wdeszczurosne
11.11.05, 13:56
Sciska mnie serce, gdy rozgladam sie jak zyja ludzie wokolo.
Czy w wieku zalozmy 30,35 lat nie mozna juz marzyc? Kto powiedzial, ze do
marzenia, idealow i szalenstwa ma prawo tylko naiwny jeszcze nastolatek?
Patrze na moja dobra znajoma: ladna madra kobieta a zahukana przez zycie. Nie
jest szczesliwa a nie robi nic by do szczescia dazyc. Na rozwod za pozno (bo
dzieci, bo wspolny dom), na milosc wiary brak a na trumne za wczesnie.
Mam wrazenie, ze coraz wiecej ludzi tkwi w jakiejs ciemnej szczelinie
codziennosci i tego co nam wypada w danym wieku, ukladach czy srodowisku.
Boimy sie slabosci, boimy sie starosci. Boimy sie wyjsc za rog, bo tam moze
nic dobrego juz na nas nie czeka. Lepiej siedziec w tej ciemnej waskiej
szczelinie niz wyjsc do slonca, w obawie, ze nas sparzy.
Kiedys przeczytalam "strach jest wrogiem milosci". I wciaz mam wrazenie, gdy
patrze na ludzi obok, ze zyjemy sparalizowani strachem. Takim malym ale
wszechobecnym permamentnym strachem. Jakby ten strach plynal w naszej krwi.
Moge w tej chwili chwycic za sluchawke, zadzwonic do 20 ludzi i spytac czy
maja ochote na cos szalonego, przygode, wiatr we wlosach, droge w niewiadome.
I jestem pewna, ze kazdy z tych ludzi bedzie mial wymowke. Bo praca, bo
rodzina, bo oszczedzaja na telewizor czy perfumy, bo szef urlopu nie da, bo
maz bedzie zly, bo bo bo... Tysiace bezsensownych wymowek by zaczac zyc.
Jasne.. lepiej i jakze bezpieczniej przezyc zycie szablonowo. Nikt sie
dziwnie nie spojrzy, nikt nie pokiwa glowa, nikt nie zrobi grymasu.
Jasne.. chodzmy grzecznie do pracy, kupujmy pieczywo i owoce, dbajmy o nasze
domy, a wieczorami biegajmy na fitness, na kursy jezyka, na basen - aby
udawac przed soba i swiatem, ze zyjemy pelnia zycia, ze jestesmy nowoczesne,
zadbane i mamy w sobie pasje zycia. Udawajmy przed soba, ze codzienne te same
rytmiczne obowiazki i zajecia czynia nas szczesliwymi i spelnionymi.
Udawajmy, ze jestesmy z siebie dumne, bo stac nas na fajne ciuchy, kosmetyki
a na polce w domu stoi pare flaszek markowych perfum. A my schudlysmy dwa
kilo, zadowolilysmy meza/partnera i zasypiamy w miare spokojnie, bo wazne
misje dnia typu podlanie kwiatkow, zrobienie zakupow czy zakucie paru nowych
slowek powiodly sie wyjatkowo dobrze. Nawet w lozku bylysmy dobre. I czujemy
sie pewniej, bo zadowolony facet to wierny facet.. A moze jednak nie..?
A gdzie pasja zycia? Robienie rzeczy niezwyklych i niecodziennych? Przygoda i
poczucie wolnosci? Kiedy ostatnio zrobilyscie cos wbrew swiatu i wszelkiej
logice ale dlatego, ze tego pragnelyscie? Ja wiem, lepiej wydac pieniadze na
nowe kozaki, podlewac kwiatki i usmiechac sie do sasiadow - to takie normalne
i akceptowane. Ale.. czy naprawde na tym ma polegac nasze zycie?
Czekam na Wasze opinie, spostrzezenia i zapraszam do dyskusji :)