Dylemat - prosze o radę...

20.08.05, 07:07
No więc mam okropny dylemat odnośnie bycia ze swoja dziewczyną.Mam taki
mętlik w głowie że nie potrafię sobie już z tym radzić.Chodzi o to że nasze
rodziny są inne.U mnie zawsze było ok,udane życie rodziców,rodzinne
spotkania - to było norma.A u mojej dziewczyny wszystko jest inne.Jej rodzice
się stale kłócą awantury itp, nie chodzą nigdzie ze soba,obiady każdy w swoim
pokoju zero spotkań z rodziną.Jej matka jest skłócona z kim się da i wszystko
wie najlepiej.Jest dla niej okropna i źle się do niej odnosi.Mówi że jest
beznadziejna i jednym słowem ja poniża.To okropne bo córka nie ma matki
praktycznie tylko tyrana.Doszło do tego że mam dylemat czy dawać nadzieję
dziewczynie na coś więcej czy nie.Boje się o to co będzie po ślubie.Moja
matka też lubi wtrącać swoje 3 grosze i do tego nie akceptuje mojej
dziewczyny.Mamy po 25 lat i myśleliśmy o małżeństwie kiedyś tam ale teraz to
legło w gruzach.Czy jest szansa żeby coś z tego dobrego wynikło.Wiem że mi
napiszecie że jestem dupa a nie facet ale też mam prawo do normalnego życia a
powoli mi sie zdaję że to wszystko nie ma sensu.Widze w przyszłości tylko
spory i kłótnie.Podobno jaka matka taka córka?Jeśli mam mieć to samo co ona w
domu to ... Powiedzcie jak to jest u was
    • hanna811 Re: Dylemat - prosze o radę... 20.08.05, 07:43
      victor
      Ja osobiscie znalam dom w ktorym matka wszytskich trzymala bardzo krotko.
      Natomiast corka tej kobiety, jakby na przekor, dla rodzine pozniej duzo luzu i
      zrozumienia.
      Co do Twojego przypadu. Musicie sami wiedziec jaki dom chcecie ztworzyc. jak
      teraz sa problemy i sie nie rozumiecie to po slubie bedzie jeszcze gorzej. Ale
      jak teraz jest wszystko ok, to tylo starajcie sie to utrzymac. Jesli kochasz ja
      a ona Ciebie..to sam rozumiesz.
      a co do wtracania sie matek, chyba mozna wyznaczyc jakas granice...
      To sa sprawy "organizacyjne".
      Najwazniejsze jest to czy chcesz spedzic z Ta dziewczyna reszte zycia, kochasz
      ja,dobrze sie z nia czyjesz....
    • mamba30 Re: Dylemat - prosze o radę... 20.08.05, 07:50
      Decyzja o Waszej przyszłości leży tylko i wyłącznie w Waszych rękach. Masz 25
      lat, więc już jesteś dojrzałym osobnikiem, jak mniemam. I tak właśnie napiszę -
      nie bądź du.pą - jeżeli zalezy Ci na Niej, to walcz o Wasz związek. Nie pozwól
      się wtrącać rodzinie, tylko sami sobie układajcie życie. Skoro nie macie
      własnego kąta, to wynajmijcie gdzieś jakąs kawalerkę i odetnijcie się od
      toksyczności rodzin. Niegzdie też nie jest napisane, że jaka matka, taka córka.
      Nie są to gołosłowne bzdety, tylko Ci mówię z własnej autopsji. Pochodzę z
      patologicznej rodziny, której na chwilę obecną już w ogóle nie mam. Jestem tak
      różna od swoich rodziców, jak się tylko da. Nie jest regółą, że przejmuje się
      zachowania po rodzicach, można poprzez to, że się człowiek napatrzy na to całe
      zło, być kimś zupełnie innym, lepszym. Planowaliście już przecież małżeństwo,
      więc co się stało?? Powinniście usiąść we dwoje i szczerze porozmawiać o swoich
      uczuciach, o przyszłości o oczekiwaniach. Jeżeli Wam obydwojgu w takim samym
      stopniu zależy, to nie ma na co czekać, tylko trzeba iść do przodu. Kto stoi w
      miejscu, ten tak naprawdę się cofa. A lata lecą, tracicie bezpowrotnie coś być
      może pięknego. Mniej emocji, a więcej rozumu. Zacznijcie się zachowywać, jak
      dojrzali ludzie, już czas. Powodzenia życzę :))
      • victor7577 Re: Dylemat - prosze o radę... 20.08.05, 07:59
        wiem o tym doskonale tylko ciężko mi to wszystko ogarnąć.Jej matka stwierdziła
        że nie musi nawet być na ślubie i weselu bo posiedzi sobei w domu z córką
        mająca depresję :( I jak mam to sobie wyobrazić?Ślub (kościelny) bo bez tego
        nie da rady bez jej matki? Rozmowy nic nie pomagają.Zostało albo zrobić co
        uważamy za najlepsze dla nas i wygląda na to że to wszystko nie będzie pięknie
        wyglądało potem.Staram się nie tchórzyć i nic nie przekreśliłem jeszcze.Tylko
        ta bezsilność.O mieszkaniu razem anrazie nie ma mowy (finanse i nie ma gdzie bo
        mała miejscowość).Planowaliśmy za rok.Przez to wszystko powoli staję sie
        obojętny ale nadal uczucie się tli we mnie.Mam nadzieję że sie nie wypali do
        końca z tak głupiego powodu
        • hanna811 Re: Dylemat - prosze o radę... 20.08.05, 08:06
          Piszesz ze prawie wszystko jest zaplanowane...
          a zastanawiales sie jak bedzie wygladac Twoje zycie jak z nia zerwiesz?
          Bedziesz siedzial z rodzicami i ogladal telenowele?
          zastanow sie czy jest warto tchorzyc!
          Docen to co masz!
          Powodzenia :)
        • mamba30 Re: Dylemat - prosze o radę... 20.08.05, 08:07
          victor7577 napisał:

          Przez to wszystko powoli staję sie obojętny ale nadal uczucie się tli we
          mnie.Mam nadzieję że sie nie wypali do końca z tak głupiego powodu

          Masz niewłaściwe podejście Victorze, albo tak naprawdę nie kochasz, tylko
          jesteś z przyzwyczajenia. Po tym, co teraz napisałeś, szczerze mówiąc widzę
          marne szanse na Waszą przyszłość. Piszesz, że stajesz się obojętny, ale coś tam
          się jeszcze tli. To jest straszne, ja od mojego mężczyzny oczekiwałabym
          wsparcia i zrozumienia dla mojej sytuacji. Jeżeli jest prawdziwe uczucie, to
          takie przeciwności tylko cementują związek, a nie powodują słabnięcie, czy
          zanik uczuć. Rozważ dogłębnie, co czujesz do swojej dziewczyny i wzajemnie.
          Musicie coś z tym zrobić JUŻ. Albo sie kochacie i robicie wszystko, aby być
          razem, wbrew opiniom innych, albo kończycie ze sobą teraz, bo prędzej, czy
          później i tak się to stanie. A nie ma co przedłużać agonii, z myślą, że może
          coś się kiedyś zmieni. Ja tak przedłużałam swoje małżeństwo i agonia trwała 11
          lat... A lata te nie wrócą, Wy też nie możecie sobie dawać złudnych nadziei.
          Powiem po raz kolejny - bądźcie dojrzałymi ludźmi.
          • victor7577 Re: Dylemat - prosze o radę... 20.08.05, 08:26
            dzięki za rady.Ja porpstu nie chcę żeby za kilka lat nasze małżeństwo się
            rozpadło z tego powodu.Nie jestem uzależniony od rodziców.Mam pracę.Pprostu
            sytuacja zmusza do mieszkania z nimi i mną wcale nie sterują.Matka zawsze
            będzie twierdziła ze ta czy inna dziewczyna jest nieodpowiednia ale ja na to
            nie zwracam uwagi.Bardziej o to mi chodzi czy na takich podstawach można
            stworzyć normalna rodzinę?Nie chce próbować a później za kilka lat być
            rozwodnikiem i stwierdzić "No faktycznie mi się nie udało".Nie jesteśmy ze soba
            aż tak długo żeby mówić o przyzwyczajeniu bo to kilka miesięcy dopiero.A ja
            skolei nie jestem osobnikiem doskonałym.Nie każdy zawsze zachowuję się tak jak
            powinien.A propo małżęństwa to każdy radzi czy znajomi juz po ślubie czy
            psycholodzy - przebywać jak najwięcej z przyszłymi teściami bo to wszystko ma
            wpływ na to co będzie się działo w waszym związku.I ja się na tym
            zatrzymałem.Nie biorę tego do siebie aż tak bardzo ale czasem mój głoś rozsądku
            jest silniejszy od uczucia.
            • puella86 Re: Dylemat - prosze o radę... 20.08.05, 15:00
              Hejka.Tak jak ktos juz to wczesniej napisal odpowiedz sobie na pytanie czy ty
              ta dziewczyne na prawde kochasz? Jesli tak jest,to jej sytuacja rodzinna nie
              powinna az tak wplywac na twoj stan uczuc. Jasne,ze planujac z nia przyszlosc
              nie odetniesz sie od wszystkich problemow z nimi zwiazanych,ale Ty masz byc
              szczesliwy z twoja dziewczyna a nie jej RODZINA . Zawsze mozna porozmawiac z
              ukochana i pojsc na ustepstwa co do czestosci kontaktow z waszymi rodzinami,by
              nie mieli mozliwosci mieszac Wam w wasze zycie.Ty sam najlepiej znasz swoja
              dziewczyne,wiesz jakie ma wady,bedac z nia w zwiazku i znajac jej rodzine
              powinienes dostrzegac roznice miedzy nia a rodzicami. Czy kiedykolwiek
              rozmawiales z dziewczyna szczerze jakie ona ma odczucia co do swojeo domu ?
              Pytales co spowodowalo,ze jej rodzina wprowadzila taka atmosfere w swoim domu ?
              Jesli Ci powie,ze nie podoba jej sie ten model i znajac ja widzisz,ze ona dla
              ciebie zrobila by wszystko,to nie powinienes martwic sie o powtorzony
              scenariusz z jej domu.Jesli natomiast ona nie dostrzega zla tej sytuacji w
              domu,to juz masz powazny dylemat i albo zostanie Ci probowac z nia rozmawiac i
              pokazywac inne,lepsze scenariusze,albo sie rozstac. Powiem Ci tyle-zwiazek,a
              juz na pewno malzenstwo ,aby bylo szczesliwe,wymaga nakladu sil z obu stron.
              Jesli w jej rodzinie sie to nie powiodlo,to wina musiala lezec po obu
              stronach,gdzies braklo rozmow,a moze od poczatku nie bylo milosci...Tak samo od
              Was zalezy czy Wam sie uda.Co do slubu bez matki-jasne,ze smutne jest,ze tak
              wazne wydarzenie bedzie bez udzialu jednych z najblizszych Wam osob,ale Ty
              chcesz wyjsc za NIA,a nie za osoby zgromadzone w Kosciele.Prawdziwa milosc
              pokona wiele.Poczytaj na forum o ślubach ile dziewczyn ma podobny problem z
              nieobecnoscia rodzicow na slubie z roznych powodow,co oczywiscie je bardzo
              smuci,ale nie chca rezygnowac ze slubu,bo chca byc z czlowiekiem,ktorego na
              prawde kochaja i dla niego sa gotowe wyjsc za maz nawet podczas nieobecnosci
              rodziny!Jesli bedziesz tak pesymistycznie patrzyl na zycie to nie stworzysz
              udanego zwiazku z zadna dziewczyna,bo zawsze bedzie jakies "ale". W tym wypadku
              to nie jej rodzinne doswiadczenia, ale TWOJE watpliwosci moga przyniesc
              nieszczescie w zwiazku.Przemysl wiec czy ty ta dziewczyne na prawde kochasz,czy
              dojrzales do powaznego zwiazku i jak stwierdzisz,ze tak,nie zniechecaj sie,ale
              tworz ze swoja ukochana swoj wlasny dom,duzo lepszy i radosniejszy od tego,jaki
              widzisz odwiedzajac swoja dziewczyne.Wszystko w waszych rekach.Pozdrawiam!
            • ratatuja74 Re: Dylemat - prosze o radę... 21.08.05, 13:37
              ale dlaczego ma sie cos rozpaść, jeśli żadne z Was na to nie pozowli, co więcej
              będzie pielęgnowalo to co ma, czyli siebie?

              niestety, nie jestesmy tez w stanie przewidzieć co będzie jutro, pojutrze, ale
              mamy na to wpływ :) - ot tak filozoficznie powiało :)
          • kenzo.r Re: Dylemat - prosze o radę... 20.08.05, 09:36
            A CO TY WIESZ O ZWIAZKACH HAHAHA
    • carlabruni Re: Dylemat - prosze o radę... 20.08.05, 16:56
      nie zastanowiłeś sie nad jednym. może ona widząc swoją rodzinę jest na 100 proc
      przekonana, że chce stworzyć coś innego? jesli Twoja dziewczyna uważa, że dla
      chcącego nic trudnego to myśle, że nie masz czego się tak bardzo obawiac.
      zastanów się też nad tym jak bardzo ją kochasz i czy jest ona tą osobą z którą
      chcesz spędzic życie. pozdrawiam.
    • mosfet29 Re: Dylemat - prosze o radę... 20.08.05, 17:29
      chlopie masz 25 yearow a zwracasz sie na forum o porade.
      to jak 15 osob napisze zebys ja zostawil , a 17 ze byscie jednak byli to w
      stosunku 15/17 podejmiesz decyzje
      zdaje sie ze ty jeszcze nie dorosles do takich dylematow moze lepiej zaloz
      szorty i pojezdzij na rowerze moze jak sie wywrocisz i pie...esz jak dzik w
      sosne to znajdziesz rozwiazanie
      pozdr
    • glonik Albo Ci legło w gruzach, 20.08.05, 19:40
      albo się tli...porównaj, co napisałeś.
      I każde jest do ... Nie ma uczucia, wg mnie.
      Jesteście ze soba kilka miesięcy, a Ty już masz problemy. Nie tylko ze swoją
      dziewczyną, ale i z Sobą - "moja matka lubi wtrącać 3 grosze".
      Mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko.
      Daj sobie spokój.
      Nie dorosłeś. Nie pomożesz swojej dziewczynie, a raczej jej dokopiesz.
      Jasne, popatrz na teściową, a zobaczysz swoją żonę. Ale to w obie strony
      działa. Nie pomyślałeś?
      Dajcie sobie spokój, bo znowu kolejne dziecko będzie albo kartą przetargową
      przy rozwodzie, albo wyląduje w Domu Dziecka.
      Dajcie SOBIE spokój, oboje jesteście mentalnymi dziećmi. Nie twórzcie nowej
      patologii.
      Parę miesięcy... echchchchch.....
    • node Re: Dylemat - prosze o radę... 21.08.05, 04:18
      Ok, po pierwsze chwala ci ze czujesz ze cos jest nie tak. Wiekszosc facetow nie
      zastanawia sie nad takimi problemami przed slubem. Zadna z ciebie dupa.

      Sadze, ze nie niapisales o najwazniejszej rzeczy, ktora cie gryzie. To, ze z
      twoja dziewczyna nie jest ci az tak cudownie jakbys chcial. Meczysz sie. NIE
      LICZ NA TO ZE TO ZMIENI SIE PO SLUBIE. Zatem moral jest prosty
    • lineczka77 Re: Dylemat - prosze o radę... 21.08.05, 09:38



      Niewątpliwie jest tak,że do naszych nowych rodzin przenośimy - wzorce
      zaczerpniete z domów gdzie sie wychowaliśmy, ale,ale,,,,nawet funkcjonowanie w
      patoligicznej nie wyklucz stworzenia ...dobrej i modrej rodziny ..to zależy
      tylko do dwa, od waszej decyzji, wysiłku i pracy ...bo przecież rodzine sie
      hm..buduje..to my decyduejmy o jej ksztalcie, wewnętrzynych ukladzikach,
      sposobach rozwiązywania konfliktów. Nie wyobrażam sobie, skreślić kogokolwiek
      ..tylko z tego powodu , że rodzina panny jest kłótliwa..i niepoukładana :)
Pełna wersja