historia pewnej znajomosci...

22.08.02, 16:16

Wlasciwie to nie wiem dlaczego pisze o tym, przeciez chyba nic juz sie nie
zmieni w moim zyciu; musialem jednak o tym komus powiedziec...
Poznalem ja 2 lata temu, milosc od pierwszego wejrzenia, o takim uczuciu
czlowiek marzy... Dlugie rozmowy, kolacje przy swiecach, wyjscie do kina,
teatru, wspolne pisanie jej pracy magisterskiej, naprawde cudowne chwile. Po
pewnym czasie przyznala mi sie, ze ma niedokonczona znajomosc z
przeszlosciale, ale jest pewna ze chce z nim skonczyc. Mowila mi ze facet w
ogole jej nie kocha, dla niego zawsze wazniejsi byli koledzy, mecze, wyjazdy
na ryby; mowila ze przez niego wiele wycierpiala, klocil sie sie z niz z byle
powodu, wrzeszczal, wyzywal...
Wtedy powiedziala mi, ze jestesmy dla siebie szansa otrzymana od Boga, ze
jestesmy swoim przeznaczeniem... W miedzyczasie spotykala sie niekiedy ze
swoim ex, mowila mi ze musi gdyz on nalega, a ona chce juz raz na zawsze
zamknac z nim znajomosc; nie mialem nic przeciwko, gdyz mowila mi abym sie
nie martwil, ze mnie kocha i tylko ze mna chce byc.
Niestety po jakims pol roku cos sie zaczelo psuc, twierdzila ze mnie kocha
ale chyba jednak cos czuje do swojego bylego, ze nie jest pewna... bylem
cierpliwy, wyrozumialy, chcialem jej/nam pomoc. Wyjechalismy razem na urlop
za granice, bylo cudownie, czulismy sie znow jak na poczatku znajomosci.
Pozniej niestety trzeba bylo wrocic do kraju, po urlopie przez pewien czas
bylo OK, zaczalem odzyskiwac nadzieje, ale... zaczalem coraz czesciej slyszec
ze jestem dla niej za niski (oboje mamy po 175 cm wzrostu), ze przez to czuje
sie zakompleksiona itp... mowila ze mnie kocha, ale ex tez jest dla niej
chyba wazny, trafialo mnie. Jednak kiedy do mnie przyjezdzala, mowila ze
czuje sie ze mna dobrze, ze czuje ze jest bardzo kochana, ze na pewno bedzie
jej ze mna dobrze...
Na poczatku maja, jej ex zakomunikowal jej ze kogos poznal i ze definitywnie
konczy znajomosc z nia, przyjechala do mnie roztrzesiona, zaplakana, wrecz w
histerii... Pol majowego weekendu przeplakala u mnie, wykrzyczala mi wrecz ze
to przeze mnie jej Macius z nia zerwal itp., a koles nawet nie zadzwonil i
nie zapytal jak sie czuje. Pozniej przepraszala mnie za swoje zachowanie,
myslalem ze ten kubel zimnej wody na nia podziala; jak bardzo sie mylilem,
jak bardzo...
Znow czekalem, pomagalem jej, tak na dobra sprawe nic w zamian nie otrzymujac
poza nadzieja, ze moze jednak cos miedzy nami sie jeszcze zmieni na lepsze,
dla mnie jednak ta nadzieja byla czyms wielkim. W tej chwili chyba stracilem
moja M. bezpowrotnie, koles spotyka sie z nia traktuje ja nieco lepiej, ale
wszystko inne jest w dalszym ciagu dla niego wazniejsze niz ona...
Rozmawialismy ostatnio i powiedziala mi, ze on co prawda mowi jej ze nie
spotyka sie juz z zadna inna, ze kocha tylko ja, ale ona wie ze to sa tylko
slowa i mowi jej to aby wyjechac z nia na urlop...
Mowi mi, ze wie ze ja bardzo kocham i ona tez mnie kocha, ale nie bedzie
mogla przezyc faktu iz on jest z kims innym, mowi ze jest bardzo zazdrosna o
niego itp. Wielokrotnie mowila, ze z nim bedzie jej ciezko, ze nie bedzie
szczesliwa do konca, ale przynajmniej bedzie wiedziala ze nie jest on z nikim
innym...
Totalna porazka, nie wiem co robic; w tej chwili pozostalo mi tylko czekac i
modlic sie, moze cos sie jeszcze zmieni, moze cos jeszcze zrozumie...
Wiem tylko jedno, bardzo ja kocham, wiem ze chcialbym spedzic z nia reszte
zycia, a nie wiem co robic, nie wiem jak jej pomoc, widze tylko jak bardzo
cierpi...
Moze ktos z Was byl w takiej sytuacji, moze ktos z Was potrafi pomoc... ???

w kazdym razie pozdrawiam



    • Gość: siciliana Re: historia pewnej znajomosci... IP: 212.106.6.* 22.08.02, 16:23
      Szczerze współczuję, dziewczyna chyba sama nie wie czego chce. Ale jedno jest
      pewne, nie zerwala emocjonalnie ze swoim eks, co nie wróży dobrze Tobie i
      Waszemu związkowi. Zazwyczaj zeby stworzyc udany związek, trzeba najpierw zerwć
      emocjonalne więzi, nieważne czy są to uczucia miłości czy nienawiści, z
      poprzednim.
      Zycze jednak by wszystko ułożyło się tak jakbyś tego pragnął:))))
    • pg1514 Re: historia pewnej znajomosci... 22.08.02, 16:25
      29m napisał:

      > Wiem tylko jedno, bardzo ja kocham, wiem ze chcialbym spedzic z nia reszte
      > zycia, a nie wiem co robic, nie wiem jak jej pomoc, widze tylko jak bardzo
      > cierpi...

      Spedzic reszte zycia???
      Jak teraz Cie robi w konia, to i potem bedzie.
      Przepraszam wszystkie panie za porownanie, ale psa, ktory raz ugryzl sie
      usypia!
      Oj naiwny, naiwny, jak dziecko we mgle...
    • matrek Chyba już nadszedł czas 22.08.02, 16:28
      abyś sobie odpuścił.
      Sorki, ale life is brutal, full zasadzkas and sometimes kopas w dupas.

      Przykro mi to mówić, ale ona nigdy nie zerwie łączącej ją z nim pępowowiny.
      Powinieneś przestać myśleć sercem.
    • Gość: igła Re: historia pewnej znajomosci... IP: 62.233.130.* 22.08.02, 21:04
      moja rada nastawic się na to że ona już do ciebie nie wróci. jeśli przyjdzie i
      będzie mówić że wróciła to traktój to z przymrużeniem oka. myślę że dziewczyna
      się nieżle wkopała, a tobie niestety nie udało się otworzyć jej oczu. Co
      jeszcze, nie szukaj od razu nowej dziewczyny, myślę, że w tej sytuacji
      potrzebni są ci przyjaciele tacy prawdziwi.
      pozdrawiam
      ps. Modlitwy nigdy za wiele. Módl się za nią oby się to dla niej dobrze
      skonczyło.
    • Gość: Nadzieja Re: historia pewnej znajomosci... IP: *.pl 22.08.02, 21:28
      Wiesz, wydaje mi sie ze bylam w podobnej sytuacji tylko ..takiej jak ona.
      Kochalam nieprzytomnie, uwiazana u jednego czlowieka, chore uzaleznienie, ale
      mialam na tyle godnosci i sily by to przerwac.
      Wszyscy Ci pisza bys o niej zapomnial, ze jestem naiwny i glupi, a Ty
      jestes ..zakochany i chcesz z nia byc.
      Sadze ze Cie doceni jesli tylko Ci jej zabraknie. Jesli nabierzesz do niej
      dystansu, bedziesz zimniejszy lub zobaczy ze inne kobiety sie Toba interesuja,
      zastanowi sie powaznie. Dokona, mam nadzieje, poprawnego wyboru.
      A takich mezczyzn jak Ciebie ciezko znalezc..choc mnie sie udalo :)
    • ydorius Re: historia pewnej znajomosci... 22.08.02, 22:49

      Tak naprawdę w tej całej zabawie w miłość wszystko polega na tym, by obojgu
      zależało na niej w równym stopniu. Jeżeli szala znacząco się przechyla na
      którąś stronę lub od początku jest źle nastawiona, to nic z tego nie będzie.
      Większość problemów, które dotyczą par polega na tym, że w którymś momencie
      to, któremu zależało bardziej przekonało to, któremu zależało mniej...
      I to jest w wielu przypadkach początek końca...

      Wiem co to znaczy kochać bez wzajemności i możesz mi wierzyć lub nie, ale
      zdecydowanie lepiej jest być nieszczęśliwym w samotności, niż być
      nieszczęśliwym z kimś. Z opisanej przez Ciebie sytuacji wynika dla mnie jasno,
      że nawet gdybyś ją przekonał do zostania z Tobą, wiele byś nie zyskał.
      Prawdopodobnie po pewnym czasie przekonałbyś się, że straciłeś nie tylko to,
      co chciałeś zachować, ale dużo dużo więcej, a i tak znajdujesz się w punkcie
      wyjścia.

      Zostaw to.
      Daj jej czas na to, by zrozumiała co straciła. Być może kiedyś zacznie jej
      zależeć, tak jak zależy Tobie. Albo pozwól jej pogrążyć się w tym, w czym się
      pogrąża; może uda jej się w tym odnaleźć szczęście..? Kto wie.

      Moja żona mawia, że jest tylko jedna osoba, z którą musisz przeżyć do końca
      życia. Ty sam. Reszta - jest kwestią wyborów, których musimy dokonać.

      pozdrawiam,
      .y.

      ----------------------------------
      What is home without Plumtree's Potted Meat?
      Incomplete.
      • 29m Re: historia pewnej znajomosci... 24.08.02, 10:45
        wirelkie dzięki za wszystkie odpowiedzi na mój list; naprawdę bardzo mi
        pomogliście pozwalając na wygadanie się na tym forum, trochę mi ulżyło chociaż
        w dalszym ciągu czuję się beznadziejnie...
        dzisiaj dowiedziałem się, że wyjeżdża ze znajomymi i tym facetem na parę dni na
        urlop; naprawdę nie wiem jak przeżyję te dni mając świadomość, że ona jest z
        tym kolesiem.
        Cholera przecież nie będę pił do nieprzytomności aby tylko o niej nie mysleć, o
        tym co robi, itp...
        Mam bardzo ciężki przyszły tydzień w firmie, a ja w ogóle się nie nadaję do
        pracy,życia... ciągle moje myśli są rozbiegane, a te tysiące myśli sprowadzają
        się do jednego - jak bardzo ją kocham, jak bardzo za nią tęsknię; przecież moje
        życie to jedna wielka paranoja, jak tak można dalej żyć kiedy się czuje, że nic
        już nie ma sensu
        niekiedy się zastanawiam, aby wsiąść w samochód, jeden nierozważny ruch
        kierownicą i ... boję się jednak tego, może na dodatek kogoś bym tylko
        niepotrzebnie skrzywdził?
        nie wiem jak żyć i przeżyć te najbliższe dni...
        • Gość: Gucwa Re: historia pewnej znajomosci... IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 24.08.02, 12:21
          chyba troszkę przesadzasz albo sobie jaja robisz, dojrzały facet a chce wsiadać
          za kółko i w coś rąbnąć, to już lepiej skocz z pylonu właśnie otwieranego Mostu
          Siekierkowskiego :))). Z powodu żadnej kobiety nie warto w ten sposób
          postępować, jak widzisz nie pojechała z jednym kolesiem, tylko nawet z
          dwoma....już nic więcej nie mówię...
        • lastka Re: historia pewnej znajomosci... 24.08.02, 12:28
          29m napisał:

          > wirelkie dzięki za wszystkie odpowiedzi na mój list; naprawdę bardzo mi
          > pomogliście pozwalając na wygadanie się na tym forum, trochę mi ulżyło
          chociaż
          > w dalszym ciągu czuję się beznadziejnie...
          > dzisiaj dowiedziałem się, że wyjeżdża ze znajomymi i tym facetem na parę dni
          na
          >
          > urlop; naprawdę nie wiem jak przeżyję te dni mając świadomość, że ona jest z
          > tym kolesiem.
          > Cholera przecież nie będę pił do nieprzytomności aby tylko o niej nie mysleć,
          o
          >
          > tym co robi, itp...
          > Mam bardzo ciężki przyszły tydzień w firmie, a ja w ogóle się nie nadaję do
          > pracy,życia... ciągle moje myśli są rozbiegane, a te tysiące myśli
          sprowadzają
          > się do jednego - jak bardzo ją kocham, jak bardzo za nią tęsknię; przecież
          moje
          >
          > życie to jedna wielka paranoja, jak tak można dalej żyć kiedy się czuje, że
          nic
          >
          > już nie ma sensu
          > niekiedy się zastanawiam, aby wsiąść w samochód, jeden nierozważny ruch
          > kierownicą i ... boję się jednak tego, może na dodatek kogoś bym tylko
          > niepotrzebnie skrzywdził?
          > nie wiem jak żyć i przeżyć te najbliższe dni...


          Teraz Ci powiem, że chyba zwariowałeś. Kiedyś sama miałam takiego doła, tez
          chciałam coś sobie zrobić przez faceta, wiem jak to jest, ale zastanów się, czy
          przez kobietę warto cos takiego zrobic. Dobrze jeżeli ci się uda, ajeżeli nie i
          zostaniesz kaleką co wtedy? Pomyśl o tych których byś zostawił, Ty zachowasz
          się jak tchórz, zwiniesz majdan i wija z tego świata, ale co z tymi ktorzy
          Ciebie kochają i zostaną?

          Pamiętaj, że człowiek jest w stanie znieść naprawdę wiele. Będziesz potrzebował
          czasu, ochłoń najpierw a potem bedzie już tylko lepiej.
          Trzymaj się. Pozdrawiam.
          • Gość: mania Re: historia pewnej znajomosci... IP: *.pl / 10.1.2.* 25.08.02, 17:38
            Kiedy 2 lata temu któs mnie bardzo skrzywdził i doporowadził do tego, że ja
            chcąc się zemścić straciłam przyjaciółkę i też kogoś mocno skrzywdziłam
            postanowiłam naprawic swoje zycie....
            Pomogła mi wtedy spowiedź i modlitwa, zaczęłam myśleć o Bogu i otym, ze wiara
            czyni cuda....
            Jestem raczej bierna katoliczką, wieć moja chęc zmiany życia poprzez kościół
            była podwójna....
            zastanów się czy warto niszczyć siebie przez chwilową niespełnioną miłość???

            Teraz ja jestem silniejsza, zapomniałam o nim, ale wqierzę, że spotkam kogoas
            kto pokocha mnie za to jaką jestem i co sobą reprezentuję.
            Życzę powodzenia
            Mania
Pełna wersja