Walka o utrzymanie swojego zwiąku

31.07.02, 13:33
Znam kilka przypadków, w których faceci walczący o utrzymanie swoich
związków, robią takie rzeczy, że w glowie sie nie mieści. Po prostu zachowują
sie jak kretyni, bez klasy, bez honoru, itd., przy czym rzecz nawet nie w
specyficznym męskim honorze, lecz nawet ogólnieludzkim. Mam wrażenie, że w
takich sytuacjach wychodzi, jaki kto na prawdę jest. Jeli ktoś jest
prymitywem, to w takich sytuacjach ten prymitywizm uwidacznia sie jak nigdy
dotąd. I odwrotnie, jeżli ktoś ma klasę, to te klase widac szczególnie
dobrze, kiedy związek sie rozpada.
Co wy na to ?
    • Gość: Vika Zbyt mocno teoretyzujesz. IP: *.ewave.at 31.07.02, 13:35
      Sprecyzuj troche o co Ci konkretnie chodzi.
      • matrek Z oczywistych względów 31.07.02, 13:38
        Gość portalu: Vika napisał(a):

        > Sprecyzuj troche o co Ci konkretnie chodzi.

        Nie mogę pisac o szczegółach. Ale pojawiają się chamskie zagrywki, świństwa
        ktre wczeniej sie nie zdarzały, itp. Najzupełniej płytkie i prymitywne
        zachowania, czy zaniechania.
        • Gość: grogreg Re: Z oczywistych względów IP: 212.160.165.* 31.07.02, 13:50
          Chodzi o rozpaczliwa "walke" o utrzymanie zwiazku, czy zwykle odegranie sie.

          A jesli juz o to drugie, to wierz mi Kobiety wcale nie odstaja w tych sprawach.
    • Gość: leo Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku IP: *.datastar.pl 31.07.02, 13:36
      mógłbyś opisać chcociaż jeden przypadek?
    • Gość: anula Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku IP: *.cedler.com.pl / 192.168.0.* 31.07.02, 13:36
      a co konkretnie masz na mysli?
      mozesz podac przyklad?
      • matrek Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku 31.07.02, 13:42
        Np. fizyczne utrudnianie, lub nawet uniemoliwianie pracu zawodowej, przez
        blokowanie dostępu do firmowej sieci komputerowej w celu wymuszenia kontaktu.
        • muszek0 Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku 31.07.02, 13:56
          paradoksalnie nie jest to walka o utrzymanie związku, a wręcz przeciwnie,
          dążenie do rozpadu.
          jeżeli będę zabraniał swojej kobiecie kontaktów ze światem, zabraniał
          wyjścia/wyjazdu tu czy tam, to ona poczuje się stłamszona i jeszcze bardziej
          będzie dążyc do wolności. jeżeli dam jej wolną rękę i nasze relacje będą się
          opierać tylko na zaufaniu to wydaje mi się, że taki związek ma szanse na
          przyszłość. jeżeli ona wykorzysta to zaufanie i mnie np.zdradzi, to przykro,
          popłaczę, popłaczę i cześć. lepiej mieć kobietę madrą, godną zaufania niż
          walniętą kretynkę, która nie wiadomo kiedy wywinie kolejny numer.
          • Gość: leo Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku IP: *.datastar.pl 31.07.02, 14:13
            muszek0 napisał:

            > paradoksalnie nie jest to walka o utrzymanie związku, a wręcz przeciwnie,
            > dążenie do rozpadu.
            > jeżeli będę zabraniał swojej kobiecie kontaktów ze światem, zabraniał
            > wyjścia/wyjazdu tu czy tam, to ona poczuje się stłamszona i jeszcze bardziej
            > będzie dążyc do wolności. jeżeli dam jej wolną rękę i nasze relacje będą się
            > opierać tylko na zaufaniu to wydaje mi się, że taki związek ma szanse na
            > przyszłość. jeżeli ona wykorzysta to zaufanie i mnie np.zdradzi, to przykro,
            > popłaczę, popłaczę i cześć. lepiej mieć kobietę madrą, godną zaufania niż
            > walniętą kretynkę, która nie wiadomo kiedy wywinie kolejny numer.
            >
          • Gość: Vika Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku IP: *.ewave.at 31.07.02, 14:17
            muszek0 napisał:

            > paradoksalnie nie jest to walka o utrzymanie związku, a wręcz przeciwnie,
            > dążenie do rozpadu.
            > jeżeli będę zabraniał swojej kobiecie kontaktów ze światem, zabraniał
            > wyjścia/wyjazdu tu czy tam, to ona poczuje się stłamszona i jeszcze bardziej
            > będzie dążyc do wolności. jeżeli dam jej wolną rękę i nasze relacje będą się
            > opierać tylko na zaufaniu to wydaje mi się, że taki związek ma szanse na
            > przyszłość. jeżeli ona wykorzysta to zaufanie i mnie np.zdradzi, to przykro,
            > popłaczę, popłaczę i cześć. lepiej mieć kobietę madrą, godną zaufania niż
            > walniętą kretynkę, która nie wiadomo kiedy wywinie kolejny numer.
            >
        • Gość: anula ??? IP: *.cedler.com.pl / 192.168.0.* 01.08.02, 09:16
          to ma być walka o utrzymanie związku?
          co chciał ten facet przez to osiągnąć?
          Myślę że to po prostu prymityw lub idiota (albo jedno i drugie) ale chyba nie
          ma takich wielu. Pewnie że ludzie walczą (i dobrze) ale nie takimi metodami.
          Po co się w ogóle zadajesz z kimś takim???
          • matrek Re: ??? 01.08.02, 09:33
            Gość portalu: anula napisał(a):

            > to ma być walka o utrzymanie związku?
            > co chciał ten facet przez to osiągnąć?
            > Myślę że to po prostu prymityw lub idiota (albo jedno i drugie) ale chyba nie
            > ma takich wielu. Pewnie że ludzie walczą (i dobrze) ale nie takimi metodami.
            > Po co się w ogóle zadajesz z kimś takim???

            I jedno i drugie, czyli i prymityw, i idiota, a chciał przez to zmusić te
            kobiete do kontaktu z nim - jest administratorem sieci firmowej.
            • Gość: anula Re: ??? IP: *.cedler.com.pl / 192.168.0.* 01.08.02, 14:17
              matrek napisał:

              > Gość portalu: anula napisał(a):
              >
              > > to ma być walka o utrzymanie związku?
              > > co chciał ten facet przez to osiągnąć?
              > > Myślę że to po prostu prymityw lub idiota (albo jedno i drugie) ale chyba
              > nie
              > > ma takich wielu. Pewnie że ludzie walczą (i dobrze) ale nie takimi metodam
              > i.
              > > Po co się w ogóle zadajesz z kimś takim???
              >
              > I jedno i drugie, czyli i prymityw, i idiota, a chciał przez to zmusić te
              > kobiete do kontaktu z nim - jest administratorem sieci firmowej.

              niezle ;-)
              na to nie wpadlam. ;-)
              wiec to byla jego kobieta czy nie?
              Tak czy siak - jesli druga strona juz nie kocha - walka nie ma sensu, jesli sie
              waha, jesli sie pokłócili, lub mieli gorszy okres - nie mozna sie poddawac, ale
              to nie znaczy ze cel uswięca środki...

              >
    • Gość: grogreg Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku IP: 212.160.165.* 31.07.02, 13:42
      Kiedy w gre wzhodza emocje i uczycia, ciezko mowic o klasie, honorze itp.
      Niewiadomo jak kazdy z nas zachowa sie w podobnych sytuacjach.
      Troche zrozumienia Matrek.
      • lastka Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku 31.07.02, 13:51
        Gość portalu: grogreg napisał(a):

        > Kiedy w gre wzhodza emocje i uczycia, ciezko mowic o klasie, honorze itp.
        > Niewiadomo jak kazdy z nas zachowa sie w podobnych sytuacjach.
        > Troche zrozumienia Matrek.


        Zgadzam się z Twoimi słowami całkowicie, Matrek czy ty byłeś kiedyś w sytacji
        zagrożenia? Jak byś się np. zachował gdyby żona powiedziała, że odchodzi od
        Ciebie? Myślę, że zapomniałbyś wtedy o honorze, wtedy górę biorą emocje.
        • matrek Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku 31.07.02, 14:19
          lastka napisała:

          > Gość portalu: grogreg napisał(a):
          >
          > > Kiedy w gre wzhodza emocje i uczycia, ciezko mowic o klasie, honorze itp.
          > > Niewiadomo jak kazdy z nas zachowa sie w podobnych sytuacjach.
          > > Troche zrozumienia Matrek.
          >
          >
          > Zgadzam się z Twoimi słowami całkowicie, Matrek czy ty byłeś kiedyś w
          sytacji
          > zagrożenia? Jak byś się np. zachował gdyby żona powiedziała, że odchodzi od
          > Ciebie? Myślę, że zapomniałbyś wtedy o honorze, wtedy górę biorą emocje.
          >

          Mylisz się. Jeśli jej nie kocham to na pewno, a jeśli ją kocham to... tym
          bardziej !!! Rzecz polega na tym, czy sie na prawdę kocha, czy też jest sie
          egoistą - to po pierwsze, a po drugie, jaki jest sens bycia z kimś, kto mnie
          nie kocha ? Kto nie jest ze mną szczęśliwy ? Utrzymywać kogoś na siłę ? Co za
          przyjemność z bycia z kimś, jeśli sie wie, że ten ktoś jest ze mną tylko
          dlatego, że ja go na siłę wiążę z sobą ? Jesli sie wie, że ten ktoś nie jest ze
          mną szczęśliwy ?

          Jeśli kogoś kocham, to bardzo mnie boli, gdy kochana osoba chce ode mnie
          odejść - to naturalne, ale muszę się z tym pogodzić, bo to nie zalezy ode mnie.
          Moge sie jedynie zastanawiać, nad bardzo ważnym pytaniem - co sie stało,
          dlaczego ktoś chce ode mnie odejść, czy tez dlaczego ktoś przestał mnie kochać.
          Ale nie mogę trzymać tej osoby na siłę. Po pierwsze, nie jest moim
          niewolnikiem, a każdy ma tylko jedno życie którego nie mam prawa mu zmarnować,
          po drugie - ja nie czerpalbym żadnej przyjemności z "posiadania" osoby którą
          tym posiadaniem unieszczęśliwiam, i po trzecie w koncu, co być może najmniej w
          tym przypadku ważne - mój wlasny honor i męska duma nie zniosłaby tego.
          • Gość: tusiaz Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku IP: *.bielsko.dialog.net.pl 31.07.02, 18:24
            matrek napisał:

            > >
            >
            > Mylisz się. Jeśli jej nie kocham to na pewno, a jeśli ją kocham to... tym
            > bardziej !!! Rzecz polega na tym, czy sie na prawdę kocha, czy też jest sie
            > egoistą - to po pierwsze, a po drugie, jaki jest sens bycia z kimś, kto mnie
            > nie kocha ? Kto nie jest ze mną szczęśliwy ? Utrzymywać kogoś na siłę ? Co za
            > przyjemność z bycia z kimś, jeśli sie wie, że ten ktoś jest ze mną tylko
            > dlatego, że ja go na siłę wiążę z sobą ? Jesli sie wie, że ten ktoś nie jest ze
            >
            > mną szczęśliwy ?
            >
            > Jeśli kogoś kocham, to bardzo mnie boli, gdy kochana osoba chce ode mnie
            > odejść - to naturalne, ale muszę się z tym pogodzić, bo to nie zalezy ode mnie.
            >
            > Moge sie jedynie zastanawiać, nad bardzo ważnym pytaniem - co sie stało,
            > dlaczego ktoś chce ode mnie odejść, czy tez dlaczego ktoś przestał mnie kochać.
            >
            > Ale nie mogę trzymać tej osoby na siłę. Po pierwsze, nie jest moim
            > niewolnikiem, a każdy ma tylko jedno życie którego nie mam prawa mu zmarnować,
            > po drugie - ja nie czerpalbym żadnej przyjemności z "posiadania" osoby którą
            > tym posiadaniem unieszczęśliwiam,
            >
            >
            > Własnie...........................:(
            >
            • matrek Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku 31.07.02, 19:28
              Gość portalu: tusiaz napisał(a):

              > matrek napisał:
              >
              > > >
              > >
              > > Mylisz się. Jeśli jej nie kocham to na pewno, a jeśli ją kocham to... tym
              > > bardziej !!! Rzecz polega na tym, czy sie na prawdę kocha, czy też jest si
              > e
              > > egoistą - to po pierwsze, a po drugie, jaki jest sens bycia z kimś, kto mn
              > ie
              > > nie kocha ? Kto nie jest ze mną szczęśliwy ? Utrzymywać kogoś na siłę ? Co
              > za
              > > przyjemność z bycia z kimś, jeśli sie wie, że ten ktoś jest ze mną tylko
              > > dlatego, że ja go na siłę wiążę z sobą ? Jesli sie wie, że ten ktoś nie je
              > st ze
              > >
              > > mną szczęśliwy ?
              > >
              > > Jeśli kogoś kocham, to bardzo mnie boli, gdy kochana osoba chce ode mnie
              > > odejść - to naturalne, ale muszę się z tym pogodzić, bo to nie zalezy ode
              > mnie.
              > >
              > > Moge sie jedynie zastanawiać, nad bardzo ważnym pytaniem - co sie stało,
              > > dlaczego ktoś chce ode mnie odejść, czy tez dlaczego ktoś przestał mnie ko
              > chać.
              > >
              > > Ale nie mogę trzymać tej osoby na siłę. Po pierwsze, nie jest moim
              > > niewolnikiem, a każdy ma tylko jedno życie którego nie mam prawa mu zmarno
              > wać,
              > > po drugie - ja nie czerpalbym żadnej przyjemności z "posiadania" osoby któ
              > rą
              > > tym posiadaniem unieszczęśliwiam,
              > >
              > >
              > > Własnie...........................:(
              > >

              Skąd ta smutna buźka, skoro zgadzasz się ze mną ?
          • Gość: grogreg Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku IP: 212.160.165.* 01.08.02, 09:28
            Zgadza sie. Prawde piszesz. Zeby bylo zabawnie pisalem juz posty w podobnym
            duchu.
            Ale piszemy to sobie w komfortowej pozyscji obserwatora. Nie wiadomo do jakich
            kretynstw bylibysmy zdolni gdyby dotyczylo to nas osobiscie.
            • matrek Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku 01.08.02, 09:30
              Gość portalu: grogreg napisał(a):

              > Zgadza sie. Prawde piszesz. Zeby bylo zabawnie pisalem juz posty w podobnym
              > duchu.
              > Ale piszemy to sobie w komfortowej pozyscji obserwatora. Nie wiadomo do
              jakich
              > kretynstw bylibysmy zdolni gdyby dotyczylo to nas osobiscie.


              Może, ale wydaje mi się że raczej potrawiłbym przyjąć to z godnością, bo na
              prawde myślę to co napisalem.
              • Gość: grogreg Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku IP: 212.160.165.* 01.08.02, 10:41
                >
                > Może, ale wydaje mi się że raczej potrawiłbym przyjąć to z godnością, bo na
                > prawde myślę to co napisalem.
                >

                O, ja tez.
                Ale gwarancji nie daje.
    • poison1 Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku 31.07.02, 14:04
      W związku honor nieraz trzeba schować do kieszeni. Liczą się ważniejsze rzeczy.
    • hornet99 Re: kiedy miłość odchodzi..... 31.07.02, 14:05
      Nie da sie siłą ani perswazją zatrzymać kogoś, kto chce odejść. On juz podjął
      decyzję i na ogół nic nie da się z tym zrobić. Zadne argumenty nie skutkują.
      Trzeba było zacząć znacznie wcześniej walczyć o tę miłość. Zacząć od analizy
      przyczyn, a nie skutków.
      Wydaje mi się, że wszystkie negatywne rakcje na rozpad związku to wyraz
      bezsilności i własnej słabości, chęci "odegrania się". To przykre ale często
      bardzo prawdziwe.
    • poison1 Jeszcze jedno 31.07.02, 14:15
      Honor w związku dwojga ludzi to tylko domena faceta? A ile razy kobieta chowa
      swój honor głęboko i się poniża dla dobra związku, bo trzeba jeszcze wychować
      dzieci. Jasne, najlepiej wstać i wyjść z godnością. No i trzasnąć drzwiami. To
      jest dopiero mężczyzna! Ech...
    • slimaczysko Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku 31.07.02, 15:11
      Widzialem kiedys cos takiego. Moj kolega wytrwale nie chcial uwierzyc ze jego
      zona sie puszcza hurtowo, przy kazdej okazji. Zdarzaja sie tacy faceci, zywe
      skamienieliny...
    • lalka74 Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku 31.07.02, 17:00
      w sytuacjach ekstremalnych wychodzą z ludzi takie cechy, o które nigdy byśmy
      tych ludzi nie podejrzewali
      • serendepity Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku 31.07.02, 18:42
        lalka74 napisała:

        > w sytuacjach ekstremalnych wychodzą z ludzi takie cechy, o które nigdy byśmy
        > tych ludzi nie podejrzewali
        O tu sie zgodze. Sama przekonalam sie o tym. Ale dzieki temu wiedzialam, ze
        dobrze robie odchodzac i , ze nie poznalam goscia wystarczajaco przez ponad 4
        lata.

        Pozdrowienia
        Serendepity
        • liloom sytuacje ekstremalne? 31.07.02, 18:55
          Sluchajcie, ale sytuacje ekstremalne to co innego (chociaz juz sama nie wiem).
          Znam negatywne przyklady z obu stron: i facetow i kobiet:
          np. zona odbiera mezowi samochod, bo kredyt byl na nia, a on rozkreca firme i
          bez samochodu nie da rady (rozkreca wiec nie moze nagle kupic sobie nowego),
          maz pomiata zona w obecnosci dzieci i gdy ona dorabia, bo nie starcza jej
          pieniedzy, mowi dzieciom ze... mamusia pracuje w barze gdzie sie rozbiera dla
          panow.
          Kretynow wszedzie pelno, nie ma to zwiazku z plcia. A sytuacje ekstremalne sa
          wywolane tym, ze jedna osoba za dlugo daje sobie wchodzic na glowe i tamta
          druga sadzi wyraznie ze moze juz wszystko. Tak mysle.
          • matrek Re: sytuacje ekstremalne? 31.07.02, 19:31
            liloom napisała:

            > Sluchajcie, ale sytuacje ekstremalne to co innego (chociaz juz sama nie wiem).
            > Znam negatywne przyklady z obu stron: i facetow i kobiet:
            > np. zona odbiera mezowi samochod, bo kredyt byl na nia, a on rozkreca firme i
            > bez samochodu nie da rady (rozkreca wiec nie moze nagle kupic sobie nowego),
            > maz pomiata zona w obecnosci dzieci i gdy ona dorabia, bo nie starcza jej
            > pieniedzy, mowi dzieciom ze... mamusia pracuje w barze gdzie sie rozbiera dla
            > panow.
            > Kretynow wszedzie pelno, nie ma to zwiazku z plcia. A sytuacje ekstremalne sa
            > wywolane tym, ze jedna osoba za dlugo daje sobie wchodzic na glowe i tamta
            > druga sadzi wyraznie ze moze juz wszystko. Tak mysle.
            >
            • liloom Re: sytuacje ekstremalne? 31.07.02, 21:14
              matrek, probuje to zrozumiec, ale CHAMSTWEM probowac kogos zatrzymac ty chyba
              zbyt madre dla mnie (?)
              Nic mi nie przychodzi do glowy.
              JAK TO?????
              • Gość: jendza Re: sytuacje ekstremalne? IP: *.abo.wanadoo.fr 01.08.02, 09:02
                Czesc Liloom!
                Mam dwa pytanka.
                Jedno dotyczy oczywiscie Twojej przyjaciolki.
                Co u niej teraz? Jak sobie radzi?
                Ta jej sprawa jakos tak lezy mi na sercu...

                A jak chodzi o Twoje motto...
                Czy moze przypadkiem masz w swoim cv epizod
                bibliotekarski? Byloby milo...

                Sciskam serdecznie!
                jendza
                • liloom jendza nie:( 01.08.02, 09:53
                  czy myslalas ze jestem jakas twoja zagubiona znajoma? Nie :( nie mam epizodu
                  bibiotekarskiego za soba :( strasznie zaluje, bo pewnie ja lubilas (ja tez
                  chce!)

                  Z moja znajoma b.z. - sprawa nadal w toku, ustalenie winy zbliza sie do konca,
                  ale mezus powiedzial w sadzie (sic!), ze nie spocznie dopoki wina nie zostanie
                  udowodniona JEJ (wiem ze to chore, ale co poradzisz), poza tym powolal na
                  swiadkow z 5 osob z Polski, wiec przedluza sprawe jak moze.
                  Jej udalo sie wybrac z dziecmi na wakacje do turcji, tatus powiedzial dzieciom
                  ze to dzieki niemu, teraz zabral dzieci do polski i slad za nim sie urwal.
                  Wszystko zacznie sie krecic po wakcjach znow, najgorsze beda napewno sprawy o
                  dzieci, bo on je naprawde nastawia negatywnie (nadal).
                  pozdrawiam
                  • Gość: jendza Re: jendza nie:( IP: *.abo.wanadoo.fr 03.08.02, 10:22
                    Bo mi sie ogromnie podoba ta awaria sygnaturki,
                    ze nie wspomne o 'serdecznych' przeprosinach...
                    To duch prawdziwej BIBLIOTEKI!

                    Trzymam kciuki nieustajaco za rodzine w kryzysie...
                    Pozdrawiam cieplutko
                    j
                    • liloom Re: jendza 03.08.02, 18:54
                      A ja juz pisalam ze ty mi jestes jakos tak podejrzanie znajoma (to przez to
                      wanadoo.fr)
                      Kolezanka w klopotach ma sie teraz dobrze: wakacje, slonce, meza niet...na
                      razie ma spokoj.
    • Gość: jendza Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku IP: *.abo.wanadoo.fr 31.07.02, 20:39
      Chcialabym uprzejmie zapytac - w celach porzadkujacych
      jedynie - co dla Ciebie znaczy 'zachowac sie z klasa'?
      Drazy ma dusze to pytanie, bo wlasciwie posty w Twoim
      watku troche sie nie moga spotkac dlatego chyba, iz
      definicja owej 'klasy' nie zostala jakos uscislona...
      Oczywiscie rozumiem, ze sa granice...
      pzdr
      jendza
      • serendepity Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku 01.08.02, 08:48
        Gość portalu: jendza napisał(a):

        > Chcialabym uprzejmie zapytac - w celach porzadkujacych
        > jedynie - co dla Ciebie znaczy 'zachowac sie z klasa'?
        Nie jestem autorem tego watku ale moge powiedziec jak wedlug mnie wyglada
        rozstanie z klasa. Moj obecny chlopak tak rozstal sie ze swoja poprzednia
        dziewczyna:
        ustalili, ze juz dluzej nie beda razem. Poniewaz on wynajmowal mieszkanie to
        ona musiala sie wyprowadzic. Dal jej czas na to, powiedzial, ze pomoze poszukac
        nowego mieszkania, pomoze przeprowadzic sie. Wyszlo tak, ze ona przeprowadzila
        sie do swojej siostry. Pomogl jej pakowac rzeczy do kartonow ale ustalil, ze
        nie bedzie zadnego wracania po rzeczy, musi zabrac wszystko od razu. Ustalil
        tez, ze nie chce sie z nia kontaktowac ani utrzymywac dalszej znajomosci.
        Ustalonego dnia gdy on poszedl do pracy ona zabrala wszystkiego rzeczy i
        wyniosla sie. On zmienil zamki i tak sie skonczyl ten zwiazek. Laska co prawda
        zabrala pare rzeczy wiecej niz gosc sie spodziewal ale wszystko przebieglo bez
        bolu. Wydaje mi sie, ze to jest forma rozstania sie z klasa.

        Pozdrowienia
        Serendepity.


        • Gość: jendza Re: Serendepity IP: *.abo.wanadoo.fr 01.08.02, 09:05
          To bardzo ciekawe.
          Zastanawiam sie, czy inni forumowicze te historie takze
          oceniaja jako 'rozstanie z klasa'?
          Pozdrawiam serdecznie
          jendza
        • Gość: anula Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku IP: *.cedler.com.pl / 192.168.0.* 01.08.02, 09:23
          Dla mnie to nie jest klasa, tylko brak uczuć i emocji.
          Widocznie miłość się wypaliła lub nigdy jej nie było.
          • matrek Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku 01.08.02, 09:28
            Gość portalu: anula napisał(a):

            > Dla mnie to nie jest klasa, tylko brak uczuć i emocji.
            > Widocznie miłość się wypaliła lub nigdy jej nie było.


            Zastanow się nad tym co piszesz. Przecież gdyby ta miłość się nie wypaliła, nie
            bylo by tego rozstania !
            • Gość: anula nie zrozumiales mnie IP: *.cedler.com.pl / 192.168.0.* 01.08.02, 14:05
              matrek napisał:

              > Gość portalu: anula napisał(a):
              >
              > > Dla mnie to nie jest klasa, tylko brak uczuć i emocji.
              > > Widocznie miłość się wypaliła lub nigdy jej nie było.
              >
              >
              > Zastanow się nad tym co piszesz. Przecież gdyby ta miłość się nie wypaliła,
              nie
              >
              > bylo by tego rozstania !


              Mialam na mysli, ze wypalila sie i w niej i w nim. I byli na tyle dorosli, by
              sie do tego przyznac.
              A jesli jedno wciaz kocha, lub oboje, ale cos nie wyszlo, to normalne ze sie
              walczy (przy czym tylko w drugim przypadku ma to sens, ale nie takimi metodami
              jak pisales)

              >
          • serendepity Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku 01.08.02, 15:23
            Gość portalu: anula napisał(a):

            > Dla mnie to nie jest klasa, tylko brak uczuć i emocji.
            > Widocznie miłość się wypaliła lub nigdy jej nie było.
            Nie przesadzajmy, czasami ludzie mieszkaja razem a nie uzywaja tak wznioslych
            slow jak milosc. Patrzac na ludzi w pracy mam wrazenie, ze niektorzy wzieli
            sluby z przyzwyczajenia. Mieli panne np 7 lat no to bylo dla nich naturalne
            wziac slub albo wpadli. Takze mieszkanie razem to tylko drobiazg przy slubie.

            Serendepity.

        • a.ann Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku 01.08.02, 09:25
          Serendepity ... to była klasa..????!
          Kto ją okazał???
          Na pewno nie Twój chłopak! To była podłość ostatniego sortu!
          Po prostu wyrzucił dziewczynę na bruk /ze wspólnego mieszkania , bo to że
          wynajmował je na własne nazwisko - nic tu nie znaczy!) , postawił jej tysiąc
          egoistycznych , chamskich warunków i wyszedł z domu , oczekując iż kiedy wróci
          jej już nie będzie!
          To ona miała klasę!
          Tobie życzę żeby nie potraktował Cię z taka klasą .. kiedy przyjdzie
          Twój "czas"!

          Zacytuję Ci pewien aforyzm :
          "Trzeba coś powiedzieć - rzekł i splunął"
          /Stanisław Jerzy Lec/

          Pozdrawiam
          a.
          • Gość: jorgen Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku IP: *.man.polbox.pl 01.08.02, 14:45
            Siła nienawiści przy rozstaniu jest większa niż siła miłości która doprowadziła
            do związku. Każdy sędzia sądu rodzinnego to potwierdzi. To reguła, są wyjątki.
            Wydaje mi się że odejścia z klasą nalężą właśnie do wyjątków. Dlatego trudno
            znaleźć przykłady i trudno "klasę" zdefiniować.

          • serendepity Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku 01.08.02, 15:15
            a.ann napisała:

            > Serendepity ... to była klasa..????!
            > Kto ją okazał???
            > Na pewno nie Twój chłopak! To była podłość ostatniego sortu!
            > Po prostu wyrzucił dziewczynę na bruk /ze wspólnego mieszkania , bo to że
            > wynajmował je na własne nazwisko - nic tu nie znaczy!)
            A kto powiedzial, ze to bylo wspolne mieszkanie?? Wspolnote to mozesz miec jak
            wezmiesz sobie slub. Nigdzie jej nie wyrzucal. Skoro ona przystala na te
            warunki widocznie jakos nie byly takie zle. Nie podal jej terminu, zaproponowal
            pomoc i pomogl jej sie nawet spakowac.
            Nie mogl jej przeprowadzic bo nie ma auta, za to ona tak. Moim zdaniem zrobil
            bardzo wiele i nie bylo przy okazji zadnych niesnasek kto co bierze.

            , postawił jej tysiąc
            > egoistycznych , chamskich warunków
            Jakich chamskich warunkow?? Bylas tam?? Gdzie masz tu chamskie warunki???
            Dziewczyna zabrala nawet komputer, ktory on kupil. Nic na to nie powiedzial.
            Pozwolil jej zabrac to co chciala.


            > i wyszedł z domu , oczekując iż kiedy wróci
            > jej już nie będzie!
            Daj spokoj, nie wyeksmitowal jej z domu tylko nie chcial przy tym byc. Poza tym
            zostawil jej pelna swobode co moze zabrac i nie stal nad nia i nie poganial
            albo patrzyl spode lba i pospieszal. Uwazasz , ze lepiej sie klocic i
            wydzierac???

            > To ona miała klasę!
            > Tobie życzę żeby nie potraktował Cię z taka klasą .. kiedy przyjdzie
            > Twój "czas"!
            Musze Cie zmartwic, ale tak sie skada, ze on mieszka w moim mieszkaniu i moj
            czas nie nadejdzie zbyt szybko, nie planuje rozwodzic sie w najblizszym czasie.

            Jestem ciekawa w takim razie co jest klasa?? Bo jak dla mnie wlasnie
            porozumienie, ustalenie szczegolow i warunkow. Dziewczyna nie byla jakas biedna
            duszyczka, byla kobieta na stanowisku kierowniczym (dalej jest) i nie dalaby
            sobie w kasze dmuchac. Chyba , ze uwazasz, ze jak sie ludzie rozstaja to
            kobietki sa bardzo biedne i zawsze jest wina faceta. No i na pewno nie bylo
            klasa obrabianie mu tylka. Chyba , ze to norma..??

            Popatrz na ludzi wokol siebie i poszukaj takich, ktorzy grzecznie sie rozstali,
            podzielili ladnie rzeczy itd. Jakos rzadko sie o takich nie slyszy. Mozna za to
            posluchac opowiesci o pazernosci, o kloceniu sie o drobiazgi, o tym, ze zona
            nie pozwala b.mezowi widywac sie dziecmi itd.

            Nie martwie,
            Serendepity.


            • proo Re: Walka - do serendepity 05.08.02, 13:08
              Wiesz co to znaczy rozstać się z klasą???!
              Nie nazywaj klasą tego co opisałaś bo to brzmi jak farsa!
              Zwykle dzieje sie tak że jeden z partnerow dochodzi do wniosku że należy się
              rozstać. Z rzadka bywa to jednoczesna decyzja. Z czasem , druga osoba ,
              zgadza się z tym ale zazwyczaj ktos wychodzi z "inicjatywą". Różne są powody
              takiej decyzji ale zwykle jeden z partnerów czuje się pokrzywdzony , czuje
              żal ... jeszcze kocha , cierpi.
              Ten odchodzący , ten który proponuje rozstanie - powinien ,w imię uczucia
              które zespoliło ich oboje na pewien czas , .. ów powinien wziąć swoje
              najbardziej osobiste zabawki i nie raniąc - odejść.
              I to jest odejście z klasą , rozumiesz serendepity?


              proo

              PS.
              Cos kręcisz .. jeśli mieszka z Tobą to po co JEJ kazał się wyprowadzić?
              Nie mógł zostawić jej w mieszkaniu /w ramach KLASY , którą posiada/ kiedy
              przeprowadził się do Ciebie?
              O jakim rozwodzie mówisz? To Twój chłopak , tak wynika z postu.
              Skąd tu małżeństwo?

              • serendepity Re: Walka - do serendepity 05.08.02, 14:57
                proo napisała:

                > Ten odchodzący , ten który proponuje rozstanie - powinien ,w imię uczucia
                > które zespoliło ich oboje na pewien czas , .. ów powinien wziąć swoje
                > najbardziej osobiste zabawki i nie raniąc - odejść.
                > I to jest odejście z klasą , rozumiesz serendepity?
                Nie rozumiem dlaczego mialabym sie wyprowadzac ze swojego mieszkania. PRzeciez
                jak ktos decyduje sie na zamieszkanie razem to wie , ze moze sie nie udac i
                bedzie musial sie wyprowadzic.
                Poza tym nie wiemy jak ta laska to odebrala. Nie rozmawialam z nia o tym ani Ty
                wiec skad wiesz, ze byla poszkodowana?? A moze to on byl poszkodowany?? Moze
                poleciala tylko na jego kase i jak sie jej znudzil to chciala sie sama
                wyprowadzic. Znam te opowiesc tylko z jednej strony.
                To byl tylko przyklad. Dlaczego wszyscy traktuja te laseczke jak biedna
                duszyczke, ktora nagle dostala w dupcie i to nad nia trzeba sie litowac.
                A moze to ona dawala niezle??

                > Cos kręcisz .. jeśli mieszka z Tobą to po co JEJ kazał się wyprowadzić?
                Ani troche. Nie wpadles na to, ze to wydarzenie moglo miec miejsce ponad 8-9
                miesiecy przed tym zanim poznalismy sie blizej. Dopiero jak sie poznalismy i
                postanowilismy zamieszkac razem to domieszkal do konca umowy wynajmu a potem
                przeniosl sie do mnie. Czyli mieszkal sam rok od czasu jej wyprowadzki.
                Nie kazdy przenosi sie z lozka do lozka, od dziewczyny do dziewczyny czy od
                faceta do faceta.


                > Nie mógł zostawić jej w mieszkaniu /w ramach KLASY , którą posiada/ kiedy
                > przeprowadził się do Ciebie?
                Patrz wyzej.
                > O jakim rozwodzie mówisz? To Twój chłopak , tak wynika z postu.
                > Skąd tu małżeństwo?
                Skad, glownie z urzedu, za jakies 12 dni ;-) A skoro sie na nie zdecydowalam to
                zakladam , ze przed slubem sie nie rozmysle (nie mam najmniejszego zamiaru)
                wiec moge zakladac tez , ze nie bede sie rozwodzic w najblizszym czasie.

                Pozdrowienia
                Serendepity.

              • serendepity Re: Walka - do serendepity 05.08.02, 15:05
                proo napisała:

                > Ten odchodzący , ten który proponuje rozstanie - powinien ,w imię uczucia
                > które zespoliło ich oboje na pewien czas , .. ów powinien wziąć swoje
                > najbardziej osobiste zabawki i nie raniąc - odejść.
                > I to jest odejście z klasą , rozumiesz serendepity?
                btw patrz co napisalam w glownym poscie do ktorego to sie zaczelo: "ustalili,
                ze juz dluzej nie beda razem. " . Moze nie zdarzylo Ci sie to nigdy ale
                niektorzy sa sklonni razem podejmowac takie decyzje. Przeciez obydwoje mogli
                nie czuc sie dobrze w tym zwiazku i uznac go za niezbyt udany i dalsze jego
                utrzymywanie za bezsensowne.

                Przeciez nie zawsze trafia sie od razu na druga polowe. Mi udalo sie to za 3
                razem dopiero.

                Serendepity.
    • Gość: jendza klasa? IP: *.abo.wanadoo.fr 03.08.02, 10:44
      Nadal nie ustalilismy, co to jest 'klasa'.
      Niektorzy pisali o rozstaniu 'z klasa',
      a Matrek chyba mial na mysli takze
      'klase' konkretnej jednostki.

      Mysle, ze wszystkie trudne oraz bardzo trudne
      doswiadczenia maja to do siebie, ze dzialaja
      troche jak papierek lakmusowy. Duzo
      mowia o czlowieku, o tym, co w nim siedzi naprawde...
      Rozstanie z partnerem jest zapewne jednym z takich
      doswiadczen, tylko czy zawsze?

      Bo przeciez jesli rozstaja sie ludzie kompletnie
      sobie obojetni, to tak naprawde pewnie nigdy
      ze soba nie byli...
      Trudno tu mowic o 'dramacie'...

      Jesli przedmiotem najistotniejszym sporu w momencie
      rozstania jest majatek - znaczy (w uproszczeniu oczywiscie),
      ze ci ludzie nie tyle ze soba byli, ile sie uzywali...
      Czy ich rozstanie to dramat? Raczej oczyszczenie...

      Jesli ludzie, aktem woli obojga, sa ze soba naprawde,
      to nie zdarza im sie rozstawac...
      NIe moze byc zatem mowy o 'rozstaniu z klasa'...
      Raczej tylko smierc zdarzyc sie moze...
      I to jest wowczas wlasciwie 'rozdarcie'.
      W takim przypadku trudno jednak mowic o 'przezywaniu'
      smierci z klasa lub bez klasy...

      W zyciu oczywiscie nie da sie tak wypreparowac.
      Wszystkie trzy modele jakos sie na siebie nakladaja,
      przeplatajac z rozmaita intensywnoscia....
      Najgorzej jest, gdy w przypadku trzecim, ze skrajnie
      zminimalizowanymi wplywami dwoch pierwszych, jedna strona
      z jakichs powodow decyduje sie odejsc.
      Ja to pojmuje jako pewien typ morderstwa.
      Jak sie wowczas 'zachowuje' mordowany?
      Jest przeciez dotkniety do zywego, zaatakowany
      w sam srodek jestestwa...

      Ktory wariant mial na mysli Autor watku?
      A moze warto jakos inaczej to uporzadkowac?
      Pozdrawiam!
      j
      • liloom jendza niezupelnie... 03.08.02, 19:22
        Gość portalu: jendza napisał(a):

        > Mysle, ze wszystkie trudne oraz bardzo trudne
        > doswiadczenia maja to do siebie, ze dzialaja
        > troche jak papierek lakmusowy. Duzo
        > mowia o czlowieku, o tym, co w nim siedzi naprawde...
        > Rozstanie z partnerem jest zapewne jednym z takich
        > doswiadczen, tylko czy zawsze?
        >
        > Bo przeciez jesli rozstaja sie ludzie kompletnie
        > sobie obojetni, to tak naprawde pewnie nigdy
        > ze soba nie byli...
        > Trudno tu mowic o 'dramacie'...
        >
        > Jesli przedmiotem najistotniejszym sporu w momencie
        > rozstania jest majatek - znaczy (w uproszczeniu oczywiscie),
        > ze ci ludzie nie tyle ze soba byli, ile sie uzywali...
        > Czy ich rozstanie to dramat? Raczej oczyszczenie...

        Jendza! piszesz, ze trudne doswiadczenia pokazuja co naprawde siedzi w
        czlowieku w srodku, a ja uwazam, u niektorych, ktorzy znajda sie w sytuacji
        trudnej, "bez wyjscia" (z ich punktu widzenia), niewygodnej czy podbramkowej
        moga pobudzic u siebie uczucia i/lub zachowania, ktorych w normalnej sytuacji
        by nie dopuscili...
        Nie jest to wcale mlyn na Twoja wode, bo uwazam, ze mozna jakby sztucznie
        wywolac w sobie jakies uczucia czy zachowania, ktorych tak naprawde nie mamy
        wogole - wlasnie pod wplywem jakiegos mocnego zdarzenia czy nacisku.
        Przykladem na to moze byc pytanie "czy czlowiek jest w stanie zabic w sytuacji
        zagrozenia". Ja uwazam ze tak. Ale to wcale nie znaczy, ze jest zdolny zabic w
        sytuacji zwyklej, prawda?
        Sorry, za takie porownanie, ale musialo byc mocne, zebym mogla wyjasnic o co mi
        chodzi.
        • Gość: jendza Re: jendza niezupelnie... IP: *.abo.wanadoo.fr 03.08.02, 23:07
          Liloom:
          > Jendza! piszesz, ze trudne doswiadczenia pokazuja co naprawde siedzi w
          > czlowieku w srodku, a ja uwazam, u niektorych, ktorzy znajda sie w sytuacji
          > trudnej, "bez wyjscia" (z ich punktu widzenia), niewygodnej czy podbramkowej
          > moga pobudzic u siebie uczucia i/lub zachowania, ktorych w normalnej sytuacji
          > by nie dopuscili...
          > Nie jest to wcale mlyn na Twoja wode, bo uwazam, ze mozna jakby sztucznie
          > wywolac w sobie jakies uczucia czy zachowania, ktorych tak naprawde nie mamy
          > wogole - wlasnie pod wplywem jakiegos mocnego zdarzenia czy nacisku.
          > Przykladem na to moze byc pytanie "czy czlowiek jest w stanie zabic w
          sytuacji
          > zagrozenia". Ja uwazam ze tak. Ale to wcale nie znaczy, ze jest zdolny zabic
          w
          > sytuacji zwyklej, prawda?
          > Sorry, za takie porownanie, ale musialo byc mocne, zebym mogla wyjasnic o co
          mi
          >
          > chodzi.
          >
          >
          • liloom jedza niby uwazam tak jak ty, ale nie mow HOP 04.08.02, 11:20
            Tak tak jendza, o to mi chodzilo - negatywne najgorsze uczucia mamy w sobie
            wszyscy i czy je uwolnimy zalezy tylko ... no wlasnie, czy tylko i wylacznie od
            naszej wolnej woli? Dokladnie to chcialam w Tobie wywolac - skad wiesz jak sie
            zachowac w sytuacji podbramkowej? Ja zastanawiam sie czasem potencjalnie nad
            jakas sytuacja i mysle sobie "ja bym nigdy...". A tak naprawde to przeciez nie
            wiadomo, prawda? Tez bym nie chciala musiec tego sprawdzac!

            Przyklad z zabijaniem jest extremalny, ale mozna przeniesc ten machanizm na
            uklad w zwiazku i ... nie wiem co zrobilabym gdyby ta druga osoba, moj partner,
            maz.. On by nigdy... Ja bym nigdy...
            Tylko skad moge to wiedziec na 100%?
            • Gość: jendza Re: jedza niby uwazam tak jak ty, ale nie mow HOP IP: *.abo.wanadoo.fr 05.08.02, 12:25
              liloom napisała:

              > Tak tak jendza, o to mi chodzilo - negatywne najgorsze uczucia mamy w sobie
              > wszyscy i czy je uwolnimy zalezy tylko ... no wlasnie, czy tylko i wylacznie
              od
              >
              > naszej wolnej woli? Dokladnie to chcialam w Tobie wywolac

              Oj, oj, oj - uprzejmie prosze nie probowac manipulowac jendzunia,
              bo wezme mietle i przygrzmoce - strona owlosiona, zeby nie bolalo,
              ale symbol byl..., ot co!

              - skad wiesz jak sie
              > zachowac w sytuacji podbramkowej?

              Mysle sobie, ze to wynika - generalnie rzecz ujmujac - z kodu kultury judeo-
              chrzescijanskiej basenu Morza Srodziemnego, w ktorej to kulturze mamy szczescie
              sie plawic. Tobie jednak - jesli dobrze Cie rozumiem - chodzi o sytuacje bardzo
              konkretne, a niekoniecznie jednoznaczne, np. potencjalnej zdrady... Jak dotad,
              z grubsza rzecz biorac, stosowalam 'prawo milosci' w ujeciu 'nie bij -
              wytlumacz'. Jesli sie dalo. Jesli nie skutkowalo, odchodzilam...


              Ja zastanawiam sie czasem potencjalnie nad
              > jakas sytuacja i mysle sobie "ja bym nigdy...". A tak naprawde to przeciez
              nie
              > wiadomo, prawda? Tez bym nie chciala musiec tego sprawdzac!

              Pewnie, ze nie wiadomo. I wiesz, przyszlo mi jeszcze do glowy, ze nie warto
              projektowac takich sytuacji, nawet poznawczo tylko, czy zabawowo... Szkoda
              tracic energii, nie warto sobie,nawet wyobraznia, zaklocac szczesliwej
              terazniejszci! Trzeba sie radowac tym, co tu i teraz, a jesli zycie postawi
              przed nami jakies takie dramatyczne sytuacje, to wowczas bedziemy sie martwic i
              starac sprawic jak najlepiej...

              >
              > Przyklad z zabijaniem jest extremalny, ale mozna przeniesc ten machanizm na
              > uklad w zwiazku i ... nie wiem co zrobilabym gdyby ta druga osoba, moj
              partner,
              >
              > maz.. On by nigdy... Ja bym nigdy...
              > Tylko skad moge to wiedziec na 100%?

              To wszyscy bedziemy na pewno wiedziec juz po...
              A fakt, ze kazdy sie przewraca, o tyle jest pocieszajacy,
              ze nikomu z nas nie pozwala czuc sie lepszym....

              Bardzo goraco Ci zycze, zebyscie u konca Waszej drogi
              mogli stwierdzic, ze sie udalo...!!!
              Sciskam serdecznie bardzo
              jendza

              >
              • liloom nieustajacy ciag dalszy( do jendzy) 05.08.02, 21:55
                Jendza, nie wiedzialam jaki przyklad podac, dlatego podalam taki (tzn uklad
                mesko-damski). Na szczescie (!) moge sobie tylko dywagowac, co bym zrobila, ale
                skoro mnie to nie dotyczy, dlatego nie wiem tak naprawde. Obserwuje sobie
                przypadek mojej kolezanki i wlos mi sie jezy co ludzie potrafia zrobic i jak
                daleko zajsc w robieniu sobie zle (jez nawet nie na zlosc). Wydaje mi sie, ze w
                moim przypadku nie byloby to mozliwe. Nie boje sie projekcji, bo tego nie robie
                tylko dyskutuje na forum, nie przekladam ani przykladam nic do mojego zwiazku.

                Chyba mnie jendzus niezupelnie zrozumialas, ale i tak cie lubie:)

                ps. czy mieszkasz w paryzu? powiedz, bo umre z ciekawosci
                • Gość: jendza Re: nieustajacy ciag dalszy( do jendzy) IP: *.abo.wanadoo.fr 05.08.02, 22:03
                  Witaj serdecznie ogromnie LIlumeczko KOchana!
                  Moglam Cie nie do konca dobrze zrozumiec, zdarza sie!

                  Tez CIE lUBIE, nawet bardzo ogromnie mocno!

                  Nie mieszkam w samym Paryzku, ale w bliskosci niejakiej...
                  To 'banlieue' to bliskie, jesli wierzyc mapie...

                  Strasznie mi sie podobaja te Twoje sygnaturki!

                  Dobrej nocy!

                  jendza
                  Ps. a maz Twojej przyjaciolki wyglada mi na
                  psychopate. Ci natomiast potrafia sie
                  zakamuflowac skutecznie...
                  Wylazi dopiero w trakcie.
                  To, co wylezie jednakowoz - wlos jezy...

                  A Ty skad, powiedz prosze...
                  sciskam bardzo!
                  j
                  • liloom bardzo sie robi 05.08.02, 22:14
                    Ja jendzus cale swoje mlode zycie uczylam sie francuskiego (bylam w klasie
                    francuskiej w sempolowskiej w Warszawie) bo kocham ten jezyk nad zycie, ale owe
                    zycie zrobilo psikusa i wyslalo mnie do Wiednia.
                    Nauczylam sie tu na miejscu niemieckiego i jakos leci:)
                    A gdzie na banlieue? W ktorym kierunku? Wiesz, przeciez rzadko kto mieszka w
                    samym centrum.
                    Ja jakos nie moge dotrzec do Paryza (ciagle za malo urlopu, mimo ze znajomych
                    tam troche jest, wiec i zatrzymac byloby sie gdzie...), a rodzine mam na
                    poludniu. Staram sie gadac po francusku gdy tylko moge, ale niemiecki,
                    angielski bardziej potrzebne, nie mam az tyle czasu by czytac w trzech
                    jezykach... Czasem sobie ogladam TV5 (wole nawet to niz ARTE) i robie sobie
                    jezykowo "dobrze";)
                    Reszte proponuje mejlem. Napisz cos o sobie.
                    • jendza1 Re: bardzo sie robi 06.08.02, 19:35
                      Wyslalam, wyslalam - wyslalam Ci mailik!
                      Dostalas?
                      Sciskam
                      jendza
                      • liloom jeszcze nic moze przyjdzie pozniej? 06.08.02, 19:46
                        teraz uciekam od kompa bo moja polowica sie tu pcha, narazie
                        • Gość: jendza Re: jeszcze nic moze przyjdzie pozniej? IP: *.abo.wanadoo.fr 06.08.02, 20:27
                          Ciekawe, myslalam, ze dolazi od razu!
                          W kazdym razie w skrzynce jest - pono, jeszcze nie sprawdzilam...
                          Jakby co, wysle raz jeszcze i do skutku...
                          Dobrego wieczorku!
                          jendza
                          • liloom Re: jeszcze nic moze przyjdzie pozniej? 07.08.02, 08:27
                            To ja tez cos sprobuje wyslac. Na co ? Na jendza1?
                            • Gość: jendza Re: jeszcze nic moze przyjdzie pozniej? IP: *.abo.wanadoo.fr 07.08.02, 09:43
                              Tak poprosze. Na jendza1
                              Wysciskiwowywuje!
            • Gość: grogreg Re: jedza niby uwazam tak jak ty, ale nie mow HOP IP: 212.160.165.* 05.08.02, 16:41
              On by nigdy... Ja bym nigdy...
              > Tylko skad moge to wiedziec na 100%?
              >
    • clippo Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku 05.08.02, 16:43
      Znam ludzi, ktorzy byli ze soba 7 lat. Pewnego dnia zdali sobie sprawe, ze to
      koniec. Mieszkanie bylo jej wlasnoscia, on musial sie wyprowadzic. Znalam ich
      oboje wiele lat i zawsze uwazalam, ze on to porzadny facet - do chwili
      rozstania. Wtedy naprawde wychodzi na jaw jakim kto jest czlowiekiem. Na
      odchodne, gdy zabieral swoje rzeczy, odkrecil nawet "sluchawke" od prysznica,
      bo stwierdzil, ze kupil ja miesiac wczesniej ... do dzis jestem w szoku ...
      • Gość: grogreg Re: Walka o utrzymanie swojego zwiąku IP: 212.160.165.* 07.08.02, 08:07
        Eeee, tam.

        Ja to bym zdrapal farbe, com ja dwa lata temu wspolna sciane pokryl.
        • liloom Ja to bym zdrapal farbe (grogreg) 07.08.02, 22:41
          No to polam i wszystko jasne!
          jak sie wprowadzalam do mojego mieszkania z odzysku, to brakowalo gnazdek w
          scianach, listew przy podlogach etc.
          Niezla musiala byc tu zadyma :))))))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja