p.g.31
22.07.05, 09:33
Przez rok byłam kochanką żonatego mężczyzny.Bardzo się tego wstydze,do tego
stopnia,że nikt o tym nie wie.Gdyby to się wydało chyba zapadłabym się pod
ziemię.Na szczęście zmądrzałam a może okazało się,że to poprostu nie
ten.Postanowiłam zakończyć ten bezsensowny związek i wiem,że nigdy już nie
pozwolę na to by być "drugą pieczenią przy jednym ognisku".Dobra, mniejsza o
to jak się podle czuję bo chciałam zapytać zupełnie o coś innego.
Chodzi o to,że "D" dość dużo opowiedział mi o swoim życiu.Jest ze swoją żoną
od 19tego roku życia,twierdzi,że trudno określić mu to co do niej czuje,może
to przywiązanie,może przyjaźń,może jakiś rodzaj miłości nie wnikam w to.Maja
dziecko i może to ciągle trzyma ich razem.Ja jakoś nie rozumiem sytuacji w
której mężczyzna udaje przed całym światem [i własną żoną]cudownego i
kochającego męża a tak perfidnie i bez skrupułów zdradza żonę jak tylko jest
to możliwe.Wiem od niego,że nie jestem pierwszą z którą zdradził.
Czuję ogromne wyrzuty sumienia względem "A"-żony "D".Naprawde uważam,że w
całej tej historii to ona jest najbardziej poszkodowaną ze stron,chociaż nic o
nas nie wie-udało nam się to ukryć ,chociaż była to nie tylko zdrada fizyczna
ale trwający dość długo romans czyli też zaangażowanie emocjonalne.Męczy mnie
też coś innego.Ta kobieta nie zdaje sobie sprawy z tego co się wokół niej
dzieje.Jestem pewna,że "D" prędzej czy później znajdzie sobie inną kochankę i
dalej będzie działał na dwa fronty."A" jest kobietą
wykształconą,atrakcyjną,może marnuje życie przy człowieku który zasługuje
wreszcie na porządnego kopniaka w tyłek?Ale czy mam prawo mieszać w jej życiu
i uświadamiać ją o tym?Gdzieś głęboko w sobie czuję tą solidarność jajników.
Mam jej powiedzieć czy nie?