bleeeeeee

IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 25.07.02, 10:49
wiecie co..obrzydło mi zycie..i to tak na maxa....popadłam w ogromny doł!i
nie wiem jak sie wykaraskac..nie wiem czy jest sens,tkwie w jakims marnym
punkcie i ani w ta, ani w ta strone ruszyc..co robic????
    • lastka Re: bleeeeeee 25.07.02, 10:56
      Też to mam, ale już w przyszłym tygodniu wyjeżdzam i zapomnę o wszystkim...
      Spakuj torby i cześć, jedz gdzieś wypocznij, zapomnij o wszystkim.
    • agick uuuuuuuuu.... 25.07.02, 10:57
      ojoj....
      jakiś konkret czy tak po prostu się ulało..?
      • betina23 Re: uuuuuuuuu.... 25.07.02, 12:21
        wszystkiego po trochu..chodź w sumie to ja juz niewiem..ale chyba najbardziej
        mnie dobiło moje małzenstwo..albo raczej to co sie w nim porobiło,meza
        zachowanie..ja juz nic nie rozumiem..nie rozumiem jego,siebie..jestem w
        rozsypce emocjonalnej,nie wiem co myslec,co sadzic,robic..to przerosło moje
        oczekiwania,w ogole jakiekolwiek wyobrazenie o tym..było dwoje kochajacych sie
        ludzi..a teraz???zyjemy jakbysmy siebie nawzajem nienawidzili!traktujemy siebie
        jak intruzow,zupełnie jak obce sobie dwie osoby...nie rozumiem jak sie to mogło
        stac?no jak..nie mozemy sie kompletnie dogadac,porozumiec..nic..jak widze
        gdzies na ulicy,przystanku w jaki sposob dwoje ludzi(małzenstwo)odnosi sie do
        siebie..tak widac to na kilometr..ze sie kochaja..ze jest ten
        szacunek,zrozumienie..i mowie tu od starszych zwiazkach,a nie nastoletnich..to
        normalnie płakac mie sie chce...u nas tego nie ma..i nie wiem czy wroci..tak
        bardzo sie oddalilismy..ja wiem,ze sa problemy,jak wszedzie ale u
        nas...boziu..wyc mi sie chce!najbardziej jestem wscieka na siebie..ze nie
        potrafie albo nie umiem nic zrobic,..jestem za słaba psychicznie..nic tylko
        pełetam sie praca-dom,praca-dom..jak w jakims amoku:(tak ma wygladac moje
        zycie??


        chce znow poczuc sie kochana...
        > ojoj....
        > jakiś konkret czy tak po prostu się ulało..?
        >
        >
        >
        • agick Re: uuuuuuuuu.... 25.07.02, 12:32
          betina, to nie jest tak, że jest ogień z noczego... coś musiało zaiskrzyć i
          dlatego wszystko teraz pali się koncertowo...

          ccoś musiało się wydarzyć. Może i jego coś przerosło..? faceci tak mają, że jak
          coś przerasta to robią dowrót i nie chcą ratować ani gadać...
          myślę, że go kochasz - boli Cię to co się dzieje...

          Musiscie sobie wszystko wyjaśnić - spotkać się choćby w knajpce i porozmawiać..
          nikt Wam nie pomoże jeśli sami nie zcazniecie pomagać sobie nawzajem - i tu
          jest samosedno sprawy.. do tanga trzeba dwojga - więc albo razem zawalczycie
          albo możecie sobie podarować..

          piszesz praca dom praca - to magiczne kółko czasem jest zabójcą najpiękniejszej
          miłości - zróbcie sobie wagary - wyjedźcie gdzieś rame... sami ze sobą... może
          ten mur między Wami legnie w gruzach...

          brak rozmowy na tym etapie jest zabójcą Waszej miłości.. ale postaraj się bez
          histerii, płaczu, żali, oskarżania... pogadaj z nim jak z kimś kto się trochę
          pogubił i trzeba to teraz poskładać..

          ratuj co się da - walcz o swoje małżeństwo ale wciągnij go w tę walkę....



          betina23 napisała:

          > wszystkiego po trochu..chodź w sumie to ja juz niewiem..ale chyba najbardziej
          > mnie dobiło moje małzenstwo..albo raczej to co sie w nim porobiło,meza
          > zachowanie..ja juz nic nie rozumiem..nie rozumiem jego,siebie..jestem w
          > rozsypce emocjonalnej,nie wiem co myslec,co sadzic,robic..to przerosło moje
          > oczekiwania,w ogole jakiekolwiek wyobrazenie o tym..było dwoje kochajacych
          sie
          > ludzi..a teraz???zyjemy jakbysmy siebie nawzajem nienawidzili!traktujemy
          siebie
          >
          > jak intruzow,zupełnie jak obce sobie dwie osoby...nie rozumiem jak sie to
          mogło
          >
          > stac?no jak..nie mozemy sie kompletnie dogadac,porozumiec..nic..jak widze
          > gdzies na ulicy,przystanku w jaki sposob dwoje ludzi(małzenstwo)odnosi sie do
          > siebie..tak widac to na kilometr..ze sie kochaja..ze jest ten
          > szacunek,zrozumienie..i mowie tu od starszych zwiazkach,a nie
          nastoletnich..to
          > normalnie płakac mie sie chce...u nas tego nie ma..i nie wiem czy wroci..tak
          > bardzo sie oddalilismy..ja wiem,ze sa problemy,jak wszedzie ale u
          > nas...boziu..wyc mi sie chce!najbardziej jestem wscieka na siebie..ze nie
          > potrafie albo nie umiem nic zrobic,..jestem za słaba psychicznie..nic tylko
          > pełetam sie praca-dom,praca-dom..jak w jakims amoku:(tak ma wygladac moje
          > zycie??
          >
          >
          > chce znow poczuc sie kochana...
          > > ojoj....
          > > jakiś konkret czy tak po prostu się ulało..?
          > >
          > >
          > >
    • muszek0 Re: bleeeeeee 25.07.02, 11:33
      może u luisa jakiś koncert?
      a jak nie ma koncertu, to przynajmniej parę piw (na pewno!!!) nie zaszkodzi.
      • lastka Re: bleeeeeee 25.07.02, 11:47
        muszek0 napisał:

        > może u luisa jakiś koncert?
        > a jak nie ma koncertu, to przynajmniej parę piw (na pewno!!!) nie zaszkodzi.

        eeeeetam musiu zależ dla kogo, ja jak mam doła wolę nie pić bo wtedy mnie
        taaaaaakie żale biorą...że w jeszcze większego doła wpadam.


        >
        • muszek0 to fakt 25.07.02, 11:51
          ale, gdy się pije w fajnym towarzystwie? gdy jest zabawa?
          oczywiście problem jest tego typu, że gdy rano mamy kaca to dół znowu wraca
          (chyba zostanę raperem, bo dobrze rymuję).
      • agick piwem...?? 25.07.02, 11:49
        muszku, damy z rozpaczy urzynją się w trupa winem - nie czytałeś bridget
        jones..?
        • muszek0 a i owszem, czytałem 25.07.02, 11:56
          jednej tylko (no, może więcej) rzeczy nie zrozumiałem. dla mnie to jest
          tak:lampka wina, kufelek, kielonek. a tam 'jednostki'. czy jak pójdę do
          monopolowego i powiem pani, że chcę 20 jednostek alkoholu, to ona zrozumie? a
          jak ona nie czytała bridget?
          • agick muszku... 25.07.02, 12:00

            czepiasz się o szczegóły...
            na początku ustalmy priorytety - lampka wina...
            jak damy mówią "po lampce" wina wypijemy - czyt. walniemy po butli na głowę a
            potem się zobaczy....
            :))
    • lastka Re: bleeeeeee 25.07.02, 11:51
      my właśnie za chwile zaczynam wielkie chlanie wina różnego rodzaju w watku
      poniżej.
      • agick tak.. 25.07.02, 11:55
        dokładnie - jak to damy....
        po piwku brzuszki rosną a my bardzo tego nie lubimy...

        no chyba, że będzie na mur beton wiadomo, że ten asteroida w nas trzaśnie -
        wtedy good bye dieto, lino, depilacjo, ustatkowane życie...

        mogę wtedy pić nawet wodę przemysławkę w koszyczku...:)
        • lastka Re: tak.. 25.07.02, 11:58
          agick napisała:

          > dokładnie - jak to damy....
          > po piwku brzuszki rosną a my bardzo tego nie lubimy...
          >
          > no chyba, że będzie na mur beton wiadomo, że ten asteroida w nas trzaśnie -
          > wtedy good bye dieto, lino, depilacjo, ustatkowane życie...

          regulacjo brwiów, i takie tam jeszcze inne...


          >
          > mogę wtedy pić nawet wodę przemysławkę w koszyczku...:)
          • agick Re: tak.. 25.07.02, 12:03
            jednym słowem - machamy rączką na dowidzenia wszelkim pracom rolnym mającym na
            celu upiększanie naszych ciał (plewienie chwastów, walka z cellulitisem itd)
            wyłączamy też pogotwie randkowe i przełączamy się na off line.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja