gdzie kończy się wzajemna pomoc i wspieranie

06.12.05, 16:22
a zaczyna wykorzystywanie dobrego serca drugiej osoby??
rozumiem, że rynek pracy jest ciężki, że każdemu może powinąć się noga, że
dwoje ludzi powinno się wspierać w trudnych chwilach, nie należy kopać
leżącego, że trzeba wykazać się ogromną wyrozumiałością, cierpliwością i
zacisnąć zęby... wszystko rozumiem, godzę się z tym, że aktualnie jestem
jedyną osobą zarabiającą na życie w naszym domu.
Natomiast chyba kończy się moja wyrozumiałość i cierpliwość - znamy się od
ok. 2 lat, od mniej więcej roku mieszkamy razem (z moim synem), od około 7
miesięcy mój facet nie robi nic. W sensie, zawodowo. Firmę rzucił, bo to
typowa firma krzak, wszystko się tam waliło, pensja marna i opóźniona itp.
Chciał sam zacząć działać w branży, którą dobrze znał. Ciężko trochę było na
początku - bo to wakacje, wyjazdy zaplanowane, ale sprężyłam sie, zapłaciłam,
pojechaliśmy. tuż po wakacjach zabrał się za rozkręcanie interesu, ale coś
nie szło. Nie było gotówki nawet na drobne ruchy, więc stwierdził że poza tym
może poszuka jakiejś roboty na razie.
Mamy grudzień... Ja pracuję na etacie, zarabiam bardzo dobrze (a jednak nie
wystarczająco dobrze żeby samej utrzymać dom + pospłacać dlugi z wakacji), do
domu wracam ok. 19.00, często biorę fuchy, siedzę wieczorami. Śpię po 5
godzin na dobę, w niektóre weekendy chodzę na uczelnię. On stara się o
odzyskanie pieniędzy od szwagra (poważna kwota), poza tym pracy nie szuka bo
twierdzi że nic fajnego nie ma, działalności nie prowadzi bo bez gotówki
podobno nie rozkręci.
Faktem jest, że jest fajny facet, opiekuńczy, czuły, dobry dla dzieci, że
sprzątnie, pozmywa, odkurzy, kupi chleb. Już usłyszałam niejednokrotnie -
czego ty się chłopa czepiasz, mój to nawet herbaty sam nie zrobi.
Ale problem w tym, że ja nie potrzebuję gosposi, tylko, jeżeli już, to
partnera do życia, normalnego życia które dotychczas raczej mnie nie
rozpieszczało.
Cieszyłam się z nowej pracy, sporych zarobków - moja radość szybko się
skończyła, tj. wraz z koniecznością wzięcia dwóch pożyczek w ciągu ostatnich
miesięcy (a raczej wraz z kolejnymi ratami do spłaty co miesiąc) ...
Oczywiście, że w życiu nie chodzi tylko o pieniądze, natomiast niezależnie od
tego jak bardzo ludzie się kochają to resztę trzeba sobie kupić, a ja zamiast
kupić sobie buty w tym miesiącu prawdopodobnie zapłacę rachunek za jego
komórkę... to tak w dowód miłości...
czy ja jestem po prostu głupia, podła, wredna i niewyrozumiała baba, czy
jednak dobrze mi się wydaje, że coś jest nie tak?
czy ktoś z Was był w podobnej sytuacji?
    • ramadayes Re: gdzie kończy się wzajemna pomoc i wspieranie 06.12.05, 16:51
      a jak to się stało, że dałaś się naciągnąć na 2 pożyczki? i dlaczego płacisz
      rachunki za jego komórkę? czegoś tu nie rozumiem. facet jest chyba dorosły i
      umie się zająć sobą, a wychodzi na to, że wszystko na twojej głowie.
      • kali1974 Re: gdzie kończy się wzajemna pomoc i wspieranie 06.12.05, 16:56
        ramadayes napisała:

        > a jak to się stało, że dałaś się naciągnąć na 2 pożyczki? i dlaczego płacisz
        > rachunki za jego komórkę? czegoś tu nie rozumiem. facet jest chyba dorosły i
        > umie się zająć sobą, a wychodzi na to, że wszystko na twojej głowie.

        no właśnie o to chodzi, że na mojej.
        najpierw wyszłam z założenia, że każdemu może trafić się utrata pracy i kiepski
        okres, ludzka rzecz. ale ile czasu można mieć kiepski okres?!
        pożyczka wynikła, bo już dużo wcześniej rezerwowaliśmy wczasy nad Bałtykiem,
        wpłacona była zaliczka itp.,
        mielismy spłacać razem, a w zasadzie on większą część, bo to nie był mój
        pomysł - aktualnie reakcja jest typu: ale o co ci chodzi? przecież będę spłacał
        jak tylko będę miał możliwość...
        • ramadayes Re: gdzie kończy się wzajemna pomoc i wspieranie 06.12.05, 17:04
          nie wiem, czy twój facet naprawdę szuka pracy, czy tylko udaje, że szuka. może
          to jest ten typ, który jak mu wskażesz jakąś pracę, ogłoszenie to wybrzydza?
          jeżeli tak jest, to chyba nie chce znaleźć pracy. postaw sprawę jasno:
          ograniczasz wydatki na niego do minimum, nie spłacasz jego pożyczek, nie
          płacisz rachunków za komórkę, nie dajesz kasy na piwo i pety itd. niech on
          poczuje brak kasy, może go to zmotywuje do wzięcia się do roboty. pozdrawiam i
          życzę powodzenia :)
          • kali1974 Re: gdzie kończy się wzajemna pomoc i wspieranie 06.12.05, 17:08
            mogę spróbować, chociaż ciężko będzie, bo ja to taka dobra du_pa jestem, od
            gęby sobie odejmę, żeby innym pomóc...
        • dr.tapczan Re: gdzie kończy się wzajemna pomoc i wspieranie 06.12.05, 17:12
          w przyrodzie znane sa, miedzy innymi, takie typy zachowan:

          1) symbioza - wspoldzialanie, wspolistnienie dla osiagniecia wiekszej korzyści
          2) pasozytnictwo - zerowanie na osobniku, ktory nie koniecznie ma sily i
          srodki, zeby sie pasozyta pozbyc

          mysle, ze powoli Wasze relacje zmierzaja w kierunku pkt. 2
    • maretina Re: gdzie kończy się wzajemna pomoc i wspieranie 06.12.05, 17:24
      masz pasozyta bez ambicji i honoru. przykre to. pomijam kwestie tego, ze Tobie
      zle ( chociaz to bardzo wazne), ale trzymajac tego pasozyta sprawiasz, ze
      dziecko ma czegos mniej. nie wierze, ze kosztem tego trepa nie zrezygnowalas z
      fajnego ciucha, kina, gry komputerowej czy czegos innego dla dziecka.... przez
      starego leniwca.... naprawde warto? ty chcesz wspierac a a ten trep chce
      wygodnie zyc. niewolnice znalazl.
      • horpyna4 Re: gdzie kończy się wzajemna pomoc i wspieranie 06.12.05, 18:54
        Nawet jeżeli z jego strony nie ma złej woli, to nie jest on wobec Ciebie w
        porządku. Niestety, sama go rozpaskudziłaś, a do dobrego (słodkie
        nicnierobienie) bardzo łatwo się przyzwyczaić. Odbądź z nim poważną rozmowę,
        namów na podjęcie JAKIEJKOLWIEK pracy, na zasadzie, że to chwilowe, dopóki
        nie znajdzie czegoś lepszego. Spróbuj go jakoś zachęcić, np. jeżeli się trafi
        legalna praca, to będą z tego składki do emerytury, nie ważne na razie, jakie,
        ale będzie staż pracy. Jeżeli Ci się nie uda, to trudno. Jest pełnoletni i
        niech sobie radzi sam.
        • kali1974 Re: gdzie kończy się wzajemna pomoc i wspieranie 07.12.05, 09:52
          horpyna4 napisała:

          > Nawet jeżeli z jego strony nie ma złej woli, to nie jest on wobec Ciebie w
          > porządku. Niestety, sama go rozpaskudziłaś, a do dobrego (słodkie
          > nicnierobienie) bardzo łatwo się przyzwyczaić. Odbądź z nim poważną rozmowę,
          > namów na podjęcie JAKIEJKOLWIEK pracy, na zasadzie, że to chwilowe, dopóki
          > nie znajdzie czegoś lepszego. Spróbuj go jakoś zachęcić, np. jeżeli się trafi
          > legalna praca, to będą z tego składki do emerytury, nie ważne na razie, jakie,
          > ale będzie staż pracy. Jeżeli Ci się nie uda, to trudno. Jest pełnoletni i
          > niech sobie radzi sam.

          wiem, dzięki, rozmowy już były, ta będzie ostatnia bo ja już nie mam siły:(

          • minkair Re: gdzie kończy się wzajemna pomoc i wspieranie 07.12.05, 14:07
            mam podobnie, z tym ,że u mnie sytuacja trwa już ponad 2 lata
            ..teraz jeszcze doszły poważne kłopoty z synem.I krach gotowy jestem załamana prawie na maksa...mając świadomość,że sama jestem sobie winna.Ja nie umiem rozmawiać na ten temat ...płacę więc za wszystko za co się tylko da..a czego się nie da musi poczekać. Wpadam w coraz większy dołek nie tylko finansowy ale też w jakieś stany bezsilności i depresji..sama jestem sobie winna
          • minkair Re: gdzie kończy się wzajemna pomoc i wspieranie 07.12.05, 14:15
            napisałam do Ciebie na priv;-)
Pełna wersja