smarky2
24.05.05, 12:41
Mam 47 lat i mieszkam w małym miasteczku, gdzie wszyscy się znają i gdzie od
kilkudziesięciu przynajmniej lat, jak ja żyję, niewiele się zmieniło. Nikt
też nie przybył, prawie nikt nie wyjechał, choć wszyscy marzymy o wyrwaniu
się w wielki świat. Ale o to – wiadomo – bardzo trudno. Któregoś dnia siedząc
w kawiarence internetowej (jedynej jaka u nas jest) natrafiłam na strony
serwisu randkowego. Przykuły mnie zdjęcia młodych, roześmianych osób, które
wyglądały, jakby miały świat u swych stóp. Poczytałam trochę, aby wiedzieć z
czym mam do czynienia i stwierdziłam, że a co mi tam – zaloguję się. I tak
się zaczęło.
Obecnie systematycznie koresponduję z kilkudziesięcioma osobami , a z wieloma
czuję, że zaczyna nas łączyć prawdziwa przyjaźń. Pojawił się też ostatnio
ktoś, kto być może jest więcej niż przyjacielem. I tu zaczął się problem ze
strony mojej rodziny ponieważ on jest sporo młodszy. Zapytałam, czy mój
internetowy znajomy mógłby mnie odwiedzić, ale spotkał mnie burzliwy
sprzeciw: Co ludzie powiedzą! Czy Ty taka ostatnia ofiara jesteś, że
normalnie nikogo nie możesz poznać? Wszyscy Cię na języki wezmą, że się w
jakimś podejrzanym biurze ogłosiłaś! I temu podobne...
Co mam teraz zrobić, bardzo oboje chcemy się spotkać, ale nie mogę tego
uczynić w tajemnicy przed rodziną.
Co robić