kali1974
06.12.05, 16:22
a zaczyna wykorzystywanie dobrego serca drugiej osoby??
rozumiem, że rynek pracy jest ciężki, że każdemu może powinąć się noga, że
dwoje ludzi powinno się wspierać w trudnych chwilach, nie należy kopać
leżącego, że trzeba wykazać się ogromną wyrozumiałością, cierpliwością i
zacisnąć zęby... wszystko rozumiem, godzę się z tym, że aktualnie jestem
jedyną osobą zarabiającą na życie w naszym domu.
Natomiast chyba kończy się moja wyrozumiałość i cierpliwość - znamy się od
ok. 2 lat, od mniej więcej roku mieszkamy razem (z moim synem), od około 7
miesięcy mój facet nie robi nic. W sensie, zawodowo. Firmę rzucił, bo to
typowa firma krzak, wszystko się tam waliło, pensja marna i opóźniona itp.
Chciał sam zacząć działać w branży, którą dobrze znał. Ciężko trochę było na
początku - bo to wakacje, wyjazdy zaplanowane, ale sprężyłam sie, zapłaciłam,
pojechaliśmy. tuż po wakacjach zabrał się za rozkręcanie interesu, ale coś
nie szło. Nie było gotówki nawet na drobne ruchy, więc stwierdził że poza tym
może poszuka jakiejś roboty na razie.
Mamy grudzień... Ja pracuję na etacie, zarabiam bardzo dobrze (a jednak nie
wystarczająco dobrze żeby samej utrzymać dom + pospłacać dlugi z wakacji), do
domu wracam ok. 19.00, często biorę fuchy, siedzę wieczorami. Śpię po 5
godzin na dobę, w niektóre weekendy chodzę na uczelnię. On stara się o
odzyskanie pieniędzy od szwagra (poważna kwota), poza tym pracy nie szuka bo
twierdzi że nic fajnego nie ma, działalności nie prowadzi bo bez gotówki
podobno nie rozkręci.
Faktem jest, że jest fajny facet, opiekuńczy, czuły, dobry dla dzieci, że
sprzątnie, pozmywa, odkurzy, kupi chleb. Już usłyszałam niejednokrotnie -
czego ty się chłopa czepiasz, mój to nawet herbaty sam nie zrobi.
Ale problem w tym, że ja nie potrzebuję gosposi, tylko, jeżeli już, to
partnera do życia, normalnego życia które dotychczas raczej mnie nie
rozpieszczało.
Cieszyłam się z nowej pracy, sporych zarobków - moja radość szybko się
skończyła, tj. wraz z koniecznością wzięcia dwóch pożyczek w ciągu ostatnich
miesięcy (a raczej wraz z kolejnymi ratami do spłaty co miesiąc) ...
Oczywiście, że w życiu nie chodzi tylko o pieniądze, natomiast niezależnie od
tego jak bardzo ludzie się kochają to resztę trzeba sobie kupić, a ja zamiast
kupić sobie buty w tym miesiącu prawdopodobnie zapłacę rachunek za jego
komórkę... to tak w dowód miłości...
czy ja jestem po prostu głupia, podła, wredna i niewyrozumiała baba, czy
jednak dobrze mi się wydaje, że coś jest nie tak?
czy ktoś z Was był w podobnej sytuacji?