Gość: mokka30
IP: 10.129.229.* / *.acn.pl
18.09.01, 12:44
Zdecydowalam sie podielic z Wami moja historia, troche w zwiazku z dzisiejszym
watkiem o zdradzie, a troche zeby uslyszec od was, co sadzicie o tym co mi sie
w zyciu przytrafilo.
Trzy lata temu wyszlam za maz. Za faceta, ktorego znalam od 14 lat. To bylo
prawie jak desperackie malzenstwo z rozsadku. W koncu spotykalismy sie od tak
dlugiego czasu, nigdy nie bylo miedzy nami klotni, czasami tylko okresy ciszy,
kiedy to on wycofywal sie nagle do swojej jaskini, zeby przemyslec to i owo. Te
okresy milczenia byly wtedy dla mnie tragedia, bo nigdy nie dowiedzialam sie co
wlasciwie sie wydarwylo takiego, co wymagaloby odsuwania sie ode mnie na 2,3
miesiace a nawet na rok. Zawsze jednak nasze drogi sie gdzies schodzily, on
wreszcie dzwonil, w skrzynce na listy pojawiala sie od niego kartka, albo po
prostu dzwonil do moich drzwi. Uznalam,ze kocham tego Tragicznego Romantyka i
szybko zdecydowalismy o slubie- w ciagu miesiaca, bylo po wszystkim.
Znalezlismy sie na Oltarzu, aby slubowac sobie wieczne uczucie- w pospiechu,
zeby sie znowu nie rozstac.Zamieszkalismy razem. Pierwszy miesiac przezylismy
nieprzytomnie,powiem tylko, nic nie przesadzajac,ze pragnelismy sie tak bardzo,
ze wkrotce wyladowalam w szpitalu, pod dziesiatkami kroplowek z glukoza. Z dnia
na dzien rzucilam 2 kierunki studiow.Dla niego; bo tego zazadal. Nie potrafilam
sie z nim rozstac nawet na moment, a poza tym nie mialam sily chodzic na
zajecia- po dwoch, trzech godzinach snu, ledwo trzymalam sie na nogach. Pragne
cie_ mowil, a ja zapominalam o calym swiecie. Nagle idylla sie skonczyla- on
stracil dyscyplinarnie prace, a ja, z licencjatem, dwoma perfekcyjnie
opanowanymi jezykami obcymi, ale za to bez "plecow"; poszlam pracowac na bazar.
Niestety odbilo sie to na moim watlym i tak zdrowiu( mam wade serca i poczatki
choroby Buergera. Znowu znalazlam sie w szpitalu, ale wyszlam na wlasne
zadanie, za jego namowa, ktos musial pracowac, a on sie do poszukiwania zajecia
nie kwapil. Wtedy zaczeli nam pomagac moi rodzice, od poczatku przeciwni temu
malzenstwu. Moj tata z trudem przelknal fakt, ze wychodze za maz za ateiste i
bez matury. Teraz okazalo sie dodatkowo, ze moj maz jest lekkoduchem i leniem.
Powiedzial mi nawet, ze nie boi sie o nasza przyszlosc, bo moi rodzice maja
pieeniadze. Wkrotce dowiedzialam sie z w bankach ma zaciagniete kredyty na sume
25 000 zl. Nie moglam w to wszystko uwierzyc. Zaczelam sie naprade obawiac o
moja i jego przyszlosc. Udalo mi sie zmienic prace, zaczelam zarabiac odrobine
lepiej, o 150 zl(...), ale za to w stabilnej duzej firmie, i wreszcie w biurze,
gdzie nie musialam ratowac swoich bialych palcow u rak i u nog ( problemy zlego
krazenia). Nagle zaczely sie u niego ataki szalu, agresji, przesladowala go
mysl,ze go zdradze. Nie pozwalam mi sie ubierac w sukienki, ani malowac,"ty
k...., dla kogo sie tak stroisz?", potrafil mo powiedziec. Na ulicy , kiedy z
nim szlam, nie wolno mi bylo sie ogladac dookola, bo zaczynal mnie obrzucac na
caly glos wyzwiskami, z ktorych zdzira i k.... to najlzejsze.Zaczal mnie tluc
przy kazdej okazji, na tyle mocno, "zebym poczula" i na tyle slabo " zeby nie
bylo sladow".Kiedy popchnal mnie w domu moich rodzicow, moja matka zadzwonila
nastepnego dnia. " Dziecko, czy on cie bije?". Odpowiedzialam, ze w wszystko w
porzadku, bo nie chcialam, zeby rodzice sie o mnie matrwili- moje malzenstwo,
moj wybor, moje problemy, myslalam. Na szczescie nie bylo dzieci, nie
dopuscilabym do tego. Probowalam z nim rozmawiac, ale na nic wysilki niedoszlej
pani psycholog. Ja, "znawczyni duszy czlowieka" dalam sie tak podle oszukac.
Moj pierwszy kochany mezczyzna okazal sie chorym na nienawisc schozofrenikiem.
Zrozumialam teraz dlaczego w prweswlosci wycofywal sie i nie chciql pomocy z
mojej strony. Te wszystkie rozstania, za ktore sie winilam...
Zaczelam przesiadywac w pracy do pozna wieczorem, nie mialam do kogo wracac,
balam sie wracac do domu. I wtedy poznalam Jego. Mezczyzne, ktory powiedzial
mi ,ze trzeba walczyc o wlasne szczescie, ze nie wolno sie poswiecac w kazdej
sytuacji. Zaczelismy rozmawiac. O szczesciu, uczuciach, o sobie nawzajem.
Miesiac pozniej odeszlam od mojego meza. Okres tego ostatecznego uwalniania
przyplacilam zdrowiem,bo nie oszczedzil mi nauczki w postaci ostatniego lania,
ktore leczylam u chrurga, i doslownie-bo moje dlugi, na ktore skladaja sie
dawne zobowiazania mojego i ex i te zaciagniete na jego zadanie i z
koniecznosci przewyzszaja 20 krotnie moja skromna pensje.Ale codziennie mowie
sobie,ze bylo warto i zycze wszystkim kobietom odwagi. Ciesze sie,ze nie mam
dziecka, bo nie chcialabym , zeby uslyszalo ode mnie to co ja uslyszalam od
swojej wlasnej,skrzywdzonej w malzenstwie matki " chcialam od niego odejsc, ale
nie mialam odwagi, a teraz jest juz za pozno"