bycie singlem - to nie dla mnie...

13.12.05, 12:07
jestem singlem... takim "prawdziwym" (czyli bardzo samotnym, nawet bez
przelotnych znajomości) to od roku. Jestem singlem, bo:
1) chłopak, który przez ostatnie 5 lat zawracał mi głowę w stylu: rozstania -
powroty, kocham - nie kocham - nie wiem czy Cię kocham - jesteśmy razem -
bądźmy przyjaciółmi ---> pewnego dnia oznajmił mi, ze jest z inną,
2) w tym czasie gdy on rozglądał się za inną ja miałam depresje więc było mi
wszystko jedno,a gdy wreszcie ozdrowiałam (z wielką pomocą przyjaciół, a nie
mojego ukochanego!) to już było za późno.... :-(,
3) nie poznaję nikogo - NIKOGO!! - nawet nie ze nikogo interesującego,
fajnego, kandydata na chłopaka czy coś więcej! - a jest tak dlatego, bo dużo
i długo pracuję - rzucenie pracy nie wchodzi w grę, jej ograniczenie -
owszem, ale po co jak nie ma dla kogo????
4) ponoć mam (za) duże wymagania - chociaż mnie się tak nie wydaje żeby chęć
stworzenia prawdziwego związku, bycia z kimś, kochania kogoś, szanowania i
oczekiwania, ze ktoś też będzie mnie kochał i szanował - ze to są takie
starszne wymagania,
5) jestem towarzyska, często wychodzę: kino, knajpy, imprezy, kręgle,
aerobik, można ze mną pogadać, ale poza stałym gronem znajomych, które
ostatnio - mam wrażenie - trochę oddala się ode mnie, bo tworzą się co i rusz
nowe pary - nie poznaję nikogo innego i nie wiem dlaczego tak jest!!! nawet
jak kogoś poznam to oczywiście jest to już mąż, chłopak, kochanek innej...
6) budowałam i planowałam całe życie z tym, który odszedł i nie potrafię
sobie wyobrazić życia z innym... od tamtej pory raz byłam zakochana, ale
facet również puścił mnie w trąbę - po tym jak nagle zniknął bez wieści a ja
myślałam, ze coś się stało, po 3 miesiącach dowiedziałam się, ze jest
szczęsliwie żonaty!
7) mam dosyć, żyć mi się samej nie chce - a problem polega na tym, ze DZISIAJ
jest Wigilia firmowa, na której wypada mi być z kimś, z chłopakiem, połówką -
bo wszyscy są zaproszeni ze swoją żoną/mężem, partnerką/partnerem - w pracy
juz krzywo się na mnie patrzą, ze na takie imprezy zawsze przychodzę sama,
słyszałam nawet "życzliwe" rady, ze mogę przyjść z przyjaciółką, że oni są
bardzo tolerancyjni... oczywiście, ze chcę przyjść z kimś!!! najchetniej z
moim mężem, chłopakiem... ale skoro go nie mam to co?? mam się powiesić z
tego powodu??? mam dosyć tego, ze wszysycy inni układają mi życie (kiedy
wychodzisz za mąż? za półtora roku to odejdziesz na urlop macierzyński,
prawda??) i nikt nie przyjmie do wiadomości, ze tak po prostu, najwyczajniej
w swiecie - mimo że tego nie chcę - JESTEM SAMA!!! CHCIAŁABYM ZEBY BYŁO
INACZEJ, ALE JEST JAK JEST!!! Moim współpracownikom nie mieści się w głowie,
ze w wieku 25 lat można: mieszkać samej, do kina chodzić z przyjaciółką i
mieć kumpli tylko przez internet...
Ponieważ jestem w stanie beznadziejnym piszę to wszystko obcym ludziom na
forum... jeżeli nie chcecie napisać niczego miłego czy pocieszającego to nie
piszcie w ogóle...
PA!
    • sumire Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 13.12.05, 12:22
      Nie wiem, czy to będzie pocieszające, ale - masz dopiero 25 lat, na niebiosa,
      nie 35! A na świecie są trzy miliardy facetów, niektórzy całkiem fajni. Trzeba
      tylko, eem, mniej sobie wyobrażać :)
      Nieposiadanie stałego faceta to nie jest jakaś paskudna choroba i naprawdę
      można być szczęśliwym singlem, o ile przestanie myśleć się tylko o własnej
      samotności. Wiem, że u nas ciągle ma się świetnie presja społeczna pt. "no,
      wyjdźże już wreszcie za mąż". Niemniej, jeśli ktoś ma problem z zaakceptowaniem
      w swoim otoczeniu samotnej dwudziestopięciolatki - to jego problem, nie Twój :)
      A może ja w jakiejś bańce mydlanej żyję, bo single w moim otoczeniu przeważają
      nad trwale sparowanymi...
      • maialina1 Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 13.12.05, 12:24
        Ja tez nie wiem czy cie pociesze, ale pomysl sobie ze malzenstwo to nie zaden
        gwarant cudownej szczesliwosci. Tylko dla osob ktore sa same, tak to wyglada,
        dla osob ktore patrza na to z boku. Pomysl sobie ze osoby ktore sa w zwiazkach
        malzenskich maja byc moze gorsze problemy i zazdroszcza tobie ze jestes sama.
    • grogreg Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 13.12.05, 12:44
      Tia..... Presja otoczenia pcha czasem do idiotycznych wyborow.
    • drzazga1 Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 13.12.05, 21:08
      Ciekawe, jakaz to instytucja ma za pracownikow takich, bez przeproszenia,
      idiotow i chamow?
    • mary_crawford Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 13.12.05, 22:42
      Hej.
      Mam nadzieję, że ten post Cię jakoś wzmocni. Chciałabym Ci powiedzieć dwie rzeczy:
      1. Zawsze lepiej być samej niż bardzo , bardzo cierpieć w toksycznym związku, a
      potem - tak jak ja - się rozwodzić. Jesteś w dobrej sytuacji bo nie marnujesz
      czasu przy jakims palancie.
      2. Dopiero teraz - po rozwodzie - zrozumiałam coś co powinnam wiedzieć już
      dawno. Szkoda, że mi nikt tego nie powiedział wcześniej. Ja Tobie mówię :)
      Otóż - nie będziesz z nikim szczęśliwa dopóki nie nauczysz się być szczęśliwa
      sama ze sobą. NIe definiuj swojego życia przez mężczyznę. Ty jesteś ważna.
      To jaką jesteś osobą zalezy tylko od Ciebie i jeżeli polubisz siebie to jestem
      pewna, że ktoś Cię znajdzie. Wszytsko ma swój czas...Ty musizz po prostu dłużej
      poczekac. Najważniejsze żebyś nie gorzkniała, nie zadręczała się tym, jak teraz
      zdaje się robisz :)
      Idź na tę imprezę sama, pewna siebie i swojej kobiecości.
      Nie jesteś gorsza tylko dlatego, że nie masz nikogo. Ludzi....zawsze oceniają,
      gadają, plotkują ....ale tak naprawdę niewiele ich to obchodzi. Oni mają swoje
      życie Ty swoje. masz prawo do własnych wyborów.
      Ciepłe pozdrowienia.
      M.C.
      • ma_gala Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 14.12.05, 14:58
        Dzięki za wsparcie. W końcu poszłam sama, bo nie miałam zamiaru udawać choroby
        albo zaszywać się zeby nikt mnie nie znalazł ;-). Nie było aż tak źle! Tylko te
        komentarze... przyjęłam je z uśmiechem na ustach, ale tak się zastanawiam...
        skad to się bierze?? Zgorzkniała (jeszcze) nie jestem, nie zadręczam się tym,
        ze jest jak jest, ale prawda jest taka, ze gdyby otoczenie mi "uprzejmie" nie
        przypominało o moim "staropanieństwie" to ja też nie widziałabym w tym aż
        takiego problemu!
        Mam nadzieję, ze wkrótce się odmieni - weekend nadciaga i mam zamiar spędzić go
        aktywnie!!
        • bialeoko Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 14.12.05, 18:12
          ...a bo oni zazdroszczą Ci 'wolnego strzelectwa' albo co niektórzy odczuwają
          zagrożenie (koleżanki, które przyjdą ze znudzonymi mężami) więc podkopują Twoje
          ego.
          a z drugiej strony - to, co mówią mary_crawford i fajnaret...
          nie daj się ;)
      • andula_t Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 14.12.05, 17:58
        pięknie powiedziałaś. zgadzam się w 100 %.

        słuchajcie wszystkie mary_crawford ...

        powodzenia mary na nowej drodze życia !!!!
      • 13monique_n Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 11.05.06, 15:27
        Hej, dawno to napisane, mary crawford, ale swieta prawda. Akurat, kiedy to
        pisalas do ma_galii, ja wlasnie zamieszkiwalam z dziecmi osobno.
        mary_crawford napisała:

        > Hej.
        > Mam nadzieję, że ten post Cię jakoś wzmocni. Chciałabym Ci powiedzieć dwie rzec
        > zy:
        > 1. Zawsze lepiej być samej niż bardzo , bardzo cierpieć w toksycznym związku, a
        > potem - tak jak ja - się rozwodzić. Jesteś w dobrej sytuacji bo nie marnujesz
        > czasu przy jakims palancie.
        > 2. Dopiero teraz - po rozwodzie - zrozumiałam coś co powinnam wiedzieć już
        > dawno. Szkoda, że mi nikt tego nie powiedział wcześniej. Ja Tobie mówię :)
        > Otóż - nie będziesz z nikim szczęśliwa dopóki nie nauczysz się być szczęśliwa
        > sama ze sobą. NIe definiuj swojego życia przez mężczyznę. Ty jesteś ważna.
        Co do slowa. Jesli sie umie zyc, nie strzelajac oczkami, czy jakis facet nas
        znajdzie, bedzie podziwial i kochal, to faceci (mowie to z perspektywy prawie
        pol roku), sami sie znajduja. Trzeba umiec zyc i cieszyc sie zyciem, wtedy
        pojawia sie ktos, kto nam to zycie cudownie uzupelni, a nie bedzie stanowil o
        naszym "byc albo nie byc".
        > To jaką jesteś osobą zalezy tylko od Ciebie i jeżeli polubisz siebie to jestem
        > pewna, że ktoś Cię znajdzie. Wszytsko ma swój czas...Ty musizz po prostu dłużej
        > poczekac. Najważniejsze żebyś nie gorzkniała, nie zadręczała się tym, jak teraz
        I jeszcze stosunek do plotek i plotkujacych - doprawdy, szkoda na nich pradu,
        jak mawia moja kolezanka. Te ludki absolutnie musza ubarwiac jakos swoja jalowa
        egzystencje. Nie warto sie zastanawiac co oni mysla (o ile w ogole mysla).
        Pozdrawiam najcieplej wszystkie singielki, nie zawsze z wyboru, w kazdym wieku. :)
    • fajnaret Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 14.12.05, 16:03
      Droga Pani! Przestan ubolewac nad soba! Proponuje znajdz sobie jakies ciekawe
      hobby , zainteresowanie. Znam mnóstwo ludzi którzy tez sa singlami nie tylko z
      własnej woli ale i z przymusy i sobie jakos daja rade i chwala nawet to sobie.
      Czasami tak zycie sie układa ze nie mamy zbytnio na to wpływu ale trzeba sobie
      radzić
      pozdrawiam
    • pleple12 Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 14.12.05, 17:41
      Droga Koleżanko,

      Nie płacz nad sobą. O jakim Ty mowisz staropanienstwei??? Ciesz się
      możliwościami, które daje Ci ten czas, rozwijaj się!!! Ja mam 30 lat i jestem
      sama i co Ty na to koleżanko??
    • valentino_g towarzystwo wzajemnej adoracji:) 14.12.05, 19:37
      • valentino_g Re: towarzystwo wzajemnej adoracji:) 14.12.05, 19:38
        piszę do kobiet które napisały poniżej że lepiej być samemu aniżeli z
        kimś ...bzdura totalna, nie próbujcie usprawiedliwiać swojej samotności !!
        • sinsi Re: towarzystwo wzajemnej adoracji:) 14.12.05, 19:46
          valentino_g napisał:

          > piszę do kobiet które napisały poniżej że lepiej być samemu aniżeli z
          > kimś ...bzdura totalna, nie próbujcie usprawiedliwiać swojej samotności !!


          Oczywiscie, ze lepiej byc samemu niz z kimś nieodpowiednim.
          • valentino_g Re: towarzystwo wzajemnej adoracji:) 14.12.05, 20:21
            sinsi napisała:
            > Oczywiscie, ze lepiej byc samemu niz z kimś nieodpowiednim.

            ale najgorzej jak ktoś z góry zaklada że lepiej być samej i na widok faceta
            mówi " i tak nieodpowiedni"
    • kk_24 Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 14.12.05, 22:14
      Nie wierze , jakbym o sobie czytała!!! Kropka w kropke!!! Róznica to to ,że
      mam 24 lata i mój były zwodził mnie 6 lat i nie szukam pracy co dołuje mnie
      jeszcze bardziej. Wiem co czujesz, naprawde ale ktos tu dobrze napisał ,że
      trzeba być szczęśliwym samemu a nie wartościować życia czy sie ma faceta czy
      nie.Ja sie staram.... hehehe
      Pozdrawiam cie serdecznie ,nie jesteś sama!!!
      • kk_24 Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 14.12.05, 22:14
        mialo być szukam pracy!
        pozdrawiam :)
        • wielo-kropek Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 15.12.05, 01:54
          Coz moge powiedziec. Wydaje mi sie ze nie mam z grubsza problemu ciebie
          zrozumiec. Chce powiedziec tylko to, ze czasem lepiej byc samej niz z
          kims. Mam na mysli tutaj tego kogos nieodpowiedniego. Nie zalamuj sie. Sama
          nie bedziesz, ja w to wierze. Najwazniejsze jest to, ze nie chcesz byc
          sama i to wlasnie odmieni twoja samotnosc.
          • ma_gala Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 25.12.05, 01:32
            ale ja już nie mogę wytrzymać z tą swoją samotnościa... przyjaciele już mi nie
            wystarczają... chcę kogoś obdarować uczuciem - nawet nie śmiem myśleć o
            wzajemności... :-)
            • mila993 Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 25.12.05, 13:31
              czytajac Twoją wypowiedź, wydaje mi sie ze czytam o sobie. moj zwiazek rozpadl
              sie po 5 latach, po ogromnej walce o niego. niby sie kochamy ale nie umiemy zyc
              ze soba. nie wiem czemu sie tak dzialo, bo przeciez podobno milosc zwycieza
              wszystko.wracalismy so siebie i sie rozstawalismy-tak w kolko. teraz natomiast
              jestem wykonczona psychicznie i nie umiem zyc sama. koncze studia i wszystkim
              naokolo sie wydaje ,ze jestem jakikms dziwolagiem, ktory zamiast wyjsc za mąż,
              wlasnie zostal "singlem".nie sadze, ze pokocham kogos. wszystkie moje plany
              wiazalam z tamtym czlowiekiem. i jak teraz zyc?
              • alya1 Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 25.12.05, 14:06
                Witaj! Mam podobnie jak Ty. Jestem po rozwodzie bylam z nim 6 lat. W zasadzie
                przejelam jakies jego pewne cechy-myślałam jego kategoriami.To był toksyczny
                związek. Teraz czuję że odżywam choć minęło tak niewiele czasu. Wszyscy uważają
                mnie za taka silną osobę bo chodzę uśmiechnięta i nie opowiadam naokoło jaka to
                jestem nieszczęśliwa. A mimo tego że staram się walczyć z każdym dniem to jest
                mi ciężko- bo nie tak łatwo mieć dystans do tego co się przeżyło z drugą osobą
                przez tyle lat. My też się niby kochaliśmy ale nie umieliśmy ze sobą żyć.
                Również rozstawaliśmy się i wracaliśmy do siebie. Nie jestem jeszcze gotowa na
                poważny związek-cieszę się że odpoczywam. Ale nie powiem-brakuje mi kogoś.
                Chciałabym z kimś być . Chciałabym się przytulić pocałować i po prostu pogadać
                o głupotach. Trudno mi uwierzyć żebym miała teraz z kimś być ale wierzę w to że
                los się do mnie uśiechnie. I tak samo powinnyśmy myśleć my wszystkie:) I niech
                niektórzy nie opowiadają mi że nie potrzebują bliskości i że tak dobrze jest
                być samym;)
                • mila993 Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 25.12.05, 14:44
                  alya zgadzam sie, nie jest dobrze byc samemu. tylko nurtuje mnie pytanie, czy
                  nie lepiej walczyc o zwiazek, nawet jesli jest toksyczny? ja kocham tego
                  czlowieka i nie wydaje mi sie abym pokochala kogos innego. w przeciwieństwie do
                  Ciebie, nie czuje że odżyłam, wciaz sie czuje fatalnie...
                  • alya1 Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 25.12.05, 15:13
                    ja też na początku czułam się podobnie jak ty. Dlatego wracaliśmy do siebie.
                    Nawet jak definitywnie się to skońćzyło to czułam że popadam w jakąś depresje.
                    Nie było tak różowojak Ci się wydaje.. A czy warto walczyc o związek nawet
                    jeśli jest toksyczny? Wydaje mi się że takie pytanie pojawia się właśnie przy
                    toksycznym związku. Pojawia się uzależnienie i myśl ze nie ma się własnego
                    życia bo cały czas żyło się dla tej drugiej osoby. Wiem że jest to bardzo
                    trudne. Inaczej taki związek nie nazywał by się toksyczny. Ale trzeba być
                    silnym bo powrót nie prowadzi do nieczego dobrego..Zobaczysz -spotkasz jeszcze
                    osobę którą pokochasz-teraz wydaje Ci się to niemożliwe i absurdalne. Ale czas
                    wszystko zagoi. Ważne żebyś nie była teraz sama i najlepiej znajdz sobie jakieś
                    zajęcie coś co by było dla Ciebie pracochłonne- byś nie miała czasu zbyt dużo o
                    tym myśleć. Powoli odżyjesz:) Człowiek jest bardzo silny i byle co go nie
                    złamie:) Ja wierzę w to że jeszcze wdszystko Ci sie ułoży:) Jakbyś miała ochotę
                    to zawsze możesz do mnie napisac na priv. POzdrawiam !
                    • mila993 Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 25.12.05, 15:30
                      bardzo Ci dziękuje Alya za słowa otuchy...wiem że to minie ,ale swoistą żałobę
                      trzeba przejść. Również życzę Ci szczęścia i duzo duzo miłości. Wesolych Świąt!
                  • ma_gala Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 25.12.05, 18:25
                    mila993 napisała:

                    że się wtrącę do Waszej dyskusji:

                    > alya zgadzam sie, nie jest dobrze byc samemu. tylko nurtuje mnie pytanie, czy
                    > nie lepiej walczyc o zwiazek, nawet jesli jest toksyczny?

                    moim zdaniem: nie warto walczyć o zwiazek, który jest toksyczny! wiem co mówię,
                    bo sama tak robiłam! on mnie od siebie uzależnił i każde jego "nie takie"
                    zachowanie, fochy powodowało u mnie skręt żołądka i obniżony nastrój...
                    skończyło się prawdziwą depresją!!! dlatego wiem, że nie warto - bo niszczysz
                    siebie i nie dajesz sobie nawet szansy na bycie szczęśliwą z kimś innym! skoro
                    czujesz, że zwiazek jest toksyczny to to oznacza, ze już podświadomie szukasz
                    mechanizmów obrony przed nimi...

                    ja kocham tego
                    > czlowieka i nie wydaje mi sie abym pokochala kogos innego. w przeciwieństwie
                    do
                    >
                    > Ciebie, nie czuje że odżyłam, wciaz sie czuje fatalnie...

                    czujesz się fatalnie, bo jesteś od niego uzależniona!! też tak miałam, to
                    normalny objaw odstawienia!! będzie cięzko (pewni już jest), ale innej rady niż
                    przeżycie tego i swiadoma walka z uzależnieniem od toksycznych uczuc nie ma!!
                    pomyśl: nie czułabyś się tak gdyby to nie był toksyczny zwiazek!

                    łączę się z Tobą - bo doskonale Cię rozumiem...
                    • mila993 Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 25.12.05, 18:42
                      dzięki dziewczyny, dobrze jest usłyszeć parę słów od obiektywnych osób.
                      podobnie ma_gala jak Ty, znosiłam jego "nie takie" zachowania. mimo, iż co
                      chwile ustalaliśmy nowe zasady, obiecywaliśmy zmianę naszych zachowań on nie
                      potrafił sie zmienić. po kłotni nastepowały "ciche dni" które trwały
                      tygodniami. Również ważnym powodem rozstania była moja niezaspokojona potrzeba
                      bezpieczeństwa. on niby obiecywal przez 5 lat ze się pobierzemy, zaręczymy ale
                      jakoś z tego mówienia nic nie wychodziło. w ogole teraz wydaje mi sie, że on
                      dość często co innego mówił a co innego robił....
                      ma_gala piszesz o uzależnieniu od drugiej osoby w toksycznym związku. Czyli
                      w "zdrowym" związku uzależnienie nie występuje?
                      • ma_gala Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 25.12.05, 19:10
                        mila993 napisała:

                        > dzięki dziewczyny, dobrze jest usłyszeć parę słów od obiektywnych osób.
                        > podobnie ma_gala jak Ty, znosiłam jego "nie takie" zachowania. mimo, iż co
                        > chwile ustalaliśmy nowe zasady, obiecywaliśmy zmianę naszych zachowań on nie
                        > potrafił sie zmienić. po kłotni nastepowały "ciche dni" które trwały
                        > tygodniami. Również ważnym powodem rozstania była moja niezaspokojona
                        potrzeba
                        > bezpieczeństwa. on niby obiecywal przez 5 lat ze się pobierzemy, zaręczymy
                        ale
                        > jakoś z tego mówienia nic nie wychodziło. w ogole teraz wydaje mi sie, że on
                        > dość często co innego mówił a co innego robił....
                        > ma_gala piszesz o uzależnieniu od drugiej osoby w toksycznym związku. Czyli
                        > w "zdrowym" związku uzależnienie nie występuje?

                        mój były też dużo mówił... nawet kumplom się chwalił jak to się "żeni"... byłam
                        rozżalona, ze nie raczył ze mną na ten temat porozmawiać... ale gdy "na
                        poważnie" zaczęłam ten temat ja, czy myślał w ogóle o tym zebyśmy zamieszkali
                        razem, zaręczyli się , w przyszłosci pobrali, odpowiedział: no jakoś nie
                        myślałaem o tym... gdy żądałam odpowiedzi po co w takim razie zawracał mi głowe
                        przez tyle czasu stwierdził, ze przecież trudno żeby był sam... teraz jest z
                        inną i z tego co wiem ona go przycisnęła, bo żalił mi się, ze w zyciu się nie
                        ozeni po roku znajomosci! tak to juz bywa...
                        a odnośnie Twojego pytania: myślę, ze w zdrowym, normalnym związku, w którym
                        ludzie rozumieją swoje potrzeby i je zaspokajają ze sobą, uzupełniają się - nie
                        ma mowy o uzależnieniu!! po wielu latach moze się pjawić coś w rodzaju
                        przyzwyczajenia, ale nie uzaleznienia - bo w normalnym związku zaden z
                        partnerów nie czuje przymusu manipulowania uczuciami i nastrojami drugiej
                        osoby... nie wiem jak Ty, ale ja czułam się manipulowana... on chciał zeby mój
                        nastrój, moje dobre lub złe samopoczucie zależało od jego widziemisię a tak nie
                        powinno być, prawda??
                        ściskam Cię ciepło
                        • mila993 Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 25.12.05, 19:43
                          co do zalegalizowania zwiazku, to ja w pewnym, końcowym już etapie bardzo
                          naciskałam chociaz o zaręczyny. bylam w strasznym stanie psychicznym,
                          przemeczona tymi ciagłymi rozstaniami,potrzebowałam jakiejś stabilizacji. ale
                          on twierdzil tylko ,ze nie teraz, za jak sie wszystko uspokoi, a kolegom mowil
                          (jak sam sie zreszta przyznał) ze "nie jest mnie pewien choć już nikogo nie
                          pokocha tak jak mnie" i jak tu zrozumiec faceta? nawet nie ma sensu próbować.
                          boję sie tylko ,ze on bedzie probowal do mnie wrocic- zawsze tak było- takie
                          błedne koło, a ja jako "uzależniona" ulegnę...
                          Pozdrawiam Cię ma_gala, podziwiam że wyszłaś z depresji- musisz być silną osobą!
                          • ma_gala Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 25.12.05, 20:07
                            nie ulegniesz!! nie pozwalam Ci!! ;-)) pomyśl: tyle czasu ile godzisz się na
                            wracanie do siebie po to aby on pewnego dnia znowu Cię porzucił - tyle czasu
                            odpychasz od siebie szczęście!! pomogło?? mam nadzieję, ze chociaż trochę... a
                            z depresji wyszłam dzieki ogromnej pomocy i pracy moich przyjaciół nade mną,
                            którzy mieli czas mnie słuchać i ratować! kilka razy byłam u genialnej pani
                            psycholog, która powiedziała mi, ze w momencie gdy do niej przyszłam tak
                            naprawdę miałam juz 3/4 drogi depresji za soba... Z depresji ponoć się nie
                            wychodzi raz na zawsze - trzeba cały czas nad sobą pracować i na razie tego się
                            trzymam!! będzie dobrze - wiem to!
                            • mila993 Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 26.12.05, 11:53
                              miałaś szczęście ma_gala, z tego co wiem, u mnie w mieście nie ma dobrych
                              psychologów, choć cały czas myślę aby się wybrać. moj "ukochany" wczoraj
                              napisał mi, że to ja sama sie skrzywdzilam i zmarnowalam ten związek. ze ja nie
                              dawałam mu ciepła i tylko go krytykowałam itd. przykro czyta sie takie smsy, on
                              nie widzi w swoim zachowaniu niczego złego. czy to takie dziwne ze na przyklad
                              chcialam z nim spedzic sylwestra (jak jeszcze probowalismy byc razem?) on
                              wcześniej zaplanowal, ze go ze mna nie spedzi ( a sam jedzie w gory).... boje
                              sie, bo on teraz bedzie mnie gnebil takimi smsami.
                              na szczęście święta prawie za nami, najgorszy okres dla "singli". jeszcze ten
                              sylwester...pozdrowienia
                              • alya1 Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 26.12.05, 14:29
                                Radziłabym Ci nie odpowiadać na smsy... Miałam podobnie że mnie obwiniał i
                                przestałam się wogóle wtedy oddzywać i reagować. Odpuścił bo widział że to na
                                nic. Odpowiadając myśle że nakręcisz go jeszcze bardziej a sama będziesz mieć
                                chcąc nie chcąc coraz większe poczucie winy. Pozdrawiam Cie cieplutko!
                                • mila993 Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 26.12.05, 19:12
                                  nie odpowiadam na te smsy, choc ciezko milczec i nawet sie nie bronic. Chociaż
                                  to chyba jakis znak Opatrzności, cos mi sie chyba stalo z telefonem i tylko od
                                  niego, smsy przychodza opóźnione o 24h! Pozdrawiam serdecznie!
    • ramadayes Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 25.12.05, 19:23
      też jestem singlem, mam 24 lata i mam kilka znajomych singielek. singlem jestem
      od zawsze i lubię to! tak się do tego przyzwyczaiłam, że nie wiem, czy
      potrafiłabym inaczej:) co ci mogę doradzić: nie szukaj faceta na siłę, miłość
      przychodzi niespodziewanie, gdy się jej nie szuka. wychodź do ludzi, ale nie po
      to, żeby szukać faceta, ale po to, żeby się dobrze bawić. mam koleżanki, które
      nie potrafią żyć bez faceta i szukają sobie pierwszego lepszego, żeby mieć
      kogoś "pod ręką". chyba nie chcesz czegoś takiego? NIE PORÓWNUJ SIĘ Z INNYMI!-
      model życia w twoim otoczeniu nie musi być twoim modelem. nie żyj
      wspomnieniami, idź naprzód. no i przede wszystkim- polub swoje bycie singlem i
      siebie w tej sytuacji. bycie singlem może być naprawdę fajne!!! pozdr
    • ma_gala Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 11.05.06, 14:45
      NIC sie nie zmieniło... nie mam już siły... a wokół pełno koleżanek - również
      singielki... i tak sie zastanawiamy: czy to już czas na wizytę u
      psychoterapeuty i szukanie reproduktora żeby miec dziecko??? :-((((((
      • moonbp Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 11.05.06, 15:28
        Fajnie jest być singlem, oj fajnie! Nie ma kłótni, ograniczeń, wymagań,
        utyskiwań, można iść dokąd się chce, kiedy się chce, i z kim się chce... Można
        mieć znajomych ni tylko własnej płci, i nie trzeba znosić scen zazdrości, można
        wstać o 3rano, i nie tłumacząc się nikomu wyjechać do Chin, można zaprosić
        ludzi na wieczór bez obawy, że nasza druga połowa poiwe "nie zapraszaj, bo co
        jaj mam niby robić? nie będę siedzieć z twoimi znjomymi, i nie mam zamiaru
        wychopdzić z domu! Mowy nie ma!", nie trzeba chodzić na niedzielne obiadki do
        rodziny, nie trzeba ciągle kombinować jaki prezent kupić na imieniny, urodziny,
        czy rocznicę, nie ma niebezpieczeństwa, że trzeba się będzie opiekować chorą
        teściową, całą pensję ma się dla siebie, nie trzeba isć na kompromisy w sprawie
        wyboru filmu w kinie, nie trzeba pozbywać się psa, bo druga połówk ama alergię
        na sierść, można dodowlnie bałaganić, i miliard różnych sparw, no i
        najważniejsze - po pewnym czasie nie płacze się w poduszkę, zastanawiając
        się "dlaczego on/ona tak się zmianił/a? Przed ślubem było inaczej, teraz nawet
        na mnie nie spojrzy, i w ogółe się roztył/a i zbrzydł/a. Tylko na początku było
        fajnie"

        Oczywiście, nie neguję związków - każdy wie, że mają one mnóstwo pięknych
        stron. Powyższa wyliczanka to tlyko zwrócenie uwagi, że singlowanie też pozwala
        na uniknięcie niejednej trudności, i że ma wiele jasnych aspektów. Naturalnie
        można zrobić kontr-listę, i wszystko odwrócić - to dowód na to, że nic nie jest
        jesdnoznacznie dobre ani złe.

        Moi kumple mają dziewczyny - zresztą bardzo fajne, ale mnie się jakoś nie
        espieszy, z z tego, ze odę pod prąd ogólnym tendencją po prostu się cieszę.
        Jestem niekonwencjonalny we wszysktim, i dobrze mi z tym. Niechby się cały
        świat pozenił, nic mnie to nie interesuje. ;)
        Ni bądź smutna - jest doskonale, i ty jesteś doskonała taka jaka jesteś. Żal
        zżera ludzi, i to dosłownie - to dobra droga do choroby. Nie myśł o sobie jako
        o kimś, komu czegoś brakuje, bo jak uważasz , że czegoś Ci brakuje, to
        rzeczywiście stanie się to Twoim doświadczeniem, tak jak się stłao. Jesteś
        100%, i nie musisz mieć więcej. Chyba, że wybierzesz wiecej.
        Takie jest moje zdanie w zadanym przedmiocie.
        :)
        • moonbp Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 11.05.06, 15:38
          ERRATA -

          W 3cim akapicie, w 2gim zdaniu od góry, powinno być:

          "...a z tego, że idę pod prąd ogólnym tendencjom, po prostu się cieszę."

          Ach, to szybkie pisanie - pożywka sla literówek... :)
        • bez.wyksztalcenia Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 11.05.06, 16:58
          bycie z kims nie przeszkadza w robieniu tych wszystkich rzeczy. jesli partner
          ma swoje zainteresowania, znajomych, to nie bedzie ograniczal
      • 13monique_n Ma_gala... 11.05.06, 15:37
        dziewczyno w kwiecie wieku :))) nie wiem, jak, ale zrelaksuj sie. Naprawde,
        kiedy polubisz bycie ze soba, wiesz, takie w pustym mieszkaniu, nawet nie przy
        grajacej muzyce, czasem z ksiazka, czasem przy zajeciach domowych.... wtedy
        wokol Ciebie zrobi sie tloczno.
        Mowie Ci to z perspektywy kilku miesiecy w roli singla, i wielu weekendow, ktore
        dzieci spedzaja z Bylym. Po wielu latach toksycznego zwiazku. Po walce o
        utrzymanie malzenstwa, po jego zdradzie... to on zazadal rozwodu, bo okazalam
        sie zbyt niezalezna, wstalam z kolan i zaczelam zyc. Zycie jest piekne,a o mojej
        wartosci nie swiadczy facet, czy jego brak u mego boku. Uwierz w siebie.
        Pozdrawiam wiosennie.
        • katlena Re: Ma_gala... 11.05.06, 16:03
          Nie jestem autorką wątku ale się wtrącę.
          Oczywiście, bycie samotną ma wiele plusów. Niezależność, wygoda, czytanie
          książek, samotne przecież jakże wspaniałe wieczory...tak, wszystko to super.
          Tylko co ma zrobić dziewczyna właśnie w kwiecie wieku, która ma potrzeby.
          Przytulenia, dzielenia się codziennością, radością, smutkiem, po prostu bycia z
          kimś. Tak, zycie samemu jest piękne. Wmawiam to sobie codziennie. Próbuje uczyc
          na pamięć. Jestem niezależna, samodzielna, radzę sobie w życiu, jest wspaniale.
          Ale... codziennie wysłuchuję przyjaciółek w związkach. Jak im dobrze, jak
          radośnie, jak dziwią mi się że jestem sama. Że nie potrafiłyby tak jak ja.
          Znoszę to również dzielnie. :)Nikogo nie szukam, nikomu się nie narzucam.

          Chciałabym nauczyc sie jednego.
          Oziębłości. Żebym nie czuła, nie współodczuwała, nie chciała, nie pragnęła.
          Jeśli ktoś to potrafi, to proszę dać znać ;)
          Tak się tylko chciałam wygadać i dac znać autorce, że nie tylko jej jest czasem
          smutno :)
          Pozdrawiam serdecznie
          • bez.wyksztalcenia Re: Ma_gala... 11.05.06, 17:04
            zgadzam sie z toba...
            wkurzaja mnie te pociesznia "dobrze jest byc samemu" itp. moj zwiazek zakonczyl
            sie 9 miesiecy temu. mam 29 lat, mam wiele pasji, zainteresowan, sa momenty,
            kiedy potrzebuje pobyc sama. mam tez wielu znajomych i malo czasu.
            ale..... w Polsce jest presja bycia z kims. same pary wokol. mieszkalam wiele
            lat w Niemczech, tam studiowalam i na uczelni bylo kilkanascie par. doslownie.
            po 30 roku zycia zaczyna sie pierwsza powazna praca i pierwsze powazne zwiazki.
            w Polsce dorabia sie jakos glupia ideologie "singlostwa" i tutaj mi to bardzo
            przeszkadza. w Niemczech - nie zwrocilabym na to uwagi
            • katlena Re: Ma_gala... 11.05.06, 18:16
              bez.wyksztalcenia napisała:

              > zgadzam sie z toba...
              > wkurzaja mnie te pociesznia "dobrze jest byc samemu" itp. moj zwiazek
              zakonczyl
              >
              > sie 9 miesiecy temu. mam 29 lat, mam wiele pasji, zainteresowan, sa momenty,
              > kiedy potrzebuje pobyc sama. mam tez wielu znajomych i malo czasu.
              > ale..... w Polsce jest presja bycia z kims. same pary wokol. mieszkalam wiele
              > lat w Niemczech, tam studiowalam i na uczelni bylo kilkanascie par.
              doslownie.
              > po 30 roku zycia zaczyna sie pierwsza powazna praca i pierwsze powazne
              zwiazki.
              > w Polsce dorabia sie jakos glupia ideologie "singlostwa" i tutaj mi to bardzo
              > przeszkadza. w Niemczech - nie zwrocilabym na to uwagi



              coś w tym jest, faktycznie... za granicą ja tez inaczej funkcjonowałam z
              tym "problemem"... nie wiem czy to kwestia mentalności, czy czegoś innego. No i
              ta presja... koleżanki które wręcz współczują mi bycia samej.
              Może czas to jakos sam rozwiąże.
              pozdrawiam
              • 13monique_n Re: Ma_gala... 11.05.06, 20:47
                Dziewczyny, naprawde nie chodzi mi o WMAWIANIE sobie, ze dobrze mi we wlasnym
                towarzystwie. Mnie jest dobrze ze soba. Byc moze, kiedys znowu pokocham kogos na
                zawsze, moze nawet to bedzie niedlugo.... ale na razie umiem byc sama.
                Przyjaciol mam i w parach (dlugoletnich juz zwiazkach) i singli.
                I nikt z nich nie wypytuje, kiedy znowu sie w kims zakochasz, kiedy znowu ....
                Moze to sa po prostu inni ludzie. Jestesmy soba. I byc moze, teraz wolniej i
                rozwazniej bedziemy sie dobierac w pary... moze dlatego mniej nerwowo,
                spokojniej, radosniej.... Trzymam kciuki, szczegolnie za te, ktorym zle samym.
                • moonbp Re: Ma_gala... 11.05.06, 23:41
                  Osądzanie - jedna z najbardziej powszechnych, i zarazem najprymitywniejszych
                  ludzich cech. Jak ktoś ma łopot z wypominaniem mu/jej "singlowania", to niech
                  odpowie osądzając związki, podkreślając ich negatywne strony.
      • pazyfae_21 Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 13.05.06, 12:42
        dziewczyno,nic sie nie martw.25 lat,to bardzo mlody wiek.A na swiecie jest
        mnostwo naprawde fajnych gosci.Sama do tej pory spotylam samych dupkow,ale
        wiem,ze w koncu trafie na tego jedynego.Tylko nie wyczekuj na milosc!!Zajmij
        sie innymi sprawami.Znajdz radosc zycia bez faceta u boku.Odpowiedz sobie na
        pytanie,po co on jest ci potrzebny?Nie zaprzataj sobie glowy,ze go nie
        masz.Milosc i tak zawsze przychodzi nieproszona,kiedy najmniej sie jej
        spodziewamy...;0
    • fajnaret Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 12.05.06, 07:49
      Ja znam kilku takich którzy z braku powodzenia są tzw. singlami!
      • wise_girl Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 12.05.06, 13:37
        Niestety u nas jakoś tak jest,szczególnie u dziewczyn,że jakby definiujemy się
        przez związki z facetami.Żadna z nas nie pyta,jak tam w
        pracy,awansowałaś,dostałaś podwyżkę albo jak tam studia,od tego jest
        rodzinka:),tylko:"Spotykasz się z kimś?".Sama często tak robię,ale nie jako
        chęć wywarcia presji:"No kiedy wreszcie,znajdź sobie kogoś",tylko zwykłe
        pytanie.Sama przez większość swojego życia jestem sama,a związki są swoistą
        odskocznią od normalnego życia-bezzwiązkowego.Nie powiem,do jakiegoś czasu było
        mi z tym dobrze,nie rozumiałam,jak można nie chcieć iść samemu na imprezę-w
        sensie,że tylko same dziewczyny,bez swoich chłopaków,jak można być z kimś kilka
        lat i nie znudzić się.Ale w życiu każdej z nas przychodzi prędzej czy później
        pragnienie bycia z kimś,czułości,ciepła i nie oszukujmy się-przyjaciele,hobby
        czy inne sprawy nam tego nie zastąpią.Z drugiej strony też nie warto pakować
        się w związki nie do końca przemyślane,dla samego bycia z kimś,bo czasem trudno
        się z tego wyplątać potem.Też jestem zdania,że na wszystko przychodzi czas.A do
        ma-gali-a w pracy na przykład nie ma nikogo fajnego?Poza tym tak sobie myślę,że
        jak się wychodzi często z domu i robi różne rzeczy,to po prostu kogoś się
        poznaje siłą rzeczy.A jeśli jesteś z W-wy,to polecam Pola-tylu tam chodzi
        fajnych facetów,że mmmm,oczu nie można oderwać:)No i co jeszcze-może jakieś
        stare znajomości warto odświeżyć,nie chodzi mi tu nawet o chłopaków,ale o
        jakieś koleżanki,zawsze to może pomóc kogoś poznać,jakieś
        imprezy,brat,kuzyn,wiesz o co mi chodzi:D Ale nic na siłę,bo to nic nie
        daje,tylko nie zadręczaj się tym.Jak się tak rozglądam,to jest wielu fajnych
        facetów wokół,części może brakuje odwagi,niestety,żeby zrobić pierwszy krok-
        ach,te czasy.A masz kumpli-nie wierzę,że wśród nich,ich kolegów bliższych i
        dalszych nie ma nikogo interesującego.Zresztą takie znajomości też są fajne,bo
        pozwalają dużo dowiedziec się jak myślą faceci,jacy są itp.Wierzę,że na każdego
        przyjdzie pora,najczęściej w najmniej spodziewanym momencie wpadasz po uszy bez
        możliwości odwrotu:)
    • desidero Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 12.05.06, 13:43
      Ma_gala ŚWIETNIE CIĘ ROZUMIEM!!

      Ja też nie mam nikogo. Już prawie trzy lata jestem sama po prawie 6-letnim
      związku z facetem podobnym do twojego.
      Też przerabiałam rozstania i powroty, kryzysy uczuciowe, wspólne plany
      mieszkaniowe i ślubne, jego szantaże emocjonalne w stylu : proszę wróć do mnie,
      będzie wspaniale, naprawdę się zmieniłem, nikogo oprócz Ciebie tak nie
      pokocham, dałaś mi coś wspaniałego, itd.. (to po cholerę to wszystko
      zburzył,dlaczego tak skrzywdził, dlaczego w odpowiednim momencie nie potrafił
      docenić i choć trochę popracować nad wspólnym szczęściem - tylko ciągle był
      niezdecydowany i szukał niezapomniamych wrażeń??!!)

      Aż w końcu prawie trzy lata temu powiedziałam DOŚĆ i skończyłam ten toksyczny
      związek.

      Po jakimś czasie odseparowałam się tych emocji i uczuć, zostawiłam to za sobą.
      Teraz nie pielęgnuję już w sobie żalu, złości i nie mam już wyrzutów do siebie.

      Otworzyłam się i przygotowałam na nowy związek, którego poniekąd z
      niecierpliwością oczekiwałam.

      Ale....

      i tu zaczyna się mój problem.

      Pomimo że mam wielu wspaniałych znajomych z którymi dobrze się czuje, którzy
      dobrze mnie znają i rozumieją - CZUJĘ SIĘ TAK BARDZO SAMOTNA!!
      Choć często się spotykamy, wspólnie wyjeżdżamy, bawimy się, współpracujemy - to
      jednak jest to towarzystwo samych par.
      Nie poznaję nikogo nowego, ponieważ wciąż przebywam w tym samym towarzystwie.

      Czasem chciałam wyjść gdzieś, pobawić się ale nie miałam z kim. Koleżanki albo
      w ciąży albo biegną po pracy do domu, do dzieci, albo spędzają wolny czas z
      ukochanym. Jak się już spotykamy to, tak jak już wyżej pisałam, we wspólnym
      gronie.
      Nie mam nikomu nic za złe, cieszę się ich szczęściem i życzę wszystkiego
      dobrego. Tylko po prostu czuję że do nich nie pasuję.

      Teraz z dnia na dzień coraz bardziej zamykam się w sobie, zżera mnie smutek i
      samotność. Oddalam się od przyjaciół i nie potrafię nad tym zapanować. Po
      prostu coraz częściej kiedy gdzieś mamy się spotkać, znajduję jakaś wymówkę i
      zostaję w domu.
      Do niedawna po prostu czytałam, słuchałam muzyki, oglądałam jakieś filmy,
      zawsze znalazłam sobie jakieś zajęcie w domu albo wychodziłam sama na spacer.
      Teraz po prostu nie robię nic, włóczę się bez celu, zabieram się tylko za
      sprawy które wiem że muszę zrobić i spotykam się juz tylko wtedy kiedy bardzo
      nalegają albo nie wypada odmówić.

      Nawet nie mówię nikomu co czuję, bo po co??
      "Głodny nie zrozumie sytego", a pozatym nie chcę nikogo apsorbować swoimi
      problemami.

      Wiem doskonale, że lepiej być samemu niż tkwić w beznadziejnych związkach z
      przyzwyczajenia lub ze strachu przed samotnością. Dlatego popieram
      poprzedniczki. Przerobiłam to na sobie.

      Zgadzam się też z przedmówczyniami że najpierw trzeba poczuć się samemu ze sobą
      dobrze żeby stworzyć z kimś udany związek.
      I ja czuję się ze sobą dobrze, pracuję nad sobą, zrobiłam już wiele rzeczy
      które chciałam zrobić tylko dla siebie. Mam wiele pomysłów na spędzanie wolnego
      czasu. Ale już mi się to "towarzystwo" znudziło.

      Chciałabym żeby ktoś "był", żeby śmiał się ze mną i płakał, żeby przutulił,
      żeby się dzielić sukcesami i wspierać po porażkach. Chciałabym otrzymać od losu
      to wielkie szczęście i miłość i bardzo chciałabym nią kogoś obdarować.

      Jestem rozdarta - z jednej strony bardzo chciałabym spotkać miłość swojego
      życia a z drugiej strony przestałam już w to wierzyć.

      Niewiem jak mam sobie z tym wszystkim poradzić. Jak pozbyć się tego
      wewnętrznego smutku i bólu????

      Nadmieniam, że znajomi (a nawet moja najbliższa przyjaciółka) nie domyślają się
      nawet że mam taką bolączkę ponieważ na codzień staram sie być w dobrym
      nastroju, rozmawiamy o wszystkim, żartujemy. Jest "ok" !

      Nigdy nie pisałam na forum o takich sprawach, ale poruszył mnie twój list i
      takie poczucie, że nie tylko ja mam taki kłopot i tak się czuję.
      Może znasz jakieś sparwdzone sposoby jak sobie radzić z takim smutkiem.
      A może ktoś inny wspomoże mnie jakąś radą.

      Pozdrawiam serdecznie.

      PS. Przepraszam jeśli w moją wypowiedź wdarł się jakiś chaos, narazie nie mam
      wprawy w wypowiedziach na forum internetowym.

      • wise_girl Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 12.05.06, 13:52
        Może pogadaj właśnie z kimś o tym,jak się czujesz?Bo Twoi znajomi nie wiedzą,że
        jest Ci smutno i jak się czujesz przebywając z nimi,że brakuje Ci kogoś.Znam to
        uczucie,kiedy patrzysz na szczęśliwe pary,które się przytulają,całują przy
        Tobie,a Ty siedzisz sama i myślisz sobie:"Ostatni raz przyszłam tu sama,też
        chcę mieć kogoś do jasnej cholery i co ze mną jest nie tak,że jestem
        sama?".Piszesz o przyjaciółce-ale ona też jest sama,czy ma kogoś?Bo jak jest
        sama,to pewnie czuje podobnie jak Ty.Myślę,że powinnaś przed kimś się otworzyć
        i znajomym będącym w parach też o tym powiedzieć,może zacznie się
        swatanie,randki w ciemno itp.:)A serio,to jesteś też ważna,to jak się czujesz,a
        oni po prostu nie wiedzą,że coś jest nie tak.Aha,może zmień też trochę
        towwarzystwo na jakieś singielki,wtedy będziesz miała z kim pogadać o tym,jak
        się czujesz i będzie Ci raźniej.Nie zamykaj się w domu,bo to nic nie da i
        będziesz czuła się jeszcze bardziej samotna.Będzie dobrze,zobaczysz:)
        • desidero Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 12.05.06, 15:16
          Być może trochę się domyślają że jest mi przykro, choć staram się tego nie
          okazać.
          Ale nie chcę z nimi o tym rozmawiać bo potem przy każdym spotkaniu będzie mi
          głupio a oni chcąc mi pomóc (szczególnie koleżanki) będą zapraszali niby
          przypadkiem jakiś samotnych znajomych (po przejściach).
          Parę razy tak się zdarzyło i wtedy oczywiście byłam obserwowana w towarzystwie,
          jak reaguję na nowego znajomego, tak jakby wpuścili mnie na ring i obserwowali
          jak sobie poradzę.

          A potem pytania: no i jak? nie podoba ci się? W takich sytuacjach dziwnie się
          czułam, jakby oczekiwali odemnie, że przyprowadzą kogoś, ja odrazu go złapię i
          już nie będzie kłopotu.
          Takie swatanie to dla mnie nie najlepsze rozwiązanie. Wtedy strasznie się
          blokuję.

          Pozatym odkąd w moim towarzystwie prawie wszyscy się z kimś związali to
          strasznie się pozmieniali i (jak to kiedyś usłyszałam) wkroczyli na inny etap
          życia niż ja.

          A co do mojej przyjaciółki. Jest zamężna i ma dzieci (które zresztą uwielbiam.
          Parę razy napomknęłam o tym jak się czuję, starała się mnie niby zrozumieć bo
          kiedyś była w podobnej sytuacji, mówiła: nie martw się, wiem co czujesz, może
          jeszcze nie przyszedł odpowiedni moment,...,
          a ja mam wrażenie że wcale mnie nie rozumie albo nie chcę zrozumieć bo tak jest
          wygodnie, mam więcej czasu żeby do niej wpaść (ona ma niewielu przyjaciół w W-
          wie).

          Może trochę jestem zaszczuta podejrzeniami o wszystko.
          Samej mi przykro, że jestem coraz bardziej zgorzkniała, zamknieta i obojętna.

          Dzięki. ;)
      • wise_girl Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 12.05.06, 23:15
        Rozumiem,co czujesz,naprawdę.Rzeczywiście,gadać o tym ze znajomymi może być
        dziwnie trochę i masz rację,że jeśli są w długich związkach,mają dzieci itp.,to
        niby mówią,że Cię rozumieją,ale tak nie jest,bo po prostu już od dawna nie byli
        sami i nie pamiętają już pewnie jak to jest,zmieniły im się priorytety,zawsze
        jest "my" będziemy coś tam robić,a nie "ja" coś zrobię.Kurczę,większość moich
        koleżanek też jest w stałych związkach,praktycznie od liceum,a minęło już parę
        lat od tego czasu,część jest sama,a rzadko się zdarza,żeby ktoś często zmieniał
        chłopaków-ja raczej jestem od tego:)Trzy lata to sporo,mówisz,że dobrze się
        czujesz sama ze sobą,że masz pasje,zainteresowania-i bardzo fajnie,ale czegoś
        brakuje,jak piszesz.Problem jest taki,że nie poznajesz nikogo,bo obracasz się w
        towarzystwie par,to wiesz co,może wyjdź sama gdzieś,do teatru,kina,do klubu to
        trochę niebezpiecznie,żeby nic Ci się nie stało,no i bawić się samej też nie za
        specjalnie,może poszukaj jakiejś singielki w pracy,starej znajomej,z którą
        straciłaś kontakt,a z którą mogłabyś się znowu zakumplować,zapisz się na
        aerobik,basen albo coś takiego,gdzie poznasz może nie faceta,ale kogoś,z kim
        będziesz mogła wychodzić na imprezy,do pubu.Czasami właśnie wartościowe osoby
        nam umykają,jak kończymy szkoły,studia i wystarczy jeden telefon i może być
        fajnie:)No i nie dołuj się proszę,wiosna przyszła,lato za pasem,wyjedź albo
        sama na jakąś zorganizowaną wycieczkę albo nawet ze znajomymi,będziecie mogli
        chodzić razem na plażę czy na jakieś wycieczki.Tylko jak oni mają dzieci to
        pewnie trochę inny rodzaj wyjazdu będzie.No nie wiem,ale faktem jest-nie siedź
        w domku,nie myśl o tym-wiem,że ciężko jest,ale naprawdę wszędzie można kogoś
        poznać-a jesteś pewna,że nie masz naprawdę żadnego urazu po tamtym związku,o
        którym pisałaś?Może boisz się znowu zaufać facetowi,boisz się,że wróci taka
        huśtawka emocjonalna i odpychasz tym samym jakieś cieplejsze spojrzenia albo
        gesty mężczyzn?Ale jeśli nie,to mówię Ci-dużo wychodź z domu,poszukaj innych
        znajomych,opalaj się gdzieś-tak też można kogoś poznać:),co jeszcze-i przede
        wszystkim,głowa do góry.Nie jesteś sama z tym problemem,jest nas tysiące,ale
        każda kiedyś trafi na swojego królewicza:D Mocno w to wierzę:)
        • desidero Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 13.05.06, 00:24
          Dzięki za wsparcie, pomysły i zrozumienie!! :))

          Postaram się powalczyć z tym kiepskim nastrojem (przeczekam kilka dni), a jak
          już trochę mi przejdzie to napewno gdzieś się wybiorę.
          Masz trochę racji.... napewno gdzieś w głębi został jakiś uraz po poprzednim
          związku. Bardzo się boję kolejnego oszustwa emocjonalnego.

          Tobie i wszystkim innym samotnym kobietkom gorąco życzę WIELKIEJ MIŁÓŚCI!!

          Czytam od dawna wypowiedzi tu na forum ale zawsze miałam opory żeby się włączyć
          do rozmowy.
          Teraz wiem że można tu porozmawiać z fajnymi ludźmi. :))
          Warto trzymać się razem i wspierać, jest wtedy trochę łatwiej.


    • krwawabestia Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 13.05.06, 00:34
      nie dziwie Ci sie ze masz podły nastrtoj zycie bez miłosci jest bez sensu i nie
      zastapi tego nic ani znajomi ani kasa - ale jest tez pozytyw wiesz juz co w
      zyciu naprawde wazne i jak przyjdzie to złapiesz to mocno :)
      • moonbp Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 13.05.06, 17:45
        Ale trzeba też pamiętać, że jak czegoś nam brakuje, i widzimy to u innych, to
        ów "coś" - w tym przypadku związek - idealizujemy. Przecież te fora aż kipią od
        rozterek, kłopotów i zgryzot dotyczących związków, wystarczy poczytać. Wtedy
        okaże się , że singiel, obok smutków odnoszących się do tego stanu, ma też
        niejeden powód do radości.
        • mahadeva Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 14.05.06, 00:18
          po rozstaniu z bylym tez czulam sie jak autorka postu, mialam nawet kliniczna
          depresje, a wszystko przez ta presje spoleczna, minal rok i teraz dopiero
          znalazlam dystans do tej presji i szczescie we wlasnych pomyslach na zycie, mam
          dwoch kochanków (oboje maja dziewczyny, swoja droga, co to za zwiazki, ale tak
          wlasnie wygladaja tez rzekomo udane!), robie to na co mam ochote, a czego nie
          pozwalam mi robic moj byly, przez milosc do niego i ciagle myslenie, o tym co
          zrobic, zeby zwiazek byl lepszy w ogole wtedy nie myslalam o sobie, teraz
          wreszcie moge rozwiajac swoje talenty! jak powiedziala germaine greer
          najwazniejsza jest przyjazn, zawsze mi sie tak wydawalo i mam sie zamiar tego
          trzymac i smiac w twarz debilom, ktorzy mnie mecza o mojego
          chlopaka/meza/ciaze/dziecko
    • asiaaaa3 Re: bycie singlem - to nie dla mnie... 14.05.06, 14:05
      Pozdrawiam wszystkie singielki na poczatku!

      Tez jestem singlem juz cztery i por roku jestem sama. Mam prawie 24 lata i ten
      fakt zaczyna mnie bardzo meczyc ze jestem caly czas sama. Zdarzaja sie jakies
      przelotne znajomosci ale nie poznaje z swiom zyciu nikogo z ktorym chcialabym
      stworzyc zwiazek. MOj ostatni zwiazek byl dosc krotki trwal poltora roku a
      leczylam sie po nim ponad dwa lata. Dodam ze nie mieszkam w Polsce i na
      poczatku bylo mi trudno poznac kogos w nowym kraju bez znajomosci jezyka.
      Chodzilam do szkoly ale tam nie bylo kogos z kim moglabym sie zaczac spotykac.
      Teraz zycie sie troche zmienilo, zajelo mi to trzy lata zeby sie
      zaaklimatyzowac w nowym kraju, poznac ludzi i stworzyc sobie jakis swoj
      swiat.Zaczelam tez studia , co zawsze bylo moim celem ale przez przeprowadzke
      rozciagnelo sie w czasie.

      Przyzwyczailam sie do bycia samej ale wogole nie jestem z tego faktu
      zadowolona. Kolezanki w Polsce sa w stalych dlugich zwiazkach a ja caly czas
      sama. Na szczescie tutaj gdzie mieszkam mam kolezanki singielki z ktorymi
      imprezuje i spedzam wolny czas na ogol.

      Chcialabym zeby w moim zyciu pojawil sie fajny facet z ktorym moglabym budowac
      zwiazek. Moze mam dziwny charakter i dlatego taki facet sie nie pojawia, moze
      ich zrazam do siebie czyms? Sama nie wiem, staram sie nie myslec o tym ze
      jestem sama ale to przychodzi samoistnie.
Pełna wersja