Dam sobie radę, prawda? (cz.2)

03.05.05, 01:10
(...)Załamałam się, nie mogłam spać przez całą noc, a moja mama jak co dwa
miesiące, wyjechała do Paryża. Znów jestem sama, choć na wszelki wypadek
zostawiła mi moich dziadków od jej strony. Mimo tego, że zawiodłam się na
nich bardzo, kiedy odmówili mi pomocy w tak trudnej dla mnie sytuacji, wiem,
że mogę na nich liczyć w każdej chwili, że żałują tego, jak się zachowali, ze
mam w nich duże oparcie.
Nie wiem tak naprawdę, czemu to napisałam. Na pewno nie dlatego, żeby
się komuś poskarżyć, nie. Raczej żeby się wam zwierzyć. Mam nadzieje że mnie
zrozumiecie. W piątek idę do psychologa. Może wyciągnie mnie z tego
wszystkiego... trzymajcie za mnie kciuki, bo tego właśnie teraz potrzebuję.
Wsparcia. Jednak nic mi tego nie ułatwia: miałam problemy w szkole, więc ją
zmieniłam na szkołę blisko domu. Idę do niej po raz pierwszy we środę, mojej
mamy nie ma, siostry też... Źle się z tym czuje. Straciłam przyjaciółkę, na
której zawiodłam się już nie pierwszy raz... Nie mam przyjaciół. Raczej
koleżanki, kolegów. Mam nadzieję, ze jednak dam sobie radę, prawda?


    • john_malkovitch Re: Dam sobie radę, prawda? (cz.2) 03.05.05, 01:12
      Wierzę, że dasz sobie radę...
      Najwyraźniej, po prostu musiałaś to wszystko z siebie wyrzucić, a to
      już coś...
      Trzymaj się i powodzenia
      • maeveen Re: Dam sobie radę, prawda? (cz.2) 03.05.05, 01:14
        właśnie to chciałam zrobić. Powiedzieć. Czuję się teraz jakby... trochę lżej.
        Jakby coś ze mnie uleciało. Dzięki, że przeczytałeś.
        • john_malkovitch Re: Dam sobie radę, prawda? (cz.2) 03.05.05, 01:27
          Nie ma sprawy...
          A teraz dobranoc, rano będziesz się czuła dużo lepiej...
          I niech ci się przyśnią, np. baraszkujące osiołki
          :-)))))))))))))))
          • maeveen Re: Dam sobie radę, prawda? (cz.2) 03.05.05, 01:30
            Siedzę przy komputerze, bo nie mogę spać... ale o baraszkujących osiołkach
            obiecuję - pomyślę :)
    • dr.verte Re: Dam sobie radę, prawda? (cz.2) 03.05.05, 02:01
      maeveen napisała:

      > (...)Załamałam się, nie mogłam spać przez całą noc, a moja mama jak co dwa
      > miesiące, wyjechała do Paryża. Znów jestem sama, choć na wszelki wypadek
      > zostawiła mi moich dziadków od jej strony. Mimo tego, że zawiodłam się na
      > nich bardzo, kiedy odmówili mi pomocy w tak trudnej dla mnie sytuacji, wiem,
      > że mogę na nich liczyć w każdej chwili, że żałują tego, jak się zachowali, ze
      > mam w nich duże oparcie.


      Czy chodziło o zrobienie hamburgerów?


      > Nie wiem tak naprawdę, czemu to napisałam. Na pewno nie dlatego, żeby
      > się komuś poskarżyć, nie. Raczej żeby się wam zwierzyć. Mam nadzieje że mnie
      > zrozumiecie. W piątek idę do psychologa. Może wyciągnie mnie z tego
      > wszystkiego... trzymajcie za mnie kciuki, bo tego właśnie teraz potrzebuję.
      > Wsparcia. Jednak nic mi tego nie ułatwia: miałam problemy w szkole, więc ją
      > zmieniłam na szkołę blisko domu. Idę do niej po raz pierwszy we środę, mojej
      > mamy nie ma, siostry też... Źle się z tym czuje. Straciłam przyjaciółkę, na
      > której zawiodłam się już nie pierwszy raz... Nie mam przyjaciół. Raczej
      > koleżanki, kolegów. Mam nadzieję, ze jednak dam sobie radę, prawda?


      Pewnie że lepiej buda blisko domu,po co człapać bez potrzeby.Ale żeby z tego
      powodu do psychologa...
      • maeveen Re: Dam sobie radę, prawda? (cz.2) 03.05.05, 02:02
        Pewnie, zawsze znajdzie sie ktos kto skopie pokonanego. dzieki.
        • dr.verte Re: Dam sobie radę, prawda? (cz.2) 03.05.05, 02:08
          Nie przesadzaj.I czemu od razu pokonana?Przez kogo(co)?
    • maeveen Re: Dam sobie radę, prawda? (cz.2) 03.05.05, 02:07
      czy przeczytałaś cz. 1? bo chyba nie... może spróbuj przeczytać, dj.verte, może
      wtedy mnie zrozumiesz...
    • kasitza Re: Dam sobie radę, prawda? (cz.2) 03.05.05, 09:13
      nie zauwazywszy drugiej czesci postu odpowiedzialam ci na pierwsza. wiec sobie poczytaj. jesli ci moge jakos pomoc, to chetnie, czy rada (jestem starsza o 12 lat, wiec juz prawie w wieku medrcow..hehe), czy inaczej, jak wspominalam, mozesz tez mi wyslac maila, jesli masz ochote.

      mam nadzieje, ze jakos przebrnelas przez noc.
      o nowa szkole sie nie martw - ulozy ci sie na pewno. ja zmienilam tez kiedys szkole i to byla jedna z najlepszych decyzji mojego zycia! glowa do gory.
    • jasna_79 Re: Dam sobie radę, prawda? (cz.2) 03.05.05, 12:26
      Dasz sobie radę, jak tylko zrozumiesz, jak bardzo jesteś rozpuszczona. Moja
      droga, zrozum, że życie to nie same radości, ale i obowiązki. Do twoich akurat
      należy szanować rodziców i uczyć się. Ponieważ nie robiłaś ani jednego, ani
      drugiego, tylko wisiałaś cały wieczór na telefonie a potem klęłaś jak szewc na
      rodzonego ojca, który ciebie razem z palmtopem, komórką, komputerem i
      psychologiem utrzymuje, po prostu puściły mu nerwy, bo zrozumiał, że nie umiał
      cię wychować. No i przywalił ci na odlew, czego akurat nie popieram, bo po
      prostu wystarczyłoby, że przestałby ci dawać pieniądze.

      Weź się za siebie, bo to ty masz problem, a nie twoi rodzice czy dziadkowie.
      Twoim problemem jest, że nie możesz zrozumieć, że rodziców się nie wybiera i
      rodziców też nie da się zmienić, bo w momencie jak przychodzimy na świat oni
      mają już swoje nawyki i przyzwyczajenia. Dlatego rodziców po prostu się szanuje
      i układa swoje młode zycie tak, żeby nie wchodzić sobie nawzajem w drogę.

      Myślę, ze nie brakowałoby ci bystrości, żeby sobie życie ułożyć koło ojca,
      idealnie nie wchodząc mu w drogę. Mnie też wychował despota, którego mimo jego
      charakteru kocham. Jestem mu wdzięczna za dzieciństwo bez trosk finansowych, za
      to że w okresie nauki w liceum zwiedziłam pół świata i za to, że dzięki Ojcu
      poszłam na takie studia, jakie chciałam. Poza tym miałam w nim zawsze opiekuna
      i obrońcę, który potrafił mi zaufać w konflikcie z dyrektorką szkoły i po
      prostu przeniósł mnie do innej, a wstrętną babę posłał do piekła. W zamian
      dostawał świadectwa z czerwonym paskiem, dyplomy olimpiad i inne sukcesy typu
      publikacje w lokalnych gazetach, akcje charytatywne. Te wszystkie rzeczy
      świadczące o tym, że dziecko się uczy i rozwija, czyli wypelnia swoje
      obowiązki. Natomiast swoje życie prywatne układałam w godzinach pracy rodziców,
      na telefonie wisiałam przed 20-ą, a nie po.

      Nie wchodź w drogę ojcu, a i jego trzymaj na dystans, jeśli mu nie ufasz. Ucz
      się i nie wymyślaj sztucznych problemów. Jak teraz masz wątpliwości, czy sobie
      poradzisz, to co będzie potem? Teraz masz problem z koleżanką, to pomyśl sobie
      że musiałabyś patrzeć na śmierć ukochanej osoby, jak dzień po dniu gaśnie, bo
      medycyna nie znalazła na to lekarstwa. Pomyśl sobie, jak ciężko ci będzie
      studiować i pracować jednocześnie, gdy będziesz miała przełożonego o IQ
      kamienia.
      Pomyśl sobie o tych wszystkich radościach, jakie szykuje dla każdego z nas to
      przesrane dorosłe życie i naprawdę dziewczynko, ciesz się tym co masz i tymi,
      którzy są obok ciebie, mimo iż nie potrafisz tego docenić. Pomyśl sobie, że
      twój ojciec jest na tym smutnym świecie dłużej niz ty, na pewno się musi nieżle
      szarpać, żeby was utrzymać, a do tego córka mu wyrosła na pyskatą gó..arę.

      No, rozchmurz się. Lepiej poodrabiaj lekcje, zamiast wisieć na forum.
      • maeveen Re: Dam sobie radę, prawda? (cz.2) 03.05.05, 12:53
        Dlaczego mnie oceniłaś? Czy starałaś się mnie choć trochę zrozumieć? Mojemu
        tacie jak nie schodzę z drogi, to zawsze jestem dla niego miła, choć na siłę.
        Ale w pewnych momentach, kiedy negatywnych emocji mam w sobie za dużo i nie
        potrafię nad nimi zapanować, poprostu wybucham, tak jak wtedy. A dzwonię zawsze
        po dwudziestej, bo mam tą taryfę że po dwudziestej za darmo. Nie mam sztucznych
        problemów. Mam problemy swoje własne, które sprawiają mi ból. Nie wiem czy
        potrafisz sobie to wyobrazić. Te sytuacje stają mi w pamięci bardzo często, i
        kłują w środku. Depresja, nerwica szkolna, to może według ciebie nic groźnego,
        ale ja naprawdę źle się czuję z tym, jak się zachowuje. Nie chcę być niemiła, a
        jestem. Chcę coś zrobić, a nie mam siły, mimo że nic nie powinno mnie zmęczyć.
        Depresja właśnie polega na tym, że nie potrafisz się niczym cieszyć, a wszystko
        wokół cię denerwuje. Z powodu nerwicy szkolnej, i szkoły, która całkiem
        demotywowała mnie do jakiejkolwiek pracy, nie byłam w stanie się uczyć. Mogłam
        siedzieć godzinami nad ksiązką i nic nie zapamiętać. ALe staram się zrozumieć
        twoją opinię, ponieważ nie łatwo jest w takim tekście zawrzec wszystkie
        informacje. Pozdrawiam ciepło.
        • jasna_79 Re: Dam sobie radę, prawda? (cz.2) 03.05.05, 13:11
          Oceniłam cię dlatego, że wywaliłaś mega - opowieść na kilka stron na publicznym
          forum, to jedyny powód, przy czym włożyłam niemały wysiłek, żeby czytać miedzy
          wierszami, a nie łyknąć twoja historie w twoim swietle, a potem łkać nad toba.
          To ty nie starasz sie zrozumiec najblizszych ci ludzi.

          Osoby z depresją nie tłumaczą, na czym polega depresja, ponieważ są zbyt zajęte
          jej przeżywaniem. Pracując kiedyś w jedenej z inistytucji charytatywnych
          poznałam kilka osób z depresją, kobiet. Nie miały siły oddychać, a co dopiero
          pozdrawiać ciepło kogokolwiek na forum internetowym. Sprawiały wrażenie
          czarnych baloników, które cienkie sznureczki ledwo utrzymują przy ziemi.

          Dzieci z nerwicą szkolną nie wypowiadają się tak długo i chętnie o szkole jak
          ty. Lepiej powiedz wprost, że jest dużo nauki, tak dużo że zdolne lenie ledwo
          co przechodzą, tak jak ty. Że aby miec dobre oceny, trzeba hartu ducha, oddania
          wiedzy i pracowitosci. Cech ktorych nie masz, bo najprawdopodobniej jestes
          zwykłym leniem, zaslaniającym sie "nerwicą i depresją".

          Z szacunku do tych dwóch chorób - depresji, na którą ludzie w wielu przypadkach
          umierają oraz nerwicy szkolnej, przez którą prawdziwie cierpiące dzieci leją w
          majtki w czasie lekcji albo wyrządzają sobie krzywdę, żeby tylko nie iść do
          szkoły - proszę panienko nie nadużywaj terminów medycznych.

          Wierzę, że masz problemy. Rozumiem cię, gdy mówisz o rzeczach, które ciagle
          stoją ci w oczach czy uszach. Moja matka poroniła w wyniku awantury, którą
          urządził ojciec. Mój brat miałby dziś 20 lat, gdyby żył, niestety 20 lat temu
          wczesniaki często umierały. To było 20 lat temu, a nikt z nas, z całej mojej
          rodziny tego nigdy nie zapomni. Ale wybaczyliśmy sobie wszyscy nawzajem, bo
          trzeba żyć dalej, iść do przodu i starać się być lepszym, a nie gorszym. Kochać
          sie, pracowac i rozwijac, bo takie jest zycie.

          Czego sobie i tobie życzę. Porzuc dziecinne pretensje i zajmij sie czyms
          pożytecznym. Trzymam kciuki.
          • mysliwy_z_kijem Re: Dam sobie radę, prawda? (cz.2) 03.05.05, 13:30
            Jasna, czy 79 to Twoj rocznik?
          • kasitza Re: Dam sobie radę, prawda? (cz.2) 04.05.05, 08:37
            ona ma 14 lat, i zadaniem doroslych jest to uwzglednic, a nie wymagac od niej doroslosci. wlasnie dlatego ze dorosly jest starszy i wie wiecej powinien wykazac wiecej wyrozumilosci. oczywiscie niech sie uczy, niech szuka sobie zainteresowan, niech realizuje cos w zyciu. ale nie wymagaj od niej by pozbyla sie nagle potrzeby bezpieczenstwa. jej ojciec o generacje starszy wciaz szuka bezpiecznego miejsca dla siebie, a od niej wymagasz zeby zaprzestala w wieku 14 lat?
            natomiast przekonanie, iz rodzine jakakolwiek jest nalezy kochac i tolerowac jest w tych eksttremalnych wypadkach jak u was obojga bzdura. wlasnie dlatego w polsce ma miejsce na taka skale lamanie praw kobiet i dzieci, bo wszyscy wszystko przemilczaja, byle na zewnatrz wygladalo dobrze i przed samym soba. tyrania w rodzinie to jest powazny problem i nalezy z tym walczyc a nie popierac metody wychowawcze generacji naszych babc i dziadkow. bicie kogokolwiek zadajac mu bol i rany to zwykle sku..synstwo a nie metody wychowawcze.
            • pcheuka Re: hmm... 04.05.05, 10:08
              a tu:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=23223014&v=2&s=0
              byla wystarczajaco dorosla i bez depresji ani nerwicy...

              zgadzam sie z jasna, nie znosze jak ktos sobie jaja robi z czegos tak powaznego
              i bolesnego :/
              • kasitza Re: hmm... 04.05.05, 10:13

                ja nie sadze zeby ona sobie jaja robila jesli chodzi o pobicie przez ojca. takich rzeczy sie nie zmysla, juz predzej, pobil mnie chlopak, sasiad etc. ja mam raczej wrazenie ze ona jest typowa nastolatka, z jednej strony udaje dorosla, ale tak na prawde jest dzieckiem. snuje sie po swiecie z palmtopem od tatusia, ale bez jego milosci.
              • kasitza Re: hmm... 04.05.05, 10:18
                cokolwiek by to bylo, podpucha czy nie, ja wole sluzyc pomoca niz oskarzyc kogos w naprawde trudnej sytuacji o robienie sobie jaj. zwlaszcza, ze na forum, to mnie na prawde nic nie kosztuje, jesli ten ktos mnie oklamal.
Pełna wersja