krystyna.r
04.09.05, 16:05
Mój brat postanowł dać mi mieszkanie. Wyjechał za granicę i chce bym się nim
zajmowała, odkurzała, podlewała kwiatki, jak mam ochotę to też mieszkała, a
na wiosnę wróci. Spoko.
Było fajnie, ale do czasu. Zadzwoniła do mnie jego nowa "kobieta", że
podzruci mi swojego 4-latka na sobotę bym się zajęła, bo cośtam cośtam. No,
dobra, zajęłam się. Dzieciak fajny. Mija tydzień, znów nadchodzi sobota, ona
znowu dzwoni, zebym się zajęła tym razem obojgiem: 4-latkiem i 6-latkiem
przez weekend, to ona do brata pojedzie, bo się steskniła. Zaraz, zaraz.
Jeden dzień raz na jakiś czas - ok, ale caly weekend? I to jeszcze bez
zapowiedzi (tzn z zapowiedzią 2 dni przed?). No, ja też mam swoje plany, też
mam faceta, za którm się "stąskniłam" i w ogóle trzeba było to sobie inaczej
zorganizaowac, pomyśleć wczesniej. Na to ona na mnie z buzią, ze brat mi
mieszkanie zostawił, za darmo, choć mógł wynająć, a ja nawet dwa dni z jej
dziećmi posiedzieć nie chcę! No fajnie, tyle, ze to nie dzieci brata, ani o
ślubie, ani o powaznych planach życiowych z tą kobietą nie słychać (nawet nie
mieszkali razem), a brat nic mi nie wspominał, ze w zamian za możliwość
pomieszkiwania w JEGO (nie jej) mieszkaniu, mam się zajmowac jej dziećmi!
No wkurzyła mnie ta kobieta!