Ja i moj mezczyzna - prosze o rade!

12.07.05, 21:08
Dlugo sie zastanawialam czy zakladac ten watek i czy, jak juz zakladac, to
pytac inne kobiety o rade. Pomyslalam jednak, ze w razie czego zgnoicie mnie
i zdepczecie :-) W innej perspektywie - doradzicie co mam zrobic.
W swoim dotychczasowym zyciu mialam doczynienia z kilkoma mezczyznami.
Wszyscy byli dla mnie atrakcyjni - wyksztalceni, z podobnymi
zainteresowaniami (glownie muzycznymi), namietni. Twierdzili, ze jestem ich
idealem i cecha ta byla niezmienna, wiec to ja zawsze odchodzilam. Nie
dlatego, ze sie znudzilam. Po prostu, przestawalo mi sie podobac to ciagle
slodzenie, telefony co 5 minut, zdrobienia mojego imienia, brak czasu dla
siebie, ciagle zamartwianie. Probowalam poprzez rozmowe rozwiazac ten
problem, ale to nic nie dawalo. Kochalam tych mezczyzn na swoj sposob, ktory
wykluczal falsz i oblude z mojej strony. Cierpialam przy rozstaniu, ale
zdawalam sobie sprawe, ze druga strona cierpi jeszcze bardziej - to
przywiazanie do mnie musialo byc ciezkie do wyeliminowania. Pozniej zwykle
musialam zmienic numer telefonu dla wlasnego spokoju, podobnie skrzynke
mailowa. i to pierwsza czesc tej historii.
Druga czesc to stosunek kobiet do mnie. Glownie w pracy. Prawie nigdy nie
zaznalam co to kolezenstwo czy przyjazn z kobieta. Pamietam tylko takie
smieszne uklady z dziecinstwa, ktore przeminely, gdy wydoroslalam. zawsze ze
strony kobiet odczuwalam jakas niesamowita zazdrosc. W rozmowie -
lekcewazenie, w pracy - zle traktowanie. na studiach bylam zauwazalna. zawsze
duzo sie uczylam i ciekawilo mnie to, co robie. Byl to kolejny powod do
trzymania sie z dala ode mnie. W pewnym momencie doszlo do takiej sytuacji,
ze merytoryczne dyskusje udawalo mi sie prowadzic tylko podczas zajec z
wykladowca. pamietam tez, ze kiedys zwolniono mnie z pracy (szefem byla
kobieta), bo bylam "za mila dla klientek" (sklep z kobiecymi ubraniami w
NYC). To druga czesc historii.
Jeszcze nie spicie??? :-))
Trzecia czesc bedzie o mnie. Jestem zodiakalna rybka i uwazam sie za osobe
nadwrazliwa. czesto mam wrazenie, ze moja sfera duchowa dominuje nad moim
zyciem. Gdy jestem z kims w zwiazku - staram sie byc perfekcjonistka. Wiem,
ze to glupie, ale lubie okazywac swoja milosc i przywiazanie poprzez
gotowanie wymyslnych potraw, zawsze czysty i pachnacy dom, prasowanie koszul,
itp. Estetyzm zawsze byl u mnie wazny. Z druga osoba lacze mnie tez wspolne
zainteresowania - przewaznie muzyczne i filmowe. Mezczyzni zarazili mnie tez
pasja do ciekawych gier komputerowych i w wiekszosci przypadkow okazywalo
sie, ze jestem jedyna kobieta, ktora w takowe gra.
No i czwarta czesc tej smiesznej historii - czyli moj problem.
Mam ciagle niepowodzenia w zyciu.
Jestem obecnie w zwiazku z mezczyzna, ktorego bardzo kocham, a ktory, jako
jedyny, nie uzaleznil sie jeszcze ode mnie. Kiedys, w relacjach z pprzednimi
partnerami, cieszylabym sie z tego powodu. teraz jest mi smutno i strasznie
cierpie. Bo to wlasnie ten, jedyny, wymarzony, a on ma problemy ze sfera
uczuciowa, odwrotne do moich. czesto jest zimny, zgorzknialy. Jestem jego
pierwsza kobieta, bo twierdzi, ze "wczesniej nie mial czasu na takie
glupoty". Dlugo byl sam i ciezko mu wyzbyc sie egoizmu. rzadko mnie chwali,
czesto krytykuje, choc z drugiej strony potrafi powiedziec, ze mam do niego
anielska cierpliwosc i jestem jedyna osoba, poza jego psem, ktora wytrzymala
z nim ponad godzine. Jestesmy razem 8 miesiecy i w tym czasie uslyszalam
kilka razy zaledwie, ze mnie kocha, raz tez odwazyl sie powiedziec, ze nie
moze beze mnie zyc, ale zrobil to po dwoch dniach, w czasie ktorych nie
odezwal sie do mnie ani slowem, gdyz uznal, ze nie ma takiej potrzeby.
Mieszkamy razem i czasami, gdy wraca z pracy, nic do mnie nie mowi przez
kilka godzin, po czym namietnie mnie caluje i przytula sie. Ciezki charakter.
A ja wlasnie dopiero przy nim poczulam, ze kocham prawdziwie. On jednak
potrafi powiedziec czesto cos co mnie zaboli. Wiem, ze swietnie gotuje i
wszyscy zawsze byli pod wrazeniem mojej kuchni, a on zwroci czasem uwage, ze
cos mu nie smakuje. jest pedantem i esteta i ciezko sprostac jego wymaganiom.
To tez jeden z powodow, dla ktorych nie zwiazal sie nigdy z kobieta. Teraz, w
relacjach z nim, wyjatkowo mi zalezy na jego przywiazaniu, chcialabym, zeby
bardziej okazywal mi swoje uczucia. Wiem,z e ma problemy, zeby sie otworzyc.
Nie rozmawia ze mna o swojej pracy. Wspolne pasje docenia, ale nie lubi sie
nimi dzielic, tzn. nie lubi wymieniac sie spostrzezeniami na temat rzeczy,
ktore nas wspolnie interesuja. Ma w mieszkaniu swoja szafke, z osobistymi
rzeczami - rachunki, zdjecia rodzicow, itp. - zamkniete na kluczyk, ktory
nosi z soba. Czesto rozdziela co jest jego, a co moje, nie tworzy czesci
wspolnej. Powiedzial mi, ze ma z tym duzy prolem i chcialby to zmienic, ale
boi sie utraty niezalezlosci i wolnosci, ktora hodowal przez cale swoje
zycie. A ja cierpie, bo moje doswiadzcenia nauczyly mnie inaczej - dawac
innym, nic nie brac dla siebie. Jestesmy bardzo podobni w postrzeganiu swiata
i rzeczywistosci nas otaczajacej, takie same rzeczy lubimy, to samo nas
interesuje, ale mamy zupelnie rozne doswiadczenia - on wielkiego samotnika,
ja zawsze otoczonej opieka osoby.
Moze ktos z was mial podobny problem? Jak zaakceptowac czyjas innosc? jak
nauczyc sie siebie? Jak zmienic cos w sobie i jak przekonac do zmian druga
osobe?
Jestem gotowa dla niego cos zdzialac w tej materii, mysle, ze on takze
chcialby sprobowac. W koncu kazdy poszukuje w zyciu jakiegos spokoju i
harmonii. A i mi latwiej byloby nie przejmowac sie tak bardzo i uzalac.
Wkurza mnie juz to, ze ciagle sie rozklejam. Denerwuje permanentne
przejmowanie innymi ludzmi.
Czekam na rady.
    • squirrel9 Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 12.07.05, 21:48
      Z opisu pasowałabyś mi na typ Violetty Villas. Tworzenie wokół siebie
      jakiejś "kobiecej" aury, robienie z siebie słodkiej idiotki stąd przyciągasz
      mężczyzn dziubdziających do ciebie i traktujących jak lekko upośledzoną (z
      punktu widzenia normalnej kobiety). Co odpowiada ci do pewnego momentu a po
      pewnym (normalne dla zdrowego człowieka) staje się to nie do zniesienia.
      Stosunek kobiet do słodkich kobieciątek jest oczywisty - zwykle nie trawią lub
      traktują z przymrużeniem obydwu oczu i lekkim lekceważeniem. Trafiłaś nareszcie
      na faceta który nie dość,że traktuje cie jak normalną kobietę to jeszcze
      zdomiował cię własnymi problemami i nie wiesz czy potraktować gojak namiastkę
      dziecka czyli wejść w zupełnie inną rolę czy dalej grać swoją rolę słodkiego
      kobieciątka. Spróbuj ty pomatkować komuś. Obawiam się,że partnerstwo to słowo
      obcego pochodzenia zupełnie ci nieznane.
      • aretse11 Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 12.07.05, 22:37
        a ja wywnioskowalam z Twojej wypowiedzi,ze jestem kobieta o bogatym
        wnetrzu..ktore czesto dominuje nad zwyklymi codziennymi sprawami..tak jak
        piszesz-robisz to co trzeba w domu-gotujesz itd..ale wkladasz w to cala
        siebie..i "rozdmuchujesz"drobne rzeczy,ze urastaja do nie wiem jak wielkiej rangi..

        Wydaje mi sie,ze w Twoim partnerze przyciagnelo Cie glownie to,ze jest inny niz
        pozostali...a przez to,ze nie mozesz go miec calego dla siebie-tj bys ty
        chciala..tym bardziej jest on dla Ciebie atrakcyjny..Reszta byla po prostu
        nudna..a tymczasem ja uwazam,ze to zwykle niedopasowanie..Bo on nigdy nie bedzie
        w stanie Ci dac tego co oczekujesz..pewnych cech nie da sie zmienic..W kazdym
        badz razie zycze Ci naprawde powodzenia i mam nadzieje,ze mimo wszystko
        znajdziesz jakis zloty srodek i bedziecie zyc dlugo i szczesliwie..

        A moje slowa..to tylko slowa..kogos kto Cie tak naprawde nie zna..to moje
        przemyslenie na temat tego co napisalas..moze byc prawda..a moze nie..
        • wrazliwa.kobieta Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 12.07.05, 23:19
          Wiesz. niedopasowanie bylo widoczne w moich relacjach z innymi partnerami.
          Znajomi, ktorzy mnie znali, dowcipkowali nawet na ten temat, twierdzac, ze
          facet lizacy mnie po stopach nie pasuje do mnie :-)) Ja tez tak uwazalam.
          Teraz trafilam na osobe podobna do mnie - konkretna, z podobnymi planami na
          przyszlosc. I byloby wszystko ok, gdyby nie fakt, ze moj obecny partner, nigdy
          nie bedacy w stalym zwiazku, boi sie chyba, ze zostanie potraktowany podobnie
          jak moi pozostali. Slyszal bowiem o zakonczeniu mojego poprzedniego zwiazku.
          gdy zapytalam go o to, kategorycznie zaprzeczyl, ale mysle, ze to jest mozliwe.
          To bardzo wrazliwy czlowiek i mam wrazenie, ze ukrywa to, bo boi sie zwyczajnie
          uzaleznienia. A ja akurat czuje teraz, jak nigdy dotad, ze jest to wlasciwa
          osoba dla mnie na reszte zycia. Wczesniej nigdy tak nie czulam. Chcialabym,
          zeby wreszcie to zrozumial i puscil juz linke z napisem samotnosc. Chcialabym,
          zeby poczul sie mnie pewien. Dodatkowo chyba przeszkadza mu fakt, ze jestem
          atrakcyjna dla innych mezczyzn. Wie, ze nic mu w tej materii nie zagraza, bo
          zawsze wnetrze bylo dla mnie wazniejsze niz wyglad, ale denerwuje sie tym
          troche. To takie pokretne, bo przeciez zalezy mu, zeby miec obok siebie kogos
          kim mozna sie pochwalic, a nie schowac do szafy :-))
          No i nade wszystko nie chce go zmieniac. Kocham go takim, jaki jest, ale
          uwazam, ze oboje powinnismy zaczac isc na pewne kompromisy, by zylo nam sie
          latwiej. I w tej kwestii szukam pomocy :-))
          • tonya4 Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 12.07.05, 23:37
            czyli ten Ci nie dogadza i nie slodzi i tez zle? Zdecyduj sie.Moze masz wreszcie okazje, aby uslyszec, ze jestes normalna, a nie taka znowu idealna.I przestan tak naprawde myslec wciaz-ja, ja, ja, Teraz Ty pobiegaj . Facet sie przeciez stara, 8 miesiecy mowisz? a Ty juz chcialabys zmienic kilkuletnie przyzwyczajenia....
            • wrazliwa.kobieta Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 00:53
              Przeciez ja biegam :-)) Staram sie. wiem, ze ciezko jest zmienic kilkuletnie
              przyzwyczajenia, ale ja jestem w stanie to zrobic. W pewnym sensie przez cale
              dotychczasowe swoje zycie postepowalam egoistycznie. Az wstyd sie przyznac, ale
              to prawda. Praca, pieniadze, kariera - taki "nowoczesny" shcemat sobie
              przypodobalam. tez mi jest ciezko w nowej sytuacji. Wreszcie staram sie dla
              kogos przeorganizowac swoje dotychczasowe zycie. Rozmawialam z nim o tym.
              powiedzial, ze widzi moje poswiecenie, ale wydaje mu sie to zbyteczne, choc
              innym razem dodaje, ze sam chcialby wiele swoich przyzwyczajen zmienic.
              I tyle.
          • widokzmarsa czy ty wiesz co piszesz? 13.07.05, 00:36
            "Slyszal bowiem o zakonczeniu mojego poprzedniego zwiazku. gdy zapytalam go o
            to, kategorycznie zaprzeczyl, ale mysle, ze to jest mozliwe."
            Z góry zakładasz że on kłamie! Na takim zaufaniu budujesz zwiazek.


            Dodam tylko, że jest to najbardziej typowy przypadek jaki moze byc. Sytuacja
            absolutnie banalna. Kobieta jak jest olewana to powoli w pada w amok
            i "miłość". Gdy jest kochana i uwielbiana - ma takiego partnera gdzies. Jest to
            prawda gorzka az do bólu bo niestety mało jest kobiet które na dłuzszą metę
            reagują inaczej.

            "A ja akurat czuje teraz, jak nigdy dotad, ze jest to wlasciwa
            osoba dla mnie na reszte zycia. Wczesniej nigdy tak nie czulam." BO NIE BYŁAŚ
            OLEWANA!!!. Idź do psychologa dobrego ale razem z facetem i to jak najszybciej
            zanim nie bedziecie oboje w stanie zminić o sobie wyobrażenia i zaakceptować
            je. To moja rada, kogoś kto to przerabiał w życiu wiele razy.
            • wrazliwa.kobieta Re: czy ty wiesz co piszesz? 13.07.05, 00:56
              > "Slyszal bowiem o zakonczeniu mojego poprzedniego zwiazku. gdy zapytalam go o
              > to, kategorycznie zaprzeczyl, ale mysle, ze to jest mozliwe."
              > Z góry zakładasz że on kłamie! Na takim zaufaniu budujesz zwiazek.

              nie zakladam, ze klamie. po prostu znam go dobrze i wiem, ze do wielu bolesnych
              rzeczy ciezko sie mu przyznac. wiem, ze nigdy nie jest kategoryczny, nalezy do
              ludzi watpiacych w kazdej dziedzinie i stad mniemam, ze w kwestii ww. mogl
              powiedziec niezgodnie ze swoimi odczuciami. czy takie wyjasnienie Ci wystarcza?
            • wrazliwa.kobieta Re: czy ty wiesz co piszesz? 13.07.05, 00:58
              no i bez przesady - nie czuje sie olewana. nigdy tak nie napisalam.
              po prostu dziwia mnie jego nastroje - to nieodzywanie sie bez powodu,
              manifestowanie swojego "ja", a pozniej specyficzny rodzaj uleglosci. ciezko mi
              to racjonalnie uzasadnic.
              • widokzmarsa Re: czy ty wiesz co piszesz? 13.07.05, 01:19
                facet, nawet podświadomie może stosować metodę "marchewki i kija". To nie
                chodzi o olewanie ale o swoistą niepoewność jaką powoduje swoim zachowaniem u
                partnerki. Kobiety zresztą też tak czasem robią.
      • wrazliwa.kobieta Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 12.07.05, 23:07
        Nie wydaje mi sie Twoja diagnoza wlasciwa. Mezczyzni nigdy nie traktowali mnie
        jak lekko uposledzonej. zazwyczaj traktowali mnie jak kumpla, z ktorm mozna
        pogadac i wypic piwo czy wino. Z czasem wiekszosc chciala sprobowac czegos
        wiecej, a Ci, ktorym na to pozwolilam, uzalezniali sie ode mnie.
        Nie rozumiem dlaczego mnie obrazasz i rzucasz w moja strone niezbyt milymi
        porownaniami w postaci violetty Villas czy "slotkiego kobieciatka". To nie
        najlepiej swiadczy o Twojej kulturze osobistej.
        Kobiety w pracy nie traktowaly mnie nigdy z przmruzeniem oczu. Ja raczej
        oceniam to jako specyficzna zazdrosc i obawe o wlasny tylek. Tak jak napisalam
        juz wyzej - staram sie byc perfekcjonistka i niezaleznie od pracy, jaka
        wykonuje, zalezy mi na "dojsciu do czegos" w zyciu. Status materialny w tym
        sensie ma dla mnie znaczenie. Mysle, ze to wlasnie jest powodem moich problemow
        w pracy. Mezczyzni, z ktorymi dane bylo mi pracowac, zwykle z podziwem patrzyli
        na moja postawe - lubie zdrowa rywalizacje w pracy. Kobiety to zawsze
        irytowalo, a dodatkowo chyba nakrecaly sie faktem, ze uwazam sie za osobe
        atrakcyjna. Przy tym, nie chodzi tu o moj wyglad, ale o prace nad soba.
        W ramach tejze chcialabym jeszcze cos ulepszyc, co przeszkadza mi w relacjach z
        osoba, na ktorej mi bardzo zalezy. Nie wiem jednak jak to zrobic i dlatego
        pytam o rade forumowiczow.
        jesli zas chodzi o pratnerstwo - mysle, ze znam znaczenie tego slowa i zawsze w
        zyciu swoich partnerow staralam sie traktowac jak rownych sobie. Uwazalam, ze
        podstawa milosci sa silne wiezi przyjacielskie z drugim czlowiekiem. Niestety,
        mialam pecha, trafic na niewlasciwych facetow.
        Szkoda, ze w twoim poscie jest tyle zajadlosci i braku zrozumienia. Masz jakies
        pwazne problemy z soba chyba?
        • katiusza86 Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 12.07.05, 23:52
          Kobieto, to ty się zastanów, kto tu ma ze sobą problemy. Mam gdzieś kulturę
          słowa i twoje zamiłowanie do perfekcji, jesteśmy na forum netowym, a nie w
          salonie Elżbiety II i to jest mój post i piszę jak chcę.
          Przejdźmy do rzeczy. Moim zdaniem jesteś samolubną, egocentryczą, arogancką,
          zarozumiałą i kapryśną paniusią. W każdym niemal zdaniu widać wielkie ochy i
          achy nad własną osobą. Dziwię się facetom, którzy cię niby tak uwielbiali, może
          po prostu nie było akurat nikogo lepszego pod ręką. Nie wiem też czemu czepiasz
          się twojego obecnego chłopaka. Przez jedynie 8 miechów związku powiedział kilka
          razy, że cię kocha, że mu zależy. To wspaniale. Mam nadzieję, że ty naprawdę
          czujesz do niego to samo, może to cię zmieni. Nie powinnaś próbować zmieniać
          twojego faceta, bo jest naprawdę w porządku. To ty powinnaś spojrzeć na siebie z
          boku. Dziewczyno! Miłość można wyrazić na wiele sposobów, ale czy to koniecznie
          musi być utrzymywanie domu w czystości??? Toż to głupota i paranoja. Wrzuć na
          luz, świat nie jest idealny i ty też nie musisz. Bądź dla swojego faceta
          kobietą, a nie pedantycznym robotem.
          • squirrel9 Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 00:02
            Katiusz, to było chyba do mnie :))
          • wrazliwa.kobieta Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 01:02
            Mam gdzieś kulturę
            słowa i twoje zamiłowanie do perfekcji, jesteśmy na forum netowym, a nie w
            salonie Elżbiety II i to jest mój post i piszę jak chcę.

            i mysle, ze juz nic wiecej nie potrzebujesz dodawac.
            Nie zgadzam sie z twoimi opiniami na moj temat i ich nie oczekiwalam. I ja nie
            jestem w salonie Elzbiety II, co nie oznacza, ze moge kazdemu ublizac i
            sprawiac mu przykrosc. Wlasnie takich kobiet jak Ty nie lubie, Ty nie lubisz
            takich jak ja, wiec problem mamy rozwiazany. Mysle, ze wiecej rozmawiac nie
            mamy potrzeby, niezaleznie czy tu na zwyklym forum internetowym czy pod
            osiedlowym smietnikiem.
            Pozdrowienia i dobra rada: "nim cos o kims pochopnie napiszesz, pomysl i zwaz,
            czy ma to jakikolwiek sens. slowa to tylko slowa i az slowa".
            • katiusza86 Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 01:06
              wrazliwa.kobieta napisała:


              > Pozdrowienia i dobra rada: "nim cos o kims pochopnie napiszesz, pomysl i zwaz,
              > czy ma to jakikolwiek sens. slowa to tylko slowa i az slowa".

              To samo tyczy się twojego zdania o mnie. Ty podałaś obszerną relację o twojej
              osobie i na tej właśnie podstawie zbudowałam sobie opinię o tobie. Nie jestem
              wulgarna wobec ciebie. Prosiłaś o radę, to ją masz i tyle. Twoja sprawa co o
              niej myślisz.
        • squirrel9 Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 00:15
          To,że porównuję cię do wioletty villas i pszę o słodkim kobieciątku nie
          świadczy o mojej kulturze osobistej i zjadliwości ale o tym jak się
          prezentujesz - przynajmniej przez ekran. Może w życiu zachowujesz się tak,by
          wymusić na innych zdanie o tobie takie jakie ty chciałabyś mieć sama o sobie i
          w przypadku mężczyzn częściowo ci się udaje (to dość proste) ale najczęściej
          w "słowie pisanym' i przez zupełnie obcych widać twochę więcej. No i tak cię
          widzę - sztuczną, napuszoną, z wysokim mniemaniem o sobie i egocentryczkę (to
          fantastyczne jak piszesz ogromny teks o sobie a potem ni z tąd ni z owąd
          piszesz "a teraz będzie o mnie"). Przypuszczam,zę odrzucasz tych mężczyzn gdy
          zaczynają im się oczy otwierać. Teraz od razu znalazłaś faceta z otwartymi
          oczami i zastanawiasz się jakich kruczków użyć by i on był taki jak poprzedni.
          Tylko nie wiem po co on miałby taki być.
          PS. Akurat jestem osobą atrakcyjną do tego typem pracoholika, perfekcjonisty i
          pasjonata. Na dodatek zodiakalną Rybą i nie mam tak jak ty. Podejrzewam,żę tą
          osobę sama sobie wymysliłaś i się tym bawisz bo spotyka się takie osoby ale
          raczej wśród dużo starszych "dam" np. Violetta Villas.
          PS. Jestem nie dość,że atrak

          • katiusza86 Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 00:19
            Squirrel9 - to nie było do ciebie tylko do wrażliwej. Ale widzę, że mamy podobne
            zdanie na jej temat.
          • wrazliwa.kobieta Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 01:08

            > To,że porównuję cię do wioletty villas i pszę o słodkim kobieciątku nie
            > świadczy o mojej kulturze osobistej i zjadliwości ale o tym jak się
            > prezentujesz - przynajmniej przez ekran.

            wiec idac Twoim tropem, chcialabym Ci powiedziec, ze Ty - z perspektywy mojego
            ekranu - prezentujesz sie gburowato, malo kobieco i niekulturalnie.
            zastanawia mnie tylko jedno - staralam sie o sobie napisac PRAWDE. tak, jak
            odbieraja mnie inni i tak, jak ja siebie oceniam. dlaczego Twoim zdaniem,
            uznanie sie za osobe wartosciowa, jest rownoznaczne z wysokim mniemaniem i czy
            wysokie mniemanie o sobie musi miec dla Ciebie wydzwiek pejoratywny? bardzo
            dlugo pracowalam nad tym, by patrzec na siebie pozytywnie, duzo wysilku i trudu
            mnie kosztowalo, wyzbycie sie kompleksow. pomogl mi w tym moj obecny facet, ale
            okazuje sie, ze i teraz znajduja sie osoby, ktore potrafia moje postepowanie
            skrytykowac. tylko po co. po co komus sprawiac przykrosc? tak ciezko Ci
            zrozumiec, ze ktos jest bardziej wrazliwy od Ciebie?
            a twoje teorie o MOICH mezczyznach sa bezsensowne.
    • lancer3 RADA! 12.07.05, 23:45
      pisz krócej ;-)
    • konstancja01 Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 00:28
      hiehie, po pierwsze to on nie jest twój, bo jest samotnikiem, nie wiem po co z
      nim mieszkasz ( a tak wogóle to uważam tę historyjkę za bajecznie zmyśloną,
      facet ma zapewne nieziemska wyobraźnie i dlatego wydaje ci się, że jest taki
      jakim go opisalaś, ale w rzeczywistości jest inaczej), ach, przykro mi to
      mówic, ale on cię nie kocha; a okazywanie wszelakich uczuć mozna cudownie
      wypracować, to takie aktorstwo, przewyzszajace je rangą, bo jest real.
      Ech...wiem, że nie kocha, bo sama....kto jest mądry ten sie domyśli :p.
      • wrazliwa.kobieta Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 00:48
        W jakiej kwestii mialby miec nieziemska wyobraznie? Nie rozumiem zupelnie tego
        watku. Nie interesuje mnie tez czy uwazasz, ze mnie kohca, czy nie kocha - to
        juz sfera moich i jego uczuc. Chcialam tylko prosic kogos zyczliwego o rade.
        Nie udalo sie - trudno.
        • katiusza86 Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 00:50
          Dostałaś radę, ale widzę, że nie dotarło. Twoje życie. Żyj dalej jako
          egocentryczna paniusia. Żal mi tylko twojego faceta.
          • wrazliwa.kobieta Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 16:49
            wiesz. chyba juz zaczynam zauwazac dlaczego w swoim zyciu zawsze trafialam na
            wyjatkowych mezczyzn. po prostu taki facet nigdy nie zwrocilby uwagi na osobe
            Twojego pokroju - obrazajaca innych kiedy tylko ma okazje. rysuje mi sie ponury
            obraz wrednej malpy. po raz pierwszy osmielam Cie wprost obrazic, ale wiedz, ze
            nie lezy to w mojej naturze, a jest jedynie skutkiem twoich "opinii" na moj
            temat. Mi mojego faceta nie jest zal, bo mysle, ze czuje sie doceniany i
            kochany. Wiem, ze to moja druga polowka i nigdy z niego nie zrezygnuje.
            Chcialabym tylko, zeby nasze relacje byly harmonijne. Szukamy oboje spokoju w
            zyciu i chcialabym to osiagnac. I w ramach pracy w tej kwestii nad soba nie
            zamierzam juz odpowiadac na Twoje posty.
            P.S. wyzyje sie jeszcze - mysle, ze idealnym partnerem do osobowosci jaka
            prezentujesz w internecie bylby ogolony na lyso dresiarz, handlujacy w wolnym
            czasie na pewnymn znanym warszawskim stadionie.
            • katiusza86 Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 17:55
              Ojej zdenerwowałam kulturalną Miss Perfect, jak mi przykro :]
        • widokzmarsa ode mnie dostałaś 13.07.05, 00:54
          btw, mam nadzieje ze nie staniesz nigdy na mojej drodze
          • wrazliwa.kobieta Re: ode mnie dostałaś 13.07.05, 03:50
            taką laskę trzeba użyć i kopnąć w d..., jakie kwiaty czy bilety?
            Co to się z tymi rosjankami porobiło. Kiedyś wystarczyło jej nie pobić i już
            była wierna jak pies. Moze tam jakaś cywilizacja doszła?

            kolejna kulturalna osoba na tym forum. ide raczej stad. czuje sie otoczona
            przez frustratki. a juz myslalam, ze kosmici nie istnieja.
    • antediluvian Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 01:22
      Obojgu Wam potrzebny jest psycholog..
    • mxp4 Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 04:09
      wrazliwa.kobieta napisała:

      > Dlugo sie zastanawialam czy zakladac ten watek i czy, jak juz zakladac, to
      > pytac inne kobiety o rade. Pomyslalam jednak, ze w razie czego zgnoicie mnie
      > i zdepczecie :-) W innej perspektywie - doradzicie co mam zrobic.
      > W swoim dotychczasowym zyciu mialam doczynienia z kilkoma mezczyznami.
      > Wszyscy byli dla mnie atrakcyjni - wyksztalceni, z podobnymi
      > zainteresowaniami (glownie muzycznymi), namietni. Twierdzili, ze jestem ich
      > idealem i cecha ta byla niezmienna, wiec to ja zawsze odchodzilam. Nie
      > dlatego, ze sie znudzilam. Po prostu, przestawalo mi sie podobac to ciagle
      > slodzenie, telefony co 5 minut, zdrobienia mojego imienia, brak czasu dla
      > siebie, ciagle zamartwianie. Probowalam poprzez rozmowe rozwiazac ten
      > problem, ale to nic nie dawalo. Kochalam tych mezczyzn na swoj sposob, ktory
      > wykluczal falsz i oblude z mojej strony. Cierpialam przy rozstaniu, ale
      > zdawalam sobie sprawe, ze druga strona cierpi jeszcze bardziej - to
      > przywiazanie do mnie musialo byc ciezkie do wyeliminowania. Pozniej zwykle
      > musialam zmienic numer telefonu dla wlasnego spokoju, podobnie skrzynke
      > mailowa. i to pierwsza czesc tej historii.
      > Druga czesc to stosunek kobiet do mnie. Glownie w pracy. Prawie nigdy nie
      > zaznalam co to kolezenstwo czy przyjazn z kobieta. Pamietam tylko takie
      > smieszne uklady z dziecinstwa, ktore przeminely, gdy wydoroslalam. zawsze ze
      > strony kobiet odczuwalam jakas niesamowita zazdrosc. W rozmowie -
      > lekcewazenie, w pracy - zle traktowanie. na studiach bylam zauwazalna. zawsze
      > duzo sie uczylam i ciekawilo mnie to, co robie. Byl to kolejny powod do
      > trzymania sie z dala ode mnie. W pewnym momencie doszlo do takiej sytuacji,
      > ze merytoryczne dyskusje udawalo mi sie prowadzic tylko podczas zajec z
      > wykladowca. pamietam tez, ze kiedys zwolniono mnie z pracy (szefem byla
      > kobieta), bo bylam "za mila dla klientek" (sklep z kobiecymi ubraniami w
      > NYC). To druga czesc historii.
      > Jeszcze nie spicie??? :-))
      > Trzecia czesc bedzie o mnie. Jestem zodiakalna rybka i uwazam sie za osobe
      > nadwrazliwa. czesto mam wrazenie, ze moja sfera duchowa dominuje nad moim
      > zyciem. Gdy jestem z kims w zwiazku - staram sie byc perfekcjonistka. Wiem,
      > ze to glupie, ale lubie okazywac swoja milosc i przywiazanie poprzez
      > gotowanie wymyslnych potraw, zawsze czysty i pachnacy dom, prasowanie koszul,
      > itp. Estetyzm zawsze byl u mnie wazny. Z druga osoba lacze mnie tez wspolne
      > zainteresowania - przewaznie muzyczne i filmowe. Mezczyzni zarazili mnie tez
      > pasja do ciekawych gier komputerowych i w wiekszosci przypadkow okazywalo
      > sie, ze jestem jedyna kobieta, ktora w takowe gra.
      > No i czwarta czesc tej smiesznej historii - czyli moj problem.
      > Mam ciagle niepowodzenia w zyciu.
      > Jestem obecnie w zwiazku z mezczyzna, ktorego bardzo kocham, a ktory, jako
      > jedyny, nie uzaleznil sie jeszcze ode mnie. Kiedys, w relacjach z pprzednimi
      > partnerami, cieszylabym sie z tego powodu. teraz jest mi smutno i strasznie
      > cierpie. Bo to wlasnie ten, jedyny, wymarzony, a on ma problemy ze sfera
      > uczuciowa, odwrotne do moich. czesto jest zimny, zgorzknialy. Jestem jego
      > pierwsza kobieta, bo twierdzi, ze "wczesniej nie mial czasu na takie
      > glupoty". Dlugo byl sam i ciezko mu wyzbyc sie egoizmu. rzadko mnie chwali,
      > czesto krytykuje, choc z drugiej strony potrafi powiedziec, ze mam do niego
      > anielska cierpliwosc i jestem jedyna osoba, poza jego psem, ktora wytrzymala
      > z nim ponad godzine. Jestesmy razem 8 miesiecy i w tym czasie uslyszalam
      > kilka razy zaledwie, ze mnie kocha, raz tez odwazyl sie powiedziec, ze nie
      > moze beze mnie zyc, ale zrobil to po dwoch dniach, w czasie ktorych nie
      > odezwal sie do mnie ani slowem, gdyz uznal, ze nie ma takiej potrzeby.
      > Mieszkamy razem i czasami, gdy wraca z pracy, nic do mnie nie mowi przez
      > kilka godzin, po czym namietnie mnie caluje i przytula sie. Ciezki charakter.
      > A ja wlasnie dopiero przy nim poczulam, ze kocham prawdziwie. On jednak
      > potrafi powiedziec czesto cos co mnie zaboli. Wiem, ze swietnie gotuje i
      > wszyscy zawsze byli pod wrazeniem mojej kuchni, a on zwroci czasem uwage, ze
      > cos mu nie smakuje. jest pedantem i esteta i ciezko sprostac jego wymaganiom.
      > To tez jeden z powodow, dla ktorych nie zwiazal sie nigdy z kobieta. Teraz, w
      > relacjach z nim, wyjatkowo mi zalezy na jego przywiazaniu, chcialabym, zeby
      > bardziej okazywal mi swoje uczucia. Wiem,z e ma problemy, zeby sie otworzyc.
      > Nie rozmawia ze mna o swojej pracy. Wspolne pasje docenia, ale nie lubi sie
      > nimi dzielic, tzn. nie lubi wymieniac sie spostrzezeniami na temat rzeczy,
      > ktore nas wspolnie interesuja. Ma w mieszkaniu swoja szafke, z osobistymi
      > rzeczami - rachunki, zdjecia rodzicow, itp. - zamkniete na kluczyk, ktory
      > nosi z soba. Czesto rozdziela co jest jego, a co moje, nie tworzy czesci
      > wspolnej. Powiedzial mi, ze ma z tym duzy prolem i chcialby to zmienic, ale
      > boi sie utraty niezalezlosci i wolnosci, ktora hodowal przez cale swoje
      > zycie. A ja cierpie, bo moje doswiadzcenia nauczyly mnie inaczej - dawac
      > innym, nic nie brac dla siebie. Jestesmy bardzo podobni w postrzeganiu swiata
      > i rzeczywistosci nas otaczajacej, takie same rzeczy lubimy, to samo nas
      > interesuje, ale mamy zupelnie rozne doswiadczenia - on wielkiego samotnika,
      > ja zawsze otoczonej opieka osoby.
      > Moze ktos z was mial podobny problem? Jak zaakceptowac czyjas innosc? jak
      > nauczyc sie siebie? Jak zmienic cos w sobie i jak przekonac do zmian druga
      > osobe?
      > Jestem gotowa dla niego cos zdzialac w tej materii, mysle, ze on takze
      > chcialby sprobowac. W koncu kazdy poszukuje w zyciu jakiegos spokoju i
      > harmonii. A i mi latwiej byloby nie przejmowac sie tak bardzo i uzalac.
      > Wkurza mnie juz to, ze ciagle sie rozklejam. Denerwuje permanentne
      > przejmowanie innymi ludzmi.
      > Czekam na rady.




      Ty, gwiazda! wsadz sobie piorko w dupe to bedziesz rajski ptak.
    • sagis Ludzie nie lubią,jak ktoś mówi o sobie,że jest mił 13.07.05, 08:45
      y,czy w czymś dobry. A, jak jeszcze partnerzy tej osoby mówili, że jest ideałem.
      Jak sama widzisz tutaj. Czują się wtedy tacy niedosknali.

      Jedno Ci powiem, że nie słuchaj swoich znajomych, koleżanek, czy ktoś do Ciebie
      pasuje. Większość patrzy na kogoś poprzez siebie i swoje doświadczenia.
      Normalnie ludzie nie zdają sobie z tego sprawy.
      To Tobie ma ktoś odpowiadać. A, miłość jest wbrew wszystkim i wszystkiemu:-)
      Ten jest tajemniczy i pewnie dlatego tak Ciebie intryguje. Nie odkrywa przed
      Tobą wszystkich kart.
      Zostaw jego taki jaki jest i po prostu kochaj jego takiego. A, jeśli nie możesz,
      to lepiej znajdź kogoś, kto będzie Ci odpowiadał.
      On nie da zmienić się, a jeśli nawet, to i tak z czasem zmienisz jego właśnie na
      podobnego do poprzednich. Przecież właśnie brakuje Ci, że on nie ujawnia tak
      swoich uczuć i nie jest taki ciepły, jak poprzedni Twoi partnerzy.
      Często właśnie zdarza się, że jak ktoś zmieni kogoś na swoje potrzeby, to
      przekonuje się, że jednak nie odpowiada jej taka osoba.

      Kochaj jego takim jaki jest, a jeśli on będzie sam chciał zmienić się, to zmieni
      się.

      Jesteś wrażliwa, ale uważaj, abyś nie była za bardzo i nie roztrząsała
      wszystkiego na drobne.
      • sagis I jak zwykle nie jedno napisałam:-)))))) 13.07.05, 08:52
        Jesteś rybką i jak rybka nieba wszystkim uchyliłabyś. Ale, nie wszyscy tego chcą
        i potrzebują.
        Jak ktoś napisał wcześniej nie można wszystkim matkować. Daj szczególnie
        mężczyznom dorosnąć.
        A, ludźmi nie przejmuj się. Zawsze znajdą się tacy, którzy chętnie i z
        przyjemnością dokopaliby innym. Taki ich sposób na dowartościowanie:-)))
        W necie anonimowo czują się bezkarnie i dlatego chętniej to robią.

        Pozdrawiam i dużo radości Ci życzę.
        • wrazliwa.kobieta Re: I jak zwykle nie jedno napisałam:-)))))) 13.07.05, 17:13
          W zyciu to zawsze wszystko musi byc pokrecone :-)) Pisalam juz, ze bardzo dlugo
          pracowalam nad soba, zeby patrzec na siebie pozytywnie. Wreszcie sie udalo,
          dzieki mojemu obecnemu facetowi, ktory jest wyjatkowo szczera osoba i mowil mi
          wprost co powinnam w sobie zmienic. Dziwne to dosc, bo wlasnie tego
          oczekiwalam, a z drugiej strony slyszac ciagle "jestes moim idealem" od
          poprzednich mezczyzn w moim zyciu - ciezko mi bylo zaakceptowac ta sytuacje.
          Przypominam sobie jednak, ze psychicznie i fizycznie doprowadzilam sie do ruiny
          w poprzednich zwiazkach. Po prostu chcialam byc zwyczajna, normalna. Chcialam
          byc znow kumplem i przyjacielem, a nie idealem. Bylo juz za pozno. I z tej
          przyczyny konczylam dosc dramatycznie poprzednie zwiazki (nie bylo ich wiele -
          trzy).
          Wiem tez co czuje i wiem, ze to moja druga polowka. Trafiajac na taka osobe
          chcialoby sie, zeby wszystko wokol tez bylo idealne. Nigdy nie poklocilismy sie
          i nie powiedzielismy sobie nic przykrego. Wiem, ze on docenia we mnie moj
          spokoj i chec do rozmowy zawsze i wszedzie. Mysle, ze dlatego wybral zycie ze
          mna. Mecze sie jednak w sytuacjach, gdy on powraca do swoich dawnych
          przyzwyczajen, gdy byl sam i nie odzywa sie do mnie. Po prostu oddaje sie swoim
          dawnym muzycznym pasjom, w ktorych ja tez chcialabym uczestniczyc, bo mam
          podobny gust. uwaza tez, ze ja niepotrzebnie sie staram, bo nawet gdybym nic
          nie robila to i tak zawsze bede dla niego najbardziej wartoscowa osoba jaka
          spotkal. Wiem, ze to wiecej znaczy niz kocham. Jego znajomi dziwia sie, ze
          zwiazal sie z kims, jego mama mowi, ze musze byc niezwykla, skoro z nim tak
          dlugo wytrzymuje. Jedno jest pewne: mimo dorbnych problemow, zawsze chce byc z
          nim. Wiem, ze jemu tez jest ciezko i wlasnie w tej kwestii szukam rady.
          I chyba masz racje - najlepszym rozwiazaniem bedzie nie zastanawiac sie nad
          kazdym szczegolem (jak ja to lubie robic) i nie zadreczanie sie (moja druga
          pasja :-)) ), tylko patrzenie na pewne jego zachowania z boku. Czasami jednak
          moja sfera emocjonalna chcialaby eksplodowac uczuciami, a wiem, ze przy nim
          musze to czesto porzucac. Alez popieprzone to zycie :-)))
          Pozdarwiam rowniez.
    • margie Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 10:01
      No, niestety, sa faceci, ktorzy maja problemy emocjonalne i bardzo dlugo trwa
      az kogos wpuszcza do siebie do srodka. czasami nigdy sie tonie zdarza. 8
      miesiecy to niewiele, daj mu czas. I nie zmuszaj, nie zmieniaj na sile, jak on
      sam nie bedzie chcial, to nic nie wskorasz... Jako komentarz: nosil wilk razy
      kilka, poniesli i wilka....
      • wrazliwa.kobieta Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 17:16
        czytajac tak Twoja opinie i sagis dochodze do wniosku, ze faktycznie czas bylby
        chyba najlepszy. Wiem tez, ze w sferze emocjonalnej, nie moge sie codziennie
        zachowywac tak, jakby jutra mialo nie byc.
        Dzeki za rade.
    • klamczucha3 Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 10:28
      Moim zdaniem zadzialala u ciebie najzwylkejsza teoria kochania "trudnego"
      mezczyzny!
      Tak w dwoch zdaniach chodzi o to,ze czesto tak bywa,ze kobiety kochaja na zaboj
      drani bo "ma cos w sobie" a nie potrafia docenic dobrej,spokojnej i
      bezgranicznej milosci po prostu dobrego mezczyzny.Takiego bez
      problemow,schiz,trudnej przeszlosci,dramatow,itp. Tak jaby chcialy przekraczac
      jakies bariery,udowadniac sobie,ze sa powyzej przecietnej bo zdobyly JEGO
      zaufanie,milosc i sa teraz super wartosciowe.Tak jakby ta walka miala je
      dowartosciowac a glowna nagroda bylo uslyszenie "kocham cie" raz na rok!
      Stawac na rzesach zeby mu dogodzic? Zeby uslyzec choc jedno dobre slowo?
      Szkoda,ze nie potrafilas byc z tymi ktorzy tak bardzo cie kochali i potrafili
      to okazac. Milosc ktora wybierasz jest bardzo trudna,wyboista i jak dla mnie z
      bardzo niewiadomym zakonczeniem. Ciezko zmienic czy przekonac do innych
      bardziej czulych zachowan doroslego mezczyzne,ktory ma juz za soba bagaz
      oswiadczen lub taki ma po prostu charakter!
      Ja bym sie bala...
      Ale powodzenia! Kazda z nas jest inna i kazdej z nas co innego uszczesliwia!
      Byle tylko ta milosc nie okazala sie dla ciebie toksyczna!
      • wrazliwa.kobieta Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 17:41
        > Szkoda,ze nie potrafilas byc z tymi ktorzy tak bardzo cie kochali i potrafili
        > to okazac.

        nawet wiecej. nie tylko nie potrafilam z nimi byc, ale przy nich po prostu
        umieralam fizycznie i psychicznie. onie nie dawali mi zyc. szczegolnie moj
        poprzedni facet - dzialal wrecz psychopatycznie, jak dla mnie. kwiatki,
        czekoladki, ciagle okazywanie uczuc, telefony co 5 minut - czy dotarlam do
        pracy, czy juz wychodze do domu, czy cos ma kupic, itd. Wpadlam w straszny
        stan. Czulam sie chyba osaczona. I te gadanie o ideale. Wiec i jak w wierszu
        norwida "ideal siegnal bruku" - stoczylam sie totalnie. Przytylam 20kg, jeszcze
        rutynowo mialam sile, zeby pojsc do fryzjera, ladnie sie ubrac, ale bylo to
        takie beznamietne z mojej strony. I nawet wtedy nie uslyszalam, ze jestem
        normalna. Ciagle bylam idealem. czasami staralam sie cos zrobic, by pomyslal
        inaczej - nic nie pomagalo. Najgorsze bylo jego wyznanie, ze wybaczylby mi
        zdrade. Poczulam wtedy, ze mam pieska na smyczy, a nie partnera.
        gdy z nim zerwalam wszystko szybko wrocilo do normy - odbudowalam swoja
        kondycje i fizyczna i psychiczna. zaczelam czerpac przyjemnosc z zycia. zwykle
        pojscie na aerobik czy basen dodawalo mi niesamowitej energii. I gdy zaczelam
        myslec pozytywnie o sobie, inni zaczeli tez tak o mnie myslec. Nagle pojawilo
        sie obok kilku mezczyzn, ktorzy potrafili powiedziec, ze sie zmienilam, ze
        ladnie wygladam. No i pojawila sie moja wielka milosc. Jeszcze rok tmu, nigdy
        bym nie pomyslala, ze ktyos taki zwroci na mnie uwage. pociagal mnie ten typ
        faceta - outsidera, samotnika zawsze ladnie ubranego i zadbanego, z pasja i
        namietnoscia w oczach. wszyscy stawiali mnie na przegranej pozycji, gdy sie
        zakochalam. Inaczej juz zaczeli mowic, gdy to on pierwszy postanowil sprobowac.
        On jest typem wymagajacym. Sam ma jakies chore ambicje wzgledem siebie, malo
        czasu na przyjemnosci. Staram sie dopasowac do tego modelu. Staram sie stawiac
        i sobie jakies cele. Wiem, ze to wazne, ze przy nim nigdy nie doprowadze sie do
        stanu sprzed roku. pociaga mnie fizycznie i psychicznie. przy innych mezczznach
        mialam zawsze wrazenie, ze ich wyglad nie jest wazny. przy nim poczulam, ze
        wazna jest harmonia miedzy cialem i dusza i zyje tak i jest mi z tym dobrze.
        No i ciesze sie jednak, ze zalozylam watek na forum. fajnie jest sie czasem
        wyzalic komus obcemu :-))
    • gringi2005 Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 12:54
      przeczytalam twoj post i doznalam szoku poniewaz moj facet jest bardzo podobny
      do twojego a ja niestety podobna do ciebie,z moim jestem 9 miesiecy i tylko ra
      zpowiedzial ze mnie kocha ,wczesnij tylko na jednej kobiecie mu naprawde
      zalezalo i w zwiazku z tym takze jest egoista i ma trudny charakterek tak samo
      jak ja,ale od poczatku znajomosci zmienil sie bardzo ale tylko dlatego ze nie
      nalegalam na niego,pozwolilam mu byc soba a czasem tylko proponowalam ze
      chcialbym tego czy tamtego,na poczatku rzadko sie widzielismy,co tydzien
      spotkania z kumplami,nie chcial o niczym mi mowic bo to jego prywatna sprawa a
      teraz jest cudownie mimo ze czesto sie klocimy,i jedyny na nich sposob to po
      prostu gdy on chce byc sam to pozwol mu na to,gdy nie chce ci o czym smowic
      uszanuj to a ty sama bardziej sie otworz a zobaczysz jak on za jakis czas sam
      sie otworzy,jesli robi cos czego nie tolerujesz powiedz mu o tym ale na
      spokojnie,raz ty i raz on musicie isc na kompromis.a propo tego ze jestem
      podobna do ciebie,mialam facetow ktoryz by zrobili dla mnie wszystko,cieszylam
      sie ztego barrdzo ale potem po prostu mnie nudzili i mimo ze wiem ze zycie z
      nimi byloby duzo prostsze to wiem tez ze ja po prostu musze miec kogos
      innego ,bo tylko wtedy moge kochac i byc szcesliwa ....
      • wrazliwa.kobieta Re: Ja i moj mezczyzna - prosze o rade! 13.07.05, 17:47
        bo chybas nie o to jednak chodzi w zyciu by bylo latwo i prosto :-)) "czucie i
        wiara silniej mowi do mnie niz medrca szkielko i oko" :-))
        i chyba faktycznie - wiazac sie z takim facetem w pelni czuje, ze zyje.
        chcialabym tylko, zeby sie bardziej otworzyl, ale i wyzej dziewczyny
        sugerowaly, by poczekac.
        zatem zobaczymy jak bedzie. ja wiem jedno - zle czy dobrze, wazne, ze z nim :-)
    • kobieta_na_pasach MOJA PORADA JEST TAKA (za darmo): 13.07.05, 22:23
      pisz krocej to wiecej osob cie przeczyta:) ja nie dalam rady.
      • squirrel9 Re: MOJA PORADA JEST TAKA (za darmo): 13.07.05, 23:21
        Wniosek nasuwa się sam : jak się nie umiesz streszczać to cię wile dobrych rad
        w życiu ominie :)))
        • wrazliwa.kobieta Re: MOJA PORADA JEST TAKA (za darmo): 14.07.05, 00:15
          wybitny argument. masz takich wiecej? mysle, ze nie tylko ja chetnie bym sie
          posmiala z Twoich (tresciwych) przemyslen.
Pełna wersja