nati
05.12.05, 17:49
nie moge sie pozbyc takiego myslenia. ze gdybym spotkala fajnego faceta,
gdybym miala partnera - wszystko nagle jak za dotknieciem czarodziejskiej
rozdzki by sie odmienilo na lepsze! zechcialoby mi sie zyc. a tak, sama dla
siebie - nie umiem. probuje zmienic takie podejscie, chodze do psychologa, ale
nie bardzo pomaga. przeciez logicznie rzecz biorac, posiadanie faceta nie jest
wyznacznikiem mojej wartosci. dodam, ze jestem na etapie "zdrowienia" po
zwiazku z niezwykle toksycznym facetem (zdradzal, oszukiwal, podwojne zycie,
alkohol, narkotyki, dlugi,...). probuje pozbyc sie tesknoty za nim, ale nie
umiem - jakby to, ze teraz jestem sama bylo najgorsza rzecza, jaka mogla mi
sie przytrafic. jakbym wolala byc w chorym zwiazku, zdradzana i oszukiwana
codziennie, byle po prostu byc w zwiazku. oczywiscie walcze o siebie, staram
sie przezwyciezyc takie myslenie... ale jest ciezko. zwlaszcza, ze mnostwo
moich kolezanek tak mysli. jak to przezwyciezyc raz na zawsze??? ps. mam 25
lat, studiuje, uprawiam sport, etc... ale niewazne iloma rzeczami sie zajmuje,
to w glowie smutek, bo brak mezczyzny!!!