titus_flavius
09.08.02, 16:47
Ave,
Czy brak ręki, nogi, słuchu albo wzroku jest czymś normalnym? Każdy odpowie,
że nie bo normalny człowiek powinien mieć te organy kompletne, niezależnie od
tego, jak bardzo ich brak daną osobę wzbogaca. Osobom ułomnym można
współczuć, akceptować je, ale nie uznawać, że wszystko jest w porządku, że
osoby takie nie różnią się niczym od reszty społeczeństwa.
Dlaczego więc inaczej traktować homoseksualizm? Przecież to jest ślepy
zaułek. Odchylenie od normy. Gdyby wszyscy ludzie byli pedałami ...
Seks nie jest po to, aby ludziom było fajnie, tylko po to, aby mieli dzieci.
Dlatego nie rozumiem chóru potępiającego Milską - która wyraziła rzecz
oczywistą. omoseksualizm jest chorobą, bo jest odchyleniem od normy typowego
człowieka. Wskazała też, że choroba ta może umacniać się ze względów
kulturowych - gdy wzorzec homoseksualisty będzie atrakcyjny dla osób o
chwiejnych charakterach. Tak samo, gdyby nagle przekonywano w mediach, że
brak słuchu wzbogaca. Część ludzi na pewno by uznało to za prawdę i pozbawiło
się słuchu.
T.
Zrozumieć homofoba
Zofia Milska-Wrzosińska 01-08-2002
Można odnieść wrażenie, że awangarda ruchu homoseksualnego domaga się
znacznie więcej niż tolerancji. Żąda uznania, że obie orientacje są równie
naturalne i wobec tego powinny być tak samo traktowane
Im głośniej rozbrzmiewa pogląd, wedle którego każda orientacja seksualna jest
równie dobra i naturalna, tym większa rezerwa, i to nawet wśród osób, które
trudno podejrzewać o konserwatyzm obyczajowy czy uprzedzenia. Zamiast z
miejsca dyskwalifikować tych sceptyków jako pseudoliberalnych zakamuflowanych
homofobów, warto rozważyć, dlaczego niejeden pełen tolerancji światły
inteligent zaczyna wycofywać bezwarunkowe poparcie dla równych praw
mniejszości.
Powód pierwszy: nierzetelność argumentacji
Człowiek myślący nabiera wątpliwości, gdy wyczuwa, że dla przeprowadzenia
swoich racji głosi się nieprawdę lub półprawdę. Tymczasem od paru lat nie
dość dociekliwi publicyści powtarzają mit o genetycznym zdeterminowaniu
zachowań seksualnych, sugerując, że to tak samo wrodzona kategoria jak rasa
czy płeć. A przecież badania z początku lat 90., kiedy to ponoć po raz
pierwszy stwierdzono pewne różnice genetyczne między hetero a homo, wzbudziły
poważne zastrzeżenia metodologiczne, wyniku tego nie udało się ani razu
powtórzyć, natomiast wielokrotnie okazywało się, że - wręcz przeciwnie -
różnic w wyposażeniu genowym obu grup nie ma. W tej chwili sądzi się raczej,
że zarówno tożsamość, jak i zachowania seksualne (a trzeba pamiętać, że są to
dwie odrębne sprawy!) mogą mieć bardzo różne przyczyny. Genetycy twierdzą, że
dziedziczyć można co najwyżej kolor oczu czy grubość kości, a nie złożone
zachowania i preferencje.
Być może wrodzone predyspozycje mają dla homoseksualizmu podobne znaczenie
jak gen wysokiego wzrostu u koszykarzy - można odziedziczyć wzrost, ale nie
zainteresowania i umiejętności koszykarskie. Chłopak wysoki ma większe w
porównaniu z niskim szanse gry w NBA, ale na ogół przesądzają inne czynniki:
spotkanie odpowiedniego trenera, konfiguracja rodzinno-wychowawcza,
możliwości sukcesu w innym zawodzie, na koniec wreszcie osobista decyzja.
Podobnie z zachowaniami homoseksualnymi - być może specyficzny układ
doświadczeń (zwłaszcza wczesnodziecięcych i nastoletnich) nakłada się na
jakieś niedokładnie jeszcze znane wrodzone skłonności. Homoseksualistą może
też zostać osoba, która żadnych genetycznych predyspozycji nie ma, ale
została wcześnie uwiedziona (to bardzo częsta przyczyna homoseksualnej
orientacji), chce się spektakularnie zbuntować, obawia się odrzucenia przez
płeć przeciwną lub miała z nią bardzo niedobre doświadczenia. I odwrotnie -
ewentualne czynniki genetyczne nie muszą nieuchronnie prowadzić do
homoseksualizmu.
Wyznawcy mitu o "genie homoseksualizmu" trwają przy swoim i na tej podstawie
formułują ideologiczne twierdzenia. Głoszą, że wchodzenie w związki z osobami
tej samej płci nie jest wyborem, lecz genetyczną koniecznością, a tendencja
ta jest niezmienna i nieodwracalna. Otóż nie jest to prawdą. Opisano wiele
przypadków zmiany w kierunku orientacji heteroseksualnej, nawet u osób z
wieloletnim doświadczeniem homoseksualnym. Nie jest ten powrót łatwy, bo
wcześnie wyuczony wzorzec uzyskiwania przyjemności seksualnej (tak się dzieje
na przykład w przypadku uwiedzenia nastolatka przez doświadczonego starszego
homoseksualistę) może być bardzo trwały. A jednak wielu psychoterapeutów
(również autorka tego tekstu) może podać przykłady osób homoseksualnych,
które w trakcie terapii, niejako przy okazji, zaczęły wchodzić w udane
relacje heteroseksualne, chociaż ani pacjent, ani terapeuta nie traktowali
homoseksualizmu jako patologii, która miałaby podlegać zmianie. Mógł to być
na przykład uboczny skutek wzrostu identyfikacji z własną płcią lub
zmniejszenia lęku przed płcią przeciwną.
Powód drugi: prawo do upodobań seksualnych to nie prawo obywatelskie
Realizowanie swoich pragnień seksualnych z partnerem tej samej płci do
niedawna było traktowane jako decyzja bardzo osobista, często niejawna, bo w
naszej kulturze sądzi się raczej, że zachowanie motywowane przede wszystkim
impulsami popędowymi (seksem lub agresją), zatem również takimi czy innymi
preferencjami erotycznymi, nie jest znakiem najwyższej cnoty. Na przykład
mężczyzna, który z wiekiem zmienia partnerki na coraz młodsze, bo podniecają
go kobiety poniżej 20. roku życia, nie cieszy się uznaniem szerokiej
(zwłaszcza feministycznej) publiczności, a jego seksualne upodobania nie są
traktowane jako święte prawo do realizacji własnego potencjału, lecz raczej
jako prymitywne starcze wyuzdanie. Nikt nie wspiera ideologicznie jego
erotycznych dążeń, gdy oznajmia, że brzydzi go skóra i piersi dziewczyny
starszej niż lat 22-letniej. W najlepszym wypadku ma on prawo do współczucia
jako osoba zaburzona. Tymczasem kobieta głosząca fizyczny wstręt do mężczyzn
z ich obrzydliwymi wypustkami, za to zafascynowana kobiecym ciałem,
traktowana jest przez ideologów seksualnej poprawności jako ofiara
niesprawiedliwych utrudnień ze strony opresyjnego i przepojonego hipokryzją
społeczeństwa.
Otóż pragnienia wolno mieć różne, ale niekoniecznie ich realizacja jest
największą i uprawnioną wartością społeczną. Wiele kobiet nie przepada za
seksem ze swoim wieloletnim partnerem i marzy im się na przykład jakiś latin
lover, a jednak uprawiają tę mało dla nich emocjonującą gimnastykę - choćby w
imię miłości do męża albo dla spójności rodziny. Upodobanie seksualne nie
jest nadrzędną wartością, a jeśli ktoś się nim kieruje, nie musi mieć
zagwarantowanego społecznie wsparcia i uprawnień do jego zaspokojenia.
Powód trzeci: bezwzględne łowy
Jak dobrze wiedzą psychoterapeuci, młodzi ludzie obojga płci często niepokoją
się, czy nie mają tendencji homoseksualnych. Może to być wyrazem zwątpienia
we własną atrakcyjność czy lęku przed pociągającą i niepokojącą płcią
przeciwną. Wielu młodych chłopców - potulnych synów nadopiekuńczych mam -
buntuje się przeciw wartościom rodzinnym i ogłasza gejami. Homoseksualny
sztandar daje młodemu człowiekowi szansę na odgrodzenie się od wyrazistej
osobowości mamy czy rozczarowującego ojca. Jeśli taki chłopak zacznie szukać
pomocy czy kontaktów na przykład w internecie, łatwo jako "świeże mięso"
znajdzie chętnych protektorów i w rezultacie - być może bez jakichkolwiek
genetycznych uwarunkowań - utknie w ekscytującym środowisku, które da mu
oparcie zastępujące niegdysiejszy rodzicielski parasol.
Coraz więcej poradni przy stowarzyszeniach homoseksualistów, analogicznych do
amerykańskiej Youth Pride, oferuje pomoc osobom w wieku od 13 do 24 lat. Ale
u ludzi w tym wieku orientacja homoseksualna często jest pozorna i pełni
funkcje obronne. Tego mógłby się dowiedzieć młody człowiek od rzetelnego
pro