Odnośnie palenia na przykładzie NY

24.05.05, 19:55
CZytałam przed chwilą jeden z postów o paleniu/niepaleniu. Ktoś napomknął o
Nowym Jorku i tamtejszym zakazie palenia w miejscach publicznych-
przystankach, knajpach, itp. Jestem osoba niepalącą, ale jednocześnie bronię
palaczy i ich prawa do palenia. Nie przeszkadza mi gdy ktoś pali przy mnie,
rozumiem go.Nie staram się wybijać z głowy palenia (bo kimże ja jestem,
nieskazitelna?Że niby mam prawo?). Sądzę taka ustawa, jak obecnie w NY, jest
bardzo krzywdząca i ingeruje w wolność człowieka. Co Wy na ten temat? Jak
byście zareagowali gdyby i tak miało byc w Polsce? Do palaczy i nie palaczy.
    • revecca Re: Odnośnie palenia na przykładzie NY 24.05.05, 20:21
      Przeszkadza mi gdy ktoś pali przy mnie bez mojego zezwolenia. co innego gdy
      spotykam się z palącym znajomym - mój wybór. Co innego gdy jestem zmuszana do
      wdychania dymu - ulica, przystanki, restauracja.
    • ml_500 Re: Odnośnie palenia na przykładzie NY 24.05.05, 20:28
      jestem za zorganizowaniem Parady Rownosci Heteroseksualnych Palaczy z
      Homoseksualnymi Alkoholikami.
      rownosc ponad wszystko!!!
    • starucha_izergiel Re: Odnośnie palenia na przykładzie NY 25.05.05, 07:23
      Przeszkadza mi smród papierosów. Nie pale i doprawdy nie rozumiem dlaczego w
      lokalach, na przystankach, czy w uczelnianych kiblach muszę wdychac to
      paskudztwo. Inni niech się trują - mnie nic do tego, ale z jakiej racji trują
      mnie? Mój facet pali - owszem, też mi przeszkadza, ale on jak pali, ode mnie
      ucieka. Choćby mróz był przenajwiekszy, nie ma przeproś - jak już bardzo musi,
      to na balkonie. Sorry.
    • miawalles Re: Odnośnie palenia na przykładzie NY 25.05.05, 08:28
      ja popieram. z jakiej racji mam kogoś truć na ulicy, w restauracji w knajpie?
      gdy ja nie pale, dym mi przeszkadza, a szczególnie gdy na ulicy ktoś pali super
      mocne, albo inne "hardy". bleeee!!!
    • julkaa Re: Odnośnie palenia na przykładzie NY 25.05.05, 10:11
      Ja jestem przeciwko stanowczo takiej ustawie. Ja palę i rozumiem, że komuś może
      to przeszkadzać dlatego zawsze staram się palić, jeśli na ulicy to daleko od
      ludzi, na przystankach też raczej idę tak, żeby nikomu nie przeszkadzać. W
      knajpach jeśli można palić to nigdy nie palę gdy ktoś je, bo szanuję to, że
      komus przeszkadzać może. Ale niech niepalący szanuja też to, że ja palić muszę i
      potrzebuję i niech nie zabraniają tego jakąś ustawą. Przecież można chyba
      podzielić bary dla palących i nie. Trzeba znależć dla wszystkich szczęśliwe
      rozwiązanie.
    • kasitza Re: Odnośnie palenia na przykładzie NY 25.05.05, 10:24
      ja jestem palaca, jestem za umiarkowanym oszczedzaniem niepalacych. np. powinno
      byc zawsze wystarczajaco miejsca dla niepalacych w restauracjach, ale powinno
      byc tylez samo dla palacych.
      tak jak sie wypowiedzialas, to zaocznie podpisuje pod twoim zdaniem mojego
      przyszlago meza. ma dokladnie taki sam poglad na ta sprawe jak ty. licz moj
      post za dwa.
    • chicquita Re: Odnośnie palenia na przykładzie NY 25.05.05, 11:44
      no jeszcze czego! żeby panowie ze straży miejskiej mieli kolejny powód do
      wlepiania mandatów. nie nie nie i jeszcze raz nie. /nie palę regularnie,
      popalam raczej/
    • lena_zet Re: Odnośnie palenia na przykładzie NY 25.05.05, 11:46
      we włoszech też istnieje zakaz palenia w miejscach publicznych (w barach przede
      wszystkim).
    • owca Re: Odnośnie palenia na przykładzie NY 25.05.05, 11:47

      nienawidzę papierosów
      a wolność kończy się tam gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka
      i działa to oczywiście w obydwie strony :-)
      • ml_500 Re: Odnośnie palenia na przykładzie NY 25.05.05, 14:51
        no wiec zakazujac mi palenia tam gdzie chce łamiesz moje prawo do wolnosci!!
        • bogunia0 Re: Odnośnie palenia na przykładzie NY 25.05.05, 15:28
          > no wiec zakazujac mi palenia tam gdzie chce łamiesz moje prawo do wolnosci!!

          zakazująć mi uderzenia cię po głowie, łamiesz moje prawo do wolności!!!
        • owca Re: Odnośnie palenia na przykładzie NY 26.05.05, 09:34

          wolność to nie anarchia
          jeśli paląc 'tam gdzie chcesz' dmuchasz mi dymem prosto w nos - ograniczasz
          moją wolność

          możesz palić tam gdzie chcesz pod warunkiem, że Twój dym nikomu nie
          przeszkadza :-)
          ciężkie to do osiągnięcia ale chyba na tym właśnie polega prawdziwa wolność
          nie możesz swoją wolnością włazić z butami w cudzą
    • jasmina_tdi Re: Odnośnie palenia na przykładzie NY 25.05.05, 15:30
      To gratuluję serdecznie. Masz wyjątkowe szczęście, że Ci to nie przeszkadza.
      Jak ktoś pali przy mnie, to ledwo się powstrzymuję, żeby nie narzygać mu na
      buty. I nijak nie potrafię zrozumieć, że temu komuś, nie wpadło do głowy, że
      ten smród może być nie do wytrzymania. Myślę jednak, że gdybym wyjęła z torebki
      butelkę perfum, i zaczęła polewać wszystkich wokół, to z pewnością by
      zrozumieli, no przecie wywietrzeje, nie?

      drinkit napisała:

      > Nie przeszkadza mi gdy ktoś pali przy mnie, rozumiem go..
    • feema-to-ja Re: Odnośnie palenia na przykładzie NY 27.05.05, 10:44
      Tak, tak, biedni ucisnieni palacze... a to, ze nas, niepalacych truja to Was
      gowno obchodzi! Nie przeszkadza mi , ze ktos pali, kij mu w parasol,
      przeszkadza mi, ze musze to gowno wdychac, tak trudno to zrozumiec?
      Zamontujecie sobie na lbach szklane kule i dmuchajcie ile wlezie!
    • thistle Re: Odnośnie palenia na przykładzie NY 27.05.05, 10:53
      A nie jesteś przypadkiem, nałogową bierną palaczka?
      Ekonomiczne by to było, a ustawa mogła by Ci faktycznie utrudnić życie;)
      Tak serio, to zwłaszcza w barach i restauracjach powinnien być szczególny
      zakaz palenia - ze względu na pracowników. Oni muszą tam siedzieć całymi
      dniami, przez to wdychają więcej tego syfu niż nawet palacze.
      • feema-to-ja Re: Odnośnie palenia na przykładzie NY 27.05.05, 10:55
        a kto sie przejmuje pracownikami? Pracuje w knajpie, po paru godzinach smierdze
        jak palacz, wszystko: wlosy, ubrania, nawet dzinsy. A ile sie nawdycham? Kto to
        wie....
        • thistle Re: Odnośnie palenia na przykładzie NY 27.05.05, 11:09
          No właśnie...
          Ustawa troche (gdzieniegdzie) może by pomogła...
          Ja najchętniej chodze tam, gdzie smrodku papierosów nie ma poza palarnianymi
          salami - i zauważyłam, ze sporo ludzi się z nich wynosi, jeśli ma mozliwość.
          • white_rabbit Re: Odnośnie palenia na przykładzie NY 30.05.05, 10:57
            To ja pisalam o tym NY ;).

            Zauwazylam, ze niestety palacze (niektorzy) nie widza podstawowej roznicy miedzy
            ich nalogiem a innymi, o wolnosci juz nie wspominajac. Palac w miejscach
            publicznych trujecie innych, sprawiajac sobie przyjemnosc szkodzicie (co jest
            przeciez naukowo udowodnione) innym. Tu nie moze byc mowy o rownouprawnieniu. Tu
            nie chodzi tylko o koszmarny smrod (ktory tez jest faktem) ale tez o zdrowie
            ludzi, ktorzy sa zmuszeni przebywac w towarzystwie palaczy. Sa zmuszeni jesli
            palacz dmucha im dymem w nos w czasie obiadu w restauracji, na przystanku, czy w
            kawiarni. U mnie w domu sie nie pali, jesli ktos musi idzie na balkon, mam wiec
            wybor. A naprawde ciezko znalezc lokal dla niepalacych, poza fast foodami :(. Bo
            co to za miejsca dla niepalacych ( w Sphinxie np.) jesli sa na jednej sali, obok
            siebie wogole nie przedzielone sciana...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja