam swoją żonę. Pobrali sie parę tygodni później, bo po pielgrzymce okazało się,
      że ona jest w ciąży. I jak tu nie byc cynicznym...
      • lyche1 Re: przygody na pielgrzymkach 20.06.02, 07:55
        Ja również nie chodziłam na pielgrzymki. Równolegle chodziłam na rajdy i obozy
        wędrowne. Dużo wększa frajda. Przez to że nikt na nas nie wymuszał
        odpowiedniego zachowania - żadnych ekscesów seksualnych nie pamiętam.
        Oczywiście były pierwsze miłości i "wieczory o poranku" ale nikt z brzuchem z
        takich wyjazdów nie wrócił. Za to ułożyło się kilka fajnych małżeństw.
        • agniecha27 Lyche 20.06.02, 08:53
          Ja też jeździłam na obozy harcerskie... pamiętam te rozgwieżdżone noce... ech
          Ale mam wrażenie, że to było takie niewinne (bo ja małolata wtedy byłam) i
          romantyczne...
      • goga.74 Re: przygody na pielgrzymkach 20.06.02, 10:22

        > ja nie pielgrzymowałam (za duży cynik był zawsze ze mnie), ale mój kolega pozna
        > ł
        > tam swoją żonę. Pobrali sie parę tygodni później, bo po pielgrzymce okazało się
        > ,
        > że ona jest w ciąży. I jak tu nie byc cynicznym...

        Moja znajoma tez w krotkim czasie po pielgrzymce wyszla za maz. Przed oltarzem
        bylo ich troje...

        • bukowski27 jak to ich troje...? 20.06.02, 10:27
          spiewali w kosciele?
    • sonija Re: przygody na pielgrzymkach 20.06.02, 08:49
      Tuli Pan ..opowiedz nam o tym...
    • ignatz Re: przygody na pielgrzymkach 20.06.02, 10:50
      Byłem na pielgrzymce 4 razy i to w tym najbardziej cielęcym wieku. Oj, działo się, działo...
    • Gość: renia Re: przygody na pielgrzymkach IP: *.ath.spark.net.gr 21.06.02, 07:01
      Jeszcze nie widzialam bardziej tendencyjnego wątku. Podnieca Was to czy co? No
      bo tak: nikt nic ciekawego nie opowiedzial, wszyscy wiedza ze na
      pielgrzymkach "cos sie dzieje" (zero konkretow), ktos wraca w ciazy (cuda na
      kiju, naprawde), w ogole tylko piszczec..... Żenada.
      • Gość: Gucwa Re: przygody na pielgrzymkach IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 21.06.02, 08:45
        renia nadajesz z radia maryja????? rzecz powszechnie znana, że oprócz
        stetryczałych dziadków i babć, chodzi na nie młodzież, która często pod kloszem
        jest trzymana no i na tekiej pielgrzymce sobie szaleje.....
      • tuli_pan Re: przygody na pielgrzymkach 21.06.02, 08:58
        Gość portalu: renia napisał(a):

        > Jeszcze nie widzialam bardziej tendencyjnego wątku. Podnieca Was to czy co? No
        > bo tak: nikt nic ciekawego nie opowiedzial, wszyscy wiedza ze na
        > pielgrzymkach "cos sie dzieje" (zero konkretow), ktos wraca w ciazy (cuda na
        > kiju, naprawde), w ogole tylko piszczec..... Żenada.


        jezeli dla ciebie to zenada to ty napisz jakies konkrety
    • spacja oaza 21.06.02, 09:13
      Ja na pielgrzymce nigdy nie byłam, raz jednak wpadłam na genialny pomysł i
      pojachałam z moimi dwoma koleżankami na oazę (miałyśmy wtedy jakieś 16 lat).
      Było upalnie, obóz nad jeziorem, a nam kazano chodzić w długich spódnicach lub
      w długich spodniach, bluzkach z rękawami i zabroniono kategorycznie wchodzenia
      do wody. Po południu oświadczono nam, że od godz. 18 do śniadania nie wolno nam
      będzie rozmawiać, więc chwyciłyśmy nie rozpakowane jeszcze plecaki i nikomu nic
      nie mówiąc wymknęłyśmy się z obozu i wróciłyśmy do domu. A wiecie co było
      najlepsze? Nikt z tej oazy nawet nie zadzwonił do naszych rodziców, żeby
      spytać, czy wróciłyśmy do domu (mieli nasze adresy, telefony itp.). Pewnie
      uznali nas za szatańskie pomioty.....
      Czy ktoś zaszedł w ciążę, nie wiem, bo byłam za krótko, ale niewykluczone, hi hi
      • Gość: Liwia Re: oaza IP: *.uci.agh.edu.pl / *.odlew.agh.edu.pl 21.06.02, 10:11
        Wiele razy byłam na oazie i jako uczestnik i jako
        opiekun. Jeśli ktoś traktował taki wyjazd wyłącznie w
        kategoriach wyrwania się z domu to nic dziwnego, ze
        zaraz uciekał. Ja tam nie pamiętam, żeby był przymus
        chodzenia w spódnicach i bluzkach z długimi rękawami.
        Za to dużo fajnych ludzi spotkałam. I najważniejsze -
        każdy był akceptowany, a nie jak na koloniach (też
        bywałam) robiły się kliki: z tymi się bawimy, a z tymi nie.
        • spacja Re: oaza 21.06.02, 11:04
          Gość portalu: Liwia napisał(a):

          > Wiele razy byłam na oazie i jako uczestnik i jako
          > opiekun. Jeśli ktoś traktował taki wyjazd wyłącznie w
          > kategoriach wyrwania się z domu to nic dziwnego, ze
          > zaraz uciekał. Ja tam nie pamiętam, żeby był przymus
          > chodzenia w spódnicach i bluzkach z długimi rękawami.
          > Za to dużo fajnych ludzi spotkałam. I najważniejsze -
          > każdy był akceptowany, a nie jak na koloniach (też
          > bywałam) robiły się kliki: z tymi się bawimy, a z tymi nie.

          Czyli dziewczyny mogły chodzić w upalne dni w krótkich spodenkach i w koszulkach
          na ramiączkach?? (oczywiście nie na msze, tylko podczas innych zajęć). A czy nie
          było narzucane milczenie, itp? Może rzeczywiście potraktowałyśmy wyjazd na oazę
          jako fajną formę spędzenia wakacji - ale czy to źle?? Czy nie powinno tak być? Na
          pewno skutecznie się zniechęciłyśmy do tego typu imprez.


          • Gość: Liwia Re: oaza IP: *.uci.agh.edu.pl / *.odlew.agh.edu.pl 21.06.02, 11:50
            spacja napisał(a):


            >
            > Czyli dziewczyny mogły chodzić w upalne dni w krótkich
            spodenkach i w koszulkach
            > na ramiączkach?? (oczywiście nie na msze, tylko podczas
            innych zajęć).

            A chodziły.
            >A czy nie było narzucane milczenie, itp? Może
            >rzeczywiście potraktowałyśmy wyjazd na oazę

            Było, bo to była forma ćwiczenia własnej woli.

            > jako fajną formę spędzenia wakacji - ale czy to źle??
            Czy nie powinno tak być?

            Tak powinno być, ale niekoniecznie na rekolekcjach
            oazowych bo one mają trochę inny charakter.
            Moja siostra też była tylko raz i wróciła z niesmakiem.
            To nie jest impreza dla każdego typu ludzi.
            >Na pewno skutecznie się zniechęciłyśmy do tego typu imprez.

            I masz do wyboru setki innych. Oaza jest bardzo
            specyficzna formą spędzania wakacji. Mnie akurat
            odpowiadała, bo taki mam charakter. Jak komuś nie
            odpowiada to nie am tragedii. To tak samo jakby
            wielbiciel sportów ekstremalnych wyjechał na wakacje z
            kółkiem szachowym.
            A propos podtekstów erotycznych. Znam wiele małżeństw,
            które poznały się w takich warunkach. I dobrze im ze sobą.

            • spacja Re: oaza 21.06.02, 12:20
              Jeśli chodziły "krótko" ubrane, to fajnie miały, bo nam nie pozwolono. Na kąpiele
              w jeziorze nie pozwolono nie ze względów np. bezpieczeństwa, ale dlatego, żebyśmy
              nie siali zgorszenia w strojach kąpielowych i dla samoumartwiania się. A przecież
              to była oaza dla młodzieży szkolnej!!
              Mówisz że takie milczenie to ćwiczenie silnej woli - no właśnie: WOLI!! Czyli
              trzeba CHCIEĆ milczeć, żeby to miało sens. Nas po prostu poinformowano o ZAKAZIE,
              nikt się o zdanie nie pytał.
              W ogóle nikt nas nie poinforował, co nas czeka na takiej oazie, gdy się na nią
              zapisywałyśmy i nikogo nie obchodziło, że z niej nawiałyśmy.
              Jasne, że są ludzie, którym odpowiadają takie imprezy, ale ja się
              bardzo "zniesmaczyłam", również w stosunku do księży i zakonnic w ogóle. Jeśli
              moje dziecko kiedykolwiek będzie chciało pojechać na oazę, bardzo szybko i
              skutecznie wybiję mu to z głowy.
              • spacja Re: oaza 21.06.02, 12:28
                Acha, jeszcze a propos akceptacji: inni, doświadczeni już uczestnicy, patrzyli na
                nas jak na UFO, uśmiechali sie pobłazliwie, a w czasie spotkań usiłowali brać nas
                na siłę za rękę - to ostatnie było OBRZYDLIWE. A na kolonie jeżdziłam wiele razy,
                było super i nie zauwazyłam jakichś szczególnych antagonistycznych podziałów
                między dzieciakami.
              • Gość: Liwia Re: oaza IP: *.uci.agh.edu.pl / *.odlew.agh.edu.pl 21.06.02, 12:41
                Nihil novi sub sole.
                Są różni ludzie, jak i różni księża itp. Ja akurat
                trafiłam na fajnych. Oczywiście głupotą jest
                nieinformowanie ludzi o tym, jaki charakter ma dany
                wyjazd. A to, że nikt nie sprawdził, czy żyjecie i
                wróciłyście do domu to już podlega pod prawo, bo wkońcu
                ktoś brał za was odpowiedzialność.
                Co do dziecka - jak ma się źle czuć na takim wyjeździe,
                to oczywiście nie puszczać. Lepiej zorganizować mu
                jakiś inny wyjazd. Ja tam dobrze się czułam. A jak już
                byłam animatorem (opiekunką) to raczej chciałam
                wiedzieć, co się z podopiecznymi dzieje. Zresztą byłam
                też na wyjeździe jako opiekunka klasy. Całkiem inna
                młodzież ale też fajnie było. Nie lubię tylko, jak
                ludzie na siłę próbują wyrwać się spod opieki.
                • spacja Re: oaza 21.06.02, 12:57
                  Gość portalu: Liwia napisał(a):
                  Nie lubię tylko, jak
                  > ludzie na siłę próbują wyrwać się spod opieki.

                  Nasz wyjazd nie był spowodowany chęcią wyrwania się spod rodzicielskiej opieki. A
                  z oazy wybyłyśmy w biały dzień, nikt nas nie zatrzymywał.
                  Ale to prawda, ze ludzie ludziom nierówni.

                  • Gość: Liwia Re: oaza IP: *.uci.agh.edu.pl / *.odlew.agh.edu.pl 21.06.02, 13:10
                    Nie mówiłam o Twoim przypadku. Nie lubię, jak ludzie
                    np. urywają sie na godzinę bez ostrzeżenia. A jeśli
                    chodzi o przypadki podobne do Twojego, to księża często
                    sami odwozili taką osobę samochodem do domu, żeby mieć
                    pewność, że nic im sie nie stanie.
                    • spacja Re: oaza 21.06.02, 13:24
                      Gość portalu: Liwia napisał(a):

                      A jeśli chodzi o przypadki podobne do Twojego, to księża często
                      > sami odwozili taką osobę samochodem do domu, żeby mieć
                      > pewność, że nic im sie nie stanie.

                      No widzisz! Czyli sama przyznajesz, że nasz przypadek nie był odosobniony? A z
                      koloni nikt nikogo odwozic nie musiał, nikt nie uciekał!

    • Gość: Mira Re: przygody na pielgrzymkach IP: 2.2.STABLE* / 192.168.0.* 21.06.02, 11:53
      Ja mam historię pośrednio związaną z pielgrzymką.Miejsce stratu
      Szczecin.Rodzice nie widzieli możliwości bym z najlepszą przyjaciółką i
      chłopakami pojechała pod namiot (miałyśmy 17 lat).Wymyśliłyśmy,że wciśniemy im
      kit o pielgrzymce.Rodzice troskliwie odprowadzili nas na miejsce
      zbiórki,plecaki ładowało się na Żuka, a reszta pieszo. Wpadamy w panikę co z
      plecakami, pod pretekstem kupienia czegoś do picia wyrwałyśmy się z plecakami
      do najbliższych budynków i tam na klatce schodowej w śmietniku porzuciłyśmy
      plecaki i dalej na miejsce ziórki do rodziców.Jako uczestnicy pielgrzymki
      otrzymałyśmy śliczne pomarańczowe husteczki do zawiązania na szyi.Ledwie
      ruszylismy z pod Katedry my delikatnie rozsupłujac husteczki i machając
      rodzicom odbiłyśmy w lewo.Wracamy po plecaki,cholera ktoś buchnął plecak
      Anki,ale nic pojechałyśmy pod namiot solidarnie dzieląc się moimi
      ciuchami.Wersja dla rodziny była taka,że plecak zaginął na którymś z kolejnych
      etapów pielgrzymowania.W ciąże nikt nie zaszedł, a z pielgrzymką miało to tyle
      wspólnego,że było bosko.
      • Gość: kawusia Re: przygody na pielgrzymkach IP: *.stacje.agora.pl 21.06.02, 14:10
        Byłam raz ale mnie wyrzucili bo się źle zachowywałam.
        Tzn. po ciszy nocnej nie zawsze byłam w namiocie, ciągle szłam na końcu gadając
        z facetami (o zgrozo), nie stawiałam się na ranne msze (o 5 rano) i wiele
        innych niewybaczalnych temu podobnych rzeczy np. koszulka na ramiączka.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja