Dodaj do ulubionych

niby powinnam się cieszyć..ale...

04.11.05, 12:52
Chciałabym abyście pomogli mi
rozwikłać problem...
Pracuje w firmie z mężczyzną, który od dawna bardzo mi się podobał, ja jemu
zresztą też - jednak ze względów służbowych nasza znajomość pozostawała na
stopie porostu znajomych z pracy. Jednak jakiś czas temu zaczęliśmy się
spotykać - kino, wyjścia itd...zdecydowanie zbliżyliśmy się do siebie.
spotykamy się nadal..jednak tutaj rodzi się moje pytanie...ani razu nie
poruszyliśmy kwestii "bycia razem" - tego co do siebie czujemy i co nas
łączy..
Wiem, ze jest to facet odpowiedzialny i nie skacze po kwiatkach..
Jak sądzicie czy powinnam spytać go wprost ... co myśli o tej znajomości? Czy
nie odbierze tego jako narzucanie się ....
Owszem mogę się do niegi zdystansować..zobaczyć jak zareaguje, ale
zawsze takie rozmowy jakoś same z siebie wynikały..teraz nie i to mnie męczy:)
Obserwuj wątek
    • ticoqp Re: niby powinnam się cieszyć..ale... 04.11.05, 12:54
      czy on pracuje " na bramie";)?
      • pszczolamaja1 Re: niby powinnam się cieszyć..ale... 04.11.05, 12:55
        skąd takie podejrzenia...:)?
        • ticoqp Re: niby powinnam się cieszyć..ale... 04.11.05, 13:00

    • ladyx Re: niby powinnam się cieszyć..ale... 04.11.05, 12:57
      Sorry, ale nie bardzo rozumiem. Spotykacie się i fajnie wam razem. Jakiej
      deklaracji oczekujesz ?
      • pszczolamaja1 Re: niby powinnam się cieszyć..ale... 04.11.05, 13:01
        poprostu nie wiem na czym stoję...czy on poważnie myśli o tej znajomości..czego
        oczekuje...
        myślę że na takie tematy powinny być poruszane wsród osób między którymi rodzi
        się coś....
        • ladyx Re: niby powinnam się cieszyć..ale... 04.11.05, 13:06
          My byśmy chętnie pogadały o uczuciach i oczekiwaniach, ale oni niestety tego
          nie lubią. Wolą działać. Jeżeli wydaje Ci się, że między Wami jest ok to może
          nie zmuszaj go do rozmowy tylko obserwuj zachowanie. Wymuszona deklaracja nic
          Ci nie da.
    • nocnick2 Re: niby powinnam się cieszyć..ale... 04.11.05, 13:03

      > Wiem, ze jest to facet odpowiedzialny i nie skacze po kwiatkach..

      ale moze czesto zmienia nocniki.
    • pszczolamaja1 Re: niby powinnam się cieszyć..ale... 04.11.05, 13:16
      i sęk tkwi w tym że właśnie oni nie lubią rozmawiać o uczuciach a mnie
      strasznie nurtuje żeby wiedzieć jak on to widzi..bo jeśli traktuje mnie ot tak
      poprostu bez żadnych zobowiązań, a ja się zakocham i znowu będę jęczała że
      jestem nieszczęśliwa i jest mi źle :) chciałabym sobie oszczędzić takich
      atrakcji...:-)
      • ladyx Re: niby powinnam się cieszyć..ale... 04.11.05, 13:24
        Nie wiem co Ci doradzić :( Spróbuj poczekać na rozwój wypadków jak najmniej się
        angażując ( wewnętrznie, nie proponuję Ci bycia Królową Sniegu). Tylko nie
        pisz, że nie potrafisz. Wiem, że czasem się nie da, ale tak by było najlepiej
        dla Twojego serducha :)Powodzenia.
        • pszczolamaja1 Re: niby powinnam się cieszyć..ale... 04.11.05, 13:33
          Dzięki :-)
          Tak..właśnie taką taktykę stosuje:)nie angażować się i czekać i
          czekać...gorzej jak się nie doczkekam ;)
          moja cierpliowść jest wystawiona na wyjątkowo trudną próbę :-)

          pozdrawiam!:)
          • nocnick2 Re: niby powinnam się cieszyć..ale... 04.11.05, 13:58
            pszczolamaja1 napisała:

            > > moja cierpliowść jest wystawiona na wyjątkowo trudną próbę :-)
            >
            podobnie jak moja:)) podajmy sobie dlonie, sorki, ucha:))
    • anna242 Re: niby powinnam się cieszyć..ale... 04.11.05, 13:42
      Witaj.
      Byłam w podobnej sytuacji. Tez poznalismy sie w pracy. On juz tam pracował
      długie lata,a ja dopiero zaczynałam tam staz. Od samego poczatku wpadłam mu w
      oko, wiedziałam ze sie podobam, on mnie zreszta tez. Zaczelismy sie spotykac.
      Spotykalismy sie chyba przez całe wakacje. On nic nie mówił ja też nic
      wspominałam, ale wiedziałam że jest zakochany - to sie po prostu wie. Wkurzałam
      sie na niego bo tez nie wiedziałam na czym stoje, niecierpliwiłam sie. Pod
      koniec wakacji wyjechaliśmy razem nad morze, tam wszystko sie wyjasniło,
      pierwszy pocałunek i pierwsze czułe słowa.
      Teraz jesteśmy szczęśliwym małżenstwem.
      Nie trać wiary, wszystko samo sie ułozy. Powodzenia.
      • pszczolamaja1 Re: niby powinnam się cieszyć..ale... 04.11.05, 13:50
        Anna242..czytałam Twoją wypowiedź i czułam jakbym czytała o sobie samej...z tą
        drobną różnicą że nad morzem nie byliśmy:)..może należy to nadrobić;-)
        ale finał Waszej znajomości jest bardzo optymistyczny więc skoro do tej pory
        moja sytuacja była identyczna to kto wie;-)
        pozdrawiam
    • mrs.solis Re: niby powinnam się cieszyć..ale... 04.11.05, 18:40
      Czy ty masz 16 lat,ze potrzebujesz jakiejs deklaracji? Chyba nie jestes juz w
      tym wieku ,ze oczekujesz od faceta ,ze spyta cie czy bedziecie ze soba chodzili.
      Uwazam ,ze skoro chce sie z toba spotykac poswieca swoj czas na bycie z toba to
      znaczy ,ze w jakis sposob mu zalezy. Pytaniem o wasz zwiazek sie osmieszysz. On
      jeszcze pewnie nie wie czy to bedzie na powaznie czy nie,bo skad on to ma
      wiedziec??? Takie rzeczy wie sie dopiero po jakims czasie. Co z tego ,ze moglby
      ci teraz powiedziec ,ze jestes ta jedyna ,a za pare miesiecy by zerwal.
      Ciesz sie z bycia razem i przestan ukaldac scenariusze na reszte zycia.
    • swietymikolaj8 niczego nie przyspieszaj ? 04.11.05, 21:42
      do czego Ci sie spieszy ?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka