ma_gala
13.12.05, 12:07
jestem singlem... takim "prawdziwym" (czyli bardzo samotnym, nawet bez
przelotnych znajomości) to od roku. Jestem singlem, bo:
1) chłopak, który przez ostatnie 5 lat zawracał mi głowę w stylu: rozstania -
powroty, kocham - nie kocham - nie wiem czy Cię kocham - jesteśmy razem -
bądźmy przyjaciółmi ---> pewnego dnia oznajmił mi, ze jest z inną,
2) w tym czasie gdy on rozglądał się za inną ja miałam depresje więc było mi
wszystko jedno,a gdy wreszcie ozdrowiałam (z wielką pomocą przyjaciół, a nie
mojego ukochanego!) to już było za późno.... :-(,
3) nie poznaję nikogo - NIKOGO!! - nawet nie ze nikogo interesującego,
fajnego, kandydata na chłopaka czy coś więcej! - a jest tak dlatego, bo dużo
i długo pracuję - rzucenie pracy nie wchodzi w grę, jej ograniczenie -
owszem, ale po co jak nie ma dla kogo????
4) ponoć mam (za) duże wymagania - chociaż mnie się tak nie wydaje żeby chęć
stworzenia prawdziwego związku, bycia z kimś, kochania kogoś, szanowania i
oczekiwania, ze ktoś też będzie mnie kochał i szanował - ze to są takie
starszne wymagania,
5) jestem towarzyska, często wychodzę: kino, knajpy, imprezy, kręgle,
aerobik, można ze mną pogadać, ale poza stałym gronem znajomych, które
ostatnio - mam wrażenie - trochę oddala się ode mnie, bo tworzą się co i rusz
nowe pary - nie poznaję nikogo innego i nie wiem dlaczego tak jest!!! nawet
jak kogoś poznam to oczywiście jest to już mąż, chłopak, kochanek innej...
6) budowałam i planowałam całe życie z tym, który odszedł i nie potrafię
sobie wyobrazić życia z innym... od tamtej pory raz byłam zakochana, ale
facet również puścił mnie w trąbę - po tym jak nagle zniknął bez wieści a ja
myślałam, ze coś się stało, po 3 miesiącach dowiedziałam się, ze jest
szczęsliwie żonaty!
7) mam dosyć, żyć mi się samej nie chce - a problem polega na tym, ze DZISIAJ
jest Wigilia firmowa, na której wypada mi być z kimś, z chłopakiem, połówką -
bo wszyscy są zaproszeni ze swoją żoną/mężem, partnerką/partnerem - w pracy
juz krzywo się na mnie patrzą, ze na takie imprezy zawsze przychodzę sama,
słyszałam nawet "życzliwe" rady, ze mogę przyjść z przyjaciółką, że oni są
bardzo tolerancyjni... oczywiście, ze chcę przyjść z kimś!!! najchetniej z
moim mężem, chłopakiem... ale skoro go nie mam to co?? mam się powiesić z
tego powodu??? mam dosyć tego, ze wszysycy inni układają mi życie (kiedy
wychodzisz za mąż? za półtora roku to odejdziesz na urlop macierzyński,
prawda??) i nikt nie przyjmie do wiadomości, ze tak po prostu, najwyczajniej
w swiecie - mimo że tego nie chcę - JESTEM SAMA!!! CHCIAŁABYM ZEBY BYŁO
INACZEJ, ALE JEST JAK JEST!!! Moim współpracownikom nie mieści się w głowie,
ze w wieku 25 lat można: mieszkać samej, do kina chodzić z przyjaciółką i
mieć kumpli tylko przez internet...
Ponieważ jestem w stanie beznadziejnym piszę to wszystko obcym ludziom na
forum... jeżeli nie chcecie napisać niczego miłego czy pocieszającego to nie
piszcie w ogóle...
PA!