Smutno mi...a moze nie mam racji?

16.05.05, 23:15
Jest mi okropnie smutno i chcialam sie komus poskarzyc...moge Wam?

Poznalam go 3 lata temu na czacie. Dlugie rozmowy, potem telefoniczne,
cudowne porozumienie. Mielismy sie spotkac, ale akurat wtedy w jego zyciu
wydarzylo sie cos zlego. Ciezka choroba, bankructwo. Mimo tego, ze znalismy
sie tylko przez internet nie chcialam go zostawic z tym samego. Dzwonilam,
gdy tylko moglam, pisalam. Nasz kontakt sie rwal, bo on bardzo duzo czasu
spedzal w szpitalach, odciety od swiata. W koncu zdecydowalam sie wyslac
list, taki tradycyjny, papierowy. Gdy go dostal wiem, ze bardzo sie ucieszyl.
Potem wyslalam drugi, i trzeci, i czwarty...Do ostatniego dolaczony byl taki
maly drobiazg, bo chcialam zeby pamietal, ze o nim mysle i zycze mu
wszystkiego co tylko najlepsze. Ze to ze nigdy sie nie spotkalismy nie ma
znaczenia.
Wiem, ze te listy bardzo duzo dla niego znacza. Uslyszalam od niego w zwiazku
z tym wiele milych slow...

W takiej formie minely prawie 2 lata. W koncu w jego zyciu zaczelo sie znowu
ukladac, postep choroby udalo sie zatrzymac, nasze kontakty znow ozyly.
Mielismy sie spotkac, chcielismy zeby bylo to takie nasze male swieto, nie
spotkanie miedzy zakupami a fryzjerem, tylko wyjatkowy dzien. Tym bardziej,
ze mieszkamy po przeciwnych stronach Polski, to spotkanie mialo byc naprawde
wyjatkowym dniem.
Tym bardziej, ze przez te lata wytworzyla sie miedzy nami naprawde szczegolna
wiez, mimo odleglosci, jego problemow, tego, ze sie nie spotkalismy, bylo to
cos wyjatkowego...I sam nieraz to powtarzal i bardzo chcial mnie w koncu
spotkac.
Tym razem jednak w moim zyciu wydarzylo sie cos zlego.Choroba, nagly pobyt w
szpitalu, intensywana terapia...
Ze szpitala wyslalam mu sms, zeby wiedzial, co sie ze mna dzieje. Myslalam,
ze chce wiedziec. Odpisal po dwoch dniach...pisalam dalej, ale juz nie
dostalam odpowiedzi...

Moje zmagania z choroba trwaly ponad 4 miesiace, i nadal trwaja. W tym czasie
on ani razu nie probowal sie dowiedziec co sie ze mna dzieje, ani razu nie
spytal jak sie czuje. Milczal, choc wiedzial cos sie dzieje, wiedzial jak sie
ze mna skontaktowac. Mamy sytuacje identyczna prawie jak przed laty, tyle
tylko, ze teraz choruje ja...a on milczy...
Dzis po raz pierwszy od 4 miesiecy wlaczylam gg, i zorientowalam sie, ze po
prostu...usunal mnie z listy. Po tych wszystkich latach...usunal... Ma konto
na jednym z portali randkowych, na ktorym regularnie sie loguje i z tego co
wiem to niejedna z pan tam poznanych sie juz spotkal. Dla mnie nie znalazl
ani chwili, od miesiecy...

Jest mi okropnie, okropnie smutno. Caly dzisiejzy wieczor placze...Wiem, ze
to tylko internet, ze nie mam prawa zabierac mu swoja osoba duzo czasu, ale
teraz role sie odwrocily, a jego w ogole nie obchodzi co ja czuje, co sie
dzieje. A twierdzil, ze jestem kims wyjatkowym...Dobrze bylo kiedy ja stwalam
na glowie, zeby dowiedziec sie co u niego. Kiedy choruje ja - on umawia sie
na randki z poznanymi przez siec, a mnie usuwa z listy...

A moze tak powinno byc? To tylko internet, wiec co go obchodzi jak ja sie
czuje, nawet po tych wszystkich latach...
    • lena_zet Re: Smutno mi...a moze nie mam racji? 16.05.05, 23:20
      ale czego od nas oczekujesz?facet cię olał, ty cierpisz i co my mamy ci na o
      powiedzieć?weź się w garść i usuń go-nie z listy kontaktów gg-usuń go z życia,
      dziewczyno.
    • k7a7r7o7 Re: Smutno mi...a moze nie mam racji? 16.05.05, 23:25
      no coz, rozumiem ze cierpisz i szczerze wspolczuje, ale zgadzam sie ze musisz jak najszybciej starac sie o nim zapomniec. najlepiej rozejrzyj sie wokol siebie, na przyjaciol z krwi i kosci, ktorzy SA. pozdrawiam
      • aureliana Re: Smutno mi...a moze nie mam racji? 17.05.05, 01:14
        ja bym jeszcze opie..la (sorry za wulgaryzmy dzis, ale wybitnie mi nauka nie
        idzie)
    • trzydziecha1 Re: Smutno mi...a moze nie mam racji? 17.05.05, 08:15
      Współczuję Ci bardzo. Jesteś wspaniałą dziewczyną, i tylko dlatego, że przez
      własny pryzmat oceniasz ludzi, łatwo dałaś się oszukać. Pewnie z góry
      założyłaś, ze to przyzwoity, mądry itp. facet. Niestety, życie weryfikuje takie
      założenia bez konkretnych podstaw. On jest idiotą, że usunął z życia taką osobę
      jak Ty.

      --------------------------
      Bóg dał ludziom wolną wolę, ale zapomniał obdzielić ich równo rozumem, żeby
      mogli z niej prawidłowo korzystać. Więc stworzył forum, żeby ludzie dobrej woli
      pożyczali sobie trochę rozumu ....
      • jasmina_tdi Tak juz w zyciu bywa, że ... 17.05.05, 12:24
        ...że czasem stajemy na czyjejś drodze tylko po to, aby go podźwignąć. Być
        może, gdybys spotkała go pół roku później, to właśnie Ty byłabyś tą, którą mógł
        potraktować (już) normalnie. Nie płacz więc, bo nie masz wpływu na takie
        sytuacje. Spotykając kogoś w głębokim dole trzeba się liczyć z tym, że jak juz
        wyjdzie z tego doła, to będzie uciekać przed wszystkim, co mu się kojarzy z
        fatalnym w życiu okresem. Przed Tobą również. Może absurdalna teoria, ale zdaje
        się, że życiowa.
        • veronicaa Re: Tak juz w zyciu bywa, że ... 17.05.05, 14:15
          jasmina_tdi napisała:

          > Spotykając kogoś w głębokim dole trzeba się liczyć z tym, że jak juz
          > wyjdzie z tego doła, to będzie uciekać przed wszystkim, co mu się kojarzy z
          > fatalnym w życiu okresem. Przed Tobą również. Może absurdalna teoria, ale
          > zdaje się, że życiowa.

          Bardzo zyciowa :( Najbardziej boli mnie to, ze w tym trudnym dla niegp czasie
          wiele 'przyjaciol' go opuscilo. Chory, zbankrutowany, byl im niepotrzebny. Dla
          mnie wazne bylo jak sie czuje, co czuje. Myslalam, ze 32-letni mezczyzna bedzie
          potrafil cos takiego docenic. A on chyba teraz nadrabia stracony czas, randka
          za randka, a dla mnie nie ma juz ani chwili...
          Wiem, ze musze go 'usunac z listy', ale dla mnie on nie byl tylko numerem, wiec
          to bardzo trudne :(
          • jasmina_tdi Re: Tak juz w zyciu bywa, że ... 18.05.05, 10:50
            Wierzę Ci, że nie jest to proste. On jednak myśli inaczej (o ile jestem sobie
            wstanie wyobrazić, co myśli inna osoba) - jesteś zamkniętym rozdziałem w jego
            życiu, i tak jak zauważyłaś - "nadrabia życie". Być może się opamięta -
            nadmiar, tak samo brak, potrafi przynieść rozczarowanie, jednak czy chciałabyś
            zgarniać po kimś resztki?

            veronicaa napisała:

            > jasmina_tdi napisała:
            >
            > > Spotykając kogoś w głębokim dole trzeba się liczyć z tym, że jak juz
            > > wyjdzie z tego doła, to będzie uciekać przed wszystkim, co mu się kojarzy
            > z
            > > fatalnym w życiu okresem. Przed Tobą również. Może absurdalna teoria, ale
            >
            > > zdaje się, że życiowa.
            >
            > Bardzo zyciowa :( Najbardziej boli mnie to, ze w tym trudnym dla niegp czasie
            > wiele 'przyjaciol' go opuscilo. Chory, zbankrutowany, byl im niepotrzebny.
            Dla
            > mnie wazne bylo jak sie czuje, co czuje. Myslalam, ze 32-letni mezczyzna
            bedzie
            >
            > potrafil cos takiego docenic. A on chyba teraz nadrabia stracony czas, randka
            > za randka, a dla mnie nie ma juz ani chwili...
            > Wiem, ze musze go 'usunac z listy', ale dla mnie on nie byl tylko numerem,
            wiec
            >
            > to bardzo trudne :(
      • veronicaa Re: Smutno mi...a moze nie mam racji? 17.05.05, 14:10
        Dziekuje za to, co napisalas...
        Wiesz, ja juz mialam wyrzuty sumienia, ze w ogole mam czelnosc czegos od niego
        wymagac, bo przeciez internetowa znajomosc jest taka krucha...Ja zreszta nie
        poznaje raczej ludzi w ten sposob - mozna ich policzyc na palcach jedej reki.
        Ale liczylam tylko na kilka cieplych slow, tylko tyle, po latach... :(
        Okazuje sie, ze to przyslowie o tej beczce soli jest chyba nader prawdziwe :(
        • veronicaa Re: Smutno mi...a moze nie mam racji? 17.05.05, 14:11
          trzydziecha1, powyzszy moj post by skierowany do Ciebie, przepraszam za
          balagan...
    • vandikia Re: Smutno mi...a moze nie mam racji? 17.05.05, 12:37
      kobieto, jak bym czytała o zyciu mojej przyjaciółki. Daj sobie z nim spokój raz
      na zawsze, albo utkwisz w takim bagnie, że nie będziesz potrafiła funkcjonować
      w realu. I nie wierz w każde słowo pisane.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja