laff.irynda
05.12.05, 00:24
Siedze i becze... i nie moge sie pozbierac...
Wyjechalam w polowie sierpnia na Socratesa, jestem w Kopenhadze... Zostalo mi
jakies 19 dni do powrotu... ale juz nie daje rady... czekaja mnie egzaminy od
piatku, niby bede miala troche nauki wiec szybko zleci, bo trzeba bedzie sie
na nich skupic...
Ale zalapalam dzisiaj jakiegos dola, moje kochane M stracilo (mam nadzieje ze
tylko) na dzisiaj net... i okazalo sie ze nie mam z kim pogadac z tych co
zostali w Poznaniu... Kumpele ktore mnie tak zapewnialy ze jak pojade beda
sie odzywac, ze beda pisaly, ze nie zapomna.... DUPA! nikt sie nei odzywal
przez cale 4 miesiace dostalam jeden list, zadnego maila, na moje zagadniecia
na gg czy na skypie wszyscy milcza... Jakbym w ogole zniknela z ich zycia!!!
Wiem ze to nie sa powazne problemy, ze ludzie maja wieksze i w ogole... ale
ja chcialam tylko to z siebie wyrzucic... chcialam sie wyzalic... bo nie ma
mnie kto pocieszyc... wiecie jak to z facetami... on tez nei widzi problemu,
bo 'On jest', no fajnie ze jest i jestem mu strasznie wdzieczna ze jest (bez
niego byl tu nie przezyla chyba!), ale mialma w domu jeszcze przyjaciol!
Ktorzy obiecali... :(
W sumie to najmniej sie zawiodlam na osobach niezbyt bliskich - takich z
ktorymi w domu utrzymywala rzadki kontakt, oni czesciej sie odezwa, zapytaja
jak mi idzie, czy jest mi tu dobrze, wespra milym slowem...
Prawda jest taka ze z ludzmi tu nie spasowalam... Przyjechaly bogate
dzieciaczki z Europy i w ciagu jedengo wieczoru bez zmruzenia okiem wydaja
tyle co moi rodzice oboje zarabiaja przez caly miesiac... A co gorsza jak sie
raz odmowilo imprezy to juz na kolejne nie zapraszali i tak jakos wyszlo...
Jest mi tu strasznie smutno i samotnie, nie mam nawet z kim pogadac...
Pewnie zaraz pojde spac, rano sie obudze i bedzie OK, tzn bedzie na tyle OK
zeby nie beczec i zeby miec sile zacisnac zeby i wytrzymac te 2,5 tygodnia...
Ale muslalam z siebie to wyrzucic...
eh... dzieki