Gość: Liver
IP: 157.25.84.*
21.08.02, 13:01
Słuchajcie, jesteśmy na super balandze u mojego kumpla. Facet mieszka w
willi. Balanga na całego, a tu jedna panienka przychodzi z rottweilerem,
który nie lubi towarzystwa po alkoholu, jak to zresztą zwykle wszystkie
pieski w ogólności, a rottweilery w szczególności. Ktoś proponuje przerzucić
rottweilera przez siatkę na posesję sąsiada, który wyjechał, co by nie
bruździł (rottweiler, nie sąsiad, ma się rozumieć).
Na to mój kumpel:
- Niech was ręka boska broni! Tam mieszka taki jamnik, oczko w głowie mojego
sąsiada. Jak się by Maksiowi co stało, to by mnie Józek chyba zaj...?!
Dobra. Towarzystwo bawi się dalej, ale jak koło północy rottweiler naprawdę
lekko dziabie jednego z nas, to nie wyrabiamy i po cichutku przerzucamy bydlę
przez płot do sąsiada. Rano gdy wszyscy jeszcze śpią, mój kumpel - gospodarz
balangi otwiera na full kacu bramę, co by po piwko skoczyć i co widzi ?
Pękający z dumy rottweiler z uwalanym ziemią bardzo martwym jamnikiem w
pysku.
- O ku...a, o ku...a, Józek mnie zaj...e, jak ja mu się wytłumaczę?!!! -
wpada w panikę (kumpel, nie martwy jamnik, ma się rozumieć).
Spoko, towarzystwo wprawdzie skacowane, ale pełne poczucia winy i chęci
uchronienia swego gospodarza przed morderczymi zapędami Józka, fanatyka
jamników. Inkryminowany jamnik denat ląduje w wannie, gdzie za pomocą
szamponu, cocolino, suszarki i szczotki do włosów gospodarza przywrócona
zostaje mu dawna forma i świetności. Póki jeszcze się nie rozwidniło na
dobre, corpus delicti ląduje na ganku sąsiada na swym stałym ulubionym
miejscu w koszu. Jeszcze tylko łapka na łapkę, pyszczek na łapki i jest git.
Towarzystwo się rozjeżdża...
Koło południa wraca sąsiad. Mój kumpel jakby nigdy nic. Cisza. Cisza. Cisza.
Po jakichś dziesięciu minutach przychodzi sąsiad. Blady jakiś taki i bardzo
niewyraźny.
- Eee, słuchaj, tego... nie widziałeś czasem, łaził kto może u mnie wczoraj
po posesji co?
- Wykluczone, Józek.
- Na pewno???
- Na sto procent ! Wiesz, było u mnie parę osób, prawie całą noc robiliśmy
grilla w ogrodzie, niemożliwe, żebyśmy nie zauważyli, jakby kto się do ciebie
włamać chciał, albo co. A co? Zginęło ci coś, czy jak? - rżnie głupa mój
kumpel.
- Eee nie, tylko wiesz, dwa dni temu pochowałem Maksia tam, pod różami, a
teraz... No choć i sam, kur...a zobacz.... Albo wiesz, idź lepiej sam, a ja
tu chwilę posiedzę u ciebie, ok?