z moja zona cos sie dzieje. jak jej pomoc?

07.09.05, 13:57
Moja zona dwa tygodnie temu urodzila naszego syna. Trzy dni wczesniej umierala
jej mama. Zona jak szla do szpitala, wiedziala ze jest ciezko z Mama, jak
jechalismy do szpitala to cala droge plakala. Zdawala sobie sprawe , ze happy-
endu nie bedzie.
Razem z tesciem i bratem zony postanowilismy nie mowic prawdy. Gralismy przed
zona, ze z jej mama jest bez zmian, ze zyje. Wiele nas to kosztowalo,
organizacja pogrzebu, klamanie i czekanie na rozwiazanie.
Pogrzeb tesciowej odbyl sie dwa dni po narodzinach. Jak bylo po wszystkim to
powiedzielismy zonie. Wydaje mi sie , ze cos przeczuwala, moze nasze
zachowanie mimo wszystko bylo inne. Moze bala sie zapytac, nie wiem.....
Zona nic nie powiedziala, nie skomentowala tego co z rodzina zrobilismy,
mysle, ze zrozumiala, ze chcielismy jej dobra. Od kiedy zona jest w domu to
zachowuje sie chyba jak osoba w zalobie. Jest milczaca, poplakuje sobie,
czesto telefonuje do Ojca, Ojciec nas czesto odwiedza. W kazdym badz razie nie
zaniedbuje malego. Wczoraj tylko mnie zaniepokoilo. Dzwi od pokoju byly
uchylone, zona siedziala z malym, chyba go karmila i mowila do niego" Ty maly
gnojku, nawet nie wiesz ile mnie kosztowalo urodzenie ciebie, przez ciebie nie
moglam pozegnac babci gnojku".
Co o tym myslicie? Czy to moze byc cos powaznego? Czy po prostu zona tak to
odreagowuje, tak moze mowi bo te ostatnie kilka tygodni byly dla niej za
ciezkie? Dodam, ze zona opiekuje sie malym, ale nie zauwazylem zeby go
przytulala, calowala. Jest jakas zimna. Przejdzie jej?
    • vandikia Re: z moja zona cos sie dzieje. jak jej pomoc? 07.09.05, 13:59
      hmm... to się chyba nazywa depresja poporodowa, podobno wiele kobiet to
      przeżywa, plus Wasza obecna sytuacja... na Twoim miejscu pilnowalabym jej, zeby
      nie zrobila krzywdy dziecku, bo nikt nie wie jak bedzie sie zachowywal w
      sytuacjach ekstremalnych. ( a ta z pewnością do takich należy)
      • kobieta_na_pasach Re: z moja zona cos sie dzieje. jak jej pomoc? 07.09.05, 14:12
        naogladalas sie chyba amerykanskich filmow.
        co do diagnozy sie zgadzam - depresja poporodowa. reszte powinien dopowiedziec
        psycholog , do ktorego NIEZWLOCZNIE powinienes zone zaprowadzic, a jesli nie
        bedzie chciala to moze sprobuj psychologa sciagnac do domu. sytuacja jest
        wyjatkowa. nie czesto sie zdarza, aby narodzinom ukochanej osoby towarzyala
        jednoczesnie smierc innej, tez kochanej osoby. Ona jest teraz zagubiona i chyba
        z ojcem nie poradzicie sobie.
        m

        vandikia napisała:

        > hmm... to się chyba nazywa depresja poporodowa, podobno wiele kobiet to
        > przeżywa, plus Wasza obecna sytuacja... na Twoim miejscu pilnowalabym jej,
        zeby
        >
        > nie zrobila krzywdy dziecku, bo nikt nie wie jak bedzie sie zachowywal w
        > sytuacjach ekstremalnych. ( a ta z pewnością do takich należy)
        • vandikia Re: z moja zona cos sie dzieje. jak jej pomoc? 07.09.05, 15:06
          kobieto, niestety to nie filmy tak wpłynęły na moją wypowiedź, ale
          doświadczenie. Pracowałam w pewnej instustucji przez rok i przez ten rok były 2
          takie przypadki. młode matki, nie wiedziec czemu zabijały własne dzieci.

          nie straszę tylko przestrzegam
    • viola2 Re: z moja zona cos sie dzieje. jak jej pomoc? 07.09.05, 14:38
      bardzp przykre to co Was spotkalo.
      Moim zdaniem moze byc tak, ze Twoja zona z wielkiej rozpaczy i zalu, wine
      przelala na Maluszka. Mysle ze bardzo potzrebne byloby uswiadomienie jej ze to
      nie wina dziecka, i zeby ona w ten sposob nie krzywdzila Maluszka, i
      jednoczesnie. Mysle ze ona robi to jakby nieswiadomie. Znam podobny przyklad
      obwiniania dziecka. MAtka do dzis ma do siebie ogromny zal o zle potraktowanie
      (jednorazowe) dzieciatka.
    • kwik Re: z moja zona cos sie dzieje. jak jej pomoc? 07.09.05, 14:42
      psycholog.

      jest takie powiedzenie, ze "stara dusza przygotowala miejsce dla nowej"...
      • kalinka23 Re: z moja zona cos sie dzieje. jak jej pomoc? 07.09.05, 15:09
        tylko i wylacznie psycholog pomoze jej bo mam wrazenie ze to za duzo przezyc ja
        na jeden raz nie poradzisz sobie z tym namow ja na psychologa to jest najlepszy
        pomysl wiem co pisze
    • mmagi Re: z moja zona cos sie dzieje. jak jej pomoc? 07.09.05, 15:43
      I Vandikia i Na pasach maja rację,tu trzeba lekarza:(
    • pieszczoszek5 Re: z moja zona cos sie dzieje. jak jej pomoc? 07.09.05, 18:33
      T y naprawdę nic chłopie nie rozumiesz. Piszesz że żona zachowuje się jakby
      była w żałobie. -BO JEST!!!!!! TO TY OPRZYTOMNIJ A NIE ŻONA. PRZECIEŻ UMARŁA
      JEJ NAJBLIŻSZA OSOBA-ona jest teraz sama matką a więc to rozumie.A tutaj widzę
      że ani ty ani żadna panna nie rozumie albo udają że nie rozumieją. JEST JEJ
      PRZYKRO UMARŁA JEJ MAMA, A jej nie było. SZKODA.
    • kitus_kotus Re: z moja zona cos sie dzieje. jak jej pomoc? 07.09.05, 19:22
      mysle ze powinenes wreszcie z zona szczerze porozmawiac. traktowanie doroslego
      czlowieka (twojej zony) jak niemowlaka albo zgnile jajo (a tak moim zdaniem
      postapiliscie z tesciem i szwagrem nie mowiac jej o smierci mamy) raczej nie
      wyszlo na dobre. Ponadto wyglada na to, ze w ogole nie bywasz zbyt czesto z
      zona szczery skoro musisz sie domyslac co ona czuje ("mysle, ze zrozumiala, ze
      chcielismy jej dobra") a ona nie rozmawia z toba o najwazniejszych zyciowych
      sprawach ("Wydaje mi sie , ze cos przeczuwala, moze nasze zachowanie mimo
      wszystko bylo inne. Moze bala sie zapytac, nie wiem"). Mysle, ze twoja zona
      oprocz zaloby czuje samotnosc - wlasnie z powodu twojego, jej ojca i brata,
      zachowania w dniach odchodzenia matki - po prostu czuje, ze nie traktujecie jej
      jak partnera, odsuwacie od klopotow - w zwiazku z czym boi sie do was zwrocic
      ze swoimi problemami, nie chce aby jej problemy zostaly skwitowane
      stwierdzeniem: "nie zaprzataj tym sobie swojej pieknej glowki", "zajmij sie
      dzieckiem" itp.
      Inna kwestia jest przelewanie gniewu i zalu na synka - tu byc moze faktycznie
      bedzie potrzebna pomoc psychologa. Ale moze powinienes na razie odciazac ja od
      opieki nad dzieckiem - zeby zdazyla przezyc zalobe i przyzwyczaic se do
      sytuacji, przestac laczyc tragedie smierci matki z narodzinami syna.
    • agnieszka_ka Re: z moja zona cos sie dzieje. jak jej pomoc? 07.09.05, 19:57
      "Zona nic nie powiedziala, nie skomentowala tego co z rodzina zrobilismy,
      mysle, ze zrozumiala, ze chcielismy jej dobra"
      Ja mysle ze chcieliscie jej zla, a nie dobra!!!
      Jak mogliscie kobiecie pochowac matke, nawet jej nie zapraszajac na pogrzeb??
      Jakie to okrucienstwo!! Jak mogliscie!!!
      Biedna kobieta!!
      I dziwisz sie ze cos jest nie tak??? :/ Cala rodzina sie przed nia zmowila,
      bezczelnie oklamala i jeszcze pochowala JEJ matke bez jej obecnosci na
      pogrzebie!!
      CHYBA SNIE NORMALNIE, JAKIS KOSZMAR!!!
      Co z was za ludzie! Co za okrucienstwo!! I jeszcze mowia ze "zrobili to dla jej
      dobra"!
      Boze, zmiluj sie!
    • agnieszka_ka Re: z moja zona cos sie dzieje. jak jej pomoc? 07.09.05, 19:58
      "Co o tym myslicie? Czy to moze byc cos powaznego? Czy po prostu zona tak to
      odreagowuje"
      Nie odreagowuje tylko jest smiertelnie obrazona! Ale nic wam nie powie bo czuje
      sie zaszczuta. Cala rodzina sobie plan spisala bez jej wiedzy! Teraz to juz
      naprawde jest SAMA na swiecie!
      • asiulka81 Biedna kobieta!!! 07.09.05, 20:00
        Szczerze jej współczuje. Nie wiem jak ja bym sobie poradzila z taka sytuacja.;
        (((
      • agnieszka_ka takie male porownanie 07.09.05, 20:08
        To co pochowaliscie to byla jej MATKA, rodzicielka, najblizsza na swiecie
        osoba. Zwiazek miedzy matka a dzieckiem jest taki sam jak miedzy dzieckiem a
        matka. I zapewne taki sam jak miedzy dzieckiem a ojcem (w normalnych
        rodzinach). Zastanow sie wiec chlopie, jakbys sie czul gdyby twoje dziecko
        pochowali za twoimi plecami, a potem by ci powiedzieli ze to dla twojego dobra,
        bo akurat miales inne problemy!?!
    • kalinka23 Re: z moja zona cos sie dzieje. jak jej pomoc? 07.09.05, 21:16
      a to sie jedna madraczka nam tu uakzala a ty chopie nie czytaj tylko idz do z
      zona do psychologa bo takimi radami mozna jej jeszcze zaszkodzic on sie na tym
      zna najlepiej kazdy cos od siebie maznie i zadowalony ze ma racje gowno sie
      znacje tak jak i ja sprawa jest dos delikatna i potrzebuje fachowca a nie
      takich amatorek jak my wiec po co pisac co jej moze byc
      • agnieszka_ka Re: z moja zona cos sie dzieje. jak jej pomoc? 07.09.05, 22:34
        Ale on sie zwrocil z pytaniem do amatorek. Chyba nie myslal ze na tym forum
        spotka stada fachowcow psychologow!
        Poza tym kazdy dorzuca swoje zdanie, a on sam wybierze co poczac, przeciez ma
        rozum.
    • pur.blanca Re: z moja zona cos sie dzieje. jak jej pomoc? 07.09.05, 22:21
      Mój ojciec umarł 12 lat temu.Dzień po jego śmierci ja urodziłam nasza
      córkę.Rodziłam nie wiedząc ,że już go nie ma z nami.Ale ta śmierć była
      nieunikniona (nowotwór),więc nie przyżyłam tego az tak.Poza tym mąz powiedział
      mi o ojcu od razu ,jak do mnie przyjechał do szpitala.Poruszyło mnie to
      oczywiście ,ale wiedziałam że musze sie wziąć w garść dla tej małej istotki.A
      kilka dni po porodzie przyszła depresja poporodowa.To sie zdaża bardzo często.w
      takiej sytuacji jak moja i wasza ,jest ona jeszcze silniejsza.Wtedy,12 lat
      temu,w stosunku do córki miałam tylko uczucia pielęgnacyjne-
      przewinąć,nakarmić ,ukołysać do snu i nic poza tym.Przychodzili do mnie
      przyjaciele i nikt nie mówil o ojcu-każdy podziwiał tą maleńką słodycz.Chyba to
      mnie zmobilizowało do normalnego życia.
      Teraz moja córka ma 12 lat.Jest wspaniałą dziewczyną,piękną,super
      zdolną,świetnie sią uczy,jest aktywna w szkole,wszystko załatwi dla swojej
      klasy,poleci nawet do dyrektora wyjaśnić sprawy nie wyjaśnione.Jest radością
      całej rodziny.Już dawno nikt nie mówi o śmierci mojego ojca.Czas zaleczył
      rany.U ciebia też tak będzie ,wierz mi.
    • pink.girl Re: z moja zona cos sie dzieje. jak jej pomoc? 07.09.05, 22:40
      Najlepszym diagnostą w tym przypadku byłby psycholog. Twoja żona przezyła szok,
      gdyż zmarła jej matka. Może się obwiniać, że nic nie mogła zrobić, bo właśnie
      rodziła dziecko. Teraz winą obarcza maleństwo, bo według niej gdyby była przy
      matce, tamta by nie zmarła. Sadzę, że powinieneś umówić ją z psychologiem, żeby
      opętana depresją nie zrobiła czegoś dziecku. Rozmawiać, rozmawiac, rozmawiać.
      • pur.blanca Re: z moja zona cos sie dzieje. jak jej pomoc? 07.09.05, 23:00
        Nikt lepiej nie pomoże twojej zonie niż ty.Okaz jej dużo ciepła i
        zrozumienia.Bo dopiero tam ,gdzie ludzie ze soba nie rozmawiaja ,gdzie ma
        bliskości i więzi ,potrzebny jest psycholog.Wybaczcie wszyscy "nowocześni",ale
        nie wierzę w pomoc psychologa.Wyuczył sie teorii ,schematów działan i tych
        spraw,i cześć mu i chwała za to.Ale to przecież obcy człowiek dal twojej
        zony.Nie zna jej tak dobrze ,jak ty,jak jej brat,jak jej rodzina.
        Wiesz ,ja nie jestem psychologiem.Mam 40 lat,męża, 2 córki i doświadczenie
        życiowe.Pomogłam już wielu ludziom,właściwie ,to nie wiem w jaki
        sposób.Niektórzy mówią ,że jestem najlepszym słuchaczem jakiego znają i
        wystarczy ,że wysłucham,że pomilcze z nimi w ich nieszczęściu.Podejrzewam ,że
        własnie takiej osoby potrzebuje twoja żona.Nie mówię ,że mnie konkretnie.Ale
        właśnie takiej,jak ja.
        A jeżeli nie pomoże wsparcie najbliższych ,to nie psycholog,ale psychiatra
        jest tu potrzebny.I nie ma sie czego wstydzić ,to b.częste teraz.Wiem coś o tym-
        jestem farmaceutką i widze co sie dzieje z ludżmi.A wstydzić to sie będziesz
        dopiero wtedy ,gdy w porę nie zareagujesz i nie pomożesz żonie
        farmakologicznie.Wstydzić sie będziesz sam przed sobą.
    • agnies_87 Re: z moja zona cos sie dzieje. jak jej pomoc? 07.09.05, 23:26
      kurdę... przeraziłam się jak to czytałam... sorki, ale 'gnojku' do syna...
      fakt, ze to jej matka... ale niech nie zwala na dzieciaka.. mam nadzieje, ze
      jednak wszystko sie ulozy...
Pełna wersja