ultrax
07.06.05, 13:43
Kobiet w życiu trochę miałem, może nie oszałamiającą liczbę. W ostatnim
czasie naprawdę się zakochałem, ale dała mi "pani" przysłowiowego kosza.
Najśmieśniejsze w tym jest to, że jest to najmniej atrakcyjna ze wszystkich
partnerek jeśli chodzi o fizykalność.
Jakoś szczególnie się nie załamałem "koszem", bo raczej nie mam problemu z
kobietami. A poznanie nowej nie nastręczy mi trudności. Ale... No właśnie tak
mocno się zabujałem, że nie chce ruszać na łowy po kolejną. A może inaczej,
wreszcie się zakochałem!!!!!!!!. Wcześniej z innymi to byłobyło cos innego,
ciężkie do określenia.
Kosz nastąpił z dnia na dzień, ot tak sobie. Powiedziała, że nie nie jest w
stanie się we mnie zakochać i tyle. Tak się zastanawiam, czy walczyć, chociaż
duma męska mi na to ne pozwala. Ostatnio zadzwoniła do mnie, raczej dała
głuchy sygnał. Kobieto! Co to może oznaczać. Jeżeli powiedziała nie, to
oznacza nie? Bo jak czytam niektóre wątki, to naprawdę trudno mi zrozumieć
kobiecą naturę. Co mam zrobić?
Zadzwoniłem do niej jednak, trochę porozmawialiśmy. Wyraziła chęć na
spotkanie, czułem radośc w jej głosie, że się odezwałem. Jednak jestem mocno
zblokowany przez Jej wcześniejsze nie. Dalej mam ją "adorować" na przyszłym
spotkaniu? Ku..wa o co Jej może chodzić? Kobieto? O co może Ci chodzić?
No Panie proszę o wskazówki.
A i proszę przypadkiem nie powracać do poprzedniego wątku o dzidziusiu i o
tym jakim jestem łajdakiem.
Pozdrawiam.