Narodziny ojca

IP: *.acn.waw.pl 11.08.02, 01:31
"Wysokie obcasy" to bodaj jedyne feministyczne pismo w Polsce
dające się w ogóle czytać. Jednak nawet w tekstach publikowanych
na jego forum roi się od irytujących półprawd i
nadinterpretacji, charakterystycznych dla autorów patrzących na
świat społeczny wyłącznie lub w dużej mierze przez pryzmat
jednej ideologii. Poniżej pozwalam sobie poddać krytyce powyższy
artykuł dr Magdaleny Środy.
Wstę[
Już we wstępie znajdują się dwie tezy, które wymagającą co
najmniej uzasadnienia, a tymczasem zostały wygłoszone tak, jakby
stanowiły oczywisty fakt. Teza pierwsza: „uczucia wobec dziecka
i dobry kontakt z nim nie rodzą się poprzez zimny dystans, lecz
w intymnej sferze obowiązków domowych” Przede wszystkim
przeciwstawienie „chłodnego dystansu” „domowym obowiązkom”
zostało przedstawione w taki sposób jakby żadna inna
ewentualność nie wchodziła w rachubę. Ponadto nie wiadomo do
końca jakie obowiązki autorka ma na myśli. Ze względu na użycie
przymiotnika „domowych” można domyślać się, że chodzi o wszelkie
tradycyjne obowiązki (gotowanie, pranie, sprzątnie, robienie
zakupów itd.), a skoro tak, to wystarczy uważnie się rozejrzeć
dookoła, aby zauważyć nieprawdziwość tej teoryjki. Polska jak
długa i szeroka roi się od rodzin, w których ojcowie nie
odróżniają płynu do zmywania naczyń od proszku do prania i nie
bardzo orientują się gdzie można znaleźć puszkę z kawą, ale za
to poświęcają należytą uwagę swoim potomkom, zyskując w ten
sposób ich miłość, przyjaźń i szacunek.
Wg tezy drugiej kobiety cechuje elastyczność będąca wynikiem
wielowiekowego poddaństwa i ciągłej zależności. Dowodzenie
prawdziwości lub fałszywości tego stwierdzenia wymagałoby
odrębnego opracowania. Ja w każdym razie mam pewne wątpliwości.
No bo w jaki właściwie sposób jakakolwiek, nawet wielowiekowa
tradycja (postępowanie uwarunkowane względami społecznymi) może
wpłynąć na cechę charakteru (elastyczność). Czy zmianie ulega
kod genetyczny? Czy postawy przekazywane są z pokolenia na
pokolenie (nota bene przez same kobiety, bo „tradycyjnie” to
one, wg dr Środy wychowują potomstwo) i wpajane dziewczynkom od
wczesnego dzieciństwa jako oczywistość? Być może. Ale być może
również, iż elastyczność wynika z jakichś naturalnych kobiecych
predyspozycji? Taka teza powinna zostać zbadana, dokładnie
przeanalizowana, a nie głoszona bez cienia wątpliwości jako
oczywistość, co dziwi zwłaszcza u filozofa. Sprawa jest tym
bardziej ważka, że feministki wyciągają przedmiotowy argument
niemal za każdym razem, gdy rzeczywistość nie pasuje do ich
teorii i nie mogą temu zaprzeczyć. Tak więc wielowiekowe
zniewolenie ponosi winę za niewielkie zainteresowanie kobiet
polityką, za śladową reprezentację tej płci na ścisłych
kierunkach studiów czy też stosunkowo niewielki udział kobiet w
odkryciach naukowych.
Jeszcze jedna uwaga odnośnie pierwszego rozdziału. W jakim celu
autorka przytacza „mądrości” zaczerpnięte z książki Jana Maria
Jackowskiego? Przecież z tego fragmentu tekstu w ogóle nic nie
wynika, a w każdym razie Dr Środa nie wywodzi z niego żadnych
wniosków. Czy może chodzi o zasugerowanie sposobu myślenia
mężczyzn?
„Tata-przewodnik”
Ostatni akapit, a zwłaszcza przytoczona wypowiedź Heleny
Izdebskiej, z którą autorka najwyraźniej się zgadza, nieznacznie
ją tylko łagodząc zdaniem „Rzeczywiście niektórzy ojcowie czują
się nieco zagubieni” wprawia w oburzenie, przede wszystkim z
braku wyraźnego wskazania grupy mężczyzn, których ten problem
rzeczywiście dotyczy. Dr Środa zaznacza wprawdzie miejscami, iż
chodzi o „niektórych ojców”, ale z kontekstu dalszej część
wywodu (tyczy się to zresztą całego tekstu) wynika, że w
zasadzie chodzi o wszystkich lub prawie wszystkich. Rzetelność
tak długiej publikacji, której autorem jest przecież naukowiec
wymagałaby przedstawienia faktów, choćby w postaci przytoczenia
wyników badań socjologicznych charakteryzujących środowiska, czy
grupy społeczne wyodrębnione na podstawie pewnych (jakich?) cech
konstytutywnych, w których rzeczony problem rzeczywiście
występuje, a przede wszystkim podania ich liczebności na tle
całego społeczeństwa. Innymi słowy zabrakło rzeczowego
zdefiniowania problemu – odnoszenie się do ogółu ojców i
wplatanie od czasu do słów typu „niektórzy” wydaje się
niewystarczające, a powoływanie się na jednostkowe przykłady
(Pan B., student J., Remigiusz P.), miast na dane statystyczne
jest po prostu niewybaczalnym błędem w artykule roszczącym sobie
pretensje do portretowania fragmentu rzeczywistości.
„Tata sfeminizowany”
Autorka przyznaje wprawdzie, że są ojcowie, którzy twórczo
odpowiedzieli na nowe wyzwania, przez co wydaje się rozumieć
odwrócenie ról. Pomijając fakt, iż nazywanie odwrócenia
ról „twórczą odpowiedzią” zakrawa na kpinę (czy feminizm walczy
o równouprawnienie, czy o uciemiężenie mężczyzn?) warto zauważyć
znamienny komentarz. Otóż mężczyźni zdolni są do przejęcia
odpowiedzialności za losy dziecka tylko w sytuacji przymusu lub
z powodu lenistwa (innych przykładów autorka nie zna). To już
jest jawna tendencyjność. Pani dr, ja znam całe mnóstwo rodzin,
w których ojcowie z własnej woli „odkryli” swoje ojcowskie
powołanie i z pełną świadomością, odpowiedzialnie, planowo,
systematycznie i partnersko współuczestniczą w budowaniu rodziny
(zakładam, że jednak taki model uważa Pani za optymalny,
a „odwrócenie ról” stanowi tylko emocjonalne, by tak
rzec, „potknięcie pióra” – w każdym razie pod koniec akapitu
mowa jest o „ojcowskim powołaniu” i nie wydaje mi się, aby
utożsamiała pani ten zwrot z zapędzeniem mężczyzny do miotły i
garnków) i sam zamierzam wkrótce takowy model realizować.
„Tata-feniks”
Zdanie „W końcu nawet mężczyźni zostali niegdyś wychowani przez
kobiety i ta kobiecość musi w nich tkwić, wraz ze
spontanicznością, troską, czułością i obowiązkowością” woła o
pomstę do nieba. Po pierwsze czemu służy słowo „nawet”? Po
drugie nie jest prawdą, że tylko kobiety wychowywały i wychowują
dzieci – znowu problem dotyczy części społeczeństwa. Jakiej?
Autorka milczy. Po trzecie wreszcie spontaniczność, troska,
czułości obowiązkowość bynajmniej nie stanowi jednej z cech
podziału ludzi na mężczyzn i kobiety. Wszystkie te cechy łącznie
i każda z osobna może przysługiwać lub nie każdemu człowiekowi
bez względu na płeć, a oczywistość tego faktu, aż kłuje w oczy
każdego kto tylko zechce je otworzyć. Możliwe, iż teza autorki
ma cokolwiek wspólnego z prawdą w odniesieniu do tendencji
statystycznych, ale to wymaga zbadania, a nie ogłoszenia.
Moje podsumowanie.
Pomimo wszystkich wyżej napisanych krytycznych uwag wcale nie
uważam tekstu dr Środy za zły, czy zbędny. Wręcz przeciwnie.
Autorka poruszyła bardzo poważny problem, wskazała słuszne
rozwiązanie (odpowiedzialne ojcostwo) i zamieściła wiele
błyskotliwych uwag i cennych faktów historycznych.
Dlaczego jednak jasno nie wyodrębniła z ogółu mężczyzn adresata
swojej krytyki, tak aby wszyscy pozostali nie czuli się urażeni?
W jakim celu zamieściła tezy kontrowersyjne lub wręcz błędne
jako fakty? Niestety takie zabiegi są na porządku dziennym w
publikacjach wszystkich bez wyjątku współczesnych polskich
feministek (a mówię tylko o tych „umiarkowanych”), a szkodzą
niestety sprawie o którą walczą. Przez takie zabiegi wielu
ludzi, nawet dobrze początkowo nastawionych do problemu
równouprawnienia płci, zaczyna odwracać się feminizmu
postrzegając go jako „nawiedzoną”, krzykliwą, nie liczącą się z
faktami ideologię. Wiele feministek zdziwiłoby się wiedząc, jak
wielu spośród tych ludzi to kobiety.

mój email: kaprys@acn.waw.pl
    • Gość: marcin Re: Narodziny ojca IP: *.sup.waw.pl / 10.10.10.* 11.08.02, 11:34
      Bardzo cenie Pania prof.Srode (i za to co w zyciu napisala i za
      to co w tym zyciu zrobila). Jej tekst wywolal we mnie jednak
      mieszane uczucia i szczerze mowiac, srogo mnie zasmucil. To
      prawda, ze zmienia sie pozycja Ojca w rodzinie, m.in. dlatego ze
      zmienia sie sama definicja rodziny (a tu przyczyn jest bardzo
      wiele - emancypacja kobiet bedac tylko jednym z czynnikow). Ale
      ten tekst jest bardziej "bojowym manifestem" o SMIERCI pewnego
      wizerunku Ojca (z ktorym Pani Profesor walczy i w tym celu
      przywoluje cytat z J.M.Jackowskiego) niz tekstem o jego
      NARODZINACH (a zatem tekstem o wspolczesnych metamorfozach
      rodziny).
      Przyklady Ojcow, ktore Pani podaje sa czesto karykaturalne i
      wylacznie negatywne. Coz Pani Ci wstretni faceci zrobili w zyciu
      aby tak ich nie cierpiec!!! A jak juz musi Pani podac pozytywny
      przyklad ("trzecia droga - przez wolny wobor, ale na razie nie
      udalo mi sie znalezc takiego przypadku), to okazuje sie ze
      takich Ojcow nie ma. Otoz Pani profesor tacy Ojcowie sa!!! To ze
      Pani ich nie zna nie najlepiej swiadczy o Pani tzw. "bazie
      empirycznej" (ale pominmy ten szczegol). Osobiscie mysle, ze
      Pani problem lezy gdzie indziej - Pani takich mezczyzn nie moze
      zobaczyc gdyz podwazaja oni samym swym istnieniem cale Pani
      rozumowanie. Rozumowanie, oparte na szczegolnym zalozeniu (co
      wiecej watpliwym - z punktu widzenia naukowego), a mianowicie na
      idei ze zyjemy w swiecie "zdominowanym przez facetow",
      ktorzy "maja wladze" it`, itd. Nic dziwnego ze na bazie takiego
      zalozenia dochodzi Pani do takich wnioskow (jakie na wstepie
      sobie Pani zalozyla). Szkoda.
      Pani tekst jest agresywny, militancki i w sumie szkodliwy (z
      punktu widzenia dyskusji nad ewolucja sytuacji Rodziny w Polsce -
      a ze jest zle - nie musi mnie Pani przekonywac). Miast zachecic
      do otwartej dyskusji przywala Pani facetom ile wlezie. To ze na
      zakonczenie przyznaje Pani ze "nowi Ojcowie musza powstac niczym
      Feniks z popiolow" jest jedynym plomieniem nadzieji w Pani
      tekscie. Myli sie jednak Pani ze "wyzwania stojace przed
      dzisiajszym Ojcem sa znacznie powazniejsze, niz te ktore stoja
      przed Matka". Matki - o ktorych w Pani tekscie zaskakujaco malo -
      tez maja sporo wyzwan przed soba. A jednym z nich jest wlasnie,
      w dialogu partnerskim, wspolne pracowanie nad nowym wizerunkiem
      Ojca - to wszystko dla dobra Dziecka (o ktorym tez Pani zbyt
      czesto zapomina). Tego dialogu partnerskiego mi w Pani tekscie
      zabraklo - a szkoda.
      Lacze wyrazy szacunku
      Marcin (ojciec).

      • Gość: sebik Re: Narodziny ojca IP: 217.153.70.* 11.08.02, 18:22
        Bardzo dziekuje za ten artykol. Nareszcie ktos zauwazyl ze nie
        musimy, i nie chcemy przynosic jedynie mamutow do jaskini. Dr
        Sroda opisuje zjawisko ktore moze jedynie cieszyc - nareszcie
        ojcowie moga bez obawy o swoj wizerunek stac sie opiekunami i
        czulymi przewodnikami swoich dzieci - mam nadzieje ze kiedy
        zostane ojcem dr Sroda nie bedzie musiala dluzej szukac
        mezczyzny reprezentujacego trzeci model rozwoju
    • Gość: ali Re: Narodziny ojca IP: *.dialup.warszawa.pl 12.08.02, 12:19
      "Wysokie obcasy" NIE SA PISMEM FEMINISTYCZNYM. w kregu
      zdeklarowanych feministek nazywane sa "Wysokimi obciachami".
    • Gość: dziubek Re: Narodziny ojca IP: 5.1R2D* / 10.56.142.* 12.08.02, 15:52
      "Druga droga wiedzie przez lenistwo. J. studiujący zaocznie na UW, mówi: >>Ja
      tam wolę siedzieć w domu. Nie chce mi się szukać pracy. Żona właśnie rodzi i
      wraca do swojej firmy. Ja wolę czytać książki i studiować. Dziecko nie będzie
      mi sprawiało kłopotu. Taki układ<<".

      Facet chce wychowywac swoje dziecko, poswiecac mu duzo czasu, jednoczesnie
      studiowac i rozwijac wlasne zainteresowania. I to jest lenistwo?!?
      To dla mnie super wniosek! Czy przypadkiem takiej samej postawy u kobiet nie
      nazywa sie:
      - swiadomym macierzynstwem,
      - dbaniem o swoj rozwoj intelektualny,
      - poswiecaniem sie dla dobra dzieci i rodziny?
      Od kiedy to wykonywanie najtrudniejszej i najbardziej odpowiedzialnej pracy w
      swiecie, jaka jest wychowywanie dziecka, nazywa sie lenistwem?
      Chyba tylko wtedy, gdy podejmuje sie tego mezczyzna.
    • Gość: Jarmil Re: Narodziny ojca IP: *.Teleadreson.com.pl 12.08.02, 19:04
      Właściwie nie wiem po co powstają takie teksty, jak artykuł pani Środy. Nic on nie wnosi poza powtórzeniem kolejny
      raz, że mężczyzna powinien nauczyć się płakać, przewijać pieluchy itp. Zapewne powinien jeszcze malować
      się, histeryzować od czasu do czasu i częściej zapadać na migrenę. Żadnej próby dotarcia do istotnych problemów.
      Krawiec kraje jak mu materiału staje. Jedni, żeby utrzymać rodzinę, pracują po kilkanaście godzin na dobę plus
      weekendy i prawie nie znają własnych dzieci. Inni są marynarzami, wojskowymi itp. i najczęściej są nieobecni, a jak
      już są to na dłużej i nie wiedzą co gdzie w domu leży i czy dziecko chodzi do czwartej a czy b. I to jest istota
      problemu, a nie to, czy ktoś akurat zmienia dziecku pieluchy czy pcha wózek. Może są tacy, którzy pracują bo lubią.
      To jednak wyjątki. Większość pracuje, bo musi utrzymać rodzinę i z tego powodu tejże rodziny prawie nie widuje.
      Drugi istotny problem to demografia. Rodzi się dzidziuś, to ma zaraz do dyspozycji mamę, dwie młode duchem i
      energiczne babcie i do tego jeszcze ciotki, które bardzo lubią maleństwa a swoje juz mają, niestety, odchowane.
      Najczęściej to niemowlę jest jedynym w całej wielkiej rodzinie. Która z mamuś, babć i cioć dopuści tatusia do
      łóżeczka? "Zostaw, bo upuścisz", "ja założę kaftanik, bo jeszcze rączkę maleństwu złamiesz", "nie powinieneś już
      być przypadkiem w pracy"? Każda chce się dorwać do dzidziusia, ponosić, przytulić, ojciec niech się zajmie zepsutą
      spłuczką.
      Ojcostwo zmienia się razem ze zmianami w całym społeczeństwie. To proces naturalny, bo ludzie w swej masie
      postępują racjonalnie (za udowodnienie tej tezy ktoś dostał parę lat temu nobla z ekonomii). Najgłupsze, co można w
      tej sprawie robić, to mieszać w to ideologię. Choćby i feministyczną.
      • zossa Re: Narodziny ojca 14.08.02, 12:28
        ciesze sie z reakcji czytelnikow tekstu magdaleny srody, ojcow
        obecnych czy dopiero in spe. przypuszczam, ze te reakcje
        swiadcza o ich duzym stopniu samoswiadomosci, zaangazowania i
        odpowiedzialnosci za rodzine, za dzieci, na rowni z kobietami.
        to wlasnie, byc moze, poszukiwane zyjace przyklady trzeciego
        modelu odpowiedzialne nie tylko za naprawienie spluczki.....
        zoska
    • Gość: kubu Re: Narodziny ojca IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 14.08.02, 16:15
      ja z dwiema (moze troche technicznymi) uwagami:

      1. czemu dyskusja o ojcostwie odbywa sie na lamach forum KOBIETA???

      2. czemu ten artykul jest tak fatalnie napisany??? czemu w jednym tekscie (w
      zalozeniu o relacji ojciec-dziecko) jest np. tyle watkow pobocznych typu
      traktowanie zon przez ich mezow?
Pełna wersja