frezja66
09.12.05, 14:04
Głupie pytanie ale je zadam...
Pisze pracę magisterską, poprosiłam koleżankę aby w wiekszym mieście, tam
gdzie ona studiuje i gdzie jest duża biblioteka, wypozyczyła mi ksiązki,
dotyczące mojego tematu, wspólnej polityki rolnej,
problem jest taki, że ona chce abym dała jej konkretne tytuły książek, których
ja nie mam, bo zawsze gdy ide do biblioteki, to mówię osobie tam pracującej,
co mnie interesuje i ona kieruje mnie na stosowny dział lub często też pomaga
w szukaniu książek i zagadnień,
moja koleżanka twierdzi, że to jest nie mozliwe, aby bibliotekarka pomagała w
takich sprawach i w taki sposób, i żąda konkretnych tytułów...
ja jednak uważam, ża ta osoba po to tam jest, aby wskazać dział, książki (no
nie tak szczegółowo, ale ogólnie), przecież jesli ktoś zostaje bibliotekarzem
to przeciez musi znać dobrze swój fach, literaturę itp prawda?
a może to ja nie mam racji? może ona jest tam po to aby tylko mówić dzień dobry?
wywiązała sie pomiędzy nami nieprzyjemna dyskusja..., w każdej bibliotece
zawsze bibliotekarki potrafiły mi pomóc, wskazać dział i w ogóle, czy w
większym mieście jest inaczej????
kto ma rację?