neutralny_nick
22.07.05, 10:31
A ja kiedyś byłam w takiej sytuacji:
Studia, 3 rok, poznałam faceta. Ode mnie z roku, wcześniej byliśmy na cześć.
Nasza sytuacja rodzinna była podobna - on (29 lat) żonaty, ja (25 lat)
mężatka, oboje mieliśmy pięcioletnich synów.
Dosyć szybko wzajemna sympatia przeszła w prawdziwe zauroczenie, a następnie
w gorące uczucie i wspaniały związek. Taki na boku oczywiście. Wszystko
trwało 15 miesięcy, ale w tym czasie byłam zakochana jak nastolatka.
Stwarzaliśmy pozory bardzo dobrych przyjaciół, mój małżonek nie był
zadowolony, ale pod przykrywką przyjaźni i wzajemnej pomocy w nauce udało nam
sie przetwac tyle czasu. Byliśmy poniekąd w wygodnej sytuacji, bo oboje w
stałych związkach, jedno za drugim nie wydzwaniało jak głupie i nie tęskniło
bez granic.
Ale po jakimś czasie zaczęłam sie łapać na tym, że ja o nim
myślę "przyszłościowo", że tęsknię właśnie jak głupia, że zazdrosna jestem o
inne kobiety, które np. z nim pracują.
Zerwałam, zostalismy "przyjaciółmi".
Wiedziałam jednak, że po takim związku z tej mąki chleba nie będzie.
Widywaliśmy się rzadko, aż 3 lata temu kontakt urwał się zupełnie.
Prawie rok temu siedziałm sobie w pracy, a tu - WCHODZi ON. Zapytałam jak
mnie znalazł?
A on na to ze stoickim spokojem, że na dole urzędu(punkt informacji dla
klientów) pan go poinformował.
Później, po kilku telefonach (rzadkich) spotkaliśmy się. Opowiedział o
ciężkiej chorobie żony, 3 operacjach i agonalnym jej stanie.
We wrześniu ub. roku kobieta niestety zmarła.
Przykre to było bardzo, ale ani to moja wina, ani jego.
Przed jej smiercią opowiedział mi, że przez ponad rok nie żyli ze sobą, on
wynajmował mieszkanie i spotykał się z o 14 lat (!) młodszą panną!
Zawsze takie lubił.
Po śmierci jego żony nasza przyjaźń (jeżeli kiedykolwiek takowa istniała)
odnowiła się. Codzienne (prawie) smsy, telefony, czasem spotkania.
On przez jakiś czas (niby kiedyś z nią zerwał) widywał się z tą 21 letnią
panną. Kiedyś ponoć opowiadał jej co nieco o mnie.
No i jak łatwo przewidzieć dziewczyna zaczęła szaleć z zazdrości.
Od miesiąca co parę dni dostaję smsy, telefony (nie odbieram rzecz jasna).
Groził, że o naszej przeszłości powie mojemu mężowi, ale ją wyśmiałam.
Było to bezpodstawne, ponieważ od czasu śmierci jego żony nic złego nie
robiliśmy. Do czasu...
Dwa razy to się zdarzyło - miesiąc temu i dwa miesiące temu.
Obawiam się, że źle robię. Coraz bardziej nabijam sobie nim głowę, od nowa.
Na co mi to?
Nie będziemy razem, ja mam już dwoje dzieci, planuję trzecie. Mój mąż nie
jest ideałem, ale dobrym człowiekiem. Co z tego, jak nasze małżeństwo to nie
to?
A tamto? Uważamy się za przyjaciół, ale ja jestem zazdrosna, myślę o nim,
chcę go ciągle widzieć. A już byłam taka spokojna.
On mi nie pomaga. Dzwoni, pisze smsy, chce się spotykać. Ale nie jestem
pewna, czy z tamta panną (niedojrzałym dzieckiem ją teraz nazywa) to on
skończył na pewno. Ja tego chce. Chcę również, aby znalazł sobie kogoś i
ułożył sobie życie na nowo. Ja mu tego nie mogę dać, dla mnie szczęście moich
dzieci (uwielbiają ojca) jest dla mnie wazniejsze niż moje własne.