Statystyczny rozwod

IP: 139.57.24.* 12.08.02, 17:45
www.wstroneojca.ngo.pl/pub_orzecz.htm
Ci faceci to jednak swinie! W kazdym razie sad tak orzekl...

Pozdrawiam,

mk.
    • _szwedka Re: Statystyczny rozwod 12.08.02, 20:26
      Gość portalu: maly.k napisał(a):

      > Ci faceci to jednak swinie! W kazdym razie sad tak orzekl...

      Fakt! W duzej mierze ;-)
      ale... po co to orzekanie o winie? To takie sredniowieczne. Nigdy nie ma tylko
      jednej strony winnej. Chca ludzie rozwodu niech go dostana bez obrzucania sie
      blotem, a wszystkie strony na tym skorzystaja. W szczegolnosci dzieci ktore
      potrzebuja obydwoch rodzicow.
      • Gość: Vika Re: Statystyczny rozwod IP: *.ewave.at 12.08.02, 20:31
        Obiektywnie i bez emocji trzeba stwierdzic,ze prawo w sprawach rodzinnych jest
        bardzo niesprawiedliwe wobec mezczyzn.Sady maja tendencje do dyskryminowania
        mezczyzn i daja wieksze szanse kobietom.To niesprawiedliwe.
        • _szwedka Re: Statystyczny rozwod 12.08.02, 20:43
          Najbardziej niesprawiedliwe jest dla dzieci. Matki i ojcowie walcza o
          swoje "prawa" zapominajac ze prawo ma tylko dziecko - rodzice maja obowiazki.
          A prawo dziecka to prawo do milosci ojca i matki i ich rodzin. Sady, niestety,
          zamiast probowac zalagodzic klotnie zaostrzaja ja jedynie. Po czym dziecko
          traci jednego rodzica.
          Jak wielka roznica o ile porowna sie np. ze Szwecja.
      • Gość: maly.k Re: Statystyczny rozwod IP: 139.57.24.* 12.08.02, 21:00
        _szwedka napisała:
        > To takie sredniowieczne. Nigdy nie ma tylko
        > jednej strony winnej. Chca ludzie rozwodu niech go dostana bez obrzucania sie
        > blotem, a wszystkie strony na tym skorzystaja. W szczegolnosci dzieci ktore
        > potrzebuja obydwoch rodzicow.
        Moze i sredniowiecze, ale rozumiem, ze niektorzy chca, aby oddano im
        sprawiedliwosc ("tak sie staralam!"). Nie bez znaczenia sa sprawy materialne.

        Tym, co mnie frustruje jest ten przechyl sadow w wiadoma strone. Ja nawet
        jestem w stanie zrozumiec to, ze w wiekszosci przypadkow dziecko trafia pod
        opieke matki. W pewien dziwaczny spoob mozna to tlumaczyc dobrem dziecka:
        bedzie sie czulo lepiej w rodzinie rozbitej 'typowo' (wiem, ze to pokrecone,
        ale bardzo sie staram znalezc cos 'na usprawidliwienie').
        Ale sposob 'oddawania sprawidliwosci' jaki sugeruja dane statystyczne moze
        swiadczyc o:
        1. Wiekszosc mezczyzn to swinie.
        2. Prawo jest do dupy (tzn. terminu 'wina' uzywa sie instrumentalnie, zeby
        mozna bylo alimnmenty wydusic dla 'biednej zony')
        3. Sady rodzinne to azyl zawodowych miernot.

        To z ktorym przypadkiem mamy do czynienia?

        Pozdrawiam,

        mk.
        • _szwedka Re: Statystyczny rozwod 12.08.02, 21:27
          Ja nie rozumiem dlaczego wina ma byc powodem do zwiekszenia alimentow. Czy to
          nie potrzeby dzieci i mozliwosci rodzicow powinno sie brac pod uwage gdy ustala
          sie wysokosc alimentow? To samo z podzialem majatku.
          To co? Gdy jest wina matki to znaczy ze ona alimentow nie otrzyma?
          Mieszkam w Szwecji tyle lat wiec mierze wszystko ta szwedzka miarka. Mam wielu
          kolegow w pracy ktorzy maja opieke nad dziecmi. Na ogol tutaj rodzice sprawuja
          razem opieke, wspolpracuja ze soba w wychowaniu, dzieci mieszkaja tydzien u
          jednego tydzien u drugiego. Wszyscy skupiaja sie na dobrze dziecka.
          Co do Twoich punktow to uwazam ze zadne z nich nie jest trafne. Moim zdaniem to
          cale spoleczenstwo musi zmienic troche spojrzenie na rodzine, role rodzicow i
          dobro dziecka. Trzeba zmienic troche prawo, zrownac kobiete i mezczyzne w
          roznych aspektach zyciowych (w pracy, rodzinie, w spoleczenstwie). Mezczyzna
          jest rownie dobrym rodzicem jak kobieta.
          Pozdrawiam
          • liloom szwedka czasem nie da sie isc po prostej linii 12.08.02, 21:39
            mk chyba uzyl slowa wina inaczej niz to rozumiesz szwedka, bo w trybie
            orzekania o wine, najpierw ustala sie czyja wina, a sprawa o dzieci jest w
            nastepnej kolejnosci, nie musi miec zwiazku z pierwsza.
            to sa dwie rozne sprawy.
            i jak kto sie rozchodzi nie zalezy od tego czy jestesmy w sredniowieczu czy nie.
            to jest troche bardziej skomplikowane jesli ludzie np. budowali razem dom, maja
            dzieci, jedna strona chce a druga nie, jedna ma kogos a druga nie itd itp.
            zycie jest czasem bardziej skomplikowane niz to ci moze przyjsc do glowy, a
            ludzie bywaja uparci, albo maja po prostu inne zdania.
            gdyby tobie ktos powiedzial, ze masz wyjsc ze swojego domu i wziac tylko swoje
            rzeczy, to byloby dla ciebie jednoznaczne co jest twoje a co nie?
            wyobraz to sobie moze tylko...
            • _szwedka Re: szwedka czasem nie da sie isc po prostej lini 12.08.02, 22:05
              Mam duzo siwych wlosow na glowie i w glowie Ci sie nie miesci co ta moja glowa
              przezyla ;-)
              Pozdrawiam
          • Gość: maly.k Re: Statystyczny rozwod IP: 139.57.24.* 12.08.02, 21:39
            _szwedka napisała:

            > Ja nie rozumiem dlaczego wina ma byc powodem do zwiekszenia alimentow.
            [...]
            > To co? Gdy jest wina matki to znaczy ze ona alimentow nie otrzyma?
            Tu chodzi chyba o obowiazek alimentacyjny wobec 'bylej', a nie wobec dzieci.
            Wobec dzieci jest niezalezny od orzekania o winie.
            [...]
            .
            > Co do Twoich punktow to uwazam ze zadne z nich nie jest trafne. Moim zdaniem
            to
            >
            > cale spoleczenstwo musi zmienic troche spojrzenie na rodzine, role rodzicow i
            > dobro dziecka. Trzeba zmienic troche prawo, zrownac kobiete i mezczyzne w
            > roznych aspektach zyciowych (w pracy, rodzinie, w spoleczenstwie). Mezczyzna
            > jest rownie dobrym rodzicem jak kobieta.
            Widzisz, Szwedka. Ty bys chciala, zeby Polska byla jak Szwecja - i ja to
            rozumiem. Ja tez bym chcial, zeby byla jak 'cos innego'. Moze mieszkalbym
            wowczas w Polsce do tej pory (choc pewnie nie, bo mnie 'nosi').
            Zwroc uwage, ze gdy w sadzie orzeka sie o czyjejs winie 'spojrzenie
            spoleczenstwa na rodzine' nie ma wiele do rzeczy. Po co sad, ktory wydaje
            niesprawiedliwe wyroki? Przeciez sedzia orzekajac nie powinien sie kierowac
            przesadami, prawda?

            Pozdrawiam,

            mk.
            • _szwedka Re: Statystyczny rozwod 12.08.02, 22:04
              Gość portalu: maly.k napisał(a):

              > Widzisz, Szwedka. Ty bys chciala, zeby Polska byla jak Szwecja - i ja to
              > rozumiem. Ja tez bym chcial, zeby byla jak 'cos innego'. Moze mieszkalbym
              > wowczas w Polsce do tej pory (choc pewnie nie, bo mnie 'nosi').

              Nie, nie chce zeby Polska byla jak Szwecja ale chcialabym aby troche sie
              zmienilo, zeby ludziom bylo lepiej, zeby bylo prosciej, sprawiedliwiej. Jest
              tak ciezko a ludzie jeszcze utrudniaja sobie zycie, niepotrzebnie.
              Czesto wystarczy troche dobrej woli z obu stron.
              Mam troche doswiadczenia w tej "dziedzinie".

              > Zwroc uwage, ze gdy w sadzie orzeka sie o czyjejs winie 'spojrzenie
              > spoleczenstwa na rodzine' nie ma wiele do rzeczy. Po co sad, ktory wydaje
              > niesprawiedliwe wyroki? Przeciez sedzia orzekajac nie powinien sie kierowac
              > przesadami, prawda?

              Wartosci spoleczenstwa odzwierciedlaja sie w sadzie. Mozna powiedziec ze sedzia
              patrzy czesto oczyma spoleczenstwa. Ogolnie przyjete ze matka jest pokrzywdzona
              przy rozwodzie.
              Z mojego ogrodka: nawet niedawno gdy opowiadalam pewnej Polce ze z ojcem mego
              dziecka rozstalam sie gdy dziecko mialo rok skontrowala kobieta od
              razu "Zostawil Cie z takim malym dzieckiem?" Takich i podobnych uwag otrzymalam
              dosyc duzo przez te wszystkie lata. Nigdy od Szwedow.
              Pozdrawiam
              • Gość: dodo Re: Statystyczny rozwod IP: 209.226.65.* 12.08.02, 22:20
                cos w tym jest, co piszesz - szwedko.
                moze to nawet nie same rozchodzace sie strony sa az tak wobec siebie agresywne,
                jak ogolnie atmosfera wokol nich podgrzewana przez wszystkich "zyczliwych"
                badz "profesjonalnych". to sie zreszta chyba przytrafia niezaleznie od
                szerokosci geograficznej, niestety.
                niejednokrotnie slyszalam od znajomych czy mniej znajomych, ktorzy sie
                rozwiedli, ze dopoki o jakichkolwiek podzialach czy decyzjach dyskutowali we
                dwoje, to jakos tam znajdowali w miare rozsadne rozwiazania. schody zaczynaly
                sie dopiero wtedy, gdy pojawiali sie rodzinni badz zawodowi doradcy.
                dlatego ty i twoj ex - rozstaliscie sie a dla osoby postronnej - on cie rzucil.
                problem chyba w tym, by tak jak rodzice troszczyc sie powinni o dobro swoich
                dzieci, tak i sady winny troszczyc sie o owa rozstajaca sie pare a nie o to, co
                powie ulica. bo ta para, choc sie zegna w wobecnosci wysokiego sadu, powinna
                wyjsc z calej awantury w miare zdrowa psychicznie, gotowa na ciag dalszy zycia
                i przygotowana do wychowywania dziecka (dzieci) w trudniejszych nieco
                warunkach.
                doswiadczenie rozwodu, kompromisow, dialogow powinno byc pomoca a nie
                ewentualnym walnieciem w leb. moze tego nie rozumieja sedziowie, ktorzy
                koniecznie chca podzielic swiat na czarny i bialy?
                • _szwedka Re: Statystyczny rozwod 12.08.02, 22:50
                  Gość portalu: dodo napisał(a):

                  > bo ta para, choc sie zegna w wobecnosci wysokiego sadu, powinna
                  > wyjsc z calej awantury w miare zdrowa psychicznie, gotowa na ciag dalszy
                  zycia
                  > i przygotowana do wychowywania dziecka (dzieci) w trudniejszych nieco
                  > warunkach.
                  > doswiadczenie rozwodu, kompromisow, dialogow powinno byc pomoca a nie
                  > ewentualnym walnieciem w leb. moze tego nie rozumieja sedziowie, ktorzy
                  > koniecznie chca podzielic swiat na czarny i bialy?
                  Oj dodo jak Ty zawsze trafisz w sedno sprawy.

                  Ja trafilam na madra prawniczke ktorej poparcie dalo mi sily oprzec sie
                  moim "zyczliwym doradcom", dzieki czemu moj syn mial i ma cudowny kontakt nie
                  tylko ze swoim ojcem ale dziadkami, ciotka i cala reszta.
                  Wiec gdzie zaczac? Pewnie ju w ksztalceniu prawnikow? Ale jak? Moze powinni
                  uczyc sie troche psychologii przy prawie rodzinnym?
Pełna wersja