kalj
30.06.05, 08:55
Witam
Temat, który chcę poruszyć ma kilka aspektów. Postaram się napisać zrozumiale.
Pracuję w tym naszym "pięknym" miodem płynącym kraju od ponad 10 lat. Ciężko
bywało chwilami, szczególnie, gdy np. Bank ciągał mnie po sądach i
komornikach żądając zapłaty kredytu, co to którego uzgodniłem z dyrektorem
możliwość spłaty. Przyszedł jednak inny dyrektor i nie zważając na to, że
regularnie wywiązywałem się z umowy, która została zawarta między mną a
poprzednim dyrektorem zażądał spłaty wszystkiego. Każdy z nas czase ma
problemy z finansami i każdemu z nas zdarzyć się może, iż w pewnym momencie
staje się niewypłacalny. Dla banku jednak nie liczy się wasza chęć
współpracy, nie liczy się opinia środowiska i zakładu pracy o tym, iż jesteś
uczciwy i szanowany. Liczy się dla nich tylko to aby cię ugnoić. Więc ugnoili
ściągając komornika na głowę. Tylko z pomocą księgowości w mojej firmie udało
mi się uniknąć kłopotów. Takich sytuacji różnych, gdy człowieka nachodzi myśl
po co być uczciwym, skoro zrobią z ciebie przestępcę, bo akurat im tak
pasuje. Piszę ten wątek pod wpływem artykułu o dyrektorze szpitala, którego
do sądu podał US.
Po cóż to piszę - ano dotychczas starałem się żyć uczciwie. Zawsze sumiennie
wykonując swoje obowiązki. Dziś szalę goryczy przelała sytuacja we firmie,
otóż niejednokrotnie człowiek pracuje po godzinach (za darmo),
niejednokrotnie jest człowiek wykorzystywany przez rodzinki szefa w celu
wykonania dla nich popoludniu pracy, za która nikt nie płaci. Nikogo nie
obchodzi, że człowiek ma rodzinę. Muszę zrobić to co trzeba to co mi się każe.
Chcę wam pokazać, żę staram się naprawdę żyć uczciwie, prace te np. dla
rodzinki szefa wykonywałem beż fochów, licząc, że szef doceni to i uszanuje w
innych sposób. Jakże się myliłem. Dziś spóźniłem się ponoć do pracy, tzn. do
swojego gabinetu wszedłem 3 minuty po czasie. Nie ważne że w firmie byłem
przed czasem, ważne, że u siebie byłem 3 minuty po. Chociaż rownie dobrze,
mogłem akurat siedzieć w innym gabinecie, bo taką mam pracę, chociaż
niejednokrotnie jestem po drodze zatrztymywany przez pracowników w celu
uzyskania powiedzmy informacji. Ważne, że się spoźniłem 3 minuty!!! Mało mnie
szlag nie trafił, kiedy szef z wielkimi pretensjami do mnie wyskoczył w
związku z tymi 3 minutami.
Szef oczywiście nie pamięta, że zdarzało mi się przez lata bywać nawet
godzinę przed czasem, bo tego wymagały sytuacje, że przez lata siedziałem po
godzinach bo tego wymagały sytuacje. Ja wiem, że to co pisze to standard we
firmach, ale mnie poprostu szlag trafił.
I teraz sedno całego wątku.
Przez wielki przypadek kilka tygodni temu, wpadła mi do ręki OKAZJA!!!.
Mogłem z czystym sumieniem, bez żadnego ryzyka zdobyć około 6 tys. zł. Nie
wiem jak dla was, ale dla mnie ta suma to roczny czynsz za mieszkanie. Nie
będę się wdawał w szczegóły, ale zapewniam was, że bez żadnego ryzyka mogłem
wziąć tę żywą gotówkę a ja teraz uważam głupi oddałem ją prawowitej osobie.
Kilka tygodni wcześniej byłem z siebie dumny, teraz jestem wściekły. Bo ta
kwota to ehh brakująca kwota, która umożliwiłaby mi start na własnym. Tyle
mniej więcej mi brakuje aby odejść z firmy, w której nie szanuje się tego co
człowiek robi, nie mówiąc już o samym człowieku.
Musiałem się wygadać sory.