Czy nienormalność jest normalnością?

09.08.02, 16:47
Ave,
Czy brak ręki, nogi, słuchu albo wzroku jest czymś normalnym? Każdy odpowie,
że nie bo normalny człowiek powinien mieć te organy kompletne, niezależnie od
tego, jak bardzo ich brak daną osobę wzbogaca. Osobom ułomnym można
współczuć, akceptować je, ale nie uznawać, że wszystko jest w porządku, że
osoby takie nie różnią się niczym od reszty społeczeństwa.
Dlaczego więc inaczej traktować homoseksualizm? Przecież to jest ślepy
zaułek. Odchylenie od normy. Gdyby wszyscy ludzie byli pedałami ...
Seks nie jest po to, aby ludziom było fajnie, tylko po to, aby mieli dzieci.
Dlatego nie rozumiem chóru potępiającego Milską - która wyraziła rzecz
oczywistą. omoseksualizm jest chorobą, bo jest odchyleniem od normy typowego
człowieka. Wskazała też, że choroba ta może umacniać się ze względów
kulturowych - gdy wzorzec homoseksualisty będzie atrakcyjny dla osób o
chwiejnych charakterach. Tak samo, gdyby nagle przekonywano w mediach, że
brak słuchu wzbogaca. Część ludzi na pewno by uznało to za prawdę i pozbawiło
się słuchu.
T.


Zrozumieć homofoba

Zofia Milska-Wrzosińska 01-08-2002

Można odnieść wrażenie, że awangarda ruchu homoseksualnego domaga się
znacznie więcej niż tolerancji. Żąda uznania, że obie orientacje są równie
naturalne i wobec tego powinny być tak samo traktowane

Im głośniej rozbrzmiewa pogląd, wedle którego każda orientacja seksualna jest
równie dobra i naturalna, tym większa rezerwa, i to nawet wśród osób, które
trudno podejrzewać o konserwatyzm obyczajowy czy uprzedzenia. Zamiast z
miejsca dyskwalifikować tych sceptyków jako pseudoliberalnych zakamuflowanych
homofobów, warto rozważyć, dlaczego niejeden pełen tolerancji światły
inteligent zaczyna wycofywać bezwarunkowe poparcie dla równych praw
mniejszości.

Powód pierwszy: nierzetelność argumentacji

Człowiek myślący nabiera wątpliwości, gdy wyczuwa, że dla przeprowadzenia
swoich racji głosi się nieprawdę lub półprawdę. Tymczasem od paru lat nie
dość dociekliwi publicyści powtarzają mit o genetycznym zdeterminowaniu
zachowań seksualnych, sugerując, że to tak samo wrodzona kategoria jak rasa
czy płeć. A przecież badania z początku lat 90., kiedy to ponoć po raz
pierwszy stwierdzono pewne różnice genetyczne między hetero a homo, wzbudziły
poważne zastrzeżenia metodologiczne, wyniku tego nie udało się ani razu
powtórzyć, natomiast wielokrotnie okazywało się, że - wręcz przeciwnie -
różnic w wyposażeniu genowym obu grup nie ma. W tej chwili sądzi się raczej,
że zarówno tożsamość, jak i zachowania seksualne (a trzeba pamiętać, że są to
dwie odrębne sprawy!) mogą mieć bardzo różne przyczyny. Genetycy twierdzą, że
dziedziczyć można co najwyżej kolor oczu czy grubość kości, a nie złożone
zachowania i preferencje.

Być może wrodzone predyspozycje mają dla homoseksualizmu podobne znaczenie
jak gen wysokiego wzrostu u koszykarzy - można odziedziczyć wzrost, ale nie
zainteresowania i umiejętności koszykarskie. Chłopak wysoki ma większe w
porównaniu z niskim szanse gry w NBA, ale na ogół przesądzają inne czynniki:
spotkanie odpowiedniego trenera, konfiguracja rodzinno-wychowawcza,
możliwości sukcesu w innym zawodzie, na koniec wreszcie osobista decyzja.
Podobnie z zachowaniami homoseksualnymi - być może specyficzny układ
doświadczeń (zwłaszcza wczesnodziecięcych i nastoletnich) nakłada się na
jakieś niedokładnie jeszcze znane wrodzone skłonności. Homoseksualistą może
też zostać osoba, która żadnych genetycznych predyspozycji nie ma, ale
została wcześnie uwiedziona (to bardzo częsta przyczyna homoseksualnej
orientacji), chce się spektakularnie zbuntować, obawia się odrzucenia przez
płeć przeciwną lub miała z nią bardzo niedobre doświadczenia. I odwrotnie -
ewentualne czynniki genetyczne nie muszą nieuchronnie prowadzić do
homoseksualizmu.

Wyznawcy mitu o "genie homoseksualizmu" trwają przy swoim i na tej podstawie
formułują ideologiczne twierdzenia. Głoszą, że wchodzenie w związki z osobami
tej samej płci nie jest wyborem, lecz genetyczną koniecznością, a tendencja
ta jest niezmienna i nieodwracalna. Otóż nie jest to prawdą. Opisano wiele
przypadków zmiany w kierunku orientacji heteroseksualnej, nawet u osób z
wieloletnim doświadczeniem homoseksualnym. Nie jest ten powrót łatwy, bo
wcześnie wyuczony wzorzec uzyskiwania przyjemności seksualnej (tak się dzieje
na przykład w przypadku uwiedzenia nastolatka przez doświadczonego starszego
homoseksualistę) może być bardzo trwały. A jednak wielu psychoterapeutów
(również autorka tego tekstu) może podać przykłady osób homoseksualnych,
które w trakcie terapii, niejako przy okazji, zaczęły wchodzić w udane
relacje heteroseksualne, chociaż ani pacjent, ani terapeuta nie traktowali
homoseksualizmu jako patologii, która miałaby podlegać zmianie. Mógł to być
na przykład uboczny skutek wzrostu identyfikacji z własną płcią lub
zmniejszenia lęku przed płcią przeciwną.

Powód drugi: prawo do upodobań seksualnych to nie prawo obywatelskie

Realizowanie swoich pragnień seksualnych z partnerem tej samej płci do
niedawna było traktowane jako decyzja bardzo osobista, często niejawna, bo w
naszej kulturze sądzi się raczej, że zachowanie motywowane przede wszystkim
impulsami popędowymi (seksem lub agresją), zatem również takimi czy innymi
preferencjami erotycznymi, nie jest znakiem najwyższej cnoty. Na przykład
mężczyzna, który z wiekiem zmienia partnerki na coraz młodsze, bo podniecają
go kobiety poniżej 20. roku życia, nie cieszy się uznaniem szerokiej
(zwłaszcza feministycznej) publiczności, a jego seksualne upodobania nie są
traktowane jako święte prawo do realizacji własnego potencjału, lecz raczej
jako prymitywne starcze wyuzdanie. Nikt nie wspiera ideologicznie jego
erotycznych dążeń, gdy oznajmia, że brzydzi go skóra i piersi dziewczyny
starszej niż lat 22-letniej. W najlepszym wypadku ma on prawo do współczucia
jako osoba zaburzona. Tymczasem kobieta głosząca fizyczny wstręt do mężczyzn
z ich obrzydliwymi wypustkami, za to zafascynowana kobiecym ciałem,
traktowana jest przez ideologów seksualnej poprawności jako ofiara
niesprawiedliwych utrudnień ze strony opresyjnego i przepojonego hipokryzją
społeczeństwa.

Otóż pragnienia wolno mieć różne, ale niekoniecznie ich realizacja jest
największą i uprawnioną wartością społeczną. Wiele kobiet nie przepada za
seksem ze swoim wieloletnim partnerem i marzy im się na przykład jakiś latin
lover, a jednak uprawiają tę mało dla nich emocjonującą gimnastykę - choćby w
imię miłości do męża albo dla spójności rodziny. Upodobanie seksualne nie
jest nadrzędną wartością, a jeśli ktoś się nim kieruje, nie musi mieć
zagwarantowanego społecznie wsparcia i uprawnień do jego zaspokojenia.

Powód trzeci: bezwzględne łowy

Jak dobrze wiedzą psychoterapeuci, młodzi ludzie obojga płci często niepokoją
się, czy nie mają tendencji homoseksualnych. Może to być wyrazem zwątpienia
we własną atrakcyjność czy lęku przed pociągającą i niepokojącą płcią
przeciwną. Wielu młodych chłopców - potulnych synów nadopiekuńczych mam -
buntuje się przeciw wartościom rodzinnym i ogłasza gejami. Homoseksualny
sztandar daje młodemu człowiekowi szansę na odgrodzenie się od wyrazistej
osobowości mamy czy rozczarowującego ojca. Jeśli taki chłopak zacznie szukać
pomocy czy kontaktów na przykład w internecie, łatwo jako "świeże mięso"
znajdzie chętnych protektorów i w rezultacie - być może bez jakichkolwiek
genetycznych uwarunkowań - utknie w ekscytującym środowisku, które da mu
oparcie zastępujące niegdysiejszy rodzicielski parasol.

Coraz więcej poradni przy stowarzyszeniach homoseksualistów, analogicznych do
amerykańskiej Youth Pride, oferuje pomoc osobom w wieku od 13 do 24 lat. Ale
u ludzi w tym wieku orientacja homoseksualna często jest pozorna i pełni
funkcje obronne. Tego mógłby się dowiedzieć młody człowiek od rzetelnego
pro
    • Gość: Emu Re: Czy nienormalność jest normalnością? IP: *.acn.pl / 10.133.129.* 09.08.02, 16:56
      Brak słuchu jest niedogodnością, homoseksualizm w tolerancyjnym społeczeństwie
      nikomu nie szkodzi.
      NIESZKODLIWA "NIENORMALNOŚĆ" WZBOGACA KULTURĘ.
    • kini Re: Czy nienormalność jest normalnością? 09.08.02, 17:02
      Pozwól, że poniżej przytoczę polemikę z artykułem Z. Milskiej-Wrzosińskiej.
      Myślę, że jest całkowicie wyczerpuje ten temat.

      _______________________________________
      Jak pozbyć się tych okropnych gejów?
      Ireneusz Krzemiński



      Trudno nie być poruszonym, jeśli osoba, która współtworzyła polską psychologię
      humanistyczną niespodzianie wyraża poglądy działaczek ZChN - także walczących z
      bezczelnymi żądaniami pedałów, o, pardon, osób homoseksualnych

      Opublikowany w "Gazecie Wyborczej" [z 2 sierpnia 2002 r.] artykuł "Co wolno
      gejom?" poruszył mnie podwójnie. Po pierwsze - ze względu na jego autorkę, po
      drugie - na treść. Trudno nie być poruszonym, jeśli zna się Zofię Milską-
      Wrzosińską, jedną z tych osób, które zmieniły polską psychologię i psychiatrię.
      Wspólnie z Jackiem Santorskim tworzyła ruch młodych psychologów i socjologów
      zwany psychologią humanistyczną. To m.in. dzięki niemu pojawiła się praktyka
      psychoterapeutyczna dająca tysiącom ludzi nieocenioną pomoc. W ramach tych
      humanistycznych przemian w psychiatrii pacjenci z chorych stali się klientami,
      zlikwidowano również jednostkę chorobową nazywaną homoseksualizmem. Trudno nie
      być poruszonym, czytając tekst, rzec można, nestorki humanistycznych zmian w
      polskiej praktyce terapeutycznej, która niespodzianie daje wyraz poglądom,
      których nie wyrażały w tak agresywnej formie nawet znane z poprzednich
      parlamentów posłanki ZChN, także walczące z moralną patologią, a więc i z
      bezczelnymi żądaniami pedałów, o, pardon, osób homoseksualnych. A w taką
      właśnie walkę wdała się nasza autorka.

      Profanacja małżeństwa

      Tytuł tekstu Zofii Milskiej-Wrzosińskiej sugeruje, że oto mamy do czynienia z
      pojawieniem się jakichś szczególnych i zagrażających narodowej kulturze żądań
      środowiska osób homoseksualnych. Tekst ten opublikowano w "Gazecie" w takiej
      formie, jakby był odpowiedzią na opublikowany nieco wcześniej artykuł Jacka
      Kochanowskiego. I istotnie, Autorka sformułowała poglądy, które były jakby
      swoistą odpowiedzią na opinie, sformułowane przez Kochanowskiego. Jego tekst z
      kolei w nader umiarkowanej formie zbierał podstawowe argumenty przemawiające za
      legalizacją związków partnerskich osób tej samej płci. Podkreśliłem
      określenie "związki partnerskie", bowiem znaczna część tekstu Kochanowskiego
      poświęcona jest właśnie zagadnieniu tak burzącemu krew zwłaszcza damskim
      działaczkom organizacji deklarujących więź z Kościołem. Według autora osoby
      homoseksualne wcale nie chcą, aby nazywano ich związki małżeństwem, nie mają
      też, przynajmniej w Polsce, żadnych postulatów, które zagrażać by miały
      rytuałom małżeńskim. "Geje i lesbijki nie zamierzają »imitować « małżeństwa
      heteroseksualnego, mają własne wartości, styl życia i modele związków" - pisze
      Kochanowski. Jest to stwierdzenie bardzo istotne i bardzo ważny argument w
      dyskusji na ten temat. Jednakże tego typu argumentacja w ogóle nie była brana
      pod uwagę w agresywnym tekście Milskiej-Wrzosińskiej. Nic dzinwego, bo zgoła
      walczy ona z tymi "profanującymi tradycyjne formy ślubne" żądaniami
      homoseksualistów. Dlaczego?

      Nienawidzić pedała

      Bo jeśli nawet Redakcja "Gazety" uznała tekst Zofii Milskiej-Wrzosińskiej za
      spontaniczną, rzec można "naturalną" polemiką z Jackiem Kochanowskim, to jednak
      z trudem może być za taką uznany. Trudno go też przyjąć jako rzeczowy głos w
      poważnej dyskusji na ten temat - głównie dlatego, że nie operuje on
      przekonującymi argumentami. Raczej trzeba go potraktować jako niemal doskonały
      wyraz (ilustrację) postawy zwanej homofobią. Pojęcie to wywodzi się z języka
      psychiatrii i pierwotnie oznaczało niechęć do osób homoseksualnych płynącą z
      lęku przed ujawnieniem własnych pragnień homoseksualnych. Od pewnego czasu
      używa się go w znacznie luźniejszym znaczeniu, jednak z zachowaniem zaplecza
      myślowego wiążącego szczególną niechęć do pedałów z obawami przed ujawnieniem
      się pragnień homoseksualnych. Obawy rodzą nienawiść do tych, którzy mają
      czelność być sobą i przyznawać się do swej homoseksualnej tożsamości. Trzeba
      zatem wiedzieć, dlaczego się ich - słusznie przecież! - nienawidzi. Tekst
      Milskiej nie jest niczym innym, jak odpowiedzią na pytanie, dlaczego należy
      nienawidzić pedała.

      Po pierwsze, Milska twierdzi, że niesłusznie przyjmuje się, że homoseksualna
      orientacja to jeden z rodzajów naturalnej dla człowieka seksualności. Ponadto,
      jako profesjonalistka!, sugeruje, że jednak jest to rodzaj choroby: jeśli
      niepsychicznej, to jednak egzystencjalnej, która ma społeczno-psychologiczne
      przyczyny. Co więcej, według niej jest to dewiacja wyleczalna. Autorka powinna
      wiedzieć, że literatura na temat "leczenia" gejów i lesbijek jest ogromna. Mimo
      kolejnych pozytywnych rewelacji na ten temat, wyłącznie zresztą pojawiających
      się u osób niedwuznacznie religijnie lub ideologicznie zorientowanych, wniosek
      jest zawsze jeden: nie jest to właściwość wyleczalna! Najważniejsze jest jednak
      co innego: nie ma żadnego powodu, aby w ogóle kwalifikować ją jako jednostkę
      chorobową. Widać jednak, że nie są to argumenty dla Zofii Milskiej-
      Wrzosińskiej. Niedwuznacznie sugeruje ona przecież działalność "lobby
      homoseksualnego" (coś jak "lobby żydowskie" albo "masońskie"), pod wpływem
      knowań, którego uznano prawo gejów i lesbijek do normalnego życia.

      Po drugie, autorka powtarza najobrzydliwsze, antygejowskie uprzedzenia, a
      mianowicie, iż to na skutek uwiedzenia człowiek staje się homoseksualistą. Jest
      to zresztą pogląd będący swego rodzaju uszczegółowieniem wiktoriańskich
      poglądów na temat seksualności kobiecej, która nie istnieje, dopóki nie
      zostanie rozbudzona przez mężczyznę. Badania jednak dowiodły, że nie tylko nie
      staje się nikt - ani chłopak, ani dziewczyna - homoseksualistą na skutek
      uwiedzenia, lecz także, że nawet większość dzieci wychowanych przez osoby
      homoseksualne nie przejawia tych grzesznych skłonności - przecież większość
      ludzi jest heteroseksualna. Wychowywanie nawet przez gejów i lesbijki jakoś nie
      potrafi tego zmienić. Nie mówiąc już o tym, że dotychczasowe doświadczenia
      wychowania dzieci przez osoby homoseksualne na porządnych ludzi i obywateli też
      zdają się nie budzić większych zastrzeżeń. Jeśli coś jest tu problemem, i to
      wielkim, to pseudomoralnie uzasadniona wrogość społecznego otoczenia.

      Po trzecie, Zofia Milska-Wrzosińska podaje jako kolejny powód "wpadania w
      homoseksualizm" wychowywanie przez nadopiekuńcze matki. Była to jedna z teorii
      przełomu lat 60. i 70. XX wieku dawno odesłana do lamusa historii. Okazała się
      po rzetelnym sprawdzeniu po prostu nieprawdziwa. Jednak w obronie społecznych
      przyczyn homoseksualizmu Zofia Milska-Wrzosińska znaczną część swego tekstu
      poświęciła walce z "mitem genu homoseksualizmu".

      Jak człowiek staje się gejem

      Warto zwrócić uwagę na fakt, iż w argumentacji Jacka Kochanowskiego za
      legalizacją związków partnerskich osób tej samej płci w ogóle nie było mowy o
      tym, skąd się bierze homoseksualna orientacja, a już w żadnym wypadku nie można
      tego autora uznać za głosiciela mitu genu homoseksualizmu. Można śmiało
      założyć, że dociekania takie nie są konieczne w rzeczowym dyskursie na temat
      prawnej legalizacji związków osób tej samej płci. W perspektywie jednak
      Autorki, rozważania tego typu odgrywają istotną rolę, nie można ich zgoła
      pominąć. Przede wszystkim dlatego, że trudno byłoby wytoczyć tak wrogą osobom
      homoseksualnym argumentację, gdyby badania naukowe potwierdziły genetyczne
      uwarunkowania orientacji homoseksualnej. Wszak Autorka występuje jako
      opierająca się na nauce profesjonalistka. Jednakże tym bardziej wywody autorki
      muszą budzić sprzeciw, bo i w referowaniu poszukiwań genetycznych też zdaje się
      mylić. Prawdą jest, że dotychczasowe próby ukazania genetycznego uwarunkowania
      orientacji homoseksualnej okazały się wątpliwe. Jednak nie jest też tak prosto,
      jak sugeruje Milska-Wrzesińska. Raczej wszyst
    • lyche1 Re: Czy nienormalność jest normalnością? 09.08.02, 17:03
      Kurcze całkiem całkiem napisane. Niestety dziś nie mam czasu podyskutować ale
      już sobie drukuję do domu, do poczytania. Pozdr.
    • titus_flavius Re: Czy nienormalność jest normalnością? 10.08.02, 16:37
      titus_flavius napisał:

      ) Ave,
      ) Czy brak ręki, nogi, słuchu albo wzroku jest czymś normalnym? Każdy odpowie,
      ) że nie bo normalny człowiek powinien mieć te organy kompletne, niezależnie od
      ) tego, jak bardzo ich brak daną osobę wzbogaca. Osobom ułomnym można
      ) współczuć, akceptować je, ale nie uznawać, że wszystko jest w porządku, że
      ) osoby takie nie różnią się niczym od reszty społeczeństwa.
      ) Dlaczego więc inaczej traktować homoseksualizm? Przecież to jest ślepy
      ) zaułek. Odchylenie od normy. Gdyby wszyscy ludzie byli pedałami ...
      ) Seks nie jest po to, aby ludziom było fajnie, tylko po to, aby mieli dzieci.
      ) Dlatego nie rozumiem chóru potępiającego Milską - która wyraziła rzecz
      ) oczywistą. omoseksualizm jest chorobą, bo jest odchyleniem od normy typowego
      ) człowieka. Wskazała też, że choroba ta może umacniać się ze względów
      ) kulturowych - gdy wzorzec homoseksualisty będzie atrakcyjny dla osób o
      ) chwiejnych charakterach. Tak samo, gdyby nagle przekonywano w mediach, że
      ) brak słuchu wzbogaca. Część ludzi na pewno by uznało to za prawdę i pozbawiło
      ) się słuchu.
      ) T.
      )
      )
      ) Zrozumieć homofoba
      )
      ) Zofia Milska-Wrzosińska 01-08-2002
      )
      ) Można odnieść wrażenie, że awangarda ruchu homoseksualnego domaga się
      ) znacznie więcej niż tolerancji. Żąda uznania, że obie orientacje są równie
      ) naturalne i wobec tego powinny być tak samo traktowane
      )
      ) Im głośniej rozbrzmiewa pogląd, wedle którego każda orientacja seksualna jest
      ) równie dobra i naturalna, tym większa rezerwa, i to nawet wśród osób, które
      ) trudno podejrzewać o konserwatyzm obyczajowy czy uprzedzenia. Zamiast z
      ) miejsca dyskwalifikować tych sceptyków jako pseudoliberalnych zakamuflowanych
      ) homofobów, warto rozważyć, dlaczego niejeden pełen tolerancji światły
      ) inteligent zaczyna wycofywać bezwarunkowe poparcie dla równych praw
      ) mniejszości.
      )
      ) Powód pierwszy: nierzetelność argumentacji
      )
      ) Człowiek myślący nabiera wątpliwości, gdy wyczuwa, że dla przeprowadzenia
      ) swoich racji głosi się nieprawdę lub półprawdę. Tymczasem od paru lat nie
      ) dość dociekliwi publicyści powtarzają mit o genetycznym zdeterminowaniu
      ) zachowań seksualnych, sugerując, że to tak samo wrodzona kategoria jak rasa
      ) czy płeć. A przecież badania z początku lat 90., kiedy to ponoć po raz
      ) pierwszy stwierdzono pewne różnice genetyczne między hetero a homo, wzbudziły
      ) poważne zastrzeżenia metodologiczne, wyniku tego nie udało się ani razu
      ) powtórzyć, natomiast wielokrotnie okazywało się, że - wręcz przeciwnie -
      ) różnic w wyposażeniu genowym obu grup nie ma. W tej chwili sądzi się raczej,
      ) że zarówno tożsamość, jak i zachowania seksualne (a trzeba pamiętać, że są to
      ) dwie odrębne sprawy!) mogą mieć bardzo różne przyczyny. Genetycy twierdzą, że
      ) dziedziczyć można co najwyżej kolor oczu czy grubość kości, a nie złożone
      ) zachowania i preferencje.
      )
      ) Być może wrodzone predyspozycje mają dla homoseksualizmu podobne znaczenie
      ) jak gen wysokiego wzrostu u koszykarzy - można odziedziczyć wzrost, ale nie
      ) zainteresowania i umiejętności koszykarskie. Chłopak wysoki ma większe w
      ) porównaniu z niskim szanse gry w NBA, ale na ogół przesądzają inne czynniki:
      ) spotkanie odpowiedniego trenera, konfiguracja rodzinno-wychowawcza,
      ) możliwości sukcesu w innym zawodzie, na koniec wreszcie osobista decyzja.
      ) Podobnie z zachowaniami homoseksualnymi - być może specyficzny układ
      ) doświadczeń (zwłaszcza wczesnodziecięcych i nastoletnich) nakłada się na
      ) jakieś niedokładnie jeszcze znane wrodzone skłonności. Homoseksualistą może
      ) też zostać osoba, która żadnych genetycznych predyspozycji nie ma, ale
      ) została wcześnie uwiedziona (to bardzo częsta przyczyna homoseksualnej
      ) orientacji), chce się spektakularnie zbuntować, obawia się odrzucenia przez
      ) płeć przeciwną lub miała z nią bardzo niedobre doświadczenia. I odwrotnie -
      ) ewentualne czynniki genetyczne nie muszą nieuchronnie prowadzić do
      ) homoseksualizmu.
      )
      ) Wyznawcy mitu o "genie homoseksualizmu" trwają przy swoim i na tej podstawie
      ) formułują ideologiczne twierdzenia. Głoszą, że wchodzenie w związki z osobami
      ) tej samej płci nie jest wyborem, lecz genetyczną koniecznością, a tendencja
      ) ta jest niezmienna i nieodwracalna. Otóż nie jest to prawdą. Opisano wiele
      ) przypadków zmiany w kierunku orientacji heteroseksualnej, nawet u osób z
      ) wieloletnim doświadczeniem homoseksualnym. Nie jest ten powrót łatwy, bo
      ) wcześnie wyuczony wzorzec uzyskiwania przyjemności seksualnej (tak się dzieje
      ) na przykład w przypadku uwiedzenia nastolatka przez doświadczonego starszego
      ) homoseksualistę) może być bardzo trwały. A jednak wielu psychoterapeutów
      ) (również autorka tego tekstu) może podać przykłady osób homoseksualnych,
      ) które w trakcie terapii, niejako przy okazji, zaczęły wchodzić w udane
      ) relacje heteroseksualne, chociaż ani pacjent, ani terapeuta nie traktowali
      ) homoseksualizmu jako patologii, która miałaby podlegać zmianie. Mógł to być
      ) na przykład uboczny skutek wzrostu identyfikacji z własną płcią lub
      ) zmniejszenia lęku przed płcią przeciwną.
      )
      ) Powód drugi: prawo do upodobań seksualnych to nie prawo obywatelskie
      )
      ) Realizowanie swoich pragnień seksualnych z partnerem tej samej płci do
      ) niedawna było traktowane jako decyzja bardzo osobista, często niejawna, bo w
      ) naszej kulturze sądzi się raczej, że zachowanie motywowane przede wszystkim
      ) impulsami popędowymi (seksem lub agresją), zatem również takimi czy innymi
      ) preferencjami erotycznymi, nie jest znakiem najwyższej cnoty. Na przykład
      ) mężczyzna, który z wiekiem zmienia partnerki na coraz młodsze, bo podniecają
      ) go kobiety poniżej 20. roku życia, nie cieszy się uznaniem szerokiej
      ) (zwłaszcza feministycznej) publiczności, a jego seksualne upodobania nie są
      ) traktowane jako święte prawo do realizacji własnego potencjału, lecz raczej
      ) jako prymitywne starcze wyuzdanie. Nikt nie wspiera ideologicznie jego
      ) erotycznych dążeń, gdy oznajmia, że brzydzi go skóra i piersi dziewczyny
      ) starszej niż lat 22-letniej. W najlepszym wypadku ma on prawo do współczucia
      ) jako osoba zaburzona. Tymczasem kobieta głosząca fizyczny wstręt do mężczyzn
      ) z ich obrzydliwymi wypustkami, za to zafascynowana kobiecym ciałem,
      ) traktowana jest przez ideologów seksualnej poprawności jako ofiara
      ) niesprawiedliwych utrudnień ze strony opresyjnego i przepojonego hipokryzją
      ) społeczeństwa.
      )
      ) Otóż pragnienia wolno mieć różne, ale niekoniecznie ich realizacja jest
      ) największą i uprawnioną wartością społeczną. Wiele kobiet nie przepada za
      ) seksem ze swoim wieloletnim partnerem i marzy im się na przykład jakiś latin
      ) lover, a jednak uprawiają tę mało dla nich emocjonującą gimnastykę - choćby w
      ) imię miłości do męża albo dla spójności rodziny. Upodobanie seksualne nie
      ) jest nadrzędną wartością, a jeśli ktoś się nim kieruje, nie musi mieć
      ) zagwarantowanego społecznie wsparcia i uprawnień do jego zaspokojenia.
      )
      ) Powód trzeci: bezwzględne łowy
      )
      ) Jak dobrze wiedzą psychoterapeuci, młodzi ludzie obojga płci często niepokoją
      ) się, czy nie mają tendencji homoseksualnych. Może to być wyrazem zwątpienia
      ) we własną atrakcyjność czy lęku przed pociągającą i niepokojącą płcią
      ) przeciwną. Wielu młodych chłopców - potulnych synów nadopiekuńczych mam -
      ) buntuje się przeciw wartościom rodzinnym i ogłasza gejami. Homoseksualny
      ) sztandar daje młodemu człowiekowi szansę na odgrodzenie się od wyrazistej
      ) osobowości mamy czy rozczarowującego ojca. Jeśli taki chłopak zacznie szukać
      ) pomocy czy kontaktów na przykład w internecie, łatwo jako "świeże mięso"
      ) znajdzie chętnych protektorów i w rezultacie - być może bez jakichkolwiek
      ) genetycznych uwarunkowań - utknie w ekscytującym środowisku, które da mu
      ) oparcie zastępujące niegdysiejszy rodzicielski parasol.
      )
      ) Coraz więcej poradni przy stowar
    • Gość: Lena Re: Czy nienormalność jest normalnością? IP: 213.216.82.* 10.08.02, 18:49
      Czytalam w Wyborczej i wczesniejszy tekst Kochanowskiego i odpowiedz Milskiej-
      Wrzosinskiej i i polemike Krzeminskiego.
      Pani Milska-Wrzosinska zaskoczyla mnie bardzo. Po tym wszystkim co zrobila
      wczesniej, po tym wszystkim co wyszlo spod jej piora /i z glowy/ jako
      psychologa zaszokowala mnie bezpardonowym atakiem na homoseksualistow.Swiat od
      dawna wie ze czlowiek rodzi sie z pewnymi preferencjami a tu okazuje sie
      znienacka ze nasza pani doktor prowadzi badania z ktorych wychodza przeciwne
      wnioski. No chyba ze to jest taka tworczosc wlasna z przemyslen i obserwacji
      zyciowych. A moze pani psycholog po prostu nawrocila sie i postanowila zrobic
      publiczny zal za grzechy z mocnym postanowieniem poprawy. Nieladnie.
      Nie zgadzam sie na to by kogokolwiek wystawiac na margines i mowic ze on zada
      za wiele, ze mozna go leczyc by byl taki jak inni . A juz idiotyzmem sa
      gloszone przez niektorych przeciwnikow homoseksualistow ze zgoda na ich sluby
      spowoduje ze ludzie beda udawac homoseksulaistow w urzedzie - by moc wspolnie
      podatki rozliczac. Wiekszego idiotyzmu nie slyszalam. Bo az dziw by bral ze
      teraz Urzedy Stanu Cywilnego nie sa zapchane - przeciwez mozna udawac normalne
      malzenstwa. I jakos malo tych udajacych.
      A zmieniac ludzi? Ich preferencje? Nic prostszego ! Pani psycholog od dzis moze
      zostac muzykiem albo fizykiem. Nie ma preferencji,predyspozycji technicznych,
      sluchu? To sie wyleczy.Czy dziecko bez sluchu wychowywane w rozdinie muzykow ma
      szanse zostac muzykiem? Watpliwe.
      Z tego co pisze pani Milska-Wrzosinska wynika ze wlasciwie mogliby sobie zyc
      ale w cieniu. Byle za wiele nie zadali. Nie lubie stylistyki Radia Maryja -
      tolerancja polegajaca na tym ze nie zauwazamy problemu a problem robi wszystko
      by byc niezauwazonym.To co ponadto jest promowaniem nienormalnosci.
      Dla ulatwienia dodam ze jestem tzw. normalna ale jesli tzw. nienormalnym czyli
      homoseksualistom zabronimy zyc jak chca to kto bedzie nastepny?
      • titus_flavius Re: Czy nienormalność jest normalnością? 10.08.02, 22:01
        Gość portalu: Lena napisał(a):

        > Dla ulatwienia dodam ze jestem tzw. normalna ale jesli tzw. nienormalnym
        czyli
        > homoseksualistom zabronimy zyc jak chca to kto bedzie nastepny?

        Ave,
        To już jest tania demagogia. Jaki fragment artykułu dał Ci powody do wyciągania
        tak idiotycznych wniosków?
        Autorka sugeruje, aby traktować komoseksualistów jako chorych, a nie mówić, że
        wszystko z nimi jest w porządku.
        Bo nie jest z nimi wszystko w porządku. A ich zachowania seksualne nie są
        normalne, tj zgodne z naturalnym przeznaczeniem popędu seksualnego. Powinny być
        ograniczane, a nie afirmowane. W szczególności zaś nie można takiej orientacji
        wspierać. Podałem przykład osoby z upośledzonym słuchem, u której mogą się
        rozwijać inne pożądane cechy. ALe czy to jest powód, aby wspierać pozbawianie
        słuchu?
        T.

        • Gość: Lena Re: Czy nienormalność jest normalnością? IP: 213.216.82.* 10.08.02, 22:46
          Chyba nie wyczerpalam tematu!
          Co to jest naturalne przeznaczenie popedu? Przyjemnosc czy prokreacja? jesli
          prokreacja jak zabronimy tym co tylko dla przyjemnosci? No wiem -
          zakazac "promowania" srodkow antykoncepcyjnych i zaczac kontrolowac. Jak sie to
          nazywa?
          A jesli przyjemnosc - to ...
          Piszesz ze u nieslyszacego mozna inne dobre rzeczy rozwinac. Nieslyszacemu
          trzeba choc troche pomoc. Kochajacych inaczej zostaw w spokoju a oni sami sie
          rozwina bo sa takimi samymi ludzmi jak my. No chyba ze do lozka im zagladasz.
          Nie potrafie zrozumiec czemu czesc ludzkosci musi czuc sie lepsza od
          innej /kolor skory, preferencje seksualne, religia, narodowosc/. Obawiam sie ze
          to wynika z kompleksow i dazenia do tego by czuc sie od kogos lepszym. Jak juz
          nie mam w czym to choc "kocham sie z kobieta jak pan Bog przykazal a nie jak
          zboczency".
          Ogladalam kiedys w TV szokujacy film o wiezniach. Bandziory i zakapiory
          wytatuowane az po zuchwe. Morderca w morderce i wydawaloby sie ze trudno
          gorszych znalezc.Ale kazdy mowil z ogromna pogarda o pedofilach. Az serce sie
          krajalo gdy czlowiek ich sluchal - do rany przyloz. Jaki moral - nawet na dnie
          czlowiek znajdzie jeszcze gorszego od siebie .O ile chce znalezc. I niestety
          jest taka czesc ludzi ktorym potrzebne to do dobrego samopoczucia.
          • Gość: maly.k A ja mysle, droga Leno IP: *.sympatico.ca 10.08.02, 23:51
            ... ze nadinterpretujesz tekst, ktory komentujesz i
            uzywasz demagogicznych argumentow. Tak samo, jak Ireneusz
            Krzemiński. To chyba taki temat. Zreszta, jest o tym
            dyskusja na forum 'Spoleczenstwo'.

            Pozdrawiam,

            mk.
    • Gość: Lena Re: Czy nienormalność jest normalnością? IP: 213.216.82.* 10.08.02, 22:26
      Jesli ktos nie slyszy i nadal nie chce slyszec nie uszczesliwiaj go na sile.
      Moze sobie zalozyc klub nieslyszacych i zenic sie lub wychodzic za maz wsrod
      nieslyszacych i ty nie masz nic do tego. Wlasnie to chcialam ci uswiadomic. Nie
      uszczesliwiaj nikogo zmieniajac go by byl taki jak ty. Nie kazda gluchota jest
      uleczalna i gluchy moze zyc jak mu sie podoba i nie czuc sie gorszy. A jesli
      takich jak on jest wiecej to nawet w TV "migaja" w niektorych programach.
      Dotyczy to kazdej innosci wlasnie nieuleczalnej. Tak samo oburzylabym sie na
      jakiegokolwiek psychologa ktory mowilby ze gluchego trzeba wyleczyc bo jest
      gorszy. To tylko swiadczy ze ten mowiacy jest albo niedouczony albo tendencyjny.
      • Gość: Marucha Re: Czy nienormalność jest normalnością? IP: *.dip.t-dialin.net 11.08.02, 10:40
        Lena,jestes super ale nie dyskutuj z nimi bo to jest bez sensu.Znasz pewnie
        przyslowie o glowie i murze.Mimo to fajniej sie zyje jesli sa jeszcze tacy co
        mysla podobnie jak Ty.
        • Gość: maly.k Jakich 'ich' masz na mysli IP: *.sympatico.ca 11.08.02, 16:52
          Tak z ciekawosci pytam, przeciez Lena dyskutuje tylko z
          tym, no.. titusem.

          Pozdrawiam,

          mk.
      • Gość: chero Re: Czy nienormalność jest normalnością? IP: *.datastar.pl 11.08.02, 17:35
        przykro mi Lena ale niestety albo nieuwaznie przeczytalas tekst albo specjalnie
        przekrecasz....
        dziury w logice twojego rozumowania sa w co drugigim zdaniu
    • titus_flavius Re: Czy nienormalność jest normalnością? 13.08.02, 23:00
      titus_flavius napisał:

      ) Ave,
      ) Czy brak ręki, nogi, słuchu albo wzroku jest czymś normalnym? Każdy odpowie,
      ) że nie bo normalny człowiek powinien mieć te organy kompletne, niezależnie od
      ) tego, jak bardzo ich brak daną osobę wzbogaca. Osobom ułomnym można
      ) współczuć, akceptować je, ale nie uznawać, że wszystko jest w porządku, że
      ) osoby takie nie różnią się niczym od reszty społeczeństwa.
      ) Dlaczego więc inaczej traktować homoseksualizm? Przecież to jest ślepy
      ) zaułek. Odchylenie od normy. Gdyby wszyscy ludzie byli pedałami ...
      ) Seks nie jest po to, aby ludziom było fajnie, tylko po to, aby mieli dzieci.
      ) Dlatego nie rozumiem chóru potępiającego Milską - która wyraziła rzecz
      ) oczywistą. omoseksualizm jest chorobą, bo jest odchyleniem od normy typowego
      ) człowieka. Wskazała też, że choroba ta może umacniać się ze względów
      ) kulturowych - gdy wzorzec homoseksualisty będzie atrakcyjny dla osób o
      ) chwiejnych charakterach. Tak samo, gdyby nagle przekonywano w mediach, że
      ) brak słuchu wzbogaca. Część ludzi na pewno by uznało to za prawdę i pozbawiło
      ) się słuchu.
      ) T.
      )
      )
      ) Zrozumieć homofoba
      )
      ) Zofia Milska-Wrzosińska 01-08-2002
      )
      ) Można odnieść wrażenie, że awangarda ruchu homoseksualnego domaga się
      ) znacznie więcej niż tolerancji. Żąda uznania, że obie orientacje są równie
      ) naturalne i wobec tego powinny być tak samo traktowane
      )
      ) Im głośniej rozbrzmiewa pogląd, wedle którego każda orientacja seksualna jest
      ) równie dobra i naturalna, tym większa rezerwa, i to nawet wśród osób, które
      ) trudno podejrzewać o konserwatyzm obyczajowy czy uprzedzenia. Zamiast z
      ) miejsca dyskwalifikować tych sceptyków jako pseudoliberalnych zakamuflowanych
      ) homofobów, warto rozważyć, dlaczego niejeden pełen tolerancji światły
      ) inteligent zaczyna wycofywać bezwarunkowe poparcie dla równych praw
      ) mniejszości.
      )
      ) Powód pierwszy: nierzetelność argumentacji
      )
      ) Człowiek myślący nabiera wątpliwości, gdy wyczuwa, że dla przeprowadzenia
      ) swoich racji głosi się nieprawdę lub półprawdę. Tymczasem od paru lat nie
      ) dość dociekliwi publicyści powtarzają mit o genetycznym zdeterminowaniu
      ) zachowań seksualnych, sugerując, że to tak samo wrodzona kategoria jak rasa
      ) czy płeć. A przecież badania z początku lat 90., kiedy to ponoć po raz
      ) pierwszy stwierdzono pewne różnice genetyczne między hetero a homo, wzbudziły
      ) poważne zastrzeżenia metodologiczne, wyniku tego nie udało się ani razu
      ) powtórzyć, natomiast wielokrotnie okazywało się, że - wręcz przeciwnie -
      ) różnic w wyposażeniu genowym obu grup nie ma. W tej chwili sądzi się raczej,
      ) że zarówno tożsamość, jak i zachowania seksualne (a trzeba pamiętać, że są to
      ) dwie odrębne sprawy!) mogą mieć bardzo różne przyczyny. Genetycy twierdzą, że
      ) dziedziczyć można co najwyżej kolor oczu czy grubość kości, a nie złożone
      ) zachowania i preferencje.
      )
      ) Być może wrodzone predyspozycje mają dla homoseksualizmu podobne znaczenie
      ) jak gen wysokiego wzrostu u koszykarzy - można odziedziczyć wzrost, ale nie
      ) zainteresowania i umiejętności koszykarskie. Chłopak wysoki ma większe w
      ) porównaniu z niskim szanse gry w NBA, ale na ogół przesądzają inne czynniki:
      ) spotkanie odpowiedniego trenera, konfiguracja rodzinno-wychowawcza,
      ) możliwości sukcesu w innym zawodzie, na koniec wreszcie osobista decyzja.
      ) Podobnie z zachowaniami homoseksualnymi - być może specyficzny układ
      ) doświadczeń (zwłaszcza wczesnodziecięcych i nastoletnich) nakłada się na
      ) jakieś niedokładnie jeszcze znane wrodzone skłonności. Homoseksualistą może
      ) też zostać osoba, która żadnych genetycznych predyspozycji nie ma, ale
      ) została wcześnie uwiedziona (to bardzo częsta przyczyna homoseksualnej
      ) orientacji), chce się spektakularnie zbuntować, obawia się odrzucenia przez
      ) płeć przeciwną lub miała z nią bardzo niedobre doświadczenia. I odwrotnie -
      ) ewentualne czynniki genetyczne nie muszą nieuchronnie prowadzić do
      ) homoseksualizmu.
      )
      ) Wyznawcy mitu o "genie homoseksualizmu" trwają przy swoim i na tej podstawie
      ) formułują ideologiczne twierdzenia. Głoszą, że wchodzenie w związki z osobami
      ) tej samej płci nie jest wyborem, lecz genetyczną koniecznością, a tendencja
      ) ta jest niezmienna i nieodwracalna. Otóż nie jest to prawdą. Opisano wiele
      ) przypadków zmiany w kierunku orientacji heteroseksualnej, nawet u osób z
      ) wieloletnim doświadczeniem homoseksualnym. Nie jest ten powrót łatwy, bo
      ) wcześnie wyuczony wzorzec uzyskiwania przyjemności seksualnej (tak się dzieje
      ) na przykład w przypadku uwiedzenia nastolatka przez doświadczonego starszego
      ) homoseksualistę) może być bardzo trwały. A jednak wielu psychoterapeutów
      ) (również autorka tego tekstu) może podać przykłady osób homoseksualnych,
      ) które w trakcie terapii, niejako przy okazji, zaczęły wchodzić w udane
      ) relacje heteroseksualne, chociaż ani pacjent, ani terapeuta nie traktowali
      ) homoseksualizmu jako patologii, która miałaby podlegać zmianie. Mógł to być
      ) na przykład uboczny skutek wzrostu identyfikacji z własną płcią lub
      ) zmniejszenia lęku przed płcią przeciwną.
      )
      ) Powód drugi: prawo do upodobań seksualnych to nie prawo obywatelskie
      )
      ) Realizowanie swoich pragnień seksualnych z partnerem tej samej płci do
      ) niedawna było traktowane jako decyzja bardzo osobista, często niejawna, bo w
      ) naszej kulturze sądzi się raczej, że zachowanie motywowane przede wszystkim
      ) impulsami popędowymi (seksem lub agresją), zatem również takimi czy innymi
      ) preferencjami erotycznymi, nie jest znakiem najwyższej cnoty. Na przykład
      ) mężczyzna, który z wiekiem zmienia partnerki na coraz młodsze, bo podniecają
      ) go kobiety poniżej 20. roku życia, nie cieszy się uznaniem szerokiej
      ) (zwłaszcza feministycznej) publiczności, a jego seksualne upodobania nie są
      ) traktowane jako święte prawo do realizacji własnego potencjału, lecz raczej
      ) jako prymitywne starcze wyuzdanie. Nikt nie wspiera ideologicznie jego
      ) erotycznych dążeń, gdy oznajmia, że brzydzi go skóra i piersi dziewczyny
      ) starszej niż lat 22-letniej. W najlepszym wypadku ma on prawo do współczucia
      ) jako osoba zaburzona. Tymczasem kobieta głosząca fizyczny wstręt do mężczyzn
      ) z ich obrzydliwymi wypustkami, za to zafascynowana kobiecym ciałem,
      ) traktowana jest przez ideologów seksualnej poprawności jako ofiara
      ) niesprawiedliwych utrudnień ze strony opresyjnego i przepojonego hipokryzją
      ) społeczeństwa.
      )
      ) Otóż pragnienia wolno mieć różne, ale niekoniecznie ich realizacja jest
      ) największą i uprawnioną wartością społeczną. Wiele kobiet nie przepada za
      ) seksem ze swoim wieloletnim partnerem i marzy im się na przykład jakiś latin
      ) lover, a jednak uprawiają tę mało dla nich emocjonującą gimnastykę - choćby w
      ) imię miłości do męża albo dla spójności rodziny. Upodobanie seksualne nie
      ) jest nadrzędną wartością, a jeśli ktoś się nim kieruje, nie musi mieć
      ) zagwarantowanego społecznie wsparcia i uprawnień do jego zaspokojenia.
      )
      ) Powód trzeci: bezwzględne łowy
      )
      ) Jak dobrze wiedzą psychoterapeuci, młodzi ludzie obojga płci często niepokoją
      ) się, czy nie mają tendencji homoseksualnych. Może to być wyrazem zwątpienia
      ) we własną atrakcyjność czy lęku przed pociągającą i niepokojącą płcią
      ) przeciwną. Wielu młodych chłopców - potulnych synów nadopiekuńczych mam -
      ) buntuje się przeciw wartościom rodzinnym i ogłasza gejami. Homoseksualny
      ) sztandar daje młodemu człowiekowi szansę na odgrodzenie się od wyrazistej
      ) osobowości mamy czy rozczarowującego ojca. Jeśli taki chłopak zacznie szukać
      ) pomocy czy kontaktów na przykład w internecie, łatwo jako "świeże mięso"
      ) znajdzie chętnych protektorów i w rezultacie - być może bez jakichkolwiek
      ) genetycznych uwarunkowań - utknie w ekscytującym środowisku, które da mu
      ) oparcie zastępujące niegdysiejszy rodzicielski parasol.
      )
      ) Coraz więcej poradni przy stowar
Pełna wersja