maraska
27.10.05, 01:29
Mieszkamy razem od ponad trzech lat ale ostatni rok to byla kumulacja stresow
z nim zwiazanych. W skrocie: poziom higieny jak u trzylatka, chec do zycia
jak u osiemdziesieciolatka, IQ ponad 160. Zamierzam poprosic go zeby sie
wyprowadzil, bo nie moge zniesc jego:
~pesymizmu - glownie narzeka, chwali moze raz na kwartal; pogoda zawsze nie
taka, ptaki za glosno spiewaja etc
~lenistwa - wszystko jest "za trudne", "nie wiem, jak zrobic" (ostatnio tak
odpowiedzial na moja prosbe o zdjecie klosza z lampy), "moze zrobmy to
pozniej", "po co zmieniac, jest dobrze jak jest". W pracy jest szatanem
intelektu, chwala go, ale poza praca jest niezdolny do zrobienia czegokolwiek
~brudu - dba tylko o zeby, poza tym: "prysznic raz na tydzien jest
wystarczajacy, co to pedal jestem zeby uzywac dezodorantu, bielizne zmienia
sie raz na tydzien, myc rece po wyjsciu z toalety? po co? przeciez sie nie
pobrudzilem". Nie tylko on sam, ale i jego otoczenie zarasta brudem -
upuszcza na podloge wszystko, co mu niepotrzebne (skarpety, ogryzki,
pieniadze, ksiazki, zuzyte chusteczki - brodzi w tym po kostki, ale mu to nie
przeszkadza)
Nie mam sily na niego. Nie reaguje na moje komentarze, ze brudem i zapaszkiem
mnie odstrecza ("przeciez to naturalne zapachy, ile mozna uzywac chemii"), ze
nie znosze slizgac sie na pozostawionych przez niego skorkach od banana i
chusteczkach (owszem, podniesie gdy go poprosze, ale po dwudziestu takich
prosbach co dzien zylka mi sie podnosi!), ze jak ciagle marudzi i narzeka to
mi sie nie chce z nim rozmawiac (jestem optymistka i ego nastawienie mnie
doluje).
Poza tym to dobry, uczciwy i posluszny facet. Jak widac, nie rownowazy to
jego wad.
Ulzylo mi jak sie wygadalam. Bede z nim rozmawiac w weekend.
Maraska
Good girls go to Heaven
Bad girls go everywhere