kama76
22.05.05, 08:10
kochani,
przez kilke lat, do czasu smiereci mojego ojca pracowałam i mieszkałam w
dużym mieście. Zarabiałam sporo, ale do czasu ukończenia studiów rodzienie
pokrywali mi koszt zamieszkania oraz studiów. POtem przez okres 4 lat po
studiach mieszkałam tam i utrzymywałam się sama. W domu bywałąm rzadko czasem
rodzice podtykali mi to 100, to 200 zł. ale sporadycznie.
Przez cały ten okres dwoje mojego rodzeństwa siostra i bragt mieszkali z
rodzicami: siostra i brat. Siostra pracowała i studiowała za stujdia płaciła
z własnych pieniędzy), nie dokładała rodzicom na życie oszczędzając pieniądze
na własny samochód. Kiedy miała już zaoszczeędzone 10 tysięcy pożyczyła od
ojca (jak się okazało - na wieczne nieoddanie) dodatkowe 5 i kupiła wóz.
Ostatnio wyszła za mąż, rodzice zafundowali wesele z którego pieniądze młodym
ułatwiły zakup mieszkania.
W kilka miesięcy potem mój tata niestety zmarł. Po jego śmierci wszyscy
zgodnie postanowiliśmy, że zrezkniemy się spadku7 na rzecz mamy, by uniknąc
problemów prawnych, dzielenia itd.
Mama po śmierci taty nalegała, bym wróciła do domu. Po pół roku tak się
właśnie stało. Ogromne problemy z praca z którymi porykałam się przez
ostanich kilka lat spowodowały, że wróciłam z kwotą 1,200 zł. na koncie.
Obecnie z tego nie zostało już nic. Jestem bez pracy, chcoć mam na takową
widoki.
W międzyczasie okazało się, że samochód, którego wcześniej wszyscy się
zrzekliśmy został przez mamę w połowie przepisany na brata, a obecnie plany
są takie, że ten ma go sprzedać i kupić nowy będący oficjalnie już tylko jego
własnością (za zgodą mamy).
Zawsze żyłam w wewnętrznym przekonaniu (nie wiem skąd się biorącym) że
jestem zdana na siebie, że pragnmę samodzielności. Sądzę, że trochę to
wynikało z poczucia niezależności, a trochę ze specyficznego wychopwania w
domu, gdzie każda zachcianka ze strony dziecka była komentowana "chcący
bahor".
Teraz, gdy wiem już jak trudno jest radzić sobie w obcym mieście zupełnie
samemu w dobie bezrobocia, w jaki sposób moje rodzeństwo bez skrępowania
przyjmowało pomoc rodziców jest mi przykro że w obecnych planach finansowych
mojej maym/rodziny jestem trajtowana tak, jakby mnie nadal tu nie było.
Nie chcę mówić o tym wprost, bo mierzi mnie jeśli kontakty rodzinne są w
jakiś sposób kojarzone w pieniędzmi i kłótniami o pieniądze. Przykro mi
jednak, że nie otrzymuję nawet obietnicy, że być może kiedyś mama postara się
mi pomóc zdobyć własny samochód. Gdy o tym wspomniałam, stwierdziła, że
przecież "co moje to i twoje".
Argumentem tutaj mogłoby byc to, że żeby korzytać z pomocy rodziców w zakupie
samochodu trzeba najpierw mieć jakiś wój własny wkłaD, ale mój brat go jakoś
nie miał. Czy to dlatego, że jestem dziewczyną?
Czy ja jestem za bardzo pazerna, nie udało mi się na własną rękę to zjechałam
do domu i próbuję doić mamę wzorem rodzeństwa?
Co o tym myślicie, czy w swojej obecnej sytuacji mam prawo domagać się
jakichś praw, czy u was w rodzinach tez są kłótnie o pieniądze, jak do nich
podchodzicie, czy rzeczywiście z rodziną dobrze wychodzi się na zdjęciu?