upiorna_dama
19.06.05, 20:20
Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.
żałuję, bardzo żałuję. Ze nie wytrzaskałam mocniej. I że nie skupiłam się
wystarczająco dobrze by za każdym razem dobrze trafiać w ruchomy cel.
Oczywiście że sobie to zaplanowałam. Facet nie mógł się przez rok zdecydować
czy kochać czy rzucić. Słowem bzykał mnie kiedy przychodziła moja kolej
miedzy Kaśką Aśka i Baśka.
Pojechaliśmy do lasu bzykać sie w samochodzie. Najpierw udawałam że chcę mu
dogodzić oralnie i ugryzłam go. Jak on coś przebąkiwał że mu sie coś nie
podoba to udałam obrażoną. Bo moją ambicją jest przecież żeby go
uszczęśliwić, a tu nie wyszło. I obrrwał. Potłukłam mu okulary. Zrealizowałam
tylko 10% planu bo planowałam wybicie szyby w samochodzie.
Chciał mnie zostawić w lesie za karę ale rozbeczałam sie na samą myśl o tym
tłumacząc mu, że to z miłości. A to nie prawda. Wtedy już nie kochałam.
Kochać przestałam jakieś 10 minut wcześniej, jak zdałam sobie sprawę, ze mam
w ustach coś, wczoraj wypluła jakaś Kaśka.
Jestem z siebei dumna, lecz nie do końca.
Załuję, że potem go przeprosiłam