matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzystoso

19.06.05, 21:44
wani do zycia w rodzinie...myslalam ze mnie krew zaleje moj szwagier osoba
dmuchana i chuchana z kazdej strony od zawsze jest taka osobka ze mi sie noz
w kieszeni otwiera najczestsza scena jaest taka:on wielce zmeczony po pracy
za kolkiem 8 godz z czego polowa spedzona na spotkaniach w przyjemnych
miejscach...wraca do domku siada na fotelu zapala papieroska i tu wkracza
mamusia....synuniu podac ci cos itp...matka sciera facetowi 30letniemu
kurze,pierze skarpetki uklada ciuszki i schyla sie w uklonie pytajac"co
jeszcze"?a ten skipuje sobie papieroska i glupkowato sie usmiecha.....a
mamusia dalej skacze i banana ma na twarzy o zgrozo....taka
sluzaca....mamuncia wyjechala i jest tak ze rzecz rzucona lezy tygobdniami w
tym miejscu gdzie lezala....o zgrozo....pytanie do takich matek"dlaczego
robicie kaleki emocjonalne z waszych pupili"?
    • the_navigator Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 19.06.05, 21:55
      popieram; nie zgadzam sie z jednym: to nie sa kaleki emocjonalne, ale kaleki życiowe
      • wielo-kropek Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 19.06.05, 22:04
        Kaleki zyciowe to sa ci, ktorzy nie sa zaradni w zyciu. Ten czlowiek
        jak widac potrafi sobie w nim radzic, zarobic na siebie....i kto wie,
        czy matce tez cos z tego sie nie dostaje. Rozumiem tutaj sytuacje,
        jednak nie moge zbytnio obwiniac matke. Ona to robi pewnie z wlasnej
        przyjemnosci, co szanuje. Niestety nie jedna kobiete nie stac na to,
        zeby z szacunku np. do meza, cos mu podac, czy ugotowac, pomimo iz
        siedza w domu. Nienawisc, ktora nosza w sobie im poprostu przeszkadza. To
        jest wlasnie glowne zlo kobiety, nie to, ze synkowi przysluge zrobi.
        • chantal11 Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 19.06.05, 22:21

          nadopiekuncze matki wyreczaja swoich synusiow z wszelkiej roboty i wypuszczaja
          do zon takie niedorajdy zyciowe.a synalek sobie siedzi i mysli:mam dwie lewe
          rece i tak sobie nimi krece..hehe
          • speer Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 19.06.05, 22:29
            dwie kobiety jeden facet, ktora zwyciezy? niewiadomo. walka becie krwawa.
          • wielo-kropek Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 19.06.05, 22:31
            Moze tak bez przesady. Nie rozumiem jak to sie dzieje ze nadopiekuncze
            matki tak mocno krzywdza swoich synalkow i robia z nich niedolegow,
            ze pozniej tychze leworecznych te wspaniale i wyrozumiale kobiety chca
            miec za swoich mezow? Dzisiaj przeciez zadna na sile za maz nie
            wydaja. Nie wychodz wiec za takiego i nie wypisuj tutaj swoich
            wielkich madrosci na ten temat.Wydaje mi sie ze pragnieniem niektorych
            kobiet jest, by facet wielkie pieniadze do domu przynosil, pral, sprzatal,
            gotowal i uslugiwal zonie na kazda jej zachcianke. Coz, na takie cos
            trzeba w koncu zasluzyc. Jestem pewien ze sa tacy faceci, ale oni sa
            nie na zawolanie, lecz z wlasnej przyjemnosci, podobnie jak tez sa
            niektore mamusie ktore podobnie postepuja -tez, z tejze samej przyczyny.
            • chantal11 Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 19.06.05, 23:05

              do mnie pijesz?jesli tak to nie ten adres.
              Nie wychodz wiec za takiego i nie wypisuj tutaj swoich
              > wielkich madrosci na ten temat.

              wyszlam, ale nie za takiego niedorajde zyciowego.mniemam z twojej wypowiedzi ze
              ty nim jestes.takim mamusi synalkiem.
              Wydaje mi sie ze pragnieniem niektorych
              > kobiet jest, by facet wielkie pieniadze do domu przynosil, pral, sprzatal,
              >
              > gotowal i uslugiwal zonie na kazda jej zachcianke. Coz, na takie cos
              > trzeba w koncu zasluzyc. Jestem pewien ze sa tacy faceci, ale oni sa
              > nie na zawolanie, lecz z wlasnej przyjemnosci, podobnie jak tez sa
              > niektore mamusie ktore podobnie postepuja -tez, z tejze samej przyczyny

              Najbardziej wkurzylam sie jak przeczytalm z e :na takie cos trzeba sobie zasluzyc"
              mnie sie wydaje ze takie cos powinno byc spontaniczne,a nie zasluzyc!
              nie chcialabym miec cie za meza,gdzie na kazdy usmiech,piszczote trzeba zasluzyc
              sobie u ciebie.tym postem pokazales jaki jestes zalosny i zakompleksiony,mysle
              ze jestes kawalerem,a moze i z odzysku!

              P.S.mam syna,nomen omen,leworecznego,ale on potrafi zrobic wszystko,a jest
              nastolatkiem
              • wielo-kropek Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 19.06.05, 23:14

                > mnie sie wydaje ze takie cos powinno byc spontaniczne,a nie zasluzyc!

                Skad wiec ta dwulicowosc? Oczywiscie ze te sprawy powinne byc
                spontaniczne, a nie z musu. Wlasnie dlatego rozumiem opisana tutaj matke.
                Ona przeciez robi to SPONTANICZNIE dla syna i za to na nia sie psy
                wiesza. Za to, ze zle robi. Wez wam tu ludzie dogodz!
                • chantal11 Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 19.06.05, 23:22


                  Jezeli wynika to z jej powiedzmy"spontanicznosci:,to robi krzywde synowi,bo
                  idzie w swiat nieprzystosowany,matka nie widzi oczywiscie nic zlego wtym ze
                  wyrecza synusie najpierw bo za maly jeszcze do robotek,potem zas za maly....,ja
                  to zrobie lepiej,a potem synalek nie wie jak sie za co ma zlapac.koniec.mama nie
                  nauczyla niestety.mysle ze problem tkwi w nadopiekunczej matce,ona nie widzi,nie
                  chce widziec ze krzywdzi dziecko.
                  • wielo-kropek Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 19.06.05, 23:34
                    chantal11 napisała:

                    >
                    >
                    > Jezeli wynika to z jej powiedzmy"spontanicznosci:,to robi krzywde synowi,bo
                    > idzie w swiat nieprzystosowany,matka nie widzi oczywiscie nic zlego wtym ze
                    > wyrecza synusie najpierw bo za maly jeszcze do robotek,potem zas za
                    maly....,j
                    > a
                    > to zrobie lepiej,a potem synalek nie wie jak sie za co ma zlapac.koniec.mama
                    ni
                    > e
                    > nauczyla niestety.mysle ze problem tkwi w nadopiekunczej matce,ona nie
                    widzi,ni
                    > e
                    > chce widziec ze krzywdzi dziecko.
                    Raz mowisz, ze te sprawy powinne wynikac ze spontanicznosci, a innym
                    razem zaprzeczasz. Moze wiec i ja powinienem nauczac swoja zone w ten
                    sposob zeby zawsze byla przygotowana do zycia z perfekcja, a ona mnie?
                    Czyli zadnych uslugiwan dla siebie na wzajem. Niby dlaczego mam jej
                    cos podac czy pomagac w niektorych sprawach. To moze byc niebezpieczne -
                    moze sie rozleniwic,uwazac ze jej sie nalezy itd. Jednym slowe bede ja
                    krzywdzil, a odczuje to, kiedy np. wyjade na dluzszy czas (ona nie
                    poradzi sobie w zyciu z obowiazkami ktore ja wykonuje za nia). Czy
                    widzisz do jakich anomalii prowadzi takie podejscie rygorystycznego
                    traktowania ludzi i obowiazkow zarazem? W koncu mowa tutajjest o 30
                    letnim facecie. On matke o nic nie prosil, nie rozkazywal jej cos
                    podac itp. Ona sama to dobrowolnie robi. Widze ze ty tego nie potrafisz
                    zrozumiec, bo docenic to, to chyba jeszcze trudniej jest dla ciebie.
              • wielo-kropek Re: Do chantal 11 20.06.05, 03:02
                chantal11 napisała:



                > Najbardziej wkurzylam sie jak przeczytalm z e :na takie cos trzeba sobie
                zasluz
                > yc"
                > mnie sie wydaje ze takie cos powinno byc spontaniczne,a nie zasluzyc!
                > nie chcialabym miec cie za meza,gdzie na kazdy usmiech,piszczote trzeba
                zasluzy
                A ty gdzie zyjesz? Czy ty mi tutaj chcesz powiedziec, ze twoj maz u
                ciebie nie zasluzyl na szacunek ktory mu okazujesz (jesli wogole to
                robisz)? Czy on ci kwiaty i prezenty kupuje bez twoich zaslug? Wybacz,
                ale ja byle Kasi czy Marysi tego nie robie, bo one nie zasluguja na
                to. Czy ty wiesz na jakich zasadach sa zawierane zwiazki malzenskie?
                Dobrowolnie sa zawierane. Dobrowolnie sie w nich wiec jedna strona robi
                cos tej drugiej -uslugi i zaslugi zarazem sa wiec dobrowolne.
                Rozmawiamy wiec o ludziach dobrowolnie, rownie wspolzyjacych ze soba i o
                dobrowolnych uslugach dla siebie, a nie na zasadzie pracownik-szef, czy
                odwrotnie. Szkoda ze ty tego nie pojmujesz i czepiasz sie slowa
                "zasluzyc" bezpodstawnie. Skoro taki filantrop z ciebie u ktorego
                zaslugiwac na nic nie trzeba, to moze zacznij pomagac zebrakom bez
                zaslug u ciebie i kupowac im prezenty, okazujac zarazem dla nich glorie
                swojego szacunku. Chociazby z tej spontanicznosci mozesz to zrobic.Dodam
                tez, ze kobieta wcale nie musi u mnie zaslugiwac na nic. Jesli ja
                wybralem, znaczy sie ze zasluzyla na to, by ze mna byc. A byc ze mna
                niestety nie kazdej jest dane, niewazne jakby sie do mnie usmiechala. U
                mnie kobieta musi i powinna zasluzyc SOBA. Nie wiem czy pojmiesz co mam
                tu na mysli. Wydaje mi sie ze tak, bo podobnie te sprawy wygladaja tez
                u kobiet w stosunku do mezczyzn. Pozdrawiam
                • chantal11 Re: Do chantal 11 20.06.05, 09:02

                  widze ze sie nie dogadamy.dalej twierdze,ze nadopiekunczosc matek,ktora wyrecza
                  dzieciaka w wszelkiej pracy,ktora od najmlodszych lat nie pokazuje mu jak ma
                  zrobic cos,wyrecza go,jest przyczyna tego iz taki osobnik w doroslym zyciu nie
                  bedzie pomagal zonie,bo ma zaszczepione ze to kobieta jest od prac
                  domowych.nadopiekunczosc matek wynika z jej wychowania,z psychiki.
                  takie jest moje zdanie na ten temat i go nie zmienie.znam to z autopsji.i wcale
                  nie o meza mi chodzi.bo on lubi mi pomagac,mimo tego ze on z pracy przychodzi
                  zmeczony,mnie, ktora nie pracuje zawodowo,a zajmuje sie domem.
                  Czy jesli ktos pomaga zebrakom,biednym ludziom,to musza oni sobie na to
                  zasluzyc?no prosze cie!a jak sobie niby oni zasluzyli u tych bogaczy ,mam na
                  mysli cala rzesze znanych nazwisk w swiecie,ktorzy pomagaja im wspierajac ich i
                  przekazuja forse na cele charytatywne?ta potrzeba wspierania ich wynika z
                  dobroci serca,wlasnie spontanicznosci.zreszta nie tylko bogaci dziela sie z
                  zebrakami,ale i biedniejsi ktorzy wlasnie rozumieja biede tych ludzi.
                  • wielo-kropek Re: Do chantal 11 21.06.05, 05:23
                    chantal11 napisała:

                    >
                    > widze ze sie nie dogadamy.dalej twierdze,ze nadopiekunczosc matek,ktora
                    wyrecza
                    > dzieciaka w wszelkiej pracy,ktora od najmlodszych lat nie pokazuje mu jak ma
                    > zrobic cos,wyrecza go,jest przyczyna tego iz taki osobnik w doroslym zyciu nie
                    > bedzie pomagal zonie,bo ma zaszczepione ze to kobieta jest od prac
                    > domowych.nadopiekunczosc matek wynika z jej wychowania,z psychiki.
                    > takie jest moje zdanie na ten temat i go nie zmienie.znam to z autopsji.i
                    wcale
                    > nie o meza mi chodzi.bo on lubi mi pomagac,mimo tego ze on z pracy przychodzi
                    > zmeczony,mnie, ktora nie pracuje zawodowo,a zajmuje sie domem.
                    > Czy jesli ktos pomaga zebrakom,biednym ludziom,to musza oni sobie na to
                    > zasluzyc?no prosze cie!a jak sobie niby oni zasluzyli u tych bogaczy ,mam na
                    > mysli cala rzesze znanych nazwisk w swiecie,ktorzy pomagaja im wspierajac ich
                    i
                    > przekazuja forse na cele charytatywne?ta potrzeba wspierania ich wynika z
                    > dobroci serca,wlasnie spontanicznosci.zreszta nie tylko bogaci dziela sie z
                    > zebrakami,ale i biedniejsi ktorzy wlasnie rozumieja biede tych
                    ludzi.
                    To w czym wiec jest tutaj twoj problem? Dlaczego wiec dopominasz
                    sie za wszelka cene by faceci pomagali w pracach domowych? Dlaczego
                    nie potraktujesz sprawy tak jak tutaj napisalas, ze ludzie
                    spontanicznie pomagaja biednym........, czyli podejsc do sprawy pomocnie
                    a nie " cos za cos", pol na pol. Dlatego tak nie robisz, bo do tej
                    grupy ludzi o jakich tu piszesz poprostu sie nie zaliczasz. Tylko o
                    siebie dbasz i zrobic cos dla kogos innego jest dla ciebie pewnie
                    przestepstwem moralnym. Nie bez powodu maz musi ci pomagac w domu
                    kiedy nawet jest mocno zmeczony po pracy. Nie mow mi, ze robi to z
                    przyjemnoscia. Robi to raczej z koniecznosci. Ty pomimo iz nie
                    pracujesz, pozwalasz zeby takie rzeczy mialy miejsce. Pokazalas tutaj
                    jaka gosposia dobra jestes. Swiadczy to nie tylko o gosposi ale ogolnie
                    o twoim charakterze i traktowaniu drugiej osoby. Mials sie czym
                    pochwalic, naprawde.Poprostu nie zalezy ci zbytnio na mezu, bo gdybys
                    go mocno kochala to sama bys zrobila wszystko potrzebne w domu, zanim
                    on do niego wroci z pracy. Ludzie pomagaja nie tylko zebrakom.
                    Pomagaja tez zwierzetom. Dosc czesto pomagaja sobie nawzajem,
                    bezinteresownie, bo to im sprawia satysfakcje. Glodnym i bezdomnym tez
                    sie pomaga. Jednak jest to pomoc czasem chwilowa, mimolotna i wynika z
                    koniecznosci (spolecznej np.). My zas mowimy o pomocy wzajemnej, dosc
                    czesto z calym zyciem zwiazanej. W tym przypadku niestety partnerzy
                    zasluguja jedno przed drugim na wzajemne wsparcie -pomoc. Jesli ktores
                    przestaje zaslugiwac na to, dosc czesto konczy sie to rozwodem. Ludzie
                    (mezowie) pomagaja tez swoim zonom a zony mezom. Tak, spontanicznie jak
                    napisalas. Tylko ci ktorzy tak robia, nie glosza hasel i nie obwiniaja
                    niczyich matek ze zle wychowuja swoich synow. I gdzie niby ma byc ta
                    nadopiekunczosc tych "miedobrych" matek. Granice tego to ty pewnie
                    najtrafniej i najsprawiedliwiej potrafisz wytyczyc.
                    • chantal11 Re: Do chantal 11 21.06.05, 09:56

                      Jakos nie moge sie dopatrzyc tekstu,gdzie niby dopominam sie aby faceci
                      pomagali,hehe.jest watek otym temacie wiec wyrazilam swoja opinie.a ty
                      doszukujesz sie niewiadomo czego.wkladasz w moje usta cos czego nie
                      mowilam.czytaj tekst ze zrozumieniem!!bo widze ze przychodzi ci to z trudem.

                      Dlatego tak nie robisz, bo do tej
                      > grupy ludzi o jakich tu piszesz poprostu sie nie zaliczasz. Tylko o
                      > siebie dbasz i zrobic cos dla kogos innego jest dla ciebie pewnie
                      > przestepstwem moralnym. Nie bez powodu maz musi ci pomagac w domu
                      > kiedy nawet jest mocno zmeczony po pracy. Nie mow mi, ze robi to z
                      >
                      > przyjemnoscia. Robi to raczej z koniecznosci. Ty pomimo iz nie
                      > pracujesz, pozwalasz zeby takie rzeczy mialy miejsce. Pokazalas tutaj
                      > jaka gosposia dobra jestes. Swiadczy to nie tylko o gosposi ale ogolnie
                      >
                      > o twoim charakterze i traktowaniu drugiej osoby. Mials sie czym
                      > pochwalic, naprawde.Poprostu nie zalezy ci zbytnio na mezu, bo gdybys
                      > go mocno kochala to sama bys zrobila wszystko potrzebne w domu, zanim
                      >
                      > on do niego wroci z pracy.

                      A skad ty,do cholery wiedziec mozesz do jakiej grupy sie zaliczam?jaka
                      jestem?napewno nie jestem egoistka i osoba niewrazliwa na los innych.pomagam
                      biednym jak moge.i nie mam zamiaru tlumaczyc sie tobie jak to robie.I zapewniam
                      cie ze BEZINTERESOWNIE!
                      maz,dlatego ze mnie kocha pomaga mi,zmywa naczynia od 18lat i wcale nie musi
                      tego robic,ale on poprostu CHCE.inne prace domowe tez nie sa mu obce.Tak trudno
                      to ci zrozumiec?nie z koniecznosci,ale powtarzam raz jeszcze ze dlatego bo mnie
                      kocha.a jesli kocha,to za cos,prawda?zasluzylam sobie!!!no,teraz powinno ci sie
                      podobac to co napisalam,bo u ciebie trzeba sobie zasluzyc!maz nie widzi nic
                      zlego w tym pomaganiu,.widze ze dla ciebie to jest olbrzymim problemem.!nie
                      mozesz pogodzic sie ztym ze mam inne zdanie w tej kwestii?co?

                      P.S zwierzaki tez kocham,mam pieknego yorka.kocham rowniez mrowki:)

                      • wielo-kropek Re: Do chantal 11 23.06.05, 02:15
                        chantal11 napisała:


                        > Jakos nie moge sie dopatrzyc tekstu,gdzie niby dopominam sie aby faceci
                        > pomagali,hehe.jest watek otym temacie wiec wyrazilam swoja opinie.a ty
                        > doszukujesz sie niewiadomo czego.wkladasz w moje usta cos czego nie
                        > mowilam.czytaj tekst ze zrozumieniem!!bo widze ze przychodzi ci to z trudem.
                        Tytul tego watku chyba jest wyrazny i sam za siebie mowi. Mowi to,
                        jesli nierozumiesz o co w nim chodzi - zeby matki wychowywaly swoich
                        synow tak, zeby ci POMAGALI swoim zonom. Troche obludy widze w twojej
                        wypowiedzi, skoro tak podchodzisz do sprawy, za ktora zreszta murem
                        stoisz, czyli popierasz autorke watku i obwiniasz matki ktore
                        nierygorystycznie (czyli na sile, pod dyktando) podchodza do sprawy prac
                        domowych jesli chodzi o ich synow.


                        > A skad ty,do cholery wiedziec mozesz do jakiej grupy sie zaliczam?jaka
                        > jestem?napewno nie jestem egoistka i osoba niewrazliwa na los innych.pomagam
                        > biednym jak moge.i nie mam zamiaru tlumaczyc sie tobie jak to robie.I
                        zapewniam
                        > cie ze
                        BEZINTERESOWNIE!
                        Wiem to z twojej wypowiedzi. Kobieta ktora bezinteresownie lubi
                        pomagac innym i robi to, nie bedzie dopominala sie tu na forum (nie
                        bedzie utrzymywala tej opinii) by inni wyreczali ja czy inne kobiety
                        od obowiazkow domowych. Dla kobiety ktora bezinteresownie lubi pomagac
                        innym, pomoc domowa, w tym przypadku dla meza bedzie tylko i wylacznie
                        przyjemnoscia, a nie wielkim krzykiem jak ty to robisz. Kapisz?
                        > maz,dlatego ze mnie kocha pomaga mi,zmywa naczynia od 18lat i wcale nie musi
                        > tego robic,ale on poprostu CHCE.inne prace domowe tez nie sa mu obce.Tak
                        trudno
                        > to ci zrozumiec?nie z koniecznosci,ale powtarzam raz jeszcze ze dlatego bo
                        mnie
                        > kocha.a jesli kocha,to za cos,prawda?zasluzylam sobie!!!no,teraz powinno ci
                        sie
                        > podobac to co napisalam,bo u ciebie trzeba sobie zasluzyc!maz nie widzi nic
                        > zlego w tym pomaganiu,.widze ze dla ciebie to jest olbrzymim problemem.!nie
                        > mozesz pogodzic sie ztym ze mam inne zdanie w tej kwestii?co?
                        >
                        > P.S zwierzaki tez kocham,mam pieknego yorka.kocham rowniez mrowki:)
                        >
                        Maz ci pomaga pewnie z przyczyn tak jak napisalas, bo kocha cie, choc
                        moge tez sie mylic. Czasem moze facet pomagac by miec swiety spokoj
                        niz sluchac pozniej roznych wygadywan na ten temat. Dokladna prawde ty
                        powinnas znac. Ja wiecej na ten temat nie chce mowic, bo to nie ma sensu -w
                        koncu nie znam twojego meza ani tez ciebie (to co piszesz, swiadczy
                        ogolnie nienajlepiej o tobie -wybacz, ale takie mam zdanie) Szczegolnie
                        niedobrze swiadczy to, o czym juz pisalem, ze facet(twoj maza) wraca
                        zmeczony z pracy do domu ma w nim jeszcze domowe prace do wykonania,
                        kiedy ty zupelnie niepracujesz zawodowo.
                        • strucla_z_serem do wielo-kropek 24.06.05, 08:06
                          nie sadze aby chantal DOPOMINALA sie czegokolwiek a juz tym bardziej dla siebie
                          skad ta awersja do umycia dwoch talerzy po obiedzie?
                          dzis myjesz ty- jutro ja
                          "o, kochanie, zle wygladazs- ja zmyje dzis po obiedzie i umyje lazienke"-to sie
                          tyczyc moze zarowno kobiety, jak i mezczyzny; jakbys odmawial kobiecie prawa do
                          zmeczenia bo "nie pracuje zawodowo"
                          wiec skoro zajmowanie sie domem nie moze zmeczyc, to jaki problem by maz RAZ na
                          dzien(bo akurat tylko raz moze, przeciez pracuje)stanal przy zlewie?
                          w wielu domach po wspolnym obiedzie dzieci ida do lekcji np, a mama z tata ida
                          do kuchni i przy szumie wody ze zlewu rozmawiaja o tym, jak spedzili dzien
                          tata po stresujacym dniu lubi chwile postac, koncentrujac sie jedynie na prostej
                          rzeczy- myciu talerza
                          nie dziwie sie ze chantal sobie stad poszla, szkoda energii na te twoje
                          argumenty..zapieniles sie i tupnoles nozka"tak ma byc i juz!baba do garow, a
                          kapcie dla mezusia w zebach ma trzymac, chantal- jestes potworem!"
                          tez stad ide..obysmy sie na tym forum nie mieli okazji spotkac..
                          • chantal11 do: strucla_z_serem 24.06.05, 09:27

                            Tak,w rzeczy samej,niczego sie nie dopominalam.wypowiedzialam sie na ten temat
                            tak a nie inaczej,bo tak to widze,tak mysle.
                            wielokropek mysli inaczej.ma prawo.ale za daleko posuwal sie pod moim
                            adresem.jakies bezpodstawne oskarzenia,niby jaka to ja jestem
                            zla,niedobra,egoistyczna etc.
                            nie bede ciagnela tej dyskusji,bo faktycznie to bez sensu.ja o niebie,on o chlebie.
                            pozdr
                            • wielo-kropek Re: Chantal 25.06.05, 05:02
                              chantal11 napisała:

                              .
                              > wielokropek mysli inaczej.ma prawo.ale za daleko posuwal sie pod moim
                              > adresem.jakies bezpodstawne oskarzenia,niby jaka to ja jestem
                              > zla,niedobra,egoistyczna etc.
                              > nie bede ciagnela tej dyskusji,bo faktycznie to bez sensu.ja o niebie,on o
                              chle
                              > bie.
                              > pozdr
                              Mnie sie wydaje ze ty niebardzo wiesz co tak naprawde piszesz. Raz
                              piszesz ze nadopiekunczosc matek krzywdzi synow, ze wypuszczaja w swiat
                              niedorajdow zyciowych itp. Zarzucasz wiec matkom niedobre wychowanie. Z
                              twoich wypowiedzi jak tez i z samego tytulu watku wynika jedna
                              zasadnicza sprawa: to wlasnie matki powinne wychowywac synow tak, by
                              ci POMAGALI swoim zonom w pracach domowych. Pisalem nizej, ze to nie
                              od matek glownie zalezy lecz od samych facetow. Pisalem tez dlaczego
                              ogolnie niektorzy mezczyzni nie chca pomagac.Kazdy facet wie jak zmyc
                              naczynia. Tego matki nie musza ich uczyc, bo to jest cos tak zwyczajne
                              jak np. obtarcie nosa chusteczka po wysmarkaniu (trzeba tylko chciec to
                              zrobic). Wlasnie caly ten krzyk i obwinianie matek rozchodzi sie
                              tylko i wylacznie o POMOC, ktora kobiety oczekuja od swych facetow.
                              Ty tez przyjelas dokladnie to stanowisko i tez chodzi ci o pomoc ktora
                              faceci maja i powinni okazywac. Zgoda. Rozumiem to. Nie rozumiem zas
                              tego, ze z jednej strony dopominasz sie tej pomocy (piszac o tym)a z
                              drugiej strony mi piszesz ze ja lubisz okazywac innym
                              bezinteresownie. Tu wlasnie hipokryzje widze w twoich slowach. Albo
                              tak, albo nie. Albo pomagasz, albo szukasz pomocy. Nie mozna mnie tu tak
                              tumanic. Wiem ze na internecie bardzo latwo sie pomaga innym i to w
                              dodatku bezinteresownie. Filantropia wiec kwitnie. A tytul watku
                              krzyczy sam za siebie i mowi cos zupelnie odwrotnego.Tak, ty o niebie
                              piszesz (bujasz w oblokach) a ja o chlebie (z zycia biorac fakty). Tu
                              trafilas w dziesiatke. I na koniec chce powiedziec ze nic do ciebie nie
                              mam. Oskarzen zadnych. Poprostu chcialem powiedziec co o tym temacie
                              mysle, zestawiajac ciebie w nim (raczej tylko i wylacznie twoje takie a
                              nie inne wypowiedzi). Wiadomo, tez moge sie mylic. Mnie do nieba
                              daleko. Swietym nie jestem. Pozdrawiam
                          • wielo-kropek Re: do wielo-kropek 25.06.05, 03:28
                            strucla_z_serem napisała:

                            > nie sadze aby chantal DOPOMINALA sie czegokolwiek a juz tym bardziej dla
                            siebie
                            > skad ta awersja do umycia dwoch talerzy po obiedzie?
                            > dzis myjesz ty- jutro ja
                            > "o, kochanie, zle wygladazs- ja zmyje dzis po obiedzie i umyje lazienke"-to
                            sie
                            > tyczyc moze zarowno kobiety, jak i mezczyzny; jakbys odmawial kobiecie prawa
                            do
                            > zmeczenia bo "nie pracuje zawodowo"
                            > wiec skoro zajmowanie sie domem nie moze zmeczyc, to jaki problem by maz RAZ
                            na
                            > dzien(bo akurat tylko raz moze, przeciez pracuje)stanal przy zlewie?
                            > w wielu domach po wspolnym obiedzie dzieci ida do lekcji np, a mama z tata ida
                            > do kuchni i przy szumie wody ze zlewu rozmawiaja o tym, jak spedzili dzien
                            > tata po stresujacym dniu lubi chwile postac, koncentrujac sie jedynie na
                            proste
                            > j
                            > rzeczy- myciu talerza
                            > nie dziwie sie ze chantal sobie stad poszla, szkoda energii na te twoje
                            > argumenty..zapieniles sie i tupnoles nozka"tak ma byc i juz!baba do garow, a
                            > kapcie dla mezusia w zebach ma trzymac, chantal- jestes potworem!"
                            > tez stad ide..obysmy sie na tym forum nie mieli okazji spotkac..
                            Nie wyskakuj z tym zmywaniem naczyn. Ona wyraznie pisala ze facet
                            wracal zmeczony i z PRZYJEMNOSCIA jej pomagal. Ja tez czasem bywam
                            zmeczony i wiem jaka przyjemnosc wtedy stanowi zmywanie naczyn, czy
                            robienie czegos podobnego do tego. Mozesz sobie pobajerowac, ale nie
                            mnie.
    • teleranekk Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 19.06.05, 22:45
      To sie nazywa Matka Polka. i tylko takie sie w Polsce zdazaja. W iinych
      zakatach swiata mamusia mowi synkowi zeby w wieku 18 lat poszedl sobie i radzil
      sobie sam.Dlatego w Polsce przez te kochane mamusie to bedzie lipa z facetami
      juz niedlugo.
      • wielo-kropek Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 19.06.05, 23:09
        Nie jest wielkim czyms wyslac dziecko z domu by sobie samo radzilo. Tak
        naprawde to dzieci same zostawiaja swoich rodzicow, bo jest im tak
        wygodniej. Jednak patrzac z tej innej strony, nie zawsze takie
        "pozbycie sie" wychodzi na dobre. Siegnijmy troche wstecz dla
        przykladu. Mamusie praktycznie wszystkie wczesniej postepowaly podobnie w
        stosunku do swoich synow, podobnie jak opisala to autorka. Na stare
        lata ci sami synkowie zadbali o to, by matke z ojcem dohodowac, kiedy
        ci potrzebowali pomocy. A jak jest dzisiaj w tych
        szczegolnie"cywilizowanych" krajach, gdzie to wychowuje sie dzieci
        wielkiej zaradnosci (z ta ich zaradnoscia zreszta tez bym dyskutowal)?
        Rodzice dogorywaja w starczych domach, zupelnie w samotnosci,
        zapomnieni.....Tylko wyjatkowi synkowie sie znajda by ich czesciej
        odwiedzac. Wiekszosc robi to raz czy dwa razy w roku (na Boze
        Narodzenie zazwyczaj). Czy o takie zimne wychowanie wam tutaj chodzi?
        Matka kocha swojego syna irobi to moze niez goracym, kobiecym sercem,
        ale z pewnoscia mocno cieplym. Ja w tym niczego zlego nie widze,
        raczej widze tylko jej szlachetne cechy. Z czasem jej syn to doceni,
        a jesli nawet nie, to mowi sie trudno. Matka przeciez nie bedzie wiecznie
        dla niego. Domowych obowiazkow mozna sie nauczyc szybko, to nie wymaga
        studiowania. Wazne zeby facet byl nauczony pracowitosci (nie sposob w
        koncu wszystko robic i nie koniecznie zreszta wszystko trzeba). Nawet ta
        zawodowa uwazam ze mu wystarczy by radzic sobie doskonale w zyciu, by jesc
        swoj chleb a nie mamusi.
        • teleranekk Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 19.06.05, 23:14
          wielo kropek sadzisz ze na zachodzie to wszyscy synowie do domu starcow
          rodzicow oddaja. a w polsce to wszsycy sie mamusiami zajmuja na starosc. tak
          nie jest bo nigdy nie umieli wokol siebie nic zrobic to starej amtce tez nie
          umieja pomoc.
          • wielo-kropek Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 19.06.05, 23:16
            teleranekk napisała:

            > wielo kropek sadzisz ze na zachodzie to wszyscy synowie do domu starcow
            > rodzicow oddaja. a w polsce to wszsycy sie mamusiami zajmuja na starosc. tak
            > nie jest bo nigdy nie umieli wokol siebie nic zrobic to starej amtce tez nie
            > umieja pomoc.
            Oczywiscie ze nie wszyscy. Jednak nie widze na zachodzie pod tym
            wzgledem wiekszego atutu niz w Polsce. Sa ludzie i ludziska -wszedzie.
            • teleranekk Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 19.06.05, 23:18
              tak ludzie i ludziska ale mamin synkow o wiele wiecej w Polsce spotkalam.
              • wielo-kropek Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 19.06.05, 23:24
                teleranekk napisała:

                > tak ludzie i ludziska ale mamin synkow o wiele wiecej w Polsce spotkalam.
                Moze tu jest ich troche mniej, ale zazwyczaj oni siedza na zasilku, bo
                ich mamusie nie chca ich utrzymywac. Tacy sa zmuszeni poprostu by
                sprzatac po sobie. Kobiety zas tutaj nie interesuja sie takimi ktorym
                panstwo pomaga. Nie wazne jak go nazwac, maminsynkiem, leniem, czy
                niezaradnym poprostu. Mezczyzni w Polsce ogolnie wiecej sie staraja niz
                na zachodzie. Kobiety zreszta tez.
              • chantal11 Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 19.06.05, 23:24


                we Wloszech ponoc jest ich najwiecej
    • chicarica Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 19.06.05, 22:56
      Nie bronię maminsynka, jeśli faktycznie mamunia koło niego skacze, to coś tu
      jest nie tak, zastanowiły mnie jednak Twoje słowa: "on wielce zmeczony po pracy
      za kolkiem 8 godz z czego polowa spedzona na spotkaniach w przyjemnych
      miejscach...wraca do domku siada na fotelu zapala papieroska"

      Facet, jeśli dobrze rozumiem, jest zapewne przedstawicielem handlowym.
      Zastanawiam się, czy Ty w ogóle wiesz, co to znaczy spędzić 8 h za kółkiem,
      zrobić np. 500 km w ciągu jednego dnia? Te "spotkania w przyjemnych miejscach"
      to często stresująca rozmowa, od której zależy Twoje być albo nie być w firmie.
      Dam Ci przykład: jestem lektorką angielskiego. Praca niby leciutka, przyjemna, w
      przyjemnych miejscach siedzę sobie i rozmawiam z ludźmi. Powiedz mi w takim
      razie, dlaczego wracam do domu zj.bana jak koń po westernie, siadam na sofie i
      pół godziny gapię się za okno i marzę o tym, żeby nikt nic ode mnie nie chciał i
      o nic mnie nie pytał? Nawet telefonu nie odbieram.
      Czy Ty w ogóle kiedykolwiek spędziłaś 8 godzin za kółkiem pędząc ze spotkania na
      spotkanie? Czy wiesz co to znaczy, cały dzień kłapać paszczą do klientów,
      uśmiechać się i jednocześnie mieć oko na wszystkie szczegóły? Mam wrażenie, że
      reprezentujesz typową peerelowską mentalność: nie spocił się, to się nie napracował.
      • teleranekk Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 19.06.05, 23:04
        a moze jego mam tez ciezko pracuje???i tez ma kolo niego biegac?kazdy pracuje 8
        godzin i biega a kobiety jescze dzieci wychowuja gotuja ...
    • wiosenna2 Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 20.06.05, 01:24
      dzieki za odzew mi chodzi lo o sposob no szlag mnie trafia jak o tym pomysle
      ona mu papierkowe rzeczy uklada w segregatorach np:rozliczenia podatkowe a on z
      petem w gebie i z glupawym usmieszkiem siedzi sobie na kanapie i ma to gdzies
      ze matka w polpochylona usuguje mu to naprawde wyglada jakby mial
      gosposie....jakby mogla to by mu kapcie w gebie za przeproszeniem przyniosla
      chodzilo mi tu o nakreslenie faktu ze nawet matce nie pomogl nic.....



      wiem co to jest praca przedstawiciela oj wiem.................
      • wielo-kropek Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 20.06.05, 02:10
        A co tu ma papieros do tego? Facet poprostu pali i tyle. Nie znam
        blizej okolicznosci ich wspolzycia, byc moze matka wlasnie (a wydawaloby
        sie to raczej pewnym), trzyma wszystkie papiery w swoim miejscu pod
        swoja opieka, czyli calej rodziny. Nie oznacza to jednak,ze facet nie
        jest odpowiedzialny, czy kiedy zaistnialaby potrzeba znalezc sobie
        potrzebne papiery mialby z tym problemy. Nie oznacza to tez, ze kiedy
        zamieszka sam, nie potrafi zorganizowac czy uporzadkowac tych spraw na
        wlasna reke. Od siebie cos dodam na ten temat. Moja matka tez mi w
        swoim czasie prala, prasowala, gotowala i sprzatala tez nie raz po
        mnie. Jakos dzisiaj zupelnie nie mam z tym problemow. Potrafie gotowac
        (lubie nawet cos zakucharzyc) sprzatac tez zadna mecyja dla mnie.
        Zona tez nigdy z tych powodow nie cierpiala. Na dobra sprawe to ja ja
        nauczylem troche gotowania, kiedy chodzi o nasze poczatki -sama chciala
        sie nauczyc. Byl czas ze lubilem nawet prasowac swoje rzeczy. Dzisiaj
        prasowac nie lubie i tez tego nie robie (robia to zazwyczaj w
        pralni). Czy moge wiec twierdzic ze moja matka mnie zle wychowywala.
        Otoz twierdze wlasnie na odwrot. Czyniac tak, moja matka potrafila
        swoim zachowaniem (usluznoscia? ) przekazac mi bardziej swoja matczyna,
        kobieca milosc. Dzisiaj, z czasem to szczegolnie doceniam. Ta milosc
        nie poszla na marne. Byc moze wlasnie poprzez matczyna milosc do mnie,
        kocham i szanuje bardziej swoja obecnie zone niz normalnie moglbym to
        robic. Gdyby matka mna np. poniewierala, kto wie czy kochalbym dzisiaj
        kobiety tak jak kocham? Byc moze tez nimi bym szastal jak to robia
        niektorzy faceci. Moja matka mnie zawsze kochala i dbala o mnie,pomimo ze
        juz bylem dorosly. Nie bez powodu pewnie ja zawsze kochalem
        dziewczyny/kobiety. To szlo jakos w parze, jakoby z urodzeniem czy od
        urodzenia. A glowna sprawe w tym miala wlasnie moja matka. Dlaczego tak
        odrazu obwiniasz tutaj matke (przynajmniej w swoim tytule)? Przeciez
        nie wiesz jakim mezem ten facet bedzie. Czy ten ktory umie
        np.gotowac dasz gwarancje ze sie sprawdzi w malzenstwie? A co powiesz
        o dziewczynach ktore gotowac nie umieja? Jak juz wspomnialem, moja zona
        tez kiedys nie umiala. Dzisiaj duzo potrafi zrobic i co najwazniejsze -
        chce.
      • pixi14 Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 20.06.05, 02:21
        jezu ale on musi byc zaganiany musi miec powazna buhha prace.z faceta nic
        dobrego nie bedzie......ku.. powinnien ruszyc dupe i pomoc matce..zreszta to
        chore jest to zachowanie matczynej sukowatosci
        • wielo-kropek Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 20.06.05, 02:38
          Nie ma niczego zlego w usluznosci. Przytocze fakt z zycia. Dziewczyna
          (22 lata) ktora nie byla nauczona by cos komus podac byla w swoim domu.
          Siedziala i przygladala sie jak jej matka lata by podac dla gosci to
          i tamto. Ojciec byl raczej od tych bardziej pitnych produktow. Kiedy
          juz po goscinie zapytalem jej matke dlaczego jej corka w niczym nie
          pomogla, ta byla troche zaskoczona moim pytaniem. Nie wiedziala co ma
          powiedziec. Powiedziala mi "wiesz, ja ja zapytam dlaczego" Troche pozniej,
          kiedy corka sie nawinela pod reke, matka ja wlasnie zapytala. dlaczego mi
          nie pomoglas? A ta z odpowiedza -ja nie wiem mamo. Czy o takiej mam
          prawo mowic ze bedzie zla zona? Takich dziewczyn jest przeciez masa.
          Byc moze nawet wiecej niz chlopakow, ktore do niczego sie nie przyloza.
          Znam matki ktore wlasnie narzekaja na swoje corki pod tym wzgledem.
          Wiem, ze nie jedna mi tu powie, bo chcialyby nauczyc corek
          uslugiwania.............. by z czasem uslugiwaly tez swoim mezom. A nie
          o to tu chodzi. Chodzi o zwykla ludzka pomoc.
          • teleranekk Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 20.06.05, 11:22
            to powiedzmy ze problem maja glupie mamusie. jak ja bym wiecej czsu spedzala z
            moja matka to tez nigdy nic bym nie umiala. na szczescie mnie to ominelo. a
            dlaczego moja matka nie chciala zeby jej pomagac. bo zawsze twiedzila ze
            najlepiej wszystkoz robi. o ok teraz jak do niej jade to nawet lozka nie sciele
            bo ona to najelpiej zrobi. jak kiedys scielilam to musiala poprawiac bo zle
            bylo poscielone. wiec teraz mam to w nosie. i dzieki bogu ze z moja matka w
            zyciu malo czasu spedzilam bo teraz nawet odkurzyc bym nie umiala.wiec od
            takich matek sie trzeba chronic, ale mezczyzni przeferuja wygodnictwo.
    • grogreg Ale na szczescie..... 20.06.05, 11:57
      .... Ty, jako matka, zmienisz te regule.
      Daj gowniarzowi wycisk!
      • teleranekk Re: Ale na szczescie..... 20.06.05, 15:07
        oczywisice ze moj syn wyjdzie z domu umiejacy przynajmniej sobie zupe ugotowac
        zeby z glodu nie umarl bo madrzy ludzie zyja w brudzie:)
        • grogreg Re: Ale na szczescie..... 20.06.05, 15:17
          > bo madrzy ludzie zyja w brudzie:)

          Eeee, nie kapuje.
          • teleranekk Re: Ale na szczescie..... 20.06.05, 16:06
            no co nie kapujesz madrzy ludzie zyja w brudzie i kazdy facet tego przestrzega.
            chlop musi gotowac zeby z glodu nie zdechnac a od brudu sie nie umiera.
            • grogreg Re: Ale na szczescie..... 20.06.05, 16:10
              Umiera.
              Tylko dluzej.
              • chantal11 Re: Ale na szczescie..... 20.06.05, 16:20

                zoladek potrzebuje 1kg brudu na rok.wtedy ma sie dobrze:))
                • grogreg Re: Ale na szczescie..... 21.06.05, 10:06
                  Czyli raz do roku urzadzic sobie trzeba "kloaka-day", a reszte mozna przezyc
                  higieniczne?
    • hamlet1111 Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 20.06.05, 19:51
      Zwykle jest tak że na leniwych mężów narzekają żony, które same nie grzeszą
      pracowitością. Wolą raczej aby we wszystkim ich w domu wyręczył mąż. Tylko w
      dzisiejszych czasach w dobie zmywarek, pralek i mikrofalówek każdy największy
      leniwiec - facet jak np. ja sam sobie poradzi. Ja swoją przyszłą żonę
      wyobrażam sobie w tradycyjnej roli domowej, a wszystkie wyemancypowane cosmo-
      dziewczyny olewam.
      • chantal11 Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 20.06.05, 20:03

        dobra kura domowa nie jest zla!
        • wielo-kropek Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 21.06.05, 04:52
          Faceci nie chca pomagac swoim kobietom w pracach domowych zazwyczaj
          ci, ktorzy ich nie kochaja. Czy to jest tak trudno dla was
          zrozumiec? Kobieta ktora za wszelka cene domaga sie by maz sprzatal,
          kucharzyl, zmywal, prasowal itd. tez nie kocha swego meza. Tylko takie
          wlasnie, ktore by chlopa widzialy ciagle w roli wyreczyciela potrafia
          obwiniac jego matke za to. Raz jeszcze powtarzam, moja matka wszystko
          z tych domowych prac robila dla mnie. Ja zas zonie zawsze pomagam,
          bo ja kocham. Sprzatania czy np. zmywania naczyn nie trzeba nikogo
          uczyc. To poprostu trzeba tylko chciec zrobic. Dlaczego twoj maz tego
          nie robi? Odpowiedz ci juz dalem.
          • teleranekk Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 21.06.05, 10:01
            co ma milosc do brudnych garow to nie wiem. maz nie kocha zony?to po cholere z
            nia siedzi po to zeby gary za niego myla?
            • wielo-kropek Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 23.06.05, 02:26
              teleranekk napisała:

              > co ma milosc do brudnych garow to nie wiem. maz nie kocha zony?to po cholere
              z
              > nia siedzi po to zeby gary za niego myla?
              W tym przypadku nie chodzi o milosc lecz o jej brak. Wlasnie brak
              milosci ma bardzo duzo wspolnego tez z brudnymi garami, ale
              najwidoczniej ty tego nie mozesz pojac. Ludzie ktorzy sie mocno
              kochaja nie zwracaja uwagi kto zmywa brudne gary itp. Ludzie ktorzy
              sie niekochaja patrza zazwyczaj jedno na drugie by tych garow samemu
              nie zmywac (maz patrzy na zone, zeby ona zmyla, zona na meza -zeby on to
              zrobil) Wlasnie brak milosci pomiedzy nimi jest tez problemem przy
              brudnych garach. Nie wiem po jaka cholere facet siedzi z kobieta
              ktorej nie kocha. To pytanie mozna tez postawic pod adres kobiet.
              Dlaczego kobieta ktora niekocha faceta z nim siedzi (ta ktora kocha
              zmyje i nie kraka). Dlaczego wiec siedzi z kims, kto jej niechce
              pomagac? W koncu nie musi zmywac. Niech zmywa tylko swoje brudne
              naczynia, a po nim nie musi.
          • chantal11 Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 21.06.05, 10:05

            Ja nie moge!jakie ty bzdety wypisujesz na ten temat!on nie kocha jej-nie robi
            nic w domu,ona nie kocha jego-multum roszczen!haha.ile wypiles jak to pisales?
            dlugo myslales nad tym pouczajacym tekstem?masz ciekawy tok myslenia!ciekawa
            jestem ile masz latek?
            Fajnie sie z toba polemizuje:):( hehe
            Pozdrawiam jakikolwiek jestes,gdziekolwiek jestes
    • sagis Ta wiosna zła była:-))) 21.06.05, 10:11
      Kaleka emocjonalny?
      Pewnie był tak zmęczony, że nawet nie spojrzał na Ciebie i może też nie
      przeleciał:-))))
      Co Ty masz do swojego szwagra?
      "Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma". Jak możesz oceniać czyjąś pracę, że nie
      jest ona męcząca.
      A, to że jego mama dookoła niego skacze, to jest tylko ich sprawa.
      • wielo-kropek Re: Ta wiosna zła była:-))) 23.06.05, 01:51
        Ja wlasnie tez podobnie o tym mysle. Facet poprostu ja zignorowal a
        moze nawet zupelnie olal. Stad i te wypociny na jego temat i czepianie
        sie niewinnych, kochajacych swoich synow matek. Zle wychowuja? Wychowaj
        ty lepiej. Nikt ci przeciez w tym nie stoi na przeszkodzie. Juz
        niejedna wychowywala swojego meza by pod pantofel go wziac, by sprzatal,
        gotowal, zakupy zawsze robil, byl koniem na ktorym sie tylko jechac
        chcialo na kazde zawolanie itd. Niejedna z tego powodu zamiast z
        mezem chodzi dzisiaj na spacery z psem, bo facet tez ma swoj limit
        ktory moze wytrzymac. Podobnie ma sie to tez do ich synow.
        Wychowywala (raczej wyzywala sie na nim) do czasu. Do takiej synek
        juz dorosly nie chce nawet w odwiedziny przyjsc, bo po co, zeby ta
        kazala mu gary zmywac i inne rozkazy od niej wysluchiwac? A tak ogolnie
        do tematu powiem, ze ten problem maja biedne, malowyksztalcone kobiety.
        Kobiety majace troche wyzsza pozycje spoleczna nie zajmuja sie pracami
        sprzatania w domu itp. Chyba ze chca to robic, to juz jest ich sprawa
        wyboru. Jezeli nie chca, stac je zeby zatrudnic raz czy dwa razy w
        tygodniu czlowieka od sprzatania. Mezow swoich tez nie zmuszaja do
        tego, ani ich mezowie swoich zon. Podobnie tez jest z obiadami. Jesli
        nie lubia kucharzyc czy sa zmeczeni -jedza poza domem. W swiecie w ktorym
        ja zyje wydaje sie byc obecnie wiecej dziewczyn/kobiet nieumiejacych
        gotowac niz facetow. Wiec ten temat powinien brzmiec raczej
        odwrotnie. Moze, ojcowie winni ze corki niepotrafia..................a
        co najgorsze nie chca tego i owego robic w domu (tu ironii juz
        uzywam, bo z niektorymi tutaj poprostu nie mozna inaczej rozmawiac).
        Kloca sie wiec ze swoimi mezami jak juz powiedzialem biedne kobiety.
        Kloca sie o pieniadze (tez wspomnialem ze za pieniadze przyjda i
        posprzataja, ale taka woli gryzc swojego meza niz zaplacic komus za
        sprzatanie). Jesli facet wynajmie sprzataczke i wyda pare groszy na nia,
        ta znowu bedzie go gryzla ze wydal niepotrzebnie pieniadze, bo w
        koncu sam by to mogl zrobic. W najgorszym przypadku taka dusigroszyca
        powie, ze ona swoja polowe sprzata, dlaczego niby on nie moze tego
        zrobic. Nie potrafi zrozumiec tego, ze facetowi sprzatanie moze sie
        niepodobac i woli czasem spedzic kilka godzin w pracy wiecej zeby
        zarobic na sprzataczke.
        • wielo-kropek Re: Ta wiosna zła była:-))) 23.06.05, 02:37
          I jeszcze jedno. Najlatwiej jest zawsze kogos obwinic. Matki sa winne,
          ze faceci......... Tak, tak......winne. Pewnie tez matki sa winne tego,
          ze tak wychowaly swoje corki, ze te do burdelu jak muchy do miodu
          sie pchaja po zarobek zycia.
    • kaska75 Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 23.06.05, 20:36
      Matki sa winne także temu, że często również córusie nie mogą oderwać się od
      piersi. Znam kilka takich egzemplarzy, które niszczą swoje związki z całkiem do
      rzeczy facetami, „bo mamusia”.
    • psychopata.z.borderline a co w tym złego, że facet jest rozpieszczony? 23.06.05, 20:45
      i bardzo dobrze
    • kamea78 Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 24.06.05, 16:30
      Taka właśnie jest moja matka. Z bananem na twarzy obiega synka (26-letni
      bezrobotny), daje mu kasę na markowe ciuchy, bo innych nie założy. Ja zawsze
      byłam na boku, całe życie słyszałam "Musisz sobie poradzić", gdy mi cos nie
      wychodziło, słyszałam, jaka to jestem beznadziejna. Ja miałam obowiazki, on
      prawa. Szantażysta emocjonalny, kłamca i złodziej. Wszyscy, którzy nas znaja,
      to mówią, tylko moja matka tego nie widzi. Po dzis dzień jestem traktowana jak
      intruz w domu (mamusia wykupiła mieszkanie, planuje je zostawić synusiowiO).
    • liss.ek Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 24.06.05, 17:16
      Ale o co chodzi? Już się gubię w Twoich postach i zaangażowaniu w sprawy sióstr!
      Czy (jak przy okazji nieprzyjazdu rodzicow na ślub) za chwilę okaże się, że
      chodzi o Twojego, a nie siostry męża? Chyba Ty też się pogubiłaś w tym nawale
      "strasznych" problemów...
    • goldenwomen Re: matki sa winne tego ze ich synusie sa nieprzy 24.06.05, 17:44
      o w morde jeza w takim razie od dzis mój synalek zostaje odstawiony od piersi
      masz to jak w banku! :-)
    • byhanya najgorzej jak takia matka zostanie tescowa 24.06.05, 17:59
      zadna zona takiego facenia nie bedzie dostatecznie dobra da synusia - cycusia
      okropienstwo.
Pełna wersja