koza_w_rajtuzach
24.11.05, 17:33
W afekcie wyzwałam matkę od najgorszych.
Odkąd wyprowadziłam się z domu usiłuję za wszelką cenę ją "wychować". Ma
wiele złych nawyków, wydaje mi się, że nie jest w stanie odróżnić co jest
dobre a co złe. Nigdy nie zwracała uwagi na to, że jej mąż mnie źle traktuje,
wyżywa się nade mną, leczy swoje kompleksy poprzez zatruwanie mi życia.
Zawsze ją to wręcz śmieszyło i często było tak, że ze śmiechem przekazywała
mi wieści: "a wiesz, tato powiedział, że wyglądasz jak strach na wróble". Ona
zawsze traktowała to jako wyśmienite dowcipy i spodziewała się, że będę się
śmiać, natomiast ja szłam do pokoju wylewać łzy. Gdybym przy niej
kiedykolwiek zapłakała powiedziałaby mi, że jestem nienormalna i psychicznie
chora (swoją drogą jakbym przy ojcu zapłakała, to by było jeszcze gorzej). U
mnie w domu zawsze był zakaz pokazywania słabości. Poza tym zawsze rodzice
wyżywali się nade mną za to, że spędzałam całe dnie w swoim pokoju - a ja po
prostu nie chciałam ich widzieć. Za karę "pomysłowy tatuś" potrafił wejść do
mnie do pokoju np. o 4 rano i wylać mi na twarz zimną wodę. Często słyszałam,
jak matka dyskutuje z nim jaka to jestem głupia, beznadziejna, okropna, jak
go buntuje na mnie, a kiedy była ze mną udawała przyjaciółkę, choć nigdy nie
spytała się mnie choćby o to czemu jest mi źle, smutno.
Kiedy wyprowadziło się stosunki się poprawiły. Ja zobaczyłam, że można mnie
szanować (dzięki mężowi) i wymagałam tego ze strony matki. Było dobrze.
Tłumaczyłam jej jak dziecku: "tego nie wypada mówić" i pokazywałam, że wiele
rzeczy można w inny sposób postrzegać. Dostrzegałam wyraźną poprawę.
Wiedziałam, że nigdy nie będę mieć normalnej matki, ale cieszyły mnie te
niewielkie sukcesy.
Kiedy jednak dziś poraz kolejny moja 8-letnia siostra zaczęła mnie wyzywać,
prowokować, wyklinać, mówić, że mnie wytresuje, zaczęła mnie straszyć nożem i
zobaczyłam, że moja mama parska śmiechem to mi ręce i nogi opadły. Siostra to
robi tylko ze względu na widownię, na pozytywne reakcje i jej się nawet nie
dziwię. Powiedziałam swojej mamie: "jesteś najgorszą matką z możliwych, skoro
pozwalasz na to, by mnie tak traktowano", kiedy jednak dalej się śmiała
nazwałam ją tą na "k" i poszłam do domu. Wstydzę się za siebie, zachowałam
się jak patologia. Nigdy wcześniej nie pozwalałam sobie na takie wybuchy
złości, ale jakoś nie mogę się do końca pogodzić z tym, że tak beznadziejną
rodzinę przyszło mi mieć.
Wiem, mam dziwną rodzinę i mam tego świadomość. Ale.. z wieloma rzeczami
nadal nie mogę się pogodzić. Jestem całkiem inna od nich. Moje rodzeństwo nie
ma takich problemów, bo oni są tacy sami jak rodzice.