Ilu mężów bije swoje żony ?

IP: *.walbrzych.cvx.ppp.tpnet.pl 20.08.02, 23:15
dowiecie się po przeczytaniu opowiadania Beaty Andrzejczuk "Czekając na
uśmiech" zamieszczonego w Forum Młodych na www.mamiko.pl
Wydawca i autorka szukają sponsorów, którzy pomogą w wydaniu książki.Życzę im
powodzenia. Jak myślicie czy warto wydawać książki o podobnej tematyce??????
Czy mogą coś zmienić ??????
    • poison1 Re: Ilu mężów bije swoje żony ? 21.08.02, 09:17
      Ano tylu, ile żon im na to pozwala. Już ciekawsze byłoby pytanie: ile żon bije
      swoich mężów (i pewnie łatwiejsze do policzenia).
      Pozdrawiam męża
      • matrek Re: Ilu mężów bije swoje żony ? 21.08.02, 09:22
        Prawda wierna..., upss, przepraszam - Poison ;)
        • poison1 Re: Ilu mężów bije swoje żony ? 21.08.02, 09:41
          matrek napisał:

          > Prawda wierna..., upss, przepraszam - Poison ;)
          • matrek Re: Ilu mężów bije swoje żony ? 21.08.02, 09:44
            poison1 napisała:

            > matrek napisał:
            >
            > > Prawda wierna..., upss, przepraszam - Poison ;)
            >
            >
            Nic takiego, była tu kiedyś fajna stała forumowiczka o takim nicku ... ;)

            >
            • poison1 Re: Ilu mężów bije swoje żony ? 21.08.02, 09:51
              matrek napisał:

              > poison1 napisała:
              >
              > > matrek napisał:
              > >
              > > > Prawda wierna..., upss, przepraszam - Poison ;)
              > >
              > >
              > Nic takiego, była tu kiedyś fajna stała forumowiczka o takim nicku ... ;)
              >
              > >
      • Gość: ? Re: Ilu mężów bije swoje żony ? IP: *.walbrzych.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.02, 14:31
        poison1 napisała:

        > Ano tylu, ile żon im na to pozwala. Już ciekawsze byłoby pytanie: ile żon
        bije
        > swoich mężów (i pewnie łatwiejsze do policzenia).
        > Pozdrawiam męża
        >
        • poison1 Re: Ilu mężów bije swoje żony ? 21.08.02, 14:41
          Gość portalu: ? napisał(a):

          > poison1 napisała:
          >
          > > Ano tylu, ile żon im na to pozwala. Już ciekawsze byłoby pytanie: ile żon
          > bije
          > > swoich mężów (i pewnie łatwiejsze do policzenia).
          > > Pozdrawiam męża
          > >
    • Gość: Liver Ilu ? Kogo to obchodzi ? Chyba dlaczego ? IP: 157.25.84.* 21.08.02, 14:51
      • lastka Re: Ilu ? Kogo to obchodzi ? Chyba dlaczego ? 21.08.02, 14:56
        Dlaczego?
        Moją koleżankę ze szkoły mąż pobił np. za to , że podała mu wodę w nie tej
        szklance co powinna, bo ta był troszkę wyszczerbiona. Drugą koleżnkę mąż pobił
        do nieprzytomności, bo żle była koszula wyprasowana...żadnych konkretnych
        powodów a inni biją za to, że zupa była za słona, albo spojrzała nie tak jak
        trzeba.
        • Gość: nusia Re: Ilu ? Kogo to obchodzi ? Chyba dlaczego ? IP: *.elblag.dialog.net.pl 22.08.02, 17:09
          uwazam ze takie ksiazki sa bardzo potrzebne. niestety przemoc w rodzinie jest
          bardzo powszechnym problemem. mnie rowniez on dotknął. dzieki takiej
          literaturze kobiety beda mogly zobaczyc ze nie sa same i ze jest wyjscie z
          takiej sytuacji. osoby dla ktorych ten problem jest obcy nie potrafia nam
          pomoc. a nawet oskarzaja nas za to ze na to wszystko pozwalamy. ze same
          jestesmy sobie winne. to bardzo boli. tylko specjalisci oraz osoby ktore
          doswiadczyly tego koszmaru sa w stanie to zrozumiec. a literatura tego typu
          moze okazac sie pomocna nie tylko ofiarom ale osobom ktore moga sie nimi stac.
          nie wiem tylko jaki bedzie odzew na rynku.
          pzdr
          nusia
          • matrek Re: Ilu ? Kogo to obchodzi ? Chyba dlaczego ? 22.08.02, 17:17
            Znam taki przypadek, niestety to nie "my" was o to oskarżamy, tylko "Wy" same
            szukacie winy w sobie.
            • Gość: marzena Re: Ilu ? Kogo to obchodzi ? Chyba dlaczego ? IP: *.pg.gda.pl / *.oi.pg.gda.pl 06.09.02, 14:48
              matrek napisał:

              > Znam taki przypadek, niestety to nie "my" was o to oskarżamy, tylko "Wy" same
              > szukacie winy w sobie.
              A ja znam przypadki kiedy ludzie zarzucają kobiecie bierność,przyzwolenie na
              przemoc a nawet prypisują jej winę ("widziały gały, co brały").
            • Gość: marzena Re: Ilu ? Kogo to obchodzi ? Chyba dlaczego ? IP: *.pg.gda.pl / *.oi.pg.gda.pl 06.09.02, 14:51
              matrek napisał:

              > Znam taki przypadek, niestety to nie "my" was o to oskarżamy, tylko "Wy" same
              > szukacie winy w sobie.
              A ja znam przypadki kiedy ludzie zarzucają kobiecie bierność,przyzwolenie na
              przemoc a nawet prypisują jej winę ("widziały gały, co brały").
            • marzena35 Re: Ilu ? Kogo to obchodzi ? Chyba dlaczego ? 06.09.02, 15:09
              matrek napisał:

              > Znam taki przypadek, niestety to nie "my" was o to oskarżamy, tylko "Wy" same
              > szukacie winy w sobie.

              A ja znam przypadki, kiedy ludzie zarzucają kobiecie bierność albo przyzwolenie
              na przemoc ("widziały gały, co brały). Oczywiście, że kobiety-ofiary swych
              mężów szukają winy w sobie- to typowa reakcja "ofiary", osoby o lękliwej,
              słabej, o niskim poczuciu własnej wartości, którą łatwo zmanipulować. W tym
              leży interes facetów sprawców przemocy, żeby sobie taką kobitkę wybrać i
              podporządkować.Ale nie jest to winą tych kobiet, że szukają winy w sobie, jak
              to niektórzy twierdzą.W ten sposób rozumując można dojść do absurdu (np. ja
              komuś robię krzywdę,ale to jej/jego wina, bo on tamto, siamto itp.
          • Gość: ????????? Re: Ilu ? Kogo to obchodzi ? Chyba dlaczego ? IP: *.walbrzych.cvx.ppp.tpnet.pl 01.09.02, 15:09
            Gość portalu: nusia napisał(a):

            > uwazam ze takie ksiazki sa bardzo potrzebne. niestety przemoc w rodzinie jest
            > bardzo powszechnym problemem. mnie rowniez on dotknął. dzieki takiej
            > literaturze kobiety beda mogly zobaczyc ze nie sa same i ze jest wyjscie z
            > takiej sytuacji. osoby dla ktorych ten problem jest obcy nie potrafia nam
            > pomoc. a nawet oskarzaja nas za to ze na to wszystko pozwalamy. ze same
            > jestesmy sobie winne. to bardzo boli. tylko specjalisci oraz osoby ktore
            > doswiadczyly tego koszmaru sa w stanie to zrozumiec. a literatura tego typu
            > moze okazac sie pomocna nie tylko ofiarom ale osobom ktore moga sie nimi
            stac.
            > nie wiem tylko jaki bedzie odzew na rynku.
            > pzdr
            > nusia

            Pewnie nie będzie odzewu, bo jest społeczne przyzwolenie na tego typu
            działania. Nikogo nie obchodzi "ilu", a powinno obchodzić, bo może to problem
            społeczny , a nie jednostkowy. Kobiety wstydzą się o tym mówić, bo potem są
            jeszcze gorzej traktowane. Bardzo serdecznie pozdrawiam.
        • Gość: Lena Re: Ilu ? Kogo to obchodzi ? Chyba dlaczego ? IP: 213.25.39.* 01.09.02, 19:39
          lastka napisała:

          > Dlaczego?
          > Moją koleżankę ze szkoły mąż pobił np. za to , że podała mu wodę w nie tej
          > szklance co powinna, bo ta był troszkę wyszczerbiona. Drugą koleżnkę mąż
          pobił
          > do nieprzytomności, bo żle była koszula wyprasowana...ŻADNYCH KONKRETNYCH
          >POWODÓW a inni biją za to, że zupa była za słona, albo spojrzała nie tak jak
          > trzeba.
          >
          • lyche1 Re: Ilu ? Kogo to obchodzi ? Chyba dlaczego ? 02.09.02, 08:08
            Gość portalu: Lena napisał(a):

            > ....że nigdy nie ma i nie będzie jakichkolwiek /a nie konkretnych/ powodów do
            tego by mnie ktokolwiek miał bić. Tak zostałam wychowana !!!!Nikt nigdy nie
            nie bił.

            To nie kwestja wychowania. Niestety.
            Jeżeli 17-to 18-to letnia dziewczyna po ukończeniu podstawówki lub szkoły
            zasadniczej decyduje się na zawarcie związku małżeńskiego ( czyli dla mnie
            kompletnie nieprzygotowana do dalszego życia w społeczeństwie) to później jest
            dla niej prawie niemożliwe wyrwać się z takiej matni. Dochodzą dzieci ( wiele
            się tłumaczy w chwili obecnej dobrem dziecka) i praktycznie taka dziewczyna nie
            ma szans wyrwać się z tego kręgu. Kulturowo dokładamy jej pewne niepisane
            zasady. Prawo nasze też jej nie sprzyja - nie zapewnia odpowiedniej opieki po
            rozwodzie. I tak trwa w tym błędnym kole.
          • Gość: jendza Re: Ilu ? Kogo to obchodzi ? Chyba dlaczego ? IP: *.abo.wanadoo.fr 05.09.02, 19:38
            Gość portalu: Lena napisał(a):

            > lastka napisała:
            >
            > > Dlaczego?
            > > Moją koleżankę ze szkoły mąż pobił np. za to , że podała mu wodę w nie tej
            >
            > > szklance co powinna, bo ta był troszkę wyszczerbiona. Drugą koleżnkę mąż
            > pobił
            > > do nieprzytomności, bo żle była koszula wyprasowana...ŻADNYCH KONKRETNYCH
            > >POWODÓW a inni biją za to, że zupa była za słona, albo spojrzała nie tak ja
            > k
            > > trzeba.
            > >
        • Gość: sonija Re: Ilu ? Kogo to obchodzi ? Chyba dlaczego ? IP: *.gov.pl 06.09.02, 13:15
          lastka napisała:

          > Dlaczego?
          > Moją koleżankę ze szkoły mąż pobił np. za to , że podała mu wodę w nie tej
          > szklance co powinna, bo ta był troszkę wyszczerbiona. Drugą koleżnkę mąż
          pobił
          > do nieprzytomności, bo żle była koszula wyprasowana...żadnych konkretnych
          > powodów a inni biją za to, że zupa była za słona, albo spojrzała nie tak jak
          > trzeba.
          >
          • Gość: nusia Re: Ilu ? Kogo to obchodzi ? Chyba dlaczego ? IP: *.elblag.dialog.net.pl 11.09.02, 19:52
            sonija a co mial znaczyc twoj komentarz?
            czy sugerujesz ze poniewierane przez mezow kolezanki nie zasluguja na nasza
            przyjazn?
            sorry ale to takie typowe....
            nusia
    • Gość: DD OCZYWISCIE, ŻE TAKI PUBLIKACJE ZMIENIAJA... IP: 10.96.1.* 02.09.02, 10:18
      ...WIELE. ZWŁASZCZA POZYCJĘ FINANSOWĄ AUTORA...
    • mamiko9 Re: Ilu mężów bije swoje żony ? 05.09.02, 18:59
      Gość portalu: ????????? napisał(a):

      > dowiecie się po przeczytaniu opowiadania Beaty Andrzejczuk "Czekając na
      > uśmiech" zamieszczonego w Forum Młodych na www.mamiko.pl
      > Wydawca i autorka szukają sponsorów, którzy pomogą w wydaniu książki.Życzę im
      > powodzenia. Jak myślicie czy warto wydawać książki o podobnej tematyce??????
      > Czy mogą coś zmienić ??????
    • paw_dady ja mojej zara spuszcze wpierdal 05.09.02, 19:01
      ob znow zupa nie dosc slona
      • Gość: tiamik Re: ja mojej zara spuszcze wpierdal IP: 62.148.86.* 06.09.02, 15:20
        paw_dady napisała:

        > ob znow zupa nie dosc slona
        Spoko, zanim to zrobisz zdechniesz, bo zupa była zatruta!
        • zona_paw_dadiego Re: ja mojej zara spuszcze wpierdal 06.09.02, 17:15
          Gość portalu: tiamik napisał(a):

          > Spoko, zanim to zrobisz zdechniesz, bo zupa była zatruta!


          jestes w bledzie, ja kocham mojego pawika, a on -
          wiadomo, jak to mezczyzna: bije, znaczy kocha...
          • Gość: \\\\\ bez tego moja zimna jak kloda IP: *.acn.waw.pl 06.09.02, 21:10
            zona_paw_dadiego napisał(a):

            > Gość portalu: tiamik napisał(a):
            >
            > > Spoko, zanim to zrobisz zdechniesz, bo zupa była zatruta!
            >
            >
            > jestes w bledzie, ja kocham mojego pawika, a on -
            > wiadomo, jak to mezczyzna: bije, znaczy kocha...

            Ja to swoją leje w dupe i patrze czy równo puchnie, a swoją szosa
            to bez tego ona w łózku zimna jak kłoda.
            • Gość: _ Re: bez tego moja zimna jak kloda IP: *.acn.waw.pl 09.09.02, 01:40
              Gość portalu: \\\\\ napisał(a):

              > zona_paw_dadiego napisał(a):
              >
              > > Gość portalu: tiamik napisał(a):
              > >
              > > > Spoko, zanim to zrobisz zdechniesz, bo zupa była zatruta!
              > >
              > >
              > > jestes w bledzie, ja kocham mojego pawika, a on -
              > > wiadomo, jak to mezczyzna: bije, znaczy kocha...
              >
              > Ja to swoją leje w dupe i patrze czy równo puchnie, a swoją szosa
              > to bez tego ona w łózku zimna jak kłoda.

              Lejesz ją wodą czy qtasem?
        • paw_dady no widzisz kolego 06.09.02, 19:42
          trzeba wiedziec jak sie traktuje kobiety to same sie
          dziwia, ze nie ma wpierdalu

          Gość portalu: tiamik napisał(a):

          > paw_dady napisała:
          >
          > > ob znow zupa nie dosc slona
          > Spoko, zanim to zrobisz zdechniesz, bo zupa była zatruta!


          nie chcialbym cie niepokoic ale podejrzewanie, ze ktos ci
          zatruwa zupe lub kradnie sperme to wstep do paranoi
    • Gość: gogus Re: Ilu mężów bije swoje żony ? IP: *.proxy.aol.com 07.09.02, 03:37
      Ja nie bije , ja n a p i e r d a l a m !!!
      • kardiolog Re: Ilu mężów bije swoje żony ? 11.09.02, 19:58
        A ja swojej zony nawet kwiatkiem, nawet platkiem.
        Bardzo ja kocham i nie pozwole zeby przeze mnie poczula sie zraniona.
        Pacjentowi to i owszem powiem, ze serca nie ma po tej stronie co trzeba albo ze w
        ogole nie ma. Pacjentce? Nigdyyy, szanuje kobiety. A zone ubostwiam i zabilbym gdy
        ja ktos dotknal. Taki jestem zimny brutal, ale dzentelmen.
        kardiolog
        • paw_dady nie musz bic, daj jej pavulonu 11.09.02, 21:43
          kardiolog napisał:
          >Taki jestem zimny brutal, ale dzentelmen.
          > kardiolog


          a w lapke bierzesz? bierzesz wszyscy dzentelmeni ze
          sluzby zdrowia biora
    • Gość: ????????? Re: Ilu mężów bije swoje żony ? IP: *.walbrzych.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.02, 21:12
      Gość portalu: ????????? napisał(a):

      > dowiecie się po przeczytaniu opowiadania Beaty Andrzejczuk "Czekając na
      > uśmiech" zamieszczonego w Forum Młodych na www.mamiko.pl
      > Wydawca i autorka szukają sponsorów, którzy pomogą w wydaniu książki.Życzę im
      > powodzenia. Jak myślicie czy warto wydawać książki o podobnej tematyce??????
      > Czy mogą coś zmienić ??????

      Pozdrawiam jesiennie z Sudetów.
      ??????
    • serwal Re: Trzeba edukacji! 02.10.02, 12:20
      Trzeba edukować dzieci w domu i w szkole jak należy postepować wobec innych
      ludzi. Niestety morale społeczeństwa jest obecnie tak niskie, że kolejne
      pokolenia "okaleczeńców" wchodzą w życie zupełnie nie przygotowane do niego
      emocjonalnie, psychicznie, że o finansach nie wspomnę. Ludzie bezsensownie
      patrzą sobie w telewizorek, komputer albo stoją pod blokami osiedli i patrzą
      przed siebie. Nędza i rozpacz. Ludzie w ogóle nie są nauczeni brania
      odpowiedzialności za swoje czyny. Żyją, bo jakoś się urodzili, a tu trzeba mieć
      pieniądze na utrzymanie i dbać o swój własny rozwój psychiczny i fizyczny.
      Dawniej komuna dawała wszystko, teraz każdą rzecz trzeba sobie wypracować. Nie
      tylko emeryturę wypracować, ale też wypracować postawę odpowiedzialności u
      własnych dzieci. Muszą potem w dorosłym życiu postępować rozsądnie jak ludzie,
      a nie instynktownie jak zwierzaki.
    • krypaw Re: Ilu mężów bije swoje żony ? 02.10.02, 14:02
      Najważniejsze nie dać obudzić w sobie poczucia winy, bo wtedy człowiek boi się
      i wstydzi powiedzieć o tym komukolwiek, a często właśnie ktoś bliski może pomóc
      najbardziej. Poczucie własnej wartości pozwoli pozwoli wyjść obronną ręką z
      takiej sytuacji
    • Gość: zrozpaczona Re: Ilu mężów bije swoje żony ? IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 02.10.02, 19:20
      No cóż. Bardzo dokładnie znam temat, o którym rozmawiacie. Z autopsji.
      Doświadczyłam tego na sobie wielokrotnie. Nawet nie próbuję szukać słów, żeby
      opisać to, co czuję.
      Jestem z tym sama, zupełnie sama. Zresztą nie widzę możliwości, by pomóc osobie
      takiej jak ja. To prawda, czuję się jak ofiara, jestem nią. Byłam nią nawet
      przed tym, kiedy podniósł rękę po raz pierwszy. Bo ja nie mam w ręku żadnej
      broni, nie mam żadnego atutu. Wychowuję nasze dzieci, zajmuję się sama całością
      naszych spraw, ale nie mam prawa stanowienia o sobie. To on ma pieniądze, siłę,
      no i stereotypy tkwiące w społeczeństwie, które dają mu cichą zgodę na takie
      postępowanie.
      Maltretowanie psychiczne jest pojęciem jeszcze mało popularnym, nawet nie
      próbuję nikomu opowiadać, bo po pierwszych słowach jestem lekceważona. Bo
      jestem niewdzięczna, bo nie doceniam tego, że on zarabia dla nas pieniądze.
      Przecież nie musi mieć już żadnych innych obowiązków, jeśli zarabia kasę. Tylko
      że ja jej nie widzę. Dostaję czasem wyproszone kieszonkowe, wstydzę się o nie
      błagać. No bo w końcu ile może kosztować życie czterech osób?
      On po pracy jest dostatecznie zmęczony, by niczym nie musiał się więcej
      przejmować. Od urodzenia dziecka nie wstał nigdy w nocy, musiałam spać
      oddzielnie z noworodkiem na wąskim dziecinnym łóżku, bo on chciał się wyspać do
      pracy. Nie przyjmował do świadomości nawet chorób dzieci, bo to sprawa matki,
      prawie nigdy nie zapytał, co powiedział lekarz na wizycie.
      Na drugi koniec Wwy jeździliśmy zasmrodzonymi autobusami do lekarza, bo nie
      wolno mi dotknąć samochodu, który przez cały dzień stoi sobie pod jego pracą.
      Przychodzi zestresowany, więc zapada się w fotel z kilkoma piwami lub butelką
      wina i pije do telewizora. Nawet sprzątnięcie swoich zasmarkanych chusteczek
      jest ponad jego siły.
      Oburza się na każdą moją fanaberię w rodzaju nauki, kursów, studiów wreszcie.
      Nie za JEGO pieniądze. Wszystko należy do niego, bo on zarabia, a ja jestem
      służącą, która mieszka i pracuje w jego domu, chociaż bez pensji.
      Przyznaję, zapewnia nam dobre warunki, ale nikt nie wie, ile muszę za to
      zapłacić.
      Do tego ciągła cisza, brak rozmowy na jakikolwiek temat (prócz jego spraw) od 6
      lat.
      Kiedy niewolnica zaczęła się buntować, zaczęło się najgorsze.
      Bił, gdy byłam w ciąży, gdy trzymałam dziecko na ręku, w obecności starszego
      dziecka. Czasem katował. Przez dwa miesiące nosiłam gips na dłoni.
      A na zewnątrz jest eleganckim wykształconym facetem, który nie wychodzi z domu
      bez krawata.
      Dwa dni temu przy takim napadzie agresji zdawało mi się, że wreszcie się
      skończy to wszystko, że wreszcie przestanę czuć cokolwiek. Nie zważał na
      obecność wystraszonych dzieci. A wieczorem jak gdyby nigdy nic położył się w
      moim łóżku. Nie zgodziłam się na to, więc postarał się, żebym gorzko
      pożałowała.
      Byłam potem u lekarza, mam kilka obdukcji.
      Teściowa - wiadomo, to jej jedyny rozpieszczony syneczek (wyczyścił jej konto
      potajemnie, a ona stwierdziła, że pewnie musiał to zrobić).
      Moja mama ma sama naturę niewolnicy, więc wciska mi, że to moja wina, że
      zasługuję na to, bo nie doceniam, że mnie utrzymuje. Zresztą, wiedziały gały co
      brały. :(((
      A ja przecież przez całe dnie leżę bykiem i oglądam telenowele i się czepiam
      tego biedactwa, które w pracy tak się dla mnie zamęcza. A dwójka maleńkich
      dzieci wychowuje sie i karmi sama. Ogromna chałupa też się sama utrzymuje i
      porządkuje, podobnie obiady.
      Muszę odejść, ale boję się tego kroku. Nie mam nic. On o tym wie i robi takie
      przekręty, żeby sam dobrze na tym wyszedł.
      Jak znaleźć pracę, która pozwoliłaby mi zatrudnić opiekunkę, opłacić czynsz i
      przedszkole i wychować dzieci? Alimenty swoją drogą, ale on oficjalnie zarabia
      takie pieniądze, że wystarcza raptem na trzykrotne zakupy w hipermarkecie i to
      wszystko. Reszta jest jego słodką tajemnicą.
      Nie wiem, jak mnie ocenicie. Może faktycznie nie mam racji. Pomóżcie mi więc
      zrozumieć. Zresztą i tak wszystkiego nie da się opowiedzieć.
      Jak myślicie, czy można/trzeba wybaczyć? Czy można odzyskać stracone zaufanie,
      złudzenia?
      Nawet, jeśli wybaczę, nie mogę tu zostać, już zrozumiałam, że dla dobra dzieci
      nie można tego kontynuować.
      Najbardziej boję się, że mój synek jak dorośnie będzie powtarzał zachowania
      ojca. Jak ja mam mu to tłumaczyć, przecież mały bardzo ojca kocha.

      Ilu mężów bije swoje żony? Mam wielką nadzieję, że niewielu. Ale ilu takich
      sadystów jest lubianymi wesołymi duszami w towarzystwie, tzw. równymi gośćmi w
      białych kołnierzykach? Co się kryje w niejednym takim porządnym facecie? Ile
      kobiet, podobnie jak ja, ukrywa prawdę z powodu prozaicznego wstydu?
      Porozmawiajcie ze mną, proszę. Bardzo potrzeba mi życzliwych przyjaciół.
      Pozdrawiam
      • Gość: tiamik Re: Ilu mężów bije swoje żony ? IP: *.vdi.pl 02.10.02, 21:39
        Gość portalu: zrozpaczona napisał(a):

        > No cóż. Bardzo dokładnie znam temat, o którym rozmawiacie. Z autopsji.
        > Doświadczyłam tego na sobie wielokrotnie. Nawet nie próbuję szukać słów, żeby
        > opisać to, co czuję.
        > Jestem z tym sama, zupełnie sama. Zresztą nie widzę możliwości, by pomóc
        osobie
        >
        > takiej jak ja. To prawda, czuję się jak ofiara, jestem nią. Byłam nią nawet
        > przed tym, kiedy podniósł rękę po raz pierwszy. Bo ja nie mam w ręku żadnej
        > broni, nie mam żadnego atutu. Wychowuję nasze dzieci, zajmuję się sama
        całością
        >
        > naszych spraw, ale nie mam prawa stanowienia o sobie. To on ma pieniądze,
        siłę,
        >
        > no i stereotypy tkwiące w społeczeństwie, które dają mu cichą zgodę na takie
        > postępowanie.
        > Maltretowanie psychiczne jest pojęciem jeszcze mało popularnym, nawet nie
        > próbuję nikomu opowiadać, bo po pierwszych słowach jestem lekceważona. Bo
        > jestem niewdzięczna, bo nie doceniam tego, że on zarabia dla nas pieniądze.
        > Przecież nie musi mieć już żadnych innych obowiązków, jeśli zarabia kasę.
        Tylko
        >
        > że ja jej nie widzę. Dostaję czasem wyproszone kieszonkowe, wstydzę się o nie
        > błagać. No bo w końcu ile może kosztować życie czterech osób?
        > On po pracy jest dostatecznie zmęczony, by niczym nie musiał się więcej
        > przejmować. Od urodzenia dziecka nie wstał nigdy w nocy, musiałam spać
        > oddzielnie z noworodkiem na wąskim dziecinnym łóżku, bo on chciał się wyspać
        do
        >
        > pracy. Nie przyjmował do świadomości nawet chorób dzieci, bo to sprawa matki,
        > prawie nigdy nie zapytał, co powiedział lekarz na wizycie.
        > Na drugi koniec Wwy jeździliśmy zasmrodzonymi autobusami do lekarza, bo nie
        > wolno mi dotknąć samochodu, który przez cały dzień stoi sobie pod jego pracą.
        > Przychodzi zestresowany, więc zapada się w fotel z kilkoma piwami lub butelką
        > wina i pije do telewizora. Nawet sprzątnięcie swoich zasmarkanych chusteczek
        > jest ponad jego siły.
        > Oburza się na każdą moją fanaberię w rodzaju nauki, kursów, studiów wreszcie.
        > Nie za JEGO pieniądze. Wszystko należy do niego, bo on zarabia, a ja jestem
        > służącą, która mieszka i pracuje w jego domu, chociaż bez pensji.
        > Przyznaję, zapewnia nam dobre warunki, ale nikt nie wie, ile muszę za to
        > zapłacić.
        > Do tego ciągła cisza, brak rozmowy na jakikolwiek temat (prócz jego spraw) od
        6
        >
        > lat.
        > Kiedy niewolnica zaczęła się buntować, zaczęło się najgorsze.
        > Bił, gdy byłam w ciąży, gdy trzymałam dziecko na ręku, w obecności starszego
        > dziecka. Czasem katował. Przez dwa miesiące nosiłam gips na dłoni.
        > A na zewnątrz jest eleganckim wykształconym facetem, który nie wychodzi z
        domu
        > bez krawata.
        > Dwa dni temu przy takim napadzie agresji zdawało mi się, że wreszcie się
        > skończy to wszystko, że wreszcie przestanę czuć cokolwiek. Nie zważał na
        > obecność wystraszonych dzieci. A wieczorem jak gdyby nigdy nic położył się w
        > moim łóżku. Nie zgodziłam się na to, więc postarał się, żebym gorzko
        > pożałowała.
        > Byłam potem u lekarza, mam kilka obdukcji.
        > Teściowa - wiadomo, to jej jedyny rozpieszczony syneczek (wyczyścił jej konto
        > potajemnie, a ona stwierdziła, że pewnie musiał to zrobić).
        > Moja mama ma sama naturę niewolnicy, więc wciska mi, że to moja wina, że
        > zasługuję na to, bo nie doceniam, że mnie utrzymuje. Zresztą, wiedziały gały
        co
        >
        > brały. :(((
        > A ja przecież przez całe dnie leżę bykiem i oglądam telenowele i się czepiam
        > tego biedactwa, które w pracy tak się dla mnie zamęcza. A dwójka maleńkich
        > dzieci wychowuje sie i karmi sama. Ogromna chałupa też się sama utrzymuje i
        > porządkuje, podobnie obiady.
        > Muszę odejść, ale boję się tego kroku. Nie mam nic. On o tym wie i robi takie
        > przekręty, żeby sam dobrze na tym wyszedł.
        > Jak znaleźć pracę, która pozwoliłaby mi zatrudnić opiekunkę, opłacić czynsz i
        > przedszkole i wychować dzieci? Alimenty swoją drogą, ale on oficjalnie
        zarabia
        > takie pieniądze, że wystarcza raptem na trzykrotne zakupy w hipermarkecie i
        to
        > wszystko. Reszta jest jego słodką tajemnicą.
        > Nie wiem, jak mnie ocenicie. Może faktycznie nie mam racji. Pomóżcie mi więc
        > zrozumieć. Zresztą i tak wszystkiego nie da się opowiedzieć.
        > Jak myślicie, czy można/trzeba wybaczyć? Czy można odzyskać stracone
        zaufanie,
        > złudzenia?
        > Nawet, jeśli wybaczę, nie mogę tu zostać, już zrozumiałam, że dla dobra
        dzieci
        > nie można tego kontynuować.
        > Najbardziej boję się, że mój synek jak dorośnie będzie powtarzał zachowania
        > ojca. Jak ja mam mu to tłumaczyć, przecież mały bardzo ojca kocha.
        >
        > Ilu mężów bije swoje żony? Mam wielką nadzieję, że niewielu. Ale ilu takich
        > sadystów jest lubianymi wesołymi duszami w towarzystwie, tzw. równymi gośćmi
        w
        > białych kołnierzykach? Co się kryje w niejednym takim porządnym facecie? Ile
        > kobiet, podobnie jak ja, ukrywa prawdę z powodu prozaicznego wstydu?
        > Porozmawiajcie ze mną, proszę. Bardzo potrzeba mi życzliwych przyjaciół.
        > Pozdrawiam
        Przeczytałam twój list i przez chwilę musiałam odczekać z odpowiedzią, bo
        poczułam się jakby zabrakło mi tchu. To niesamowite co musisz znosić i to bez
        oparcia w nikim. Myślę jednak, że dłużej nie możesz na to pozwalać bo to się
        skończy źle - dla ciebie i dzieci. Wiem ,że to jest bardzo, bardzo trudne, ale
        chyba musisz odejść od niego. Spodziewam się, że będzie cię szukał , straszył
        itp. W otoczeniu będzie nosił maskę skrzywdzonego niewiniątka. Niemniej moge
        doradzić ci tylko jedno - weź dzieci i odejdź! Tylko wcześniej musisz się
        przygotować - raczej potajemnie. Poszukaj w okolicy kogoś kto może dac ci
        wsparcie - może jakas organizacja kobieca albo ostatecznie kościelna? Zwróć sie
        do prawnika współdziałającego z taka organizacją, zbierz potrzebne dokumenty
        jak np. obdukcje. Dowiedz sie gdzie możesz zatrzymać się z dziećmi - wiem że
        np. w Krakowie są takie przytuliska dla kobiet , tam można się schronić na
        jakiś czas i nie wpuszczają mężów-sadystów.Poszkaj tymczasem pracy, na początek
        jakiejkolwiek. Jakieś alimenty dostaniesz na pewno, ale na opiekunkę chyba nie
        wystarczą - musisz pomyśleć raczej o żłobku czy przedszkolu. Nie wiem gdzie
        mieszkasz, ale może znajdziesz jakieś przydatne adresy w necie? Sama postaram
        się dowiedzieć i jakoś z tobą skontaktować. Na razie trzymaj się mocno, jesteś
        bardzo dzielna i dasz sobie radę! Chciałabym móc cię mocno objąć i dodac siły ,
        otuchy! Możessz pisać do mnie na priv (tiamik@wp.pl) kiedy tylko zechcesz,
        zawsze odpowiem.
        Pozdrawiam bardzo, bardzo gorąco!
      • Gość: jendza Re: Ilu mężów bije swoje żony ? IP: *.abo.wanadoo.fr 03.10.02, 10:58
        Witaj serdecznie bardzo!
        Dolaczam sie do slow wsparcia!
        Nie tylko masz prawo, ale MUSISZ bronic siebie i dzieci.
        Ja - jeszcze jako dziecko - postawilam sie frontalnie,
        w takiej sytuacji, za mame.
        Pomoglo, znaczy o tyle, ze ojciec nie wazyl sie przekroczyc
        pewnej granicy. Dlugo sie musial uczyc, ale...
        Moze mialoby sens od razu postraszyc go zalozeniem sprawy o znecanie?
        Mozesz go przeciez po prostu do wiezienia za to wszystko wsadzic!
        JEst w Warszawie na ul. Bolesci Komitet Ochrony Praw Dziecka,
        maja telefon bezplatny na 0800 (cholera, nie pamietam numeru),
        moze doradza CI pierwsze kroki prawne?
        Mozna wywalczyc rozwod i jego eksmisje z Waszego domu, albo
        choc podzial majatku... Wcale nie musisz tulac sie po
        przytulkach z maluchami... WAlczysz o godne zycie -dla siebie,
        ale przede wszystkim dla dzieci. JEGO dzieci tez. A im wczesniej
        do niego dotrze, ze jest zwyrodnialcem, tym lepiej. DLA NIEGO lepiej.
        ZATEM: BRON CALEJ WASZEJ RODZINY!!!!
        TEraz wyjezdzam na pare dni, ale w miedzyczasie sprobuje znalezc jakies
        sensowne adresy wsparcia!
        TRZYMAJ SIE I WALCZ!
        jendza

    • elizabeth7 Re: Ilu mężów bije swoje żony ? 03.10.02, 11:38
      Przeczytalam watek "zrozpaczonej" i rozplakalam sie.Toz to moje zycie, moje
      dziecinstwo i mlodosc. Moj ojciec obrazal,poniewieral i tlukl moja matke. A my
      piatka dzieci przezywalismy to i wolelibysmy byc sami bici niz patrzec na taka
      matke. Ojciec wylsztalcony,"kulturalny",towarzyski i dowcipny wrecz dusza
      towarzystwa. Nie wiem co mysleli znajomi widzac moja matke przypudrowana z
      podbitymi oczami, zlamana reka.Awantury byly na porzadku dziennym.Na tzrezwo.A
      kiedy doszedl alkohol byl horror. Pamietam jak grajac kochajaca coreczke
      wyciagalam od ojca pieniadze na wycieczke szkolna (jakzeby mogl nie dac,
      jeszcze ktos obcy pomyslalby ze go nie stac !)a ja zekomo na wycieczce
      miszkalam 3-4 dni na strychu. Po to by rodzina miala pieniadze na chleb.Matka
      ojca a moja babcia uwazala ze to wina mojej mamy, gdyby byla w porzadku wobec
      ojca, usmiechnieta ,nic nie chciala (np.pieniedzy na zycie) to byloby dobrze.
      Zdanie babcia zmienila gdy i ja ojciec (jej synek!) pobil. Gdy w 25 rocznice
      slubu ojciec polamal mamie zebra i nos dwaj starsi bracia pobili ojca (pierwszy
      raz).Pogotowie, milicja i obydwoje rodzice w szpitalu. Szok.Taka kulturalna
      rodzina.W szpitalu lekarze zorientowali sie ze z ojcem cos jest nie w porzadku
      (jak on do tej pory pracowal?) po badaniach psychiatrycznych orzekli -
      schizofreinia.Nastapily okresy leczenia zamknietego i powrotow, spokoju i
      strachu.Wszyscy, choc mieszkamy w miescie uniwersyteckim uciekalismy na studia
      jak najdalej. Mama wystraszone ze z ojcem zostanie sama ubezwlasnowolnila ojca
      i umiescila w zakladzie. Dwa lata temu zmarl. nad grobem stalysmy obie z mama
      bo reszta rodzenstwa odmowila przyjazdu.Nikt nie chcial powiedziec
      mamie "dlaczego skazalas nas na to!'.Czy ja mialam mniej zalu? Nie!!!!!!Wyszlam
      za maz za piewszego chlopaka ktory zakochal sie we mnie bo myslalam ze wszystko
      bedzie lepsze od koszmaru mojego dotychczasowego zycia. Powinnam byla czekac az
      spotkam mezczyzne ktory moze mi pomoc uwolnic sie od tego ale nie poczekalam.
      Moj maz nie jest zlym czlowiekiem ale sam ma toksyczne uklady ze swoimi
      rodzicami i nie stara sie mnie zrozumiec a ja nie staram sie mu czegokolwiek
      tlumaczyc. Mielismy niedawno 20 rocznice slubu a ja pomyslalam ze zaluje ze z
      nim jestem. Dzieci nie mamy bo mam w sobie taka pustke i strach ze az boje sie
      ze umiem tylko skrzywdzic.Wszyscy z rodzenstwa jestesmy tym jakos naznaczeni.
      Samodzielni, przebojowi mamy jakis lęk i poczucie skrzywdzonego dziecka.
      Nawiazujemy powierzchowne kontakty a w glebi jestesmy samotni.
      Ratuj swoje dzieci bo one beda zyly z tym co my.Nie zasluzyly na to.
      • Gość: zrozpaczona Re: Ilu mężów bije swoje żony ? IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 03.10.02, 12:54
        Elizabeth, kochanie, tak bardzo mi przykro z powodu tego, co musiałaś
        wycierpieć.
        Za iloma jeszcze drzwiami rozgrywają się podobne dramaty? Kobiety, dzieci,
        sponiewierani, upokorzeni, załamani, muszą włożyć na twarz maskę, rozciągnąć
        usta w czymś co przypomina uśmiech i wyjść między ludzi.
        Nikt się nigdy nie dowie, co czujemy w środku. Ja chcę dla moich dzieci
        szczęśliwego dzieciństwa. Ale nie wiem, czy uda mi się im je zapewnić, mając w
        środku taki chaos i ból.
        Czuję się przegrana, a mam dopiero 30 lat. Postanowiłam iść na zaoczne studia,
        dla siebie i dla dobra dzieci również. Oczywiście wszyscy moi bliscy są zgodni,
        że to poroniony pomysł. Moja mama już wymyśliła, że wrócę do maleńkiego
        miasteczka i może jakimś cudem dostanę pracę sprzedawczyni w zieleniaku. Skoro
        sama sobie spaprałam życie.
        Jeszcze trochę i uwierzę, że to wszystko moja wina, że rzeczywiście przewróciło
        mi się w głowie. Gdybym siedziała cicho, gdybym nie buntowała się przeciw
        losowi wycieraczki, pewnie bylibyśmy "szczęśliwą rodziną".
        Nawet lekarka, do której poszłam po obdukcję rok temu stwierdziła, że ona się
        chłopu nie dziwi, bo przychodzi z pracy zmęczony i nie musi wysłuchiwać
        zrzędliwej żony (!). Inna stwierdziła, że histeryzuję.
        Są przecież kobiety, które mają mężów pijaków i się nie skarżą. A
        przeznaczeniem kobiety jest przyjąć swój los i cierpieć w milczeniu. A ja tak
        nie chcę!
        Jeśli odejdę, sytuacja moja i dzieci nie zmieni się znacząco (oprócz
        mieszkania). I tak jestem właściwie samotną matką, odejdzie mi po prostu jedno
        kłopotliwe dziecko.
        Elizabeth, pozdrawiam Cię bardzo gorąco
        Ale i tak się boję.
        • Gość: fargo Re: Ilu mężów bije swoje żony ? IP: 2.4.STABLE* / 192.168.1.* 03.10.02, 13:19
          Do zrozpaczonej-kochanie ja mogę tylko sobie wyobrazić co przechodzisz. Mam
          więcej lat niż Ty i to głupio brzmi - wiem - większe doświadczenie. Nie oglądaj
          sie na swoją Matkę i swoich znajomych. Jak najprędzej idź na studia. Mniemam,
          że jesteś z Warszawy. Tu będzie Ci łątwiej znaleźć pracę. Szukaj teraz a
          studiuj zaocznie - mam nadzieję, że w sobotę i niedzielę znajdziesz kogoś do
          dzieci. Musisz pomyśleć o sobie a zobaczysz wspomnisz kiedyś że to pisałam -
          nie pożałujesz. Im wcześniej to zrobisz tym lepiej, jesteś jeszcze młodziutka i
          na pewno Ci się uda. Jestem tego bardzo bardzo pewna. Jak też widzę masz dostęp
          do internetu - toż to kopalnia cała. Poszukaj adresu i skontaktuj się z
          fundacjami na Rzecz Rodziny i podobnymi. Podpowiedzą pierwszy krok. Jak jesteś
          sama w domu, kiedy ten Twój Skurwysyn jest w pracy - działaj. Nie zaprzepaść
          chwili. W razie czego pisz - łączę wyrazy szacunku i chylę przed Tobą czoła że
          tyle znosisz. fargo@poczta.gazeta.pl
          Elizabeth Ty też pisz - ja mieszkam właśnie w W-wie.
          Odezwijcie się.
Pełna wersja