lyche1
20.06.02, 08:16
Wprawdzie studia skończyłam 10 lat temu ale dzisiejsze wiadomości nasunęły
pewne refleksje.
Na pewno i Wy podczas swoich studiów spotkalisci się z dziwnym często
niesprawiedliwym zachowaniem prowadzących.
Ja chciałabym opisać przypadek mojej koleżanki, który zakończył się ( dzięki
naszemu sprytowi) humorystycznie.
Na drugim roku a czwartym semestrze maiłyśmy "kobyłę" do zaliczenia i jeszcze
trudniejszy egzamin. Doktor, który nas prowadził "zakochał" się w mojej
przyjaciółce. Chyba nie muszę dodawać że był żonaty dzieciaty i odpowiednio
starszy. Pomimo iż dziewczyna pisała kolokwia oraz je poprawiała nie chciał dać
jej zaliczenia, często zapraszając na poprawki. Zbliżał się egzamin, który było
ciężko zdać a o poprawce nawet nie można było marzyć. Wszyscy pisali na gwałt
sciągi( ksero wtedy jeszcze nie istniało) a moja kumpela nie wiedziała co
robić. O nauczeniu się kolosa nie było co marzyć.
Wpadłyśmy na genialny pomysł jak uwolnić się od zakochanego profesora.
Wydrukowałyśmy zaproszenia na ślub kumpeli i Gosia z umuwionym kolegą poszła na
ostatnie zaliczenie z tym zaproszeniem. Oczywiście zaproszenie było fikcyjne i
ślub miał się odbyć w drugim końcu Polski( tak by mu nie przyszło do głowy sie
na nim pojawić).
Poskutkowało. dostała upragnioną trójkę i wstęp na egzamin, który szczęśliwie
zależał już od kogoś innego( i oczywiście wiedzy). Zdałyśmy wszystkie ale Gosia
na następnym semestrze jeszcze długo pozyczała obrączkę na zajęcia.
Nie muszę dodawać czego pan Doktor oczekiwał od swojej studentki. Studia uczą
jednak dużo więcej niż w obowiązującym programie. Pozdrawiam