29m
22.08.02, 16:16
Wlasciwie to nie wiem dlaczego pisze o tym, przeciez chyba nic juz sie nie
zmieni w moim zyciu; musialem jednak o tym komus powiedziec...
Poznalem ja 2 lata temu, milosc od pierwszego wejrzenia, o takim uczuciu
czlowiek marzy... Dlugie rozmowy, kolacje przy swiecach, wyjscie do kina,
teatru, wspolne pisanie jej pracy magisterskiej, naprawde cudowne chwile. Po
pewnym czasie przyznala mi sie, ze ma niedokonczona znajomosc z
przeszlosciale, ale jest pewna ze chce z nim skonczyc. Mowila mi ze facet w
ogole jej nie kocha, dla niego zawsze wazniejsi byli koledzy, mecze, wyjazdy
na ryby; mowila ze przez niego wiele wycierpiala, klocil sie sie z niz z byle
powodu, wrzeszczal, wyzywal...
Wtedy powiedziala mi, ze jestesmy dla siebie szansa otrzymana od Boga, ze
jestesmy swoim przeznaczeniem... W miedzyczasie spotykala sie niekiedy ze
swoim ex, mowila mi ze musi gdyz on nalega, a ona chce juz raz na zawsze
zamknac z nim znajomosc; nie mialem nic przeciwko, gdyz mowila mi abym sie
nie martwil, ze mnie kocha i tylko ze mna chce byc.
Niestety po jakims pol roku cos sie zaczelo psuc, twierdzila ze mnie kocha
ale chyba jednak cos czuje do swojego bylego, ze nie jest pewna... bylem
cierpliwy, wyrozumialy, chcialem jej/nam pomoc. Wyjechalismy razem na urlop
za granice, bylo cudownie, czulismy sie znow jak na poczatku znajomosci.
Pozniej niestety trzeba bylo wrocic do kraju, po urlopie przez pewien czas
bylo OK, zaczalem odzyskiwac nadzieje, ale... zaczalem coraz czesciej slyszec
ze jestem dla niej za niski (oboje mamy po 175 cm wzrostu), ze przez to czuje
sie zakompleksiona itp... mowila ze mnie kocha, ale ex tez jest dla niej
chyba wazny, trafialo mnie. Jednak kiedy do mnie przyjezdzala, mowila ze
czuje sie ze mna dobrze, ze czuje ze jest bardzo kochana, ze na pewno bedzie
jej ze mna dobrze...
Na poczatku maja, jej ex zakomunikowal jej ze kogos poznal i ze definitywnie
konczy znajomosc z nia, przyjechala do mnie roztrzesiona, zaplakana, wrecz w
histerii... Pol majowego weekendu przeplakala u mnie, wykrzyczala mi wrecz ze
to przeze mnie jej Macius z nia zerwal itp., a koles nawet nie zadzwonil i
nie zapytal jak sie czuje. Pozniej przepraszala mnie za swoje zachowanie,
myslalem ze ten kubel zimnej wody na nia podziala; jak bardzo sie mylilem,
jak bardzo...
Znow czekalem, pomagalem jej, tak na dobra sprawe nic w zamian nie otrzymujac
poza nadzieja, ze moze jednak cos miedzy nami sie jeszcze zmieni na lepsze,
dla mnie jednak ta nadzieja byla czyms wielkim. W tej chwili chyba stracilem
moja M. bezpowrotnie, koles spotyka sie z nia traktuje ja nieco lepiej, ale
wszystko inne jest w dalszym ciagu dla niego wazniejsze niz ona...
Rozmawialismy ostatnio i powiedziala mi, ze on co prawda mowi jej ze nie
spotyka sie juz z zadna inna, ze kocha tylko ja, ale ona wie ze to sa tylko
slowa i mowi jej to aby wyjechac z nia na urlop...
Mowi mi, ze wie ze ja bardzo kocham i ona tez mnie kocha, ale nie bedzie
mogla przezyc faktu iz on jest z kims innym, mowi ze jest bardzo zazdrosna o
niego itp. Wielokrotnie mowila, ze z nim bedzie jej ciezko, ze nie bedzie
szczesliwa do konca, ale przynajmniej bedzie wiedziala ze nie jest on z nikim
innym...
Totalna porazka, nie wiem co robic; w tej chwili pozostalo mi tylko czekac i
modlic sie, moze cos sie jeszcze zmieni, moze cos jeszcze zrozumie...
Wiem tylko jedno, bardzo ja kocham, wiem ze chcialbym spedzic z nia reszte
zycia, a nie wiem co robic, nie wiem jak jej pomoc, widze tylko jak bardzo
cierpi...
Moze ktos z Was byl w takiej sytuacji, moze ktos z Was potrafi pomoc... ???
w kazdym razie pozdrawiam